Test: Suzuki Ignis Hybrid – europejski kei-car

W Polsce może nie potrzebujemy zaświadczenia o miejscu parkingowym, żeby kupić auto, ale w dużych miastach coraz trudniej zaparkować. Zbawieniem jest mały samochód. Czemu więc nie wybrać na przykład Suzuki Ignis?

 

Pamiętający motoryzację sprzed 10-15 lat mogą kojarzyć nazwę tego japońskiego producenta. Po 10 latach przerwy Suzuki postanowiło wrócić do tego modelu z nowym produktem. Co ciekawe, mniejszym niż poprzednik, ale wizualnie do niego bardzo podobnym. Wbrew trendowi zwiększania aut, nawet tych małych, nowy Ignis ma tylko 3,7 metra, jest bardzo wąski, a przy tym wysoki (ok. 1,6 metra). To spowodowało, że gdy zobaczyłem go po raz pierwszy, od razu skojarzył mi się z kei-carem.

Może to kwestia białego lakieru lub wąskich, 16-calowych kół. Na taki stan rzeczy miał wpływ również tył samochodu, który będąc szczerym nie wygląda zachęcająco, żeby nie powiedzieć, że jest po prostu brzydki. Z przodu, wraz z dużymi reflektorami, które posiadają osobne dzienne światła do jazdy dziennej w technologii LED i ciekawym grillem, samochód robi się naprawdę ciekawy wizualnie, a przy tym wygląda nowocześnie.

 

Suzuki Ignis 23 Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car

 

To, co może dziwić to imitacje wlotów powietrza na słupku C. Dla jednych będzie to znak znanej marki odzieżowej i obuwniczej, dla innych nawiązanie do starych Suzuki, które takowe wloty posiadały naprawdę. Uważać trzeba też na blachę oraz drzwi tego pięciodrzwiowego malucha. Zawiasy chodzą bardzo ciężko (zwłaszcza tylne drzwi), a grubość blachy słychać podczas ich zamykania. Poza tym to jednak atrakcyjny projekt i przy tym nowoczesny.

We wnętrzu, na tunelu środkowym również znalazłem wspomniane wyżej nawiązanie, ale to nie wszystko. Środek Ignisa jak na produkt z dalekiego wschodu wygląda nieźle. Mimo, że materiały są twarde i średniej jakości to pomieszanie kilku kolorów i faktur wyszło Suzuki całkiem dobrze. Neonowa i błyszcząca pomarańcz ożywia to proste wnętrze. Natomiast dziwnym tworem, który nie do końca mi się spodobał jest płaska góra deski rozdzielczej.

Głównym punktem konsoli środkowej jest duży dotykowy wyświetlacz systemu infomedialnego. Na szczęście działa on bez zacięć, a grafiki są czytelne i nie nawiązują do tego z jakiego kontynentu pochodzą. Dzięki bogatemu wyposażeniu testowanego egzemplarza znalazły się w nim takie ciekawostki jak nawigacja, kamera cofania lub łączność z telefonem. Oczywiście jak na nowego mieszczucha bywa auto posiada jednostrefową automatyczną klimatyzację, slot na USD oraz gniazdo zapalniczki.

 

Suzuki Ignis 20 Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car

 

Mniej nowocześnie wyglądają zegary zza przeciętnej lecz wielofunkcyjnej kierownicy. Komputer pokładowy przypominał bardziej Atari niż nowoczesne konsole, ale za to czytelnie informuje o potrzebnych danych. To co może denerwować to również centralny zamek i bezkluczykowy dostęp – niestety jedno przyciśnięcie otwiera tylko drzwi kierowcy.

Mimo, że Ignis nie wygląda na spore auto, to przez brak tunelu środkowego czułem się w nim dosyć swobodnie. Nie brakowało mi miejsca nad głową i nogi – przynajmniej z przodu, chociaż fotele (bez regulacji odcinka lędźwiowego) nie należą do najwygodniejszych i potrzebowałem dłuższej chwili na znalezienie odpowiedniej pozycji „za kółkiem”. Tylna kanapa niestety również nie należy do najwygodniejszych, ale plus za ciekawe ukrycie zapięcia pasów. Uzupełniając informacje o  przestrzeni wspomnę, że bagażnik ma 260 litrów i wysoki próg załadunku.

Spowodowane jest to wysokim prześwitem samochodu. Ignis zawieszony jest na 18 centymetrach, co pomaga przy ewentualnych krawężnikach lub dojeździe do ogródków działkowych. Dodam jednak, że nastawy zawieszenia są twarde i w małym Suzuki czuć dość mocno ubytki dróg. Przeciętny jest też układ kierowniczy. O ile jego wspomaganie jest prawidłowe, to kierownica rzadko wraca do pierwotnego położenia. Na zakrętach trzeba również uważać przez wysokie nadwozie i wąskie opony. Gdy o tym wszystkim się pamięta Suzuki Ignis prowadzi się pewnie.

 

Suzuki Ignis 22 Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car

 

A co ważniejsze bardzo prosto i ekonomicznie. Nasz egzemplarz to tak naprawdę miękka hybryda z systemem SVHS, w którego skład wchodzi akumulator i silnik elektryczny. Dzięki takiemu zastosowaniu napęd wspomagany jest energią elektryczną, a przy hamowaniu potrafi ją odzyskać. Niestety nie jest to pełna hybryda więc, auto nie potrafi jeździć tylko „na prądzie”. Cała ta inżynieria generuje 50 NM i ma 2,3 KW mocy. Kosztuje też dodatkowe 7 tys. złotych, przez co Ignisa ze zdjęć można zakupić za 71 tysięcy złotych.

Oprócz elektryka w aucie znajduje się oczywiście tradycyjny motor benzynowy. Ma on pojemności 1,2 litra, a całość generuje oszałamiające 90 KM i rozpędza auto do 170 km/h. Od zera do stu samochód sprint Ignisa trwa niespełna 12 sekund.

Ignorując jednak te dane, jazda Ignisem w mieście bywa dość przyjemna. Samochód żwawo rozpędza się od niskich obrotów i do miejskich prędkości jest dynamiczny. Pięciobiegowa manualna skrzynia biegów dobrze współpracowuje z silnikiem lecz działa z pewnym oporem, tak jak i sprzęgło. Może to lekko odrzucić płeć piękną od prowadzenia tego auta, ale dzięki temu łatwo wyczuć bieg na którym się jedzie i ciężko wrzucić nieprawidłowe przełożenie.

 

Niestety, poza miastem Ignis traci trochę swój wigor. Jest też podatny na boczne podmuchy wiatru, ale silnik kręci się bez zbędnego wycia nawet do wysokich obrotów, więc w sytuacjach wyprzedzania można z niego śmiało korzystać. Brak mocy auto odwdzięcza jednak małym spalaniem. Już dawno nie jeździłem samochodem, który spalił mi w mieście trochę ponad 6 litrów PB95. W trasie spokojnie wartość ta może spaść jeszcze do 5 litrów. Wadą jest jedynie mały bak – ma tylko 32 litry pojemności.

Podczas codziennej jazdy może irytować działanie systemów bezpieczeństwa, którymi Ignis jest napakowany. Wyposażenie Ignisa to jego atut, aczkolwiek działanie asystenta pasa ruchu lub ostrzeżenie przed kolizją może nawet wystraszyć. Ostry dźwięk i czerwone komunikaty na zegarach potrafią zirytować. Na szczęście łatwo je można wyłączyć.

 

#Instavlog Suzuki Ignis Hybrid

Gdy było jeszcze ciepło udało nagrać się parę słów o #Suzuki #Ignis – hybrydowym! Poczytacie o nim tutaj: http://bit.ly/2ll275wSuzuki Polska

Opublikowany przez Motopodprad.pl na 27 października 2017

 

Dla kogo więc jest Ignis? Dla podróżujących codziennie po dużym mieście. Ignisem łatwo zaparkować, manewrować w korkach, a jego normalna eksploatacja nie kosztuje majątku. Poza tym ciężko będzie go spotkać na ulicy, więc jak ktoś lubi oryginalność to takie Suzuki może spełnić te wymagania. Według mnie mógłby jednak trochę mniej kosztować.  Muszę też zmartwić miłośników diesli – Ignis dostępny jest tylko z benzyniakami.

 

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

 

 

Wygląd:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (8 / 10)
Wnętrze:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (7 / 10)
Silnik:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (8 / 10)
Skrzynia:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (5 / 10)
Przyspieszenie:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (9 / 10)
Jazda:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (8 / 10)
Zawieszenie:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (8 / 10)
Komfort:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (8 / 10)
Wyposażenie:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (8 / 10)
Cena/jakość:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (9 / 10)
Ogółem:%name Test: Suzuki Ignis Hybrid   europejski kei car (78/100)

 

 

Dane Techniczne:

Silnik: R4
Pojemność: 1242 cm3
Moc: 90 KM/6000 obr./min.
Moment: 120 Nm/4400 obr./min.
Skrzynia biegów: Manualna, pięciobiegowa
0-100 km/h: 11,8 s
Prędkość max.: 170 km/h
Cena: ok. 71100 PLN

 

Dyskusja

komentarzy

Konrad Stopa

Konrad Stopa

Motopasjonat z krwi i kości, który pisze o samochodach z wielką przyjemnością czekając na komentarze, nawet te uszczypliwe. Od małego poznawał auta na ulicy po dźwięku silnika i już wtedy marzył, by zmieniać "cztery kółka" jak rękawiczki - dzięki Motopodprad.pl to się spełnia! Tego zapaleńca znajdziecie też na Instagramie - @stopao
Follow Me: