Volkswagen Tiguan to sprawdzony gracz w segmencie SUV-ów. Jest z nami od dłuższego czasu, a najnowsza generacja dostępna jest w Polsce w szerokiej gamie silnikowej. Sprawdziłem, czy najmocniejsza (265-konna) wersja jest warta waszego zainteresowania!
W końcu spora moc, napęd 4×4 i niezłe osiągi powinny zadowolić każdego. Niektórzy twierdzą, że ta odmiana spokojnie może udawać wariant GTI, chociaż w Volkswagenie się na to nie zdecydowali. Ja również aż z takimi deklaracjami bym nie szalał, ale faktycznie ten Tiguan potrafi sporo.
Ubiegłoroczny lifting przyniósł sporo zmian
To nie jest moje pierwsze spotkanie z nowym Tiguanem, więc z tym opływowym nadwoziem zdążyłem się już oswoić. Volkswagen postanowił zmodyfikować swój styl pełen ostrych linii na bardziej łagodne oblicze. Dzięki temu karoseria zmieniła się niemal w każdym miejscu. Rozpoczynając od świeżej twarzy z dość sporym czarnym zderzakiem po świetlną blendę łączącą przednie reflektory. To teraz znak rozpoznawczy gamy modelowej VW. W Tiguanie nie zdecydowano się na podświetlane emblematy, ale pewnie to kwestia czasu. W Tayronie już na przykład są.

Z tyłu również pojawiła się blenda pomiędzy reflektorami, ale wraz z ciemnymi kloszami trochę odróżnia się od reszty modeli niemieckiego producenta. Zielonkawy egzemplarz w oliwnym lakierze posiadał za to pakiet R-line stąd przełamania karoserii czarnymi elementami (choćby na przykład nadkola). Osobiście spodobały mi się także czarne felgi, które dobrze współgrały z resztą nadwozia.
W środku rządzi ogromny wyświetlacz
Wsiadając do Tiguana wrażenie robi niemal 15-calowy wyświetlacz systemu multimedialnego. Volkswagen we wnętrzu postawił na połączenie nowoczesności z klasyką. Mamy dużo ekologicznych materiałów, cyfrowe zegary oraz sporo ambientowego podświetlenia, ale na przykład na kierownicę powróciły klasyczne przyciski. Jak widać producent próbuje tutaj zaimplementować świeże trendy, ale słucha również opinii swoich klientów. Niestety sterowanie klimatyzacją nadal pozostało w środkowym ekranie, ale przynajmniej ma swój panel na dole tego wyświetlacza.

Słowo pochwały muszę zostawić bardzo wygodnym fotelom. Siedzenia ergoactive w VW dają radę i można podróżować na nich naprawdę daleko. Dodając do tego fakt wyposażenia ich w masaż, podgrzewanie i wentylacją mamy obraz kompletny. Przejechałem Tiguanem grubo ponad 1000 km w krótkim czasie, więc sprawdziłem to dość dokładnie.
Podsumowując środek VW, z jednej strony mamy ergonomiczne wnętrze z czytelnym infotainmentem (czy to zegary czy główny ekran), a z drugiej bardzo bogate wyposażenie. By usprawnić obsługę, na tunelu centralnym pojawiło się specjalne pokrętło, które nie tylko zmieni nam głośność, ale też tryby jazdy. Jest po prostu wielofunkcyjne. Nie mam też zarzutów do łączności z telefonem, audio, aplikacji czy asystentów jazdy, ale ogólny design deski rozdzielczej jest dla mnie ciut nudny. Dekor przed pasażerem święcący różnymi kolorami wygląda dość kiepsko, ale to nie tylko przywara Tiguana.

Kompaktowe rozmiary zewnątrz, a spora kabina wewnątrz
Tiguan mierzy ledwie ponad 4,5 metra długości, a jego rozstaw osi to 2,68 metra. To wymiary typowego SUV-a tego segmentu tak by zmieścić rodzinę w środku i nie sprawiać problemów na miejskich parkingach. Muszę stwierdzić, że kabina pasażerska w zupełności wystarcza by przeciętną familię 2+2 pomieścić. Trzystrefowa klimatyzacja, podgrzewana tylna kanapa czy spore okno dachowe uprzyjemni podróż również pasażerom z tyłu.
Omawiany Volkswagen nie powinien rozczarować również swoim bagażnikiem. W kufrze Tiguan pomieści 652 litrów pojemności. Jest to bagażnik o foremnych kształtach z różnymi praktycznymi rozwiązaniami: haczyki, podwójna podłoga oraz inne przegródki. Uważać należy jedynie na wysoki próg załadunku.

Rzut oka na dane techniczne
Motor, który znajduje się w tym aucie to jedna z najmocniejszych opcji w gamie Tiguana. Owszem jest jeszcze 272-konna hybryda plug-in, ale to dwulitrowe TSI dzierży pierwsze miejsce pod względem osiągów. Do setki ten samochód rozpędza się w 5,9 sekundy, a jego prędkość maksymalna zatrzymuje się, gdy na liczniku pojawia się liczba 242 km/h. Jak na rodzinnego SUV-a, to te osiągi są nad wyraz wystarczające.
Dzięki takiemu wyborowi Tiguan otrzymuje również napęd 4motion. To w sumie jedyna możliwa konfiguracja, więc jeśli komuś zależy na 4×4, to osiągi ma w gratisie. Niestety wysokie spalanie również, ale o tym później. Każdy z Tiguanów sprzedawanych obecnie w Polsce posiada automatyczną skrzynię biegów. W tym przypadku to siedmiobiegowe DSG, które jest jedną z lepszych opcji w branży.

Tryby jazdy zmieniają oblicze za kierownicą
Z takimi parametrami możliwości Tiguana sięgają naprawdę daleko. I mówię tu raczej o dynamice, a nie zabawom off-roadowym. To zdecydowanie mieszczuch, który lubi trasy, a potrafi szybko je pokonywać. Jego uniwersalność podnoszą również tryby jazdy, których jest kilka. Kierowca może zdecydować: czy ma bardziej ochotę na komfortową podróż, a może jednak woli dynamicznie pokonać zakręty. Tryb off-roadowy też jest dostępny, więc pod stokiem czy na szutrowej drodze również problemów nie będzie.
Główna w tym zasługa systemu DCC, który potrafi zmienić działanie tłumienia amortyzatorów. W połączeniu z różną pracą skrzyni biegów, wspomagania kierownicy lub reakcji na przepustnicę, Tiguan potrafi znacząco zmienić swoje oblicze.

I bardzo dobrze, ale mimo tego, że auto jest szybkie nie odczułem tutaj sekretnej żyłki sportowca i jakiegoś powiązania z GTI. Dla mnie cechy prawdziwego hothatcha to nie tylko świetne osiągi.
Jest drogo nie tylko w cenniku
Zanim opowiem wam o cenach Tiguana, muszę wspomnieć o chyba najsmutniejszym aspekcie tego samochodu. Otóż waga doposażonego SUV-a przekracza 1700 kilogramów, co może nie jest tragedią, ale łącząc to z mocnym silnikiem – efekty odbijają się w spalaniu. Tiguan w tej w wersji spisze się świetnie w trasie, nawet autostradowej. Tam wyniki rzędu 8-9 litrów na 100 km są w zupełności akceptowalne.

Sytuacja znacząco się pogarsza jeśli tym Volkswagenem poruszacie się głównie po mieście. Wówczas duży motor, napęd 4×4 i automat oddają swoje potrzeby. Wtedy spalanie gwałtownie rośnie i obija się o wyniki dwucyfrowe. Krakowskie ulice spowodowały wzrost spalania do 10-12 litrów na 100 km. A to już poziom na przykład ostatnio testowanego Golfa R.
Mnogość wersji, więc każdy znajdzie coś dla siebie
Zaletą Volkswagena jest jednak to, że wiele modeli ma szeroką gamę silników. Dlatego też jeśli 265 koni mechanicznych wydaję się za dużym stadem, to można wybrać inną wersję. Producent z Niemiec oferuje też słabsze jednostki – i to nie tylko benzynowe. W opcji jest jeszcze legendarne TDI czy hybrydy plug-in. Moce wahają się już od 150 koni mechanicznych.

W sumie niektóre warianty Tiguana już pojawiły się na naszym blogu, więc odsyłam do recenzji diesla – KLIK lub hybrydy – KLIK.
Na autostradę tak, do miasta mniej
I przez kwestię spalania muszę stwierdzić, że gama silnikowa Tiguana ma na pewno rozsądniejsze propozycje. Sprawdzą się one nie tylko w mieście, ale mogą mieć jednak swoje ograniczenia – choćby brak 4×4, który w polskim klimacie może się przydać i przez wielu kierowców jest mocno pożądany.

A jeśli wizyty na stacjach benzynowych wam nie przeszkadzają i pozwala wam na to budżet, to śmiało można pokusić się i o takiego mocnego Tiguana. Na pewno oczekiwań nie zawiedzie!
Konrad Stopa
Zdjęcia Volkswagen Tiguan 2.0 TSI 265 KM:




































Dane techniczne Volkswagen Tiguan 2.0 TSI 265 KM:
Silnik: R4, turbodoładowany
Pojemność: 1984 cm3
Moc układu: 265 KM
Maksymalny moment obrotowy układu: 400 Nm
0–100 km/h: 5,9 s
Prędkość maksymalna: 242 km/h
Skrzynia biegów: automatyczna, 7–biegowa
Cena: ta wersja od ok. 230 tysięcy złotych







