Volkswagen T-roc drugiej generacji urósł znacząco i chce przekonać do siebie klientów zainteresowanych miejskimi crossoverami. Czy nowa karoseria z odświeżonym wnętrzem mnie do siebie przekona?
Osobiście za wszelkiego rodzaju SUV-ami nie przepadam, ale rozumiem ich fenomen i praktyczne zalety. W związku z tym nie będę kłócić się z trendami, ale do dyspozycji dostałem białego T-roca w miękkiej hybrydzie w mocniejszej wersji i pakiecie R-line. Czy 150 koni mechanicznych wystarcza, a T-roc wyróżnia się względem chińskiej konkurencji?
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Białoczarne nadwozie
Nowy T-roc powstał na tej samej platformie, która służy Golfowi, więc z długością ponad 4,37 metra jest dużo większym samochodem niż kiedyś. To nie tylko wpływa na poprawę ilości miejsca w kabinie pasażerskiej, ale także na same gabaryty samochodu i jego wizualny odbiór.

Dzięki pakietowi R-line w nadwoziu pojawiło się sporo ciemnych dekorów i elementów – na przykład w zderzakach czy kolor dachu. Wąskie reflektory z przodu połączono świetlną blendą, a zabieg powtórzono też z tyłu. Dzięki temu T-roc upodobnił się do reszty gamy modelowej Volkswagena i moim zdaniem można go śmiało nazywać baby Tiguanem.
Nie lubię białych samochodów, ale w tym perłowym kolorze z czarnymi dodatkami i sporymi felgami, Volkswagen nawet mi się spodobał. Przynajmniej wyróżniał się na tej leśnej drodze, gdzie go fotografowałem.

W środku dość niemiecko
Podobieństwa do reszty gamy modelowej widać również w środku. Projekt jest bardzo podobny do innych aut VW. Mamy klasyczną kierownicę z grubym wieńcem i zwykłymi przyciskami. Za nią znalazły się wirtualne zegary z różnymi motywami, a obok po prawej – ogromny tablet z systemem infotainment.
Tak, to to samo rozwiązanie, które znajdziecie również w Skodzie, Cuprze i innych markach grupy VAG. Można więc narzekać na dziwny pasek od głośności i temperatury pod ekranem, a także na sporadyczne zawieszenia systemu. Poza tymi uwagami, multimedia w T-roc-u są ok. Nie brakuje funkcji, a grafiki są czytelne. Sama deska pozbawiona jest przycisków, więc wszystko obsługuje się właśnie w tym dużym dotykowym ekranie.

Na tunelu środkowym znalazło się miejsce dla indukcyjnej ładowarki (pochylona, dzięki czemu widzimy co dzieje się na telefonie), dwóch portów ładowania USB-C, cupholderów i pokrętła od głośności lub trybów jazdy.
Tak, jak wspominałem, powiększenie wymiarów auta przełożyło się na przestronność kabiny. Myślę, że czwórka dorosłych pasażerów nie będzie narzekać, a i bagażnik T-roc-a ma ogromny. 475 litrów w takim aucie to przecież sporo.
Niestety sam projekt środka T-roca jest ciemny i trochę nudnawy. Materiały są dobrej jakości (przynajmniej te z przodu) i spasowane bez zarzutu. Szkoda tylko tych klamek drzwi, które Volkswagen niepotrzebnie skomplikował.
Volkswagen T-roc – wady i zalety:
Wybrać 115 czy 150 KM?
Aktualnie na rynku mamy dostępne dwie wersje T-roca. Obie wersje korzystają z półtoralitrowego silnika benzynowego z czterema cylindrami. Słabsza wersja ma 115 koni mechanicznych, a mocniejsza 150 KM.
Nasz egzemplarz był tą drugą opcją z inżynierią miękkiej hybrydy. Połączono go z napędem na przód oraz 7-biegowym DSG. Zestaw ten pozwolił na rozpędzenie się do setki w niecałe 9 sekund, a prędkość maksymalna przekroczyła granicę 200 km/h. Dokładnie v-max tej wersji to 212 km/h.
Odpowiadając na śródtytuł stwierdzam, że mocniejsza wersja dla tego auta jest bardziej rozsądna. Słabsza jednostka do setki jest wolniejsza o ponad 1,5 sekundy, a to już na drodze będzie mocno odczuwalne. O różnicach cenowych opowiem później.

Jak jeździ T-roc drugiej generacji?
Wsiadając za kierownicę T-roca miałem wrażenie jakbym siedział w większym i droższym modelu Volkswagena. Właściwości jezdne są podobne, jak na przykład w większym Tiguanie. Nie można narzekać na dynamikę czy komfort podróży. Auto też dobrze jeździ, więc kompromis pomiędzy precyzją prowadzenia, a wygodą podróżnych został ustawiony w dobrym punkcie.
Volkswagen T-roc wyposażony został też w szereg asystentów jazdy, więc jeździ nim się bajecznie prosto. Jest aktywny tempomat, kamery cofania z czujnikami parkowania czy wiele systemów bezpieczeństwa, które towarzyszą nam obowiązkowo w nowych autach.
Samochód też nie jest znacząco paliwożerny. W tej odmianie spokojnie wystarczy mu średnio 7 litrów na 100 kilometrów. Trasa pozamiejska pozwoli zaoszczędzić jeszcze z litr, ale na autostradzie czy w mieście ten średni wynik nie powinien za dużo wzrosnąć.

T-roc już od 120 tysięcy złotych
A ile taki kompaktowy SUV kosztuje? Konfigurator nie jest jeszcze zbyt szeroki, bo dostępne są dwie wersje napędowe i kilka poziomów wyposażenia. Promocyjnie 115-konną odmianę kupicie teraz za mniej niż 120 tysięcy złotych. Do mocniejszego wariantu trzeba dopłacić około 15 tysięcy złotych.
Opcja R-line to najdroższy wybór – w cenniku od 155 tysięcy złotych i wówczas możliwa jest tylko wersja 150-konna. Nasz egzemplarz z felgami, dwukolorowym nadwoziem i paroma dodatkami podbił stawkę do 170-180 tysięcy złotych.

Moja opinia o VW T-roc:
W skrócie T-roc-iem jeździło mi się bardzo dobrze. Od razu dopowiem, że nie jest fanem obłych kształtów SUV-ów tego producenta, które nam teraz serwuje. Zdecydowanie bardziej wizualnie podchodzą mi np. projekty siostrzanej Cupry. Z drugiej jednak strony nie mam nic do zarzucenia odnośnie jazdy T-roca. Prowadzi się pewnie, w miarę ekonomicznie, a do tego jego wnętrze jest pojemne. Cenowo jest porównywalnie do swoich braci, choć przez pryzmat nowości jest ciut drożej niż modele z Czech czy Hiszpanii. No i na pewno niż z Chin, ale w moim odczuciu tamte propozycje do Volkswagena nie mają podjazdu.
Jeśli szukacie więc SUV-a do miasta, którym zamierzacie również z niego często wyjeżdżać, to T-roc polecam. Weźcie jednak inny kolor niż biały – na przykład żółty, który nie wymaga aktualnie dopłaty!
Konrad Stopa
Zdjęcia Volkswagen T-roc 1.5 eTSI 150 KM:























Dane techniczne Volkswagen T-roc 1.5 eTSI 150 KM:
Silnik: 1,5 litra
Moc: 150 KM
Moment obr.: 250 Nm
Skrzynia biegów: automatyczna, 7 biegów
Napęd: przód
0-100 km/h: 8,9 s
Prędkość maksymalna: 212 km/h
Cena: od ok. 120 tysięcy złotych







