Test: TomTom GO Basic: prosto, czytelnie, do celu

Pytanie, co jest lepsze; nawigacja fabryczna czy taka na szybę? Postanowiłem na nie odpowiedzieć jeżdżąc przez tydzień z nawigacją TomTom GO Basic w aucie z… fabryczną nawigacją!

Większość współczesnych samochodów ma przynajmniej na liście opcji nawigację. Wbudowanie ekranu w deskę rozdzielczą jest wygodne, bo nie trzeba niczego przyklejać do szyby, nie musimy też pamiętać o każdorazowym wypięciu sprzętu i zabraniu ze sobą – złodzieje tylko czekają na nasze gapiostwo.

Nawigacja fabryczna ma swoje wady

Nawigacja jest jednak drogą opcją (mało prawdopodobne, żeby inwestycja zwróciła się przy późniejszej sprzedaży auta). W dodatku trzeba pamiętać o wgrywaniu do niej aktualnych map, które… również nie jest tanie. Ulice się zmieniają, ciągle oddawane są nowe odcinki dróg; tak naprawdę co rok wypadałoby zaktualizować system – w tym celu trzeba odwiedzić autoryzowany serwis.

Wiele osób “przesiada się” więc na nawigację w smartfonie. Rozwiązanie wygodne, bo na rynku dostępnych jest wiele apek, ale bywa zawodne i mało czytelne. Osobiście traktuję telefon jako nawigatora tylko w ekstremalnych sytuacjach, np. jak zapomnę, gdzie leży dana ulica w moim mieście. 

Apka w smartfonie również nie jest idealna

Najpopularniejsza aplikacja nawigacyjna w telefonie nie sprawdza się, jeżeli chcemy jechać “na słuch” – często za wcześnie mówi “skręć w prawo”, przez co skręcamy o przecznicę, dwie za wcześnie. Gubi się też, gdy szukamy właściwego adresu. Zamiast po prawej, okazuje się on usytuowany po lewej… trzysta metrów dalej. No i największa zmora – taka nawigacja rzadko wie, która ulica jest jednokierunkowa i w którą stronę obowiązuje ruch. Nie zawsze radzi sobie też na rozjazdach. 

Navi na szybę – złoty środek?

Moim zdaniem bardzo dobrym rozwiązaniem jest zakup urządzenia przenośnego – najlepiej z jak największym, czytelnym ekranem. Możemy je zawsze ze sobą zabierać, a zatem używać w wielu autach. Cena jest zdecydowanie niższa niż nawigacji fabrycznej, więc nie ma mowy o zrujnowaniu domowego budżetu. Nawigowanie nie dzieli się z innymi funkcjami miejscem na ekranie, jak np. w smartfonie, gdzie podczas rozmowy telefonicznej wskazania nawigacji mogą zostać zagłuszone, a liczne wyskakujące komunikaty z mediów społecznościowych w kulminacyjnym momencie mogą zasłonić drogę. No i na koniec – taką nawigacją otrzymujemy z dożywotnią aktualizacją. 

Ale nie tylko… 

TomTom GO Basic, bo o nim mowa, skrywa jeszcze kilka asów w rękawie.

tomtom 2 Test: TomTom GO Basic: prosto, czytelnie, do celu

Zacznijmy od opakowania, bo już na tym etapie otrzymujemy czytelną informację, że w prostocie siła. W estetycznym pudełku znajdziemy tylko urządzenie z wbudowaną przyssawką (standard dla urządzeń TomTom), kabel zasilający, wtyczkę do gniazda zapalniczki, która jednocześnie jest wyjściem pod USB oraz instrukcję. 

Po wyjęciu z pudełka nawigacji zaimponowała mi jej wielkość – ekran w tej wersji ma 6 cali (jest dostępna wersja o cal mniejsza). Wcześniej już używałem urządzenia TomTom, ale znacznie mniejszego. Obawiałem się czy Go Basic 6″ nie będzie zasłaniał drogi. Postanowiłem jak najszybciej to sprawdzić.

W tym momencie nie wiedziałem jeszcze, że GO Basic to nie tylko nawigacja z dożywotnią darmową aktualizacją map (dzięki wbudowanemu WiFi nie trzeba jej podłączać do komputera), ale też bardzo nowoczesne urządzenie kompatybilne z… moją komórką.

Śledź drogę na bieżąco

tomtom 7 Test: TomTom GO Basic: prosto, czytelnie, do celu

Dokładnie tak! Zaraz po odpaleniu nawigacji pojawiła się na ekranie informacja, żebym ściągnął apkę TomTom na mojego smartfona. Co zrobić, ściągnąłem. Jak się okazało, sparowanie komórki oraz urządzenia nawigującego daje dwie możliwości. Bieżące aktualizowanie sytuacji drogowej – jesteśmy informowani o każdym korku czy zatorze zawczasu oraz odczytywanie smsów z telefonu na głos (umówmy się, że druga użyteczność jest w sumie zbędna).

Śledzenie sytuacji drogowej i jej aktualizowanie w trybie rzeczywistym to bardzo przydatna funkcja nie tylko raz na ruski rok, podczas wakacyjnego wyjazdu. To niezwykle przydatny gadżet na co dzień, w drodze i podczas powrotu z pracy. W dużym mieście, jakim jest np. Warszawa, korki potrafią pojawić się w najmniej oczywistych miejscach. A dzięki TomTom GO Basic możemy je z wyprzedzeniem ominąć. Super!

Wybierz ciekawą i bezpieczną drogę

Navigacja TomTom została wyposażona w TomTom Road Trips, czyli możliwość wyszukiwania ciekawych i sprawdzonych tras – można zatem urozmaicić sobie drogę powrotną do domu, a przy okazji np. zaoszczędzić trochę czasu. 

Podczas prowadzenia do celu mamy możliwość skorzystania z bazy fotoradarów, którą można na bieżąco rozszerzać zgłaszając zauważony obiekt jednym kliknięciem na dotykowym ekranie.

GO Basic to również asystent pasa ruchu, dzięki czemu nie zgubimy się na szerokich skrzyżowaniach i wielopoziomowych ślimakach na zagranicznych autostradach.

tomtom 5 Test: TomTom GO Basic: prosto, czytelnie, do celu

Czytelnie, szybko i przyjemnie

Najważniejsza jest jednak czytelność. 6-calowe urządzenie, wbrew moim wcześniejszym obawom, nie zasłania drogi, a dzięki  zastosowaniu wysokiej jakości ekranu dotykowego WQVGA widoczność jest taka sama w pełnym słońcu, jak i w szarówce, gdy słońce chowa się za horyzont i jeszcze nie jest w pełni ciemno. Przechodzenie ekranu z trybu dziennego na nocny przebiega niezauważenie i idealnie w momencie, w którym powinno się włączać. 

O sprawne działanie GO Basic dba aż czterordzeniowy procesor, więc przeklikiwanie się między funkcjami na dotykowym ekranie, a także samo ładowanie trasy przebiegają niezwykle sprawnie.

No dobrze, a jak wypada TomTom w porównaniu z nawigacją fabryczną? 

Podczas testu GO Basic miałem do czynienia z autem klasy B wyposażonym we wbudowaną nawigację. Wymaga ona dopłaty 2590 zł, więc jeszcze bez tragedii, ale czy warto?

Moim zdaniem nie! W obu urządzeniach wpisałem tę samą 5-kilometrową trasę, która zawierała w sobie przejazd kolejowy, rozkopaną drogę i kilka świateł, na których lekko się korkowało. GO Basic kombinował, żebym w punkcie docelowym pojawił się najszybciej jak to możliwe, tymczasem nawigacja samochodowa prowadziła mnie przez wszystkie przeszkody nie oszczędzając ani mojego czasu ani nerwów.

Wniosek? Jest tylko jeden. Nie warto dopłacać do nawigacji fabrycznej. Lepiej w tej cenie dokupić inne ciekawe gadżety do auta, a na co dzień polegać na nawigowaniu np. Tom Tom GO Basic. Jego cena oscyluje, w zależności od sklepu, wokół 800 zł.

Jutro wyruszam na spóźnione wakacje i cieszę się, że TomTom będzie mi w nich towarzyszył!

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Renault Laguna III 2.0 dCi 150 KM AT, zwana Francą oraz Hyundai i30 1.4, zwany przeze mnie pieszczotliwie Nissanem. Chciałbym na co dzień jeździć Lexusem LS400 z końcówki lat 90-tych. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...