Caddy to mocna propozycja niemieckiej marki. Jest bardzo często wybieranym modelem mieszczącym się w segmencie lekkich aut użytkowych.
Z aktualną wersją modelu Caddy miałem już przyjemność się spotkać. Sam samochód poznałem bardzo dobrze. Bliskie poznanie, setki kilometrów spędzonych za kierownicą pozwoliły mi znaleźć mocne i słabe punkty tego modelu. Co ciekawe, model zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Jest to tym bardziej zaskakujące, gdy podpowiem, że nie jestem fanem niemieckiej marki, którą uważam za zbyt nudną.
Volkswagen Caddy potrafił mnie jednak ująć. Nie zachwycił, nie wprawił w osłupienie, ale był zaskakująco skuteczny. Skuteczny w znaczeniu roli do jakiej został stworzony. Model z dieslem pod maską sprawdził się zarówno podczas rodzinnych podróży, jak i całkiem pojemna bagażówka.
Tym razem w mojej ręce trafiła bardzo nietypowa wersja. Pod maską nie pracuje silnik diesla, nie ma też benzyny. Jest znak przewodzącej właśnie przez motoryzację transformacji czyli hybryda typu plug-in. Czy takie połączenie ma w ogóle sens?

Kilka słów o silniku
Model Caddy wybierany był najczęściej z silnikiem diesla. Nie można się temu dziwić. W takim wydaniu samochód ten był najbardziej uniwersalny. Sprawdził się jako auto rodzinne, jak i pomocnik w firmie. Podróż z silnikiem wysokoprężnym pod maską pracował z należytą kulturą a podróż nie była męcząca. W kategorii dodatkowego bonusa otrzymywaliśmy niskie zużycie paliwa. Jest koniec 2025 roku i w branży motoryzacyjnej można zaobserwować systematyczną ucieczkę klientów od tego rodzaju napędu.
Pod maskę testowanego Volkswagena trafił dobrze znany silnik z rodziny TSi. To jednostka o pojemności 1,5 litra. Chociaż na papierze moc nie powala, to te 150 KM jest naprawdę wystarczające. Uzyskano je z silnika benzynowego o mocy 116 KM i silnika elektrycznego, który mocno wspomaga jednostkę. Ogromne znaczenie ma tutaj spory moment obrotowy, który wynosi 350 Nm. Dzięki temu zabiegowi bardzo szybko można zapomnieć o dieslu. Przyspieszenie jest bardzo zbliżone. Pojemność akumulatora jest wystarczająca. Wynosi niespełna 20 kW, co pozwala na przejechanie nieco ponad 100 km wyłącznie na prądzie. Pojazd można ładować prądem stałym do 50 kW oraz prądem zmiennym do 11 kW.

Hybryda plug-in czy jednak diesel?
To pytanie z gatunku – nie ma prawidłowej odpowiedzi. Tutaj wszystko zależy od potrzeb. Różnice pomiędzy jednostkami są ogromne. Pierwsza i chyba dla wielu najważniejsza jest zawsze kwestia ceny. Caddy z silnikiem wysokoprężnym o większej mocy (2.0 TDi o mocy 122 KM ze skrzynią DSG o 7 przełożeniach) w wersji osobowej jest wyraźnie tańszy. Ceny katalogowe startują od poziomu 174.623 złotych, podczas gdy nowoczesna hybryda to wydatek rzędu 218.571 złotych. Co prawda otrzymujemy auto o większej mocy systemowej ale ze skrzynią o 6 przełożeniach.





Bardzo istotną kwestią jest również spalanie. Tutaj kolejny raz wygrywa diesel. Jego przewaga jest zauważalna tylko po spełnieniu określonych warunków. Częste, ale krótkie trasy w koło komina będą premiować hybrydę. Przewaga będzie jeszcze większa, gdy mamy możliwość podłączenia auta w domu z fotowoltaiką. W teorii Caddy z jednostką typu plug-in hybrid pozwala na przejechanie aż 100 km na samym prądzie. I takie rozwiązanie wydaje się naprawdę optymalne. Gdy podróżujemy dużo i często korzystamy z zapasu mocy wsparcie silnika elektrycznego szybko stracimy. Nie pomoże tutaj nawet system rekuperacji energii. W wariancie hybrydowym zużycie w zależności od stylu jazdy wynosi 7-8 litrów na 100 km. W podobnym warunkach diesel bez trudu mieści się w granicach 5,5 – 6,5 litra na 100 km. Różnica jest więc wyraźna.
Wątpliwa praktyczność
To co najbardziej zaskoczyło mnie w testowanym Caddy to nie jego cena, czy spalanie wersji hybrydowej. Największym zaskoczeniem była mocno ograniczona praktyczność samochodu. Dla wielu osób będzie to naprawdę wielkie zaskoczenie. Przedstawiona wersja Flexible ma bardzo charakterystyczny sposób składania tylnej kanapy. Wydawać się może, że z uwagi na kratkę nie występuje taka możliwość. Okazuje się, że jest to nie tylko możliwe, ale także dziecinnie łatwe. W prosty sposób samochód, który do tej pory mógł pomieścić 5 osób przekształcamy w niemal pełnowymiarową wersję dostawczą. Z pozoru fajne rozwiązanie w rzeczywistości odbiera sporo praktyczności tego modelu. Mamy tutaj do czynienia z wariantem zero-jedynkowym. Albo otrzymujemy wersję dostawczą i 2 miejsca siedzące albo wersje dla 5 osób, ale z ograniczoną przestrzenią bagażową. Tylna kanapa składana jest w całości. Nie ma opcji podziału oparcia w systemie 40:60. To skutecznie ogranicza możliwość przewiezienia dłuższych przedmiotów w momencie gdy jedziemy w więcej niż 2 osoby. Nie wykorzystamy też do końca walorów użytkowych tego auta. Przełożenie przedmiotu nad oparciem kanapy również nie jest możliwe. Skutecznie uniemożliwia to metalowa klatka.




Czy ta wersja ma jakiś sens? Owszem, gdy jest to drugie auto w rodzinie. W tygodniu służy w firmie a w weekendy można szybko przekształcić je w auto rodzinne. Wątpliwości budzi jednak sens takiego rozwiązania. Dużo bardziej praktyczna wydaje się być wersja osobowa, którą z mniejszymi ograniczeniami możemy również przekształcić w dostawczaka.
Wyposażenie jak dawny Volkswagen
Pamiętacie jeszcze słynne testy właścicieli starych modeli marki Volkswagen? Owszem, mam droższe auto, owszem jest nadal ubogo wyposażone, ale pod względem praktyczności, prostoty i trwałości wygrywa z konkurencją. Te słowa były wypowiadane dawno temu, jednak w przypadku testowanego Caddy w dalszym ciągu mają zastosowanie. Oszczędności widać tutaj gołym okiem. Cięcia zarządzone przez księgowych są wręcz zaskakujące i objęły nawet likwidację lusterka w daszku przeciwsłonecznym pasażera. To tylko wierzchołek góry lodowej. Cięcia objęły też system monitorowania martwego pola w lusterku, ładowarkę indukcyjną czy nawet felgi ze stopów lekkich. Te zostały zastąpione przez oryginalne kołpaki.
Na szczęście Caddy Flexible eHybrid nie jest typowym golasem. Samochód wyposażono w przydatne w czujniki parkowania oraz kamerę o dobrej rozdzielczości, line assist czy lubiany przez użytkowników system multimedialny z android auto/apple car play. Nie brakuje także dwustrefowej klimatyzacji, która jak w wersji osobowej jest obsługiwana poprzez niezbyt wygodny panel dotykowy.
Podsumowanie
Volkswagen Caddy Flexible eHybrid to specyficzny samochód. Przez zastosowanie w nim rozwiązanie związane z tylną kanapą stracił on wiele ze swojej praktyczności. Nowoczesna jednostka hybrydowa jest dobrą alternatywą dla osób, które nie spędzają wielu godzin w podróży. Według danych przedstawionych przez producenta samochód może pochwalić się emisją CO2 na poziomie 0,11 g na 1 km, co sprawia, że Caddy załapie się do wyższego pułapu amortyzacji kosztów. To plus, który docenią firmy. Pomimo zauważalnych zalet samochodu nie sposób zrozumieć jego wyśrubowaną cenę. Niemal 220 tysięcy złotych za kombivana z hybrydą plug-in pod maską to sporo. I ten właśnie czynnik z połączeniu z niezbyt bogatym wyposażeniem mogą sprawić, że Caddy w tej odmianie będzie tylko małym ułamkiem całościowej sprzedaży modelu.
Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek
Galeria zdjęć Volkswagen Caddy Flexible eHybrid:























Dane techniczne Volkswagen Caddy Flexible eHybrid:
Silnik: R4, hybryda
Pojemność: 1498 cm3
Moc: 150 KM
Maksymalny moment obrotowy: 350 Nm
Skrzynia biegów: DSG o 6 przełożeniach
V-max: 183 km/h
Cena: od 218 571 zł







