Każde spotkanie z brytyjską motoryzacją sprawia, że mam dobry humor. Nie inaczej było kolejnym razem, gdy w ręce wpadła mi marka lubiana przez królewski ród. A niezły nastrój zapewnił mi Range Rover Sport w wersji hybrydy plug-in.
Dokładnie był to Range Rover P550E w wersji Autobiography, więc dopieszczony egzemplarz z technologią hybrydową na pokładzie. I to taką z wtyczką, bo samochód według prospektów reklamowych na prądzie powinien przejechać ponad 100 kilometrów. Jak było w praktyce? O tym i nie tylko – poniżej.
Tak powinien wyglądać SUV
Bryła RRS sprawia, że nawet ja doceniam nadwozie takiego SUV-a. Wszystko dzięki opływowym liniom, muskularnym kształtom i subtelnych dodatkach. To sporo auto, które moim zdaniem wygląda dużo lepiej niż topowy model Brytyjczyków. Prestiżowych elementów jednak nie brakuje – są ogromne felgi, przyciemniane szyby i dach, a także ogromny grill z wysoko poprowadzoną maską. Jest też nowoczesny trend, który dzieli odbiorców – chowane klamki. Ja za nimi nie przepadam.

Pochwalić muszę na pewno niebieski lakier, który pięknie kontrastuje z czarnymi plastikami. Dodając do tego wąskie reflektory z przodu, które dobrze wyglądają i nieźle świecą, a także dwie końcówki wydechu sprawiają, że Range Rover wygląda dobrze. Majestatycznie i elegancko – do królewskiego sznytu pasuje idealnie!
W środku czułem się jak w domu
I to nie dlatego, że meble mam wykonane z widowiskowego drewna lub moje kanapy mają funkcję podgrzewania lub masażu. Po prostu wnętrze RRS jest przytulne i komfortowe. Wszystko wykonane jest z należytą starannością i z dobrej jakości materiałów. Wszystko czego się człowiek dotknie koi nerwy, a i sama kabina jest dosyć przestronna.

Fakt, na te wygodne fotele trzeba się wdrapać, ale jak już się wsiądzie – nie chce się wysiadać. Na pokładzie mamy doskonałe audio Meridan, kilkustrefową klimatyzację z funkcją oczyszczania powietrza, przyjemną ciemną skórę. Jest też wspomniane podgrzewanie, wentylacja, a także masaże. Ba… w podłokietniku jest nawet lodówka. Wszystko po to, by przejechać setki kilometrów bez zmęczenia.
A zrobi to nawet piątka pasażerów z dużym bagażem. Pojemność kufra to 647 litrów, a przy złożeniu tylnych siedzeń (elektrycznie oczywiście) wielkość wzrasta do prawie 1500 litrów. Klapa bagażnika oczywiście otwiera się automatycznie, ale próg załadunku dzięki pneumatycznemu zawieszeniu można znacząco obniżyć.










Premium przez duże P
Jazda w klasie biznes jest możliwa nie tylko dzięki wspomnianemu wykończeniu, ale na to składa się też bogate wyposażenie czy choćby wyciszenie wnętrza. Range Rover Sport po prostu odcina pasażerów od otoczenia. I to nie tylko od hałasu i szumów powietrza, ale także od strony nawierzchni.
Wszystko dzięki doskonałemu zawieszeniu. Pneumatyka działa jak poduszka, a my czujemy się niczym na domowej kanapie. Auto po prostu pływa ponad dziurami, a nawet progami zwalniającymi. Nieistotna jest też nawierzchnia i rodzaj drogi – asfalt, szuter, bruk. Niemal zero różnicy.

Jakość premium podkreśla również wysokie wyposażenie. Na sporym cyfrowym wyświetlaczu doskonale działającego systemu multimedialnego odpalimy doskonałej jakości kamery, połączymy swój telefon czy włączymy inne aplikacje. Autonomiczne parkowanie? Również nie ma problemu. Czytelna nawigacja – też bezproblemowo. O audio czy systemach bezpieczeństwa już nawet się nie powtarzam.
Range Rover Sport P550e – wady i zalety
Co oznacza symbol p550e?
Liczba w tym oznaczeniu nie jest przypadkowa. To całkowita moc układu napędowego tego samochodu. Uzupełnieniem jest maksymalny moment obrotowy wynoszący aż 800 Nm. To wraz z 8-stopniowym automatem oraz napędem 4×4 sprawdza się idealnie na drodze. Dzięki czemu Range Rover Sport w tej wersji przyspiesza do setki w 4,9 sekundy. Prędkość maksymalna również nie zawodzi – aż 242 km/h.
Co ciekawe, ten samochód nawet nieźle brzmi. Wszystko za sprawą motoru benzynowego, który w tym przypadku ma aż 3 litry pojemności. Nie mówią tu oczywiście o sportowym charakterze, ale o przyjemnym basowym pomruku.

Wsiadać i jechać – po prostu
Z takim zapasem mocy i osiągami można więc jechać naprawdę daleko. Wraz z komfortowym namaszczeniem samochód aż prosi się by wybrać się w daleką trasę. Długie podróże są w nim przyjemnością, a wleczące się ciężarówki omija się bardzo szybko. Trzeba jednak uważać na fizykę i bardzo pływające nadwozie. Nastawienie auta na komfort sprawia, że auto prowadzi się z umiarkowaną dozą precyzji i potrafi zabujać. Ale gracji odmówić mu nie wolno.
O ile można tak nazwać podróż autem o masie 2,8 tony. Tak, trochę waży, ale w ogóle nie czuć tego za kierownicą. Osiągi również to potwierdzają. Gorzej może być na stacjach benzynowych, bo spalanie tego auta, nawet w wersji hybrydowej jest spore. Średnio 12-15 litrów na 100 km, gdy akumulatory są puste.
Jeśli baterie są naładowane do niemal 80 kWh, to wówczas sprawa wygląda ciut inaczej. Producent deklaruje zasięg na prądzie nawet do 120 km. Realia bliżej są 70-80 km, ale to i tak dobry wynik. Jeśli będziecie takie Range Rovera podpinać do ładowarki i gniazdka dość często, to szybko zauważycie sporą oszczędność. Szkoda tylko, że hybrydy phev tak rzadko używane są zgodnie ze swoim przeznaczeniem.

Nawet poza asfalt
Rodowód Land Rovera pojawił się też w tym modelu. Myślę, że mało kto będzie taką bulwarówkę brać na off-road, ale gdyby się odważył, to Range Rover Sport potrafi dojechać bardzo daleko. Prześwit nawet 28 centymetrów, pneumatyczne zawieszenie, szereg czujników oraz rozbudowany napęd pozwala na wiele. Możemy zblokować mosty lub zaufać elektronice wybierając tylko drogę, po której się poruszamy. System Terrain Response zrobi niemal wszystko za nas, a pełne okamerowanie podniesie pewność za kierownicą.
Nie wiem czy odważyłbym się wjeżdżać tym autem do wody, ale producent zapewnia, że przy odpowiednich ustawieniach ten luksusowy SUV może brodzić do głębokości 90 centymetrów…

Promocje? To nie tutaj!
Pewne powiedzenie mówi, że pieniądze lubią ciszę, a prawdziwi dżentelmeni nie lubią o nich dyskutować. Właścicieli Range Rovera pewnie można zaliczyć do tej grupy, ale że to nie moje auto, to ja o cenach wam opowiem.
Ogólnie rozpiętość cenowa, jak to w marce premium bywa, jest dosyć spora. Najtaniej ten model dostaniecie za około 475 tysięcy złotych. Wersja phev to już jednak wydatek minimum 540 tysięcy złotych. Nasz egzemplarz to najwyższa opcja Autobiography, której cena dobija ćwierć miliona złotych. No dobra, ale o kwotach już wystarczy, bo faktycznie cyferki mogą trochę zawrócić w głowie. Wszyscy spodziewaliśmy się, że tanio w marce Range Rover przecież nie będzie.

Range Rover Sport w wersji p550e to naprawdę szybki SUV, który z jednej strony zaskakuje swoimi osiągami oraz możliwościami terenowymi. Z drugiej strony to bardzo wygodne i komfortowe auto, które rozpieszcza w swoim wnętrzu i przenosi podróż na wyższą poziom. Podobnie zrobi jednak też wiele innych wersji tego modelu, więc warto się zastanowić czy potrzeba wam akurat hybrydy plug-in?
Konrad Stopa
fot. Karol Tynka
Zdjęcia Range Rover Sport P550e:







































Dane techniczne Range Rover Sport P550e:
Silnik: 3,0 benzyna
Moc: 550 KM
Moment obr.: 800 Nm
Skrzynia biegów: 8-stopniowa, automatyczna
Napęd: 4 koła
0-100 km/h: 4,9 s
Prędkość maksymalna: 242 km/h
Cena: ok 746 tysięcy złotych
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







