Niemiecki dostawczak już na dobre wpisał się w kanon wszystkim znanych samochodów. Od wielu dekad możemy zobaczyć jego przeróżne generacje i wariacje na naszych drogach. Jak wypada najnowsza z nich? Niedawno Volkswagen Transporter T7 w wersji Furgon zawitał do naszej redakcji.
Volkswagen pracując nad tym modelem bardzo blisko współpracował z Fordem, co widzimy w wielu aspektach tego samochodu. Cóż, dla tradycjonalistów to już nie będzie stary dobry transporter tylko oszukany Ford Transit przebrany w ciuszki Volkswagena. Rozumiem te zarzuty klientów, gdyż na pokład tego samochodu trafiło wiele nievolkswagenowskich rozwiązań, do których po prostu nie są przyzwyczajeni. Jednak czy oznacza to, że Volkswagen Transporter się popsuł? Zdecydowanie nie, nadal jest to praktyczny i dobrze sklecony dostawczak.

Niemiecki przebieraniec
Osoby, które decydują się na zakup samochodu dostawczego mają zupełnie inne priorytety przy wyborze samochodu niż osoby szukające zwykłej osobówki. Tak też wygląd nie jest numerem jeden, jednak dobrze by było, żeby samochód wyglądał znośnie. Volkswagen nie dał plamy w tym aspekcie i przygotował nam zgrabny projekt, choć w tym przypadku możemy uznać, że przerobił Forda pod własny design. Jednak nadal wygląda to dobrze i nawiązuje do poprzednich odsłon tego modelu. Dostaliśmy charakterystyczny przód z prostym grillem oraz lakierowanymi w kolorze nadwozia zderzakami, które są opcją. Do tego przód dopełniają zgrabne przednie reflektory. Z kolei tył to w dużej mierze Ford Transit z prostymi aczkolwiek estetycznymi światłami. Oczywiście nie mogło zabraknąć podwójnych tylnych oraz rozsuwanych bocznych drzwi prowadzących do przestrzeni załadunkowej. Nie ma się co tu więcej rozwodzić nad wyglądem Transportera, który jest po prostu poprawny i estetyczny. Taki właśnie powinien być.
Wnętrze jeszcze bardziej pachnie Fordem Transitem i to właśnie na jego widok wielu miłośników Transportera dostaje zawału serca. W dużej mierze jest to identyczne wnętrze co w amerykańskim bliźniaku. Tak więc osoby przyzwyczajone do Volkswagenów mogą być nieco w szoku. Niemniej jednak nie powiedziałbym, że jest to wnętrze złe. Dostaliśmy prostą deskę rozdzielczą z dodatkowym schowkiem, wysuwany cupholder na konsoli środkowej, gniazdko 12V, port USB i zestaw fizycznych przycisków. Do tego na desce góruje centralny wyświetlacz oraz sąsiadujący mu zestaw cyfrowych zegarów. Oba ekrany są przejrzyste, a sam system niezbyt rozbudowany, jednak intuicyjny i działał bardzo sprawnie.
Prawdę mówiąc zabrakło mi we wnętrzu dodatkowego schowka umieszczonego przy podsufitce. Moglibyśmy wrzucić tam dodatkowe rzeczy, które byłoby bardziej pod ręką kierowcy, niż te umieszczone w schowkach przy desce rozdzielczej. Do tego fotele mogłyby być zdecydowanie wygodniejsze. Pomimo możliwości regulacji nie znalazłem dogodnej dla mnie pozycji, przez co jazda powyżej 30-40 minut dawała mi się we znaki. Jeździłem różnymi samochodami i były to chyba jedne z najmniej wygodnych siedzeń.

Volkswagen Transporter T7 zachwyca w użytkowaniu
Przejdźmy jednak do najważniejszej kwestii pod kątem korzystanie z tego typu samochodu, czyli do jego możliwości przewozowych. Testowany przeze mnie egzemplarz w wersji L2 z dłuższym rozstawem osi. W tym wariancie Transporter mierzy 5450 mm długości, 2147 mm szerokości oraz 1993 mm wysokości. Poza tym może poszczycić się rozstawem osi mierzącym 3500 mm, z kolei sama paka mierzy 3002 mm długości. Tak więc bez większego problemu zmieścilibyśmy w nim nawet trzy palety. Osobiście miałem okazję przewieść tym samochodem kilka sporych gratów i ich załadunek nie stanowił większego problemu.
Do tego dostaliśmy również hak oraz 13-pinowe gniazdo do podłączenia przyczepy. Volkswagen przy współpracy z Fordem nie zaniedbał klientów, którzy chcieliby nie tylko załadować samochód, lecz również podpiąć do niego przyczepę. Poprzez system możemy skonfigurować ustawienia samochodu pod długość naszej przyczepy, dzięki czemu m.in. asystent martwego pola podpowie nam kiedy możemy bezpiecznie zmienić pas. Ponadto znajdziemy w systemie możliwość sprawdzenia wszystkich świateł w przyczepce. Jeżeli samochód wykryje jakiś problem od razu nas o tym poinformuje stosownym komunikatem. Jeżeli jednak jesteś nieufny i wolisz samemu sprawdzić światła, to wystarczy wysiąść, podejść do przyczepy, a samochód sam będzie zmieniał światła. Do tego po podłączeniu przyczepy Transporter od razu koryguje nasz zasięg ścinając go o dobrą połowę. Aczkolwiek od razu widzimy nasz realny zasięg.

A jak z codzienną jazdą?
Volkswagen dołożył wszelkich starań, aby ich dostawczak dowiózł towar w każde możliwe miejsce. Poza zaserwowaniem nam 170-konnego 2-litrowego diesla dostaliśmy napęd na wszystkie koła 4motion. Dzięki czemu nawet przy pełnym załadowaniu samochodu nie straszne są nam żadne drogi. Jak dla mnie takie połączenie sprawdza się idealnie i 2-litrowe TDI w zupełności nam wystarcza. Podobnie jak prędkość maksymalna wynosząca 170 km/h. Do tego dostaliśmy precyzyjny układ kierowniczy, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. Nieco gorzej oceniam zawieszenie oraz same przechył nadwozia, które były dosyć spore na nierównościach. No i oczywiście wcześniej wspomniane fotele. Muszę za to pochwalić Volkswagena za dorzucenie do swojego dostawczaka bezprzewodowego Android Auto.
Zaskoczyło mnie także spalanie, które oceniam pozytywnie. Podczas jazdy autostradą spalałem zaledwie 8.1 litra i bardzo podobny wynik uzyskałem w mieście. Najlepiej przedstawiało się spalanie na drogach krajowych, gdzie przy niewielkim natężeniu ruchu mogłem zejść nawet do 5.5 litra, aczkolwiek częściej wynik oscylował na poziomie 7 litrów. Jednak nadal nie jest źle. Oczywiście im bardzie załadujemy samochód tym gorsze wyniki uzyskamy, nie wspominając już o podpięciu przyczepki.

Niemcy się cenią
Z kolei cennik Volkswagena otwiera kwota 190.367 złotych brutto za wersję furgon ze 150-konnym dieslem, manualem oraz krótszym rozstawem osi. Z kolei wersja L2 startuje od kwoty 192.827 złotych. Więc dopłata jest prawdę mówiąc symboliczne. Zdecydowanie więcej dopłacimy za automat, a mianowicie prawie 9.000 złotych. Jeżeli zechcemy dorzucić do tego napęd na wszystkie koła to zapłacimy już co najmniej 220.502 zł. Dorzucają do tego wszystkiego mocniejszy, 170-konny silnik, to zapłacimy już 227.021 zł. Po dorzuceniu opcjonalnego wyposażenia w postaci haka, podwójnych drzwi z tyłu i kilku innych dodatków bez problemu przebijemy kwotę 250.000 złotych. To właśnie na tyle został wyceniony testowany przeze mnie egzemplarz. Jak na użytkowego dostawczaka jest to już dosyć sporo. Oczywiście możemy wyjechać z salonu nowym Transporterem wydając niespełna 200.000 złotych, jednak niekoniecznie będziemy zadowoleni z takiej konfiguracji.
Volkswagen Transporter może zrazić niektórych klientów rozwiązaniami zapożyczonymi z Forda, do których nie są przyzwyczajeni. Jednak pod tą amerykańsko-niemiecką skorupą znajdziemy solidną propozycję dla przedsiębiorców, czy złotych rączek. Uważam, że Volkswagen nie zabił swojego dostawczaka skazując go na amerykańskie podzespoły i zaserwował swoim klientom solidną propozycję. Boli mnie nieco uproszczona oferta silnikowa, która u Forda jest bardziej rozbudowana i atrakcyjniejsza. Aczkolwiek nie możemy mieć wszystkiego.
Damian Kaletka
Zdjęcia Volkswagen Transporter Furgon:






























Volkswagen Transporter Furgon – dane techniczne:
Silnik: czterocylindrowy diesel
Pojemność: 1996 cm³
Moc: 170 KM
Maksymalny moment obrotowy: 390 Nm
Skrzynia biegów: automatyczna, 8-stopniowa
Cena: od 192.827 zł brutto, egzemplarz testowy około 250 000 zł brutto








Komentarze 1