Można powiedzieć, że Skoda wraz ze swoim Enyaqiem trafiła w dziesiątkę. Model ten znajduje się niemal na szczycie rankingów sprzedaży co w sumie dziwić nie powinno. To naprawdę dobre auto, które po liftingu stało się jeszcze lepsze.
Dyskretne zmiany i nowa wersja wyposażenia
Patrząc na Enyaqa z zewnątrz można powiedzieć, że w zasadzie nie zmieniło się nic. Właściciele wcześniej zakupionych Skód na pewno będą z tego powodu zadowoleni. Wprawne oko na pewno wyłapie nowe oznaczenie wersji 85x na klapie bagażnika, które pojawia się w miejsce 80x oznaczające ni mniej ni więcej największy akumulator dostępny w Enyaqu, mimo iż ten nie uległ powiększeniu. Pozostałe zmiany są w zasadzie mocno powiązane z wprowadzeniem wersji Laurin & Klement, która wrzuca w nadwozie samochodu szaro-satynowe detale na zderzakach z przodu i z tyłu (mocno kontrowersyjne i wyróżniające się na tle całego nadwozia), oznaczenie wersji na linii bocznej czy specjalne wzory felg. Poza tym to stary dobrze nam znany Enyaq z rozświetloną mordką i masywną sylwetką.
Wewnątrz zmiany są naprawdę znaczące, choć na pierwszy rzut oka w ogóle ich nie widać. Chodzi tu przede wszystkim o nowy system multimedialny, który w mojej ocenie stał się bardziej intuicyjny i przestał być stabilny. W ciągu tygodniowego testu udało mi się doprowadzić do jego zawieszenia dwukrotnie. Niby niewiele, ale poprzednia wersja oprogramowania nie sprawiała mi żadnych psikusów. Jeśli system już działa to w porównaniu ze swoją poprzednią generacją otrzymał on nieco więcej opcji personalizacji, grafiki oraz opcje w menu zostały przeprojektowane i nieco lepiej posegregowane, a w górnej części ekranu pojawił się konfigurowalny pasek, na który możemy wyciągnąć sobie najczęściej używane funkcje. Całość wymaga znowu lekkiego przyzwyczajenia, ale nie zajmuje to zbyt wiele czasu i uważam, że wprowadzone zmiany pozytywnie odbijają się na ergonomii i komforcie używania.

Odmiana Laurin & Klement wprowadza do wnętrza lekki powiew „luksusu”. Oczywiście używam tego określenia na wyrost, ale naprawdę Skoda sprawia wrażenia samochodu droższego i wykończonego ze szlachetniejszych materiałów niż jest w rzeczywistości. Jest tutaj kilka emblematów, które nie pozwolą nam zapomnieć z jaką wersją mamy do czynienia. W topowej odmianie dostajemy także kilka opcji takich jak specjalna, jasna, skórzana tapicerka, wentylacja foteli wraz z masażem dla kierowcy i pasażera, które zostały zarezerwowane tylko dla tej wersji. Skoda bardzo sprytnie rozdzieliła pomiędzy sobą wyposażenia, zmuszając tym samym klientów do wyboru droższej wersji. Szkoda, że producent nadal każe dopłacać za pompę ciepła nawet i w topowej L&K, to powinno być już standardem.
Poza tym to „stare” i dobrze znane nam wnętrze z masą miejsca i przestrzeni, wygodnymi fotelami i kanapą oraz przepastnym i bardzo ustawnym bagażnikiem o pojemności 585 litrów.

Odświeżony napęd to główny powód liftingu
To co najbardziej wyróżnia Enyaqa po faceliftingu jest niewidoczne i znajduje się pod spodem. O ile akumulator nadal posiada tą samą pojemność 77 kWh netto to dostał on zmienioną architekturę, dzięki której może teraz ładować się z mocą do 175 kW (tylko w odmianach 85x i RS). Dla porównania wcześniej moc ładowania wynosiła 135 kW. Mamy tutaj także nowy silnik na tylnej osi APP550 oznaczający moment obrotowy (550 Nm) pojawiający się w miejsce poprzedniego APP310, który ma być bardziej oszczędny i wydajny. Silnik na przedniej osi pozostał ten sam i w zasadzie dostarcza on nam tylko trakcji i momentu obrotowego. Wersje z napędem na jedną oś mają dokładnie taką samą moc, ale mniejszy moment obrotowy. By dodatkowo zmniejszyć zapotrzebowanie na energię dostajemy także przeprojektowany system zarządzania energią. Całość ma poprawić nie tylko energooszczędność samochodu, ale także jego osiągi.
Dane techniczne mówią, że Enyaq faktycznie jest nieco szybszy. Teraz sprint do „setki” trwa 6,6 sekundy dla wersji 85x, a prędkość maksymalna to 180 km/h. Oczywiście tak jak było w przypadku testowanego przez mnie Enyaqa RS tak i tutaj trzeba spełnić szereg wymagań, by uzyskać deklarowany czas przyspieszenia i maksymalną moc przez 30 sekund (akumulator musi mieć minimum 88%, a jego temperatura mieści się między 23 a 50 stopniami Celsjusza).

W codziennym użytkowaniu zmiany są odczuwalne
Przede wszystkim najbardziej zauważalną zmianą jest dynamika samochodu przy wyższych prędkościach. Teraz mam wrażenie, że Enyaq sprawniej radzi sobie z przebijaniem oporów powietrza i silniki chętniej rozpędzają ważące ponad 2200 kilogramów auto. Przy dynamicznym ruszaniu kopnięcie w plecy także jest bardziej odczuwalne.
Zużycie energii również zmalało – może nie jakoś monstrualnie, ale jednak jest ono niższe. Odmiana 85x podczas testu zużywała w mieście około 17-18 kWh, czyli o jakieś 1,5 kWh mniej niż poprzednio. Na trasie przy 120 km/h zapotrzebowanie na energię podskakiwało do około 21,3 kWh co jest wynikiem lepszym o 2 kWh, a przy 140 km/h poliftowy Enyaq pobierał 26,5 kWh. Jak więc widać wprowadzone zmiany przyniosły pozytywny skutek i samochód jest w stanie przejechać na jednym ładowaniu znacznie większy dystans, który w mieście może wynosić nawet i 450 kilometrów.

W temacie właściwości jezdnych nie zmieniło się w zasadzie nic. Pojawili się nowi asystenci jazdy na czele z delikatnie pikającym ISA, których pozbycie się nie jest bardzo uciążliwe. Enyaq pozostał samochodem komfortowym z bardzo dobrze wyciszoną kabiną. Mam wrażenie, że poprawiono nieco izolację wnętrza od dźwięków z okolic zawieszenia, charakterystyczne stukanie dla adaptacyjnego zawieszenia w VAG-ach jest praktycznie nie do wyłapania.
Zmiany nie ominęły cennika
Od teraz podstawowy Enyaq dostępny jest za 219 850 zł. Tutaj wciąż dostajemy podstawowy wariant 60 z akumulatorem o pojemności 58 kWh netto. Wcześniej za taką wersje trzeba było zapłacić 212 250 zł. Skupmy się jednak na topowej wersji L&K. Ta dostępna jest od 296 850 zł za wersję 85 i 307 300 zł odmianę 85x. W testowanym egzemplarzu mamy jeszcze kilka drobnych dodatków, które podniosły cenę do poziomu 322 600 zł.

Lifting Enyaqa przyniósł bardzo dobre i potrzebne zmiany. Być może Skoda nie jest najtańszym i najbardziej ekonomicznym elektrykiem, jednak w praktycznie każdej kategorii wypada solidnie na tle swoich konkurentów co po części tłumaczy jej sukces. W odświeżonym wydaniu Enyaq może wskoczyć jeszcze wyżej w rankingach sprzedażowych, bo to przemyślane i dobrze zaprojektowane auto, które trapione jest typowymi dla elektryków problemami.
Jakub Głąb
Zdjęcia Skoda Enyaq 85x L&K


















Dane techniczne Skoda Enyaq 85x L&K:
Silnik: elektryczny
Moc: 285 KM
Maksymalny moment obrotowy: 679 Nm
Bateria: 77 kWh
Napęd: na obie osie
0-100 km/h: 6,6 s
V-max: 180 km/h
Gniazdo ładowania: Typ 2 + CCS
Cena: 219 850 zł (podstawa), 322 600 zł (testowany








Komentarze 1