Król, lider, wzorzec. Przez lata te właśnie określenia przylgnęły do flagowego modelu marki z Wolfsburga. Aktualna generacja modelu pod wieloma względami zrywa z poprzednikami. Czy w obecnej sytuacji Passata wciąż można nazywać legendą?
Historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych modeli Volkswagena sięga 1972 roku. Flagowy model został zaprojektowany przez wybitnego włoskiego projektanta – Giorgetto Giugiaro. II generacja modelu zaprezentowana została 7 lat później, ale do sprzedaży trafiła dopiero w 1981 roku. Na polskich drogach Passata zaczęliśmy spotykać częściej dopiero od jego III wersji produkcyjnej. Idąc dalej, to już historia którą większość z nas zna. Każdy chciał mieć tego Volkswagena. Był symbolem statusu materialnego, symbolem niezawodności i trwałości. Pod maską pracowało wspaniałe TDI, które z kolei gwarantowało niskie spalanie i dobry zasięg. Mamy końcówkę 2025 roku a w moje ręce trafiła ostatnia generacja tego modelu. To już IX generacja modelu. Samochód zaprezentowano w 2023 roku i w tym samym roku trafił do salonów sprzedaży. W porównaniu do poprzedników jest wiele nowości, ale o tym dowiecie się z dalszej części materiału.
Znaki czasów – krok w stronę klientow
Volkswagen Passat B9 pod wieloma względami zrywa z wizerunkiem z przeszłości. Nikt do końca nie zna genezy tych decyzji. Domniemaną ich przyczyną było cięcie kosztów. Każdy koncern szuka oszczędności i Niemcy nie są tutaj wyjątkiem. Pierwsza oszczędność dotyczy wersji nadwoziowych. Tak, najnowszy Passat występuje tylko i wyłącznie w odmianie Variant, potocznie zwanej kombi. To krok w stronę rozsądku. Skoro zdecydowana większość klientów decyduje się na taką odmianę a pozostałe wersje stanowią zaledwie mały ułamek sprzedaży, to z punktu widzenia ekonomii jest to po prostu nieopłacalne. Podobny krok zastosowano w przypadku napędu. Obecnie produkowany model występuje wyłącznie z automatyczną skrzynią biegów DSG. To również ukłon w stronę klientów. Szukając reprezentacyjnego auta, auta rodzinnego, którym chcemy długo podróżować chcemy mieć jak najwięcej komfortu. Patrząc na rynek europejski coraz więcej osób poszukuje auta z automatem. Co więcej, część z marek (np. Alfa Romeo) oferuje wyłącznie modele z tego typu przekładnią.
Największą nowością jaką doświadczyłem w testowanym Volkswagenie był silnik. Ku zaskoczeniu większości, tutaj podobnie jak w przypadku testowanego wcześniej Caddy, pracowała również hybryda typy plug-in. Na szczęście dla osób bardziej wymagających Niemcy nie poszli na skróty i nie okroili palety jednostek. Samochód w dalszym ciągu można dostać z „kultowym” TDi a także w wersji z silnikiem benzynowym.

Wnętrze kryje swoje mankamenty
Wnętrze Volkswagena Passat utrzymane jest we współczesnym stylu. Wnętrze ożywia świetne oświetlenie ambiente, którego kolor można zmieniać. Styl utrzymany wewnątrz pojazdu szczególne wrażenie robi po zmroku. Punktem centralnym jest duży, ekran o dobrej responsywności. To centrum dowodzenia samochodem. Niestety, jest to także najlepsze chociaż wciąż budzące kontrowersje miejsce obsługi klimatyzacji. Znajdujące się pod ekranem dotykowe przyciski służą tylko i wyłącznie do ustawienia żądanej temperatury. Samochód wyposażono w system kamer 360 stopni, które są naprawdę dobrej rozdzielczości.
Dźwignia zmiany kierunku jazdy powędrowała za koło kierownicy, po prawej stronie. Pozwoliło to wygospodarować dodatkowe miejsce na nogi a także sporej wielkości schowek. Dzięki temu rozwiązaniu także optycznie w pierwszym rzędzie siedzeń jest też więcej miejsca. Rozwiązanie to wymaga jednak przyzwyczajenia. Obsługa wycieraczek przedniej i tylnej szyby została wbudowana w manetkę od kierunkowskazów, po lewej stronie kierownicy.



Virtual cocpit można konfigurować na różne sposoby. Jednak w wersji plug-in hybrid jest bardzo mocno przeładowany informacjami. Tęsknie za czasami gdy w tym miejscu były tradycyjne liczniki oraz garść najważniejszych informacji takich jak temperatura cieczy chłodzącej czy ilość paliwa. Przydatną informacją może być też zasięg, przejechany dystans, średnie spalanie czy informacje przekazywane z nawigacji. W przypadku tych ostatnich, pojawiają się na rozbudowanym wyświetlaczu head-up. Dobra wiadomość jest taka, że można go skutecznie wyłączyć. System zapamiętuje ustawienia i nie wymaga ponownego wyłączania po każdorazowym uruchomieniu pojazdu. Większą ilość informacji, którą przekazuje najnowszy Passat nie należy traktować jako wadę, ale znak naszych czasów. Wymaga to przyzwyczajenia, skupienia i nie wszystkim się spodoba. Duża ilość elektroniki ma jednak niezaprzeczalne wady. Jeszcze nie tak dawno sygnalizowałem spore problemy grupy VW z systemem infotainment. Problem został rozwiązany, ale chyba tylko częściowo. W testowanym egzemplarzu podczas jazdy przez nierówności systematycznie wyłączało się podświetlenie prędkościomierza. Po 2-3 sekundach podświetlenie wracało. Jest to bardzo irytująca przypadłość, która denerwuje kierowcę szczególnie w nocy. Podobnie problem dotyczył kamery cofania. Potrafiła się ona zawiesić na kilkanaście sekund i pomimo jazdy do przodu ze zdecydowanie większą prędkością niż podczas manewrowania w dalszym ciągu pokazywała obraz z tyłu pojazdu.
Komfortowo, wygodnie, rodzinnie?
Przed podsumowaniem tego akapitu postanowiłem porównać suche dane techniczne. Długość nowego Passata wynosi 4917 mm, szerokość 1852 mm, a wysokość 1497 mm. Do tego mamy przepastny bagażnik o pojemności 530 litrów. Dla porównania poprzednia B8 była o 150 mm krótsza, 20 mm węższa oraz 22 mm niższa. Wydawać by się mogło, że dodatkowe „centymetry” wpłynęły pozytywnie na przestronność wnętrza. Niestety, jest to tylko iluzja. O ile z przodu miejsca jest naprawdę pod dostatkiem, a fotele z funkcją masażu (dostępne są tryby: fale lędźwie, fale ramiona, fale plecy, okręgi, głaskanie, klepanie), grzania i wentylowania są jedne z lepszych, tak z tyłu jest gorzej. To w dalszym ciągu przepastny wóz, który bez trudu przewiezie czwórkę nawet rosłych pasażerów. Gorzej, jak z tyłu pojawią się foteliki. W takim przypadku dodatkowe, piąte miejsce na środku jest tylko niemiłą alternatywą. Alternatywą, z której może skorzystać kolejne dziecko (bez fotelika, bo ten się nie zmieści na kanapie) albo dorosły, ale na krótkim dystansie. To krok wstecz, ponieważ w poprzedniej generacji modelu podróż w takiej konfiguracji była możliwa. Było wygodniej, przestronniej lepiej. Być może to sposób ułożenia oparcia kanapy, być może zrezygnowano z miejsca wewnątrz powiększając bagażnik i tym samym przesuwając kanapę bardziej do środka, być może wpływ na to mają również baterie umieszczone pod kanapą (w wersji hybrydowej) ale jest gorzej. Co więcej, w wariancie dwa foteliki plus dorosły pomiędzy nimi jest gorzej niż w Fordzie Mondeo z 2013 roku.
To, co tracimy na przestronności, zyskujemy w postaci komfortu za sprawą wyposażenia. O fotelach przednich już wspominałem. Kanapa tylna również należy do bardzo wygodnych. O temperaturę z tyłu dba klimatyzacja a w przypadku rażącego słońca możemy skorzystać z wbudowanych w drzwi rolet okiennych. Kieszenie w drzwiach są pojemne i obito je przyjemnym w dotyku materiałem. Pasażerowie z przodu jak i z tyłu mają wygodne podłokietniki a także cały zestaw portów USB typu C. Nie brakuje także ładowarki indukcyjnej czy siatki w oparciach przednich foteli.



Bagażnik o przyzwoitej pojemności 530 litrów ma regularny kształt i praktycznie niewidoczny próg załadunku. O zachowanie porządku zadbają liczne wieszaki. Niestety po rozłożeniu oparcia nie uda nam się uzyskać całkowicie płaskiej podłogi.

Po stronie zalet Passata znajduje się również bardzo dobre wyciszenie. Nawet gdy korzystamy z silnika spalinowego podczas jazdy autostradą z prędkościami rzędu 140-150 km/h w samochodzie jest naprawdę cicho.
Czy benzyna wspierana przez silnik elektryczny jest lepsza niż diesel?
Na fundamentalne pytanie jeszcze długo nie znajdę odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób zamierzamy używać samochód. Sytuacja jest analogiczna jak w przypadku testowanego wcześniej Caddy. Decydując się na hybrydę typu plug-in musimy iść na kompromis. Niskie spalanie przy pełnym naładowaniu akumulatora, jazda bezemisyjna do 110 km, ale przy rozładowanym akumulatorze spalanie znacząco przewyższa spalanie diesla. Do tego mamy ograniczoną pojemność bagażnika. Średnie spalanie podczas całego testu wyniosło 6,9 litra na 100 km. Samochód od samego początku używałem z w pełni naładowanym akumulatorem. W międzyczasie był doładowywany. Ładowanie z gniazdka domowego jest czasochłonne. W ciągu 6 godzin bateria podniosła się z 0% do 43%. Pełne naładowanie w takich warunkach może zająć przeszło 12 godzin. 43% naładowania baterii przełożyło się na 47 kilometrów zasięgu. Bardzo trudno jest mówić o realnych wartościach. Podczas testów dopadły mnie pierwsze przymrozki. Do tego podgrzewanie foteli i kierownicy było intensywnie używane, szczególnie przy pierwszych 5-10 kilometrach. System rekuperacji działa średnio. Znam auta, które potrafią lepiej odzyskiwać energię podczas hamowania, jak i zjazdu ze wzniesień.

Wyciszenie samochodu, spasowanie, płynność zmiany biegów i komfort podczas jazdy są kojące. Passatem chce się jechać. Osoby, które używały wcześniejsze wersje, a teraz chcą wybrać opcję bardziej ekologiczną muszą przyzwyczaić się do zupełnie innej pracy jednostki napędowej. Samochód nie przyspiesza od dołu (szczególnie jest to odczuwalne przy rozładowanym akumulatorze) i pozornie niechętnie nabiera prędkości. Nie jest to zarzut o brak dynamiki, ale odczuwalny lag. W zależności od wybranego trybu jazdy przyspieszenie przy wyższych prędkościach jest też różne. W trybie eco od 120 km/h do 140 km/h Passat nabiera prędkości wyjątkowo wolno. Silnik o pojemności 1,5 litra dysponuje łączną mocą 272 KM (jest jeszcze wariant o mocy 204 KM). Jeśli dane przekazane przez producenta mają odzwierciedlenie w praktyce, to przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7,1 sekundy. Prędkość maksymalna wynosi zaś 225 km/h. Obu parametrów nie sprawdzałem, ale moje wrażenia są całkiem inne. Trudno mi uwierzyć w tak dobry sprint od 0 do 100 km/h, a prędkość maksymalna podana jest chyba na wyrost.
Passat B9 pomimo znacznej masy (1780 kg) prowadzi się pewnie i przewidywalnie. Siła wspomagania kierownicy jest duża, ale szybko idzie się do tego przyzwyczaić. Widoczność z pozycji kierowcy jest fenomenalna w każdą stronę, a gdyby ktoś miał problemy z wyczuciem gabarytów auta z pomocą przychodzą kamery 360 stopni o bardzo dobrej rozdzielczości. Podobnie jak w innych nowych samochodach, również w Passacie irytują liczni asystenci wspierający kierowcę. Są nachalne, co potwierdza asystent zmęczenia kierowcy, który już po 30 minutach jazdy autostradą zasugerował przerwę. Niestety każde uruchomienie pojazdu wymaga od nas kolejnego wyłączenia tych systemów, które są dla nas irytujące lub w podczas wybranej trasy niepotrzebne.

Podsumowanie
Volkswagen Passat B9 Plug-in Hybrid to kolejny samochód tej marki, który wymaga od użytkownika pewnych ustępstw. W porównaniu ze zwykłymi spalinowymi wersjami traci przede wszystkim przestrzeń wewnątrz samochodu. Gdy jeździmy dużo, nasze wyprawy obejmują głównie trasy szybkiego ruchu, to wariant ten nie będzie opłacalny. Hybrydy i samochody elektryczne to przyszłość. Na szczęście Volkswagen nie poszedł o krok za daleko i nie zrezygnował z wersji spalinowych samochodu. Przy aktualnych cenach paliwa i ilości kilometrów, które przejeżdżam rocznie, nie jest to wersja dla mnie. Mimo wszystko dobrze jest mieć wybór a pomimo wielu mankamentów, flagowy model, to wciąż jedna z najciekawszych propozycji na rynku.
Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek
Zdjęcia Volkswagen Passat B9 1.5 TSI Plug-in Hybrid:



















Dane techniczne Volkswagen Passat B9 1.5 TSI Plug-in Hybrid:
Silnik: R4, turbodoładowany, wspierany przez silnik elektryczny
Pojemność: 1498 cm
Moc układu: 272 KM
0–100 km/h: 7,1 s
Prędkość maksymalna: 225 km/h
Skrzynia biegów: automatyczna, 6–biegowa
Cena: od 206.890 złotych







