Wydawało mi się, że o Fabii wiem już wszystko. Zjeździłem ten samochód wzdłuż i wszerz. Odhaczyłem go w głowie jako wzór zdroworozsądkowego, miejskiego wozu i byłem pewien, że niczym mnie już nie zaskoczy. A potem na testowy parking wjeżdża wersja Monte Carlo, ubrana w nowy lakier Timiano i nagle cały mój poukładany obrazek legł w gruzach.
Zamiast nudnego auta dla handlowca czy rozsądnego mieszczucha zobaczyłem hatchbacka z bezczelnym, ostrym charakterem. Czarne detale, masywniejsze zderzaki i cała ta sportowa otoczka robią z sylwetką Fabii coś tak dobrego, że zamiast planować najkrótszą drogę do biura, od razu zacząłem szukać na mapie ciekawszych dróg. To niesamowite, jak odpowiednio skrojona stylistyka potrafi zmienić nudną codzienność w coś, na co po prostu masz ochotę spojrzeć dwa razy po zaparkowaniu. W końcu sama nazwa wersji sugeruje, że nudy tutaj nie będzie.
Lakier, który w Elroqu wiał nudą, w Fabii dostał drugie życie
Zielony lakier Timiano debiutował w palecie elektrycznego Elroqa. Na tym samochodzie ten kolor wydawał mi się po prostu nudny, mdły i totalnie bez wyrazu. Wystarczyło przelać tę samą farbę na mniejsze, znacznie ostrzej ciosane nadwozie Fabii Monte Carlo i jaki mamy efekt! Tutaj ten lakier dosłownie ożył, a cała tajemnica tkwi w kontraście. Pastelowa, spokojna zieleń dostała potężnego kopa dzięki czarnym wstawkom, drapieżnemu grillowi i ciemnym wypełnieniom reflektorów, a także kombinacji z czarnym dachem. Przód wygląda, jakby Fabia nałożyła mocny, wieczorowy makijaż. Czy dokładki u spodu zderzaka możemy traktować jak przedłużone rzęsy u kobiety? Do tego piękne, 18-calowe felgi Libra i nagle okazuje się, że ta miejska puszka wygląda tak przysadziście i zadziornie, jakby zaraz miała urwać się ze smyczy. A to nawet nie jest najwyższa wersja w konfiguratorze.
Film o Skodzie Fabii Monte Carlo:
Projektanci nie wystrzelali się już ze wszystkich ciekawych pomysłów przy nadwoziu. Podobny efekt „wow” uzyskamy bowiem również po otwarciu drzwi. W oczy rzucają się przede wszystkim czerwone wstawki, które ciągną się przez całą szerokość deski rozdzielczej i przechodzą aż na boczki drzwi oraz tunel środkowy. Do tego otrzymujemy również wykończenie wnętrza materiałem wzorowanym na karbon. Nie powiem, nabrałem się na początku, ale szybko na ziemię sprowadziły mnie przeszycia na materiale. W końcu bez przesady, włókno węglowe w Fabii?
Ręka do góry, kto również nie spodziewał się w Fabii kubełkowych foteli. Trochę im brakuje do tych z wersji RS Rally 2, ale mają zintegrowane zagłówki i są ozdobione kolorowymi pasami biegnącymi wzdłuż oparcia. Wizualnie dają +10 do sportowego samopoczucia od samego patrzenia. Kiedy jednak człowiek już w nich usiądzie i emocje trochę opadną, pojawia się małe „ale”. Dla mnie te boczki okazały się po prostu odrobinę za wąskie. O ile na zakrętach fajnie trzymają, o tyle w dłuższej trasie moje plecy zaczęły tęsknić za odrobiną większej swobody.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Czy na pewno Simply Clever?
Nurt ten znamy w Skodzie nie od dziś. Dziennikarz motoryzacyjny nie byłby sobą, gdyby nie wspomniał o skrobaczce na klapce wlewu paliwa czy o lejku do płynu do spryskiwaczy. A ja chciałbym zahaczyć temat od drugiej strony, bowiem we wnętrzu tego auta praktyczność nieco kuleje.

Podłokietnik na drzwiach drastycznie zwęża się w stronę rantu i w miejscu, gdzie naturalnie ląduje łokieć, jest po prostu za wąski. Przesiadka na środek niewiele pomaga, bo centralny podłokietnik nie ma żadnej regulacji. Zabrakło dosłownie pół centymetra długości i odrobiny wysokości, żebym mógł się wygodnie podeprzeć. I wiecie, czego jeszcze potwornie brakuje w aucie, które przecież ma służyć głównie do miasta? Funkcji Auto Hold. Stanie w korkach na tradycyjnym hamulcu w samochodzie z 2026 to lekki archaizm. Chyba nie wymagam za dużo, prawda?
Z tyłu też bez rewelacji, ale z drugiej strony rozmawiamy o miejskim aucie długości 4,1 metra. O ile nad głową było w porządku, o tyle siadając „sam za sobą”, wbiłem się kolanami w oparcie przedniego fotela. Uratowało mnie tylko to, że tył kubełków z Monte Carlo jest miękki, więc dało się tam te nogi jakoś wcisnąć, ale o komfortowej, dalekiej podróży zapomnijcie. Pasażerowie z tyłu nie dostali też centralnego podłokietnika, więc jadą trochę jak za karę. Chyba, że mają wolne 750 złotych to dostaną podłokietnik, śmietniczek oraz uchwyt na tablet.

Wspominając o tablecie, poruszę jeszcze kwestię multimediów. Fabia, Karoq, Scala oraz Kamiq – te modele w gamie czeskiego producenta bazują na starszym systemie, który znajdziemy na 8-calowym ekranie. Zdarzały mu się krótkie zwieszenia, jednak nie było to irytujące. Najważniejsze opcje znajdziemy w przypisanych kafelkach, fajerwerków tu nie ma. Niestety, tak samo jak grafika ekranu jest sprzed kilku lat, tak samo jest z kamerą cofania. Lepiej dobrze się przyjrzyjcie, zanim rozpoczniecie manewr cofania.
Bagażnik ma solidne 380 litrów pojemności, ale na tym plusy się kończą. Podłoga jest umieszczona nisko, bo pod spodem upchnięto klasyczne koło zapasowe, przez co nie ma tu podwójnego dna. Zapomnijcie też o jakimkolwiek otworze na narty czy dłuższe przedmioty. Zostają Wam cztery haczyki na zakupy i tyle – krótko, prosto i bez zbędnych luksusów. Tutaj również opcjonalnie możemy dołożyć pakiet z wszelkiego rodzaju siateczkami na bagaż.

Jeździ tak, jak wygląda
A jak już wiecie, wygląda świetnie. Są jednak dwie rzeczy, które musimy dezaktywować przed wyruszeniem w trasę, żeby tego wrażenia nie zepsuć. Po pierwsze, koniecznie wyłączcie system start stop dedykowanym przyciskiem przy drążku skrzyni biegów. Przy uruchamianiu i wyłączaniu silnika samochód telepie się tak, że aż mój telefon wyświetlił komunikat SOS i zapytał, czy potrzebuję pomocy. Po drugie, wyłączcie system ISA oraz utrzymanie w pasie ruchu – to jednak można zrobić dwoma kliknięciami z kierownicy, co jest super rozwiązaniem. System Lane Assist działa tutaj bowiem zdecydowanie za ostro. Jest irytujący, wręcz wyszarpuje kierownicę i na siłę koryguje tor jazdy. Naprawdę, jedna trasa z włączonym systemem i miałbym przedramiona jak marynarz Popeye.

Bardzo irytujący potrafi być również tempomat aktywny, który potrafi reagować na przebieg drogi oraz znaki drogowe. Nawet nie pytajcie jakie słowa padały w samochodzie, kiedy na autostradzie przy 140 km/h Fabia odczytała ograniczenie do 50 ze zjazdu i rozpoczęła hamowanie… Obowiązkowo trzeba odznaczyć te dwie opcje.
Ale dobra, zdejmuję już maskę marudy. To, co miało być negatywne, mamy już z głowy. Czas na czystą przyjemność, bo pod kątem właściwości jezdnych Fabia Monte Carlo to zupełnie inna bajka. Pod maską pracuje tu 150-konny, czterocylindrowy silnik TSI spięty z 7-biegowym DSG. Ten duet współpracuje ze sobą koncertowo, choć skrzynia lubi czasem zamulić. Samochód bez żadnego zawahania rwie się do przodu, jakby ważył połowę mniej (masa własna to około 1300 kilogramów). Powodu do narzekania nie znalazłem również w zawieszeniu. Samochód klei się do asfaltu w zakrętach bardzo dobrze, nie dopuszczając jednocześnie do nadmiernych przechyłów. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ta dynamiczna zabawa zamienia się w dłuższą, monotonną trasę. Wtedy znowu wychodzą błędy ergonomiczne. Poza wspomnianym już fotelem zaczyna się walka o przetrwanie waszych stawów. Moje prawe kolano bez przerwy opierało się o ostry róg fizycznego panelu klimatyzacji, a lewe bezlitośnie obijało o twardy plastik na drzwiach. O ile więc Fabia daje masę frajdy z jazdy wokół komina, o tyle kilkugodzinna podróż autostradą potrafi być mało komfortowa.
Ale ja to Czechom wybaczę, bowiem Fabia jest właśnie samochodem do jazdy wkoło komina. A przy takowej uśmiech z twarzy nie znika.

Ile zapłacimy naszym południowym sąsiadom za taki samochód?
Fabia ma 5 wersji wyposażenia dostępnych w konfiguratorze, a najtańsza z nich (Essence) startuje od 75 150 zł katalogowo, za jednostkę 1.0 l MPI o mocy 80 KM. Ja jednak pozwolę sobie skupić się tylko na odmianie Monte Carlo. W niej również możemy dostać jednostkę bez turbiny, a wtedy zaczniemy do 90 250 zł. Silniki TSI to odpowiednio 93 750 zł (95 KM, manual), 96 050 zł (115 KM, manual), 101 050 zł (115KM, DSG) oraz od 108 350 zł za testowane 1.5 l z automatem.
Wszystkie lakiery dostajemy tutaj w cenie – jedynie za czerwień musimy wyłożyć ekstra 1650 zł. Standardem są tutaj 16-calowe felgi, a za 17stki i 18stki trzeba dopłacić (odpowiednio 2300 zł i 5150 zł). Reszta to już czysta zabawa z różnymi opcjami. I tak, dobierając do auta chociażby światła LED High, system nagłośnienia czy pakiet zimowy, kalkulator testowanego auta zatrzymał się na okolicach 136 000 złotych. A przypomnę tylko, że w konfiguratorze czeka na nas jeszcze droższa wersja 130 Sport.
tekst i foto Kacper Mazur
Galeria zdjęć Skoda Fabia Monte Carlo







































Dane techniczne Skoda Fabia Monte Carlo:
Silnik: R4, benzynowy, turbodoładowany
Skrzynia biegów: automatyczna, 7 – biegowa DSG
Pojemność: 1498 cm3
Moc: 150 KM
Moment obrotowy: 250 Nm
0 – 100 km/h: 8 s
Prędkość maksymalna: 225 km/h
Cena: testowany około 136 000zł







