Niemal rok temu miało miejsce moje pierwsze spotkanie z Seatem Aroną, które okazało się być całkiem udane. Mały hiszpański SUV pokazał się z naprawdę dobrej strony, pytanie jednak, czy kolejny tydzień za jego kierownicą nie uwydatnił wad i wpadek, które mogłem wtedy przeoczyć?
Rok temu w moje ręce trafiła najmocniejsza Arona w wersji FR wraz z czterocylindrową jednostką 1.5 TSI. Tym razem miałem okazję sprawdzić wersję Xperience wraz z silnikiem 1.0 TSI, dlatego też skupię się w głównej mierze na tym, jak mniejsza i słabsza jednostka radzi sobie z tym samochodem. Jeśli chcecie poczytać więcej o wyglądzie i wnętrzu Arony to odsyłam Was do mojego poprzedniego testu, gdzie napisałem o tych aspektach nieco szerzej. Przez rok nie zmieniona w tym modelu nic, więc szkoda powielać swoja słowa.
Porozmawiajmy o napędzie
Trzycylindrowa jednostka 1.0 TSI generuje w testowanym egzemplarzu 110 KM oraz równe 200 Nm momentu obrotowego. Silnik ten został połączony z 7–biegową dwusprzęgłową, automatyczną przekładnią DSG, dzięki czemu sprint do „setki” ma trwać 10.1 sekundy, a prędkość maksymalna ma wynosić 190 km/h.

Przyznać muszę szczerze, że nie jestem fanem tego układu napędowego z grupy VAG. Z każdym kolejnym testem umacniam się w przekonaniu, iż nie przyłożono się należycie do odpowiedniego zestopniowania skrzyni przez co marnuje się potencjał dosyć solidnej jednostki napędowej. Czy w Aronie jest tak samo? Niestety ale tak, Seat cierpi na dokładnie te same przypadłości, o których pisałem chociażby podczas testu Skody Fabii z tym samym silnikiem i skrzynią. Większych zastrzeżeń nie mam do jednostki 1.0 TSI. Nadal uważam, że jest to jedna z najbardziej kulturalnych konstrukcji o trzech cylindrach. Moc i moment są rozwijane w przyjemny, liniowy sposób co poprawia komfort użytkowania samochodu w mieście. Narzekać nie można także na brak chęci do jazdy – jak już skrzynia zredukuje i uzna, że chce jechać, to Arona żwawo nabiera prędkości.
W czym zatem leży problem? Przede wszystkim w skrzyni biegów. Poza jej kiepskim zestopniowaniem przyczepić mogę się przede wszystkim do zbyt szybkiego wrzucania wyższych biegów. Podobnie jak miało to miejsce w Fabii, w Seacie już przy 30 km/h mamy wrzucony 4 bieg, co skutkuje zerową dynamiką i naprawdę nieprzyjemnym dźwiękiem w kabinie. Dodatkowo DSG cierpi tu na problem z dynamicznym ruszaniem. Jeśli chcecie się szybko włączyć do ruchu to musicie przygotować się na bardzo agresywny start po chwili opóźnienia. Przyzwyczaić będziecie musieli się także do redukcji, które zajmują Aronie wieczność. Jeśli planujecie coś wyprzedzać to pamiętajcie o nabraniu odpowiedniego rozpędu i zostawienia sobie odpowiedniej ilości miejsca. Nigdy nie wiadomo jak długo skrzynia będzie redukowała.

Poza terenami zabudowanymi Arona z litrową jednostka napędową zaczyna tracić nieco chęci do jazdy od około 110 km/h w górę. Czuć, że jednostka zaczyna się już męczyć i łapie zadyszkę, jednak podczas podróżowania autostradą ze stała prędkością problem ten nie jest jakoś bardzo bolesny i zauważalny. Znacznie bardziej odczujecie wrzucenie na pokład Arony kompletu pasażerów i ich bagażu – dodatkowe kilogramy sprawiają, że dynamika samochodu potrafi wyraźnie się obniżyć.
To może chociaż zużycie paliwa jest niskie?
Cóż, w pierwszej chwili wydawało mi się, że Arona z 1.0 TSI zużywa całkiem rozsądne ilości benzyny. Niestety, wróciłem do swoich notatek z testu sprzed roku i okazuje się, że otrzymałem niemal identyczne wyniki jak w przypadku wersji z silnikiem 1.5 TSI. Trzycylindrowa jednostka zużywała odpowiednio 7-7.5 litra bezołowiowej w mieście, 6 litrów na drogach ekspresowych oraz 7,4 litra na autostradach. Ciężko jest mi wysnuć jakieś konkretne wnioski – albo to 1.0 TSI „pali” dużo, albo 1.5 TSI jest naprawdę oszczędne.

Jeśli chodzi o to jak prowadzi się Arona to przyznać muszę, że po raz kolejny jestem pozytywnie zaskoczony jej właściwościami jezdnymi. Mały Hiszpan nie rozczarowuje swym zachowaniem na drodze. Jest posłuszny i precyzyjny. Jedyne czego mógłbym sobie życzyć to nieco bardziej kulturalnego zawieszenia – zdarza mu się trochę za mocno pohałasować, choć myślę, że sprawę rozwiązałyby mniejsze felgi niż te, które trafiły do testowanego egzemplarza.
Ceny poszły w górę
Rok temu za podstawową Aronę z 95–konną jednostką 1.0 TSI trzeba było zapłacić 79 300 zł. Teraz trzeba wyłożyć już 82 500 zł. Testowana wersja Xperience wraz z 1.0 TSI i DSG startuje od 107 900 zł. Nasz egzemplarz miał jeszcze kilka opcji przez co ostateczna cena wyniosła 123 450 zł. To o niecałe 4 00 zł mniej niż rok temu trzeba było zapłacić za topową wersję silnikową wraz z pełnym wyposażeniem.

Czy warto zatem rozważyć Aronę z silnikiem 1.0 TSI? Jeśli planujecie używać samochodu przez 85% czasu w mieście to tak. W tych warunkach silnik ten spisuje się bardzo dobrze i jeśli nie będzie Wam przeszkadzała ospała skrzynia to ciężko będzie się do czegoś przyczepić. Jeśli jednak wasz Seat będzie częściej wyjeżdżał poza terany zabudowane i ma być jedynym samochodem w rodzinie to naprawdę warto rozważyć dopłatę do mocniejszej jednostki 1.5 TSI. Da wam nie tylko więcej komfortu, ale przede wszystkim nie okaże się być wyraźnie droższym rozwiązaniem podczas codziennej eksploatacji.
Jakub Głąb
Zdjęcia Seat Arona Xperience 1.0 TSI 110 KM DSG:





















Dane techniczne Seat Arona Xperience 1.0 TSI 110 KM DSG:
Silnik: R3, turbo
Pojemność: 998 cm3
Moc: 110 KM
Maksymalny moment obrotowy: 200 Nm
0 – 100 km/h: 10,1 s
Prędkość maksymalna: 190 km/h
Skrzynia biegów: 7 – biegowa, automatyczna
Cena: 82 500 zł (podstawa), 123 450 zł (testowany)








Komentarze 1