Nie tak dawno spędziłem bardzo przyjemne dni z innym Francuzem z tej samej stajni, jakim był Austral. Jego test zatytułowałem „czy to najlepsza propozycja marki?”. Ten wniosek pojawił się, gdyż nie miałem dłuższego kontaktu z Rafale. Delikwent ze zdjęć zjada Australa na śniadanie. Umarł król, niech żyje król!
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać, czym wyróżnia się Austral, to zapraszam – KLIK. Jeśli wolicie formę wideo, to też się coś znajdzie – KLIK. Tymczasem, nieco ponad tydzień spędziłem z modelem Rafale w topowej odmianie atelier Alpine. Samym modelem jeździłem już trochę wcześniej, jednak ta wersja wgniotła mnie w fotel. I to dosłownie, ale do walorów jezdnych przejdę później.

Zwraca na siebie uwagę
Pozwólcie, że od razu przejdę do aspektów wizualnych, bowiem marce Renault trzeba oddać, że obecnie robią naprawdę piękne i wyróżniające się na ulicy samochody. Trudno nie zauważyć, że przód Rafale jest bardzo zbliżony do modeli Espace oraz Austral. Natomiast tutaj zdecydowanie wyróżnia się grill w efektownej formie 3D. Dwukolorowy, łączący czerń z niebieskimi akcentami, stanowi czytelną wizytówkę wersji Atelier Alpine. Charakter auta podkreślają także 21-calowe felgi, a patrząc na nadwozie z każdej strony, dominują ostre, wyraziste linie. Jedyne, nad czym się waham, to wybór pomiędzy czarnym lakierem a niebieską satynową barwą „sommet”.
Wiedzcie, że nie przepadam za SUV-ami o sylwetce coupe. Nie przekonują mnie ani Mercedes GLE Coupe, ani BMW X6 czy BMW X4, które uważam za zwyczajnie nieudane stylistycznie. O poprzedniku Rafale, czyli Arkanie, nawet nie chcę wspominać… Jednak Rafale naprawdę zrobił na mnie świetne pierwsze wrażenie. Z tyłu linia dachu została zwieńczona subtelną, ale wyraźną lotką, która stanowi taki stylistyczny „zamykający akcent” i dodaje całości agresji. I faktycznie — patrząc na ten samochód, nikogo nie dziwi, że ma on pod maską 300 koni mechanicznych. Ta moc krzyczy z każdej strony. Jeśli chcecie go dokładnie obejrzeć, to zapraszam również na film:
Film o Renault Rafale atelier Alpine 300KM:
We wnętrzu szybko się odnajdziesz
Zanim jednak rozwinę temat mocy i jazdy samej w sobie, pozwólcie, że zajrzymy najpierw do wnętrza. Niewątpliwie po otwarciu drzwi rzuca się w oczy obszycie niebieskim materiałem w dolnej części kabiny. W tym odcieniu otrzymujemy całą podłogę oraz dywaniki z logiem Alpine. Powtórzę to, co wspominałem w przypadku Australa. Materiały we wnętrzu są naprawdę najwyższej jakości. Alcantara, skóra ekologiczna, chrom czy „materiał drewnopodobny”. To ostatnie znajduje się przed pasażerem, jednak zamieniłbym to na alcantarę, tak jak jest w wersji esprit Alpine. Prezentuje się to o wiele lepiej. Wszystko jest ze sobą świetnie spasowane, nie trzeszczy. Jedynie między tapicerkę dachu (tam, gdzie jest oświetlenie kabiny i SOS), a sam dach można wsadzić cały palec. Nie wiem, po co, ale miejsca sporo.
Sama ergonomia wnętrza nie zaskoczy nikogo, kto miał już do czynienia z marką Renault. Modele Rafale, Austral oraz Espace dzielą między sobą kokpit w zasadzie 1:1. Mamy tutaj więc system operacyjny Open R-Link oparty na usługach Google, pionowy tablet do obsługi multimediów, fizyczny panel obsługi klimatyzacji oraz całą masę miejsca w schowkach w tunelu środkowym. Sam system działa naprawdę świetnie. Nie zwiesza się, działa niebywale płynnie a jakość grafik jest wręcz imponująca. Ekran przed kierowcą ma kilkadziesiąt opcji konfiguracji, choć według mnie wizualizacja zmiany zdecydowanie za długo się ładuje. Nie jestem za to fanem trzech „wajch” za kierownicą, które obsługują skrzynię biegów, radio oraz wycieraczki. Za pierwszym razem chcąc jechać do tyłu włączyłem wycieraczki. Opcjonalnie otrzymujemy również system nagłośnienia Harman Kardon, które nie gra jakoś wybitnie.

Choć jest to SUV coupe, drugi rząd zdecydowanie nie może narzekać na brak miejsca. Fotele przednie są wycięte, dzięki czemu zyskujemy kilka dodatkowych centymetrów na nogi. Pomimo posiadania dachu panoramicznego moje 185 centymetrów nie szurało o sufit. Do dyspozycji pasażerów jest podłokietnik, który szybko mogą zmienić w cupholdery i miejsce na ułożenie telefonu – idealne do oglądania bajek czy scrollowania Facebooka w dłuższej podróży. Ten podłokietnik ma również swoje dwa złącza USB-C. Łącznie drugi rząd ma ich aż 4, plus dwa w pierwszym rzędzie.
Co nas czeka po otwarciu elektrycznej klapy bagażnika? Żeby w ogóle ją otworzyć, musimy się nieco schylić. Przycisk jest bowiem umiejscowiony tuż nad tablicą rejestracyjną (ewentualnie można machnąć nogą pod zderzakiem). Po otwarciu wita nas 530 litrów pojemności. I to w zasadzie tyle, bowiem nie ma tutaj dodatkowych schowków pod podłogą, wszak gdzieś Francuzi baterię upchać musieli. Dobrze, że możemy złożyć środkowy fotel i przewieźć na przykład narty. Brakowało mi tego w Australu.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Na drodze kontynuuje dobre wrażenie
Rafale bowiem już od pierwszych kilometrów pokazuje, jak dobrze zestrojono tutaj napęd hybrydowy plug-in. Czuć przyjemnego „kopniaka” elektryki, bo układ sam potrafi doładowywać baterię o pojemności 22 kWh – rekuperacją sterujemy manetkami. Nawet przy mocno rozładowanym akumulatorze (zasięg 0 km) auto nadal potrafi rozpędzać się wyłącznie na prądzie do około 80 km/h, co jest naprawdę świetnym wynikiem. Do 100 km/h rozpędza się w 6,4 s. A mówimy o SUV-ie długości 4,7 metra! Ogromne wrażenie zrobiło na mnie predykcyjne zawieszenie, działające w oparciu o kamerę umieszczoną przy lusterku wstecznym. System analizuje nawierzchnię i przygotowuje amortyzatory na nadjeżdżające nierówności, dzięki czemu jest to jedno z najlepszych zawieszeń, jakimi miałem okazję jeździć. Nawet mimo zastosowania 21-calowych felg nie odczuwa się typowego dyskomfortu wynikającego z niskiego profilu opony.
Same opony mogłyby być jednak lepiej wyciszone. Zamontowane tutaj Continentale SportContact 7 przy wyższych prędkościach generują już wyraźnie słyszalny szum. Według etykiety opony jest to 72 dB. Na plus zasługuje natomiast bardzo dobre wyciszenie samego układu napędowego. Silnik spalinowy uruchamia się niemal niezauważalnie i pozostaje świetnie odizolowany od kabiny. To kolejna przewaga nad Australem. Dopiero powyżej 120 km/h zaczynają pojawiać się wyraźniejsze szumy aerodynamiczne z autostrady. Zauważyłem też dość dużą przestrzeń między szybą kierowcy a uszczelką, co prawdopodobnie ma na to wpływ.

W manewrowaniu w miejskiej dżungli bardzo pomaga również system 4Control. Jest to układ 4 kół skrętnych, który skręca tylne koła do 5 stopni w przeciwnym kierunku niż przednie, przy prędkości do 50 km/h. Powyżej tej prędkości tylne koła skręcają się w tym samym kierunku, co przednie. Dzięki temu Rafale jest o wiele stabilniejsze przy wyższych prędkościach.
A jak ze zużyciem energii i paliwa?
Na pewno o to zapytacie, więc już spieszę z odpowiedzią. Wykonałem kilka pomiarów, które mogą być przydatne. Auto otrzymałem w stolicy naładowane do 100% i od razu ruszyłem na S7 w stronę Krakowa. Pierwszy pomiar to bateria na poziomie 97%. Przy prędkości 130 km/h na tempomacie wynik po około 90 kilometrach wyniósł 2,7 litra paliwa oraz 26,7 kWh. Przy pojemności baterii 22 kWh daje nam to około 80 kilometrów do przejechania na samym prądzie. Drugi pomiar wykonałem po przerwie na kawkę. Bateria rozładowana do cna, ustawiamy tempomat na 130 km/h. Po kolejnych około 90 kilometrach wskazany wynik przez komputer to 8,3 litra oraz 7,9 kWh.
Zrobiłem jeszcze 290 kilometrów w trybie czysto mieszanym. Jeździłem do pracy, po bułki, do teściów i na działkę. Wszystko z rozładowaną baterią. Wszyscy wiemy, że jakakolwiek elektryka w samochodzie ma sens, gdy mamy go gdzie ładować. Przy takiej jeździe komputer pokładowy wskazał 8,4 litra oraz 15,2 kWh. Jest dobrze.

Zajrzyjmy do cennika
Konfigurator Rafale otwiera wersja techno z klasyczną hybrydą E-Tech i mocą 200 koni, a zapłacić za nią musimy 193 800 zł (cena katalogowa). Jeśli z tą jednostką zamarzy nam się odmiana esprit Alpine, to przyszykujmy się na wydatek rzędu 214 300 zł. Mocniejsza odmiana z jednostką plug-in występuje tylko w odmianie Alpine – z dopiskiem esprit lub atelier z przodu. Ta pierwsza startuje od 230 300 zł, natomiast druga (testowana) od 249 800 zł.
Do naszej egzemplarza zostało dołożonych kilka opcji, które nieco wywindowały cenę. Mowa więc o nagłośnieniu Harman Kardon (4500 zł), panoramiczny dach (7000 zł) oraz wyświetlacz head-up (3000zł). Koniec końców wycena zatrzymała się na 264 300 zł. A to nie jest koniec konfiguratora, bowiem można jeszcze dobrać hak (2697 zł + montaż) czy piękny, satynowy lakier z czarnym dachem za, bagatela, 10 500zł. A to niebezpiecznie zbliża nas do magicznej bariery 300 000 zł.
tekst i foto Kacper Mazur
Galeria zdjęć Renault Rafale atelier Alpine PHEV 300 KM




















































Dane techniczne Renault Rafale atelier Alpine 300 KM:
Silnik: 1.2 TCe + dwa silniki elektryczne
Pojemność baterii: 22kWh
Moc układu: 300 KM, napęd na cztery koła
Maksymalny moment obrotowy układu: 230 (TCe) + 205 (1 silnik elektryczny) + 195 (2 silnik elektryczny)
0–100 km/h: 6,4s.
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Skrzynia biegów: automatyczna Multi Mode, 15 biegów
Cena: testowany 264 300 zł







