Nowy Opel Frontera zerwał z poprzednikiem i jest teraz miejskim SUV-em segmentu B. Co ciekawe, jest w stanie wziąć na pokład aż 7 osób. Czym jeszcze zaskakuje?
Można powiedzieć, że przestronnością kabiny lub spalaniem czy nawet samym kluczykiem. Zacznę jednak swoją opowieść od początku, czyli wyglądu.
Bardziej Citroen niż Opel
Nie da się ukryć, że ogromna grupa Stellantis sprawia, że modele różnych marek wyglądają podobnie. I tak Frontera to niemal brat bliźniak Citroena C3 Aircross, który pojawił się na rynku wcześniej niż Opel.

Samochód mimo swoich niewielkich rozmiarów (4,4 m długości) ma spory rozstaw osi (2,67 m), co procentuje w kabinie. Sam projekt jest jednak dość kwadratowy i prosty. Owszem, w pomarańczowym lakierze Frontera się wyróżnia. Ja w karoserii zwróciłem uwagę na przód i czarny pas łączący przednie reflektory oraz kontrastowy czarny dach.
Fakt, Citroen ma bardziej futurystyczne światła, ale sylwetka jest jakby tożsama.

Kabina jest przestronna
Wspomniany rozstaw osi zapewnia Oplowi naprawdę duże wnętrze. Auto jest dość wysokie więc miejsca nie brakuje nad głową, a i na nogi w 2 rzędzie nie ma tragedii. W konfiguracji z pięcioma fotelami otrzymujemy tez 460-litrowy bagażnik, więc również wstydu nie ma.
Auto może być jednak też siedmioosobowe. Wówczas w kufrze pojawiają się dwa dodatkowe fotele (dopłata około 3000 złotych). Wspominam jednak o tym jako ciekawostce, bo to chyba najmniejsze auto dostępne na rynku polskim z 7 fotelami. Osobiście udało mi się tam usiąść, ale komfortu i przestrzeni na stopy czy nogi tam po prostu nie ma. Traktowałbym więc te miejsca jako awaryjne i to dla dzieciaków.

Frontera ma przeciętne wnętrze
Sam projekt wnętrza podobny jest do całej grupy Stellantis. Inna jest kierownica, która ma dość spory środek. Zegary, grafiki w ekranie centralnym, panel klimatyzacji czy tunel centralny z wybierakiem automatu są podobne do innych aut z tej grupy. Rozumiem ten zabieg i w sumie mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – pochwalę na przykład za klasyczne guziki od klimatyzacji, które powinny być w każdym aucie.
Z drugiej jednak strony morze ciemnego plastiku, który od czasu do czasu robi się srebrny to trochę mało. Nie dość, że nie wygląda to zbyt atrakcyjnie, to jeszcze materiały są raczej twarde. Na szczęście dobrze spasowane.
Opel Frontera – wady i zalety:
Jak jeździ hybrydowy Opel?
Pod maską tej klasycznej hybrydy znalazł się 1,2-litrowy silnik o trzech cylindrach oraz silnik elektryczny. Łączna moc całego układu to aż 145 KM. Biorąc pod uwagę gabaryty samochodu wystarcza to do skutecznej jazdy.
Nie będzie ona bardzo dynamiczna lub sportowa, bo sprint do setki zajmuje tu prawie 10 sekund, ale… w końcu nie jest to żaden szybki SUV. Do 189 km/h na niemieckiej autostradzie się jednak rozpędzi.

Samochód nastawiony jest raczej na komfortową podróż, więc zawieszenie jest raczej miękkie niż sztywne, a układ kierowniczy dość mocno wspomagany i przez to mało precyzyjny. Do 6-biegowej automatycznej skrzyni zarzutów nie mam.
Wszyscy patrzą na spalanie
Ekonomiczny aspekt istotny jest zwłaszcza w autach hybrydowych. Skoro mamy tu takowy, to muszę przyznać, że Frontera w tej wersji radzi sobie całkiem dobrze. Auto bardzo często korzysta ze zgromadzonego prądu oszczędzając dzięki temu paliwo.
To sprawia, że średnie wyniki to 5-7 litrów na 100 kilometrów. Wszystko zależy od nogi kierowcy i poziomu załadowania samego auta. Myślę, że wyczucie samochodu i sprawne treningi pozwolą zoptymalizować ten wynik.

Co mnie zaskoczyło w nowym Oplu Frontera?
Po pierwsze zrobił to kluczyk, który podobnie jak w ostatnio testowanej przeze mnie Grande Panda, był scyzorykiem. Bez kluczykowego dostępu, bez przycisku startera po staroświecku trzeba było otworzyć przyciskiem auto i przekręcić stacyjkę jak za dawnych lat.
Po drugie, na tunelu centralnym pojawiła się dziwna elastyczna taśma. Podobno po to, by przytrzymać większe przedmioty, które umieścicie w uchwytach na kubki.

Ostatnia kwestia to sama nazwa. Wiem, że nie wszyscy pamiętają pierwsze Frontery, ale były to dużo większe samochody, które radziły sobie nawet w terenie. Najnowsza odsłona jest sporo mniejsza, a offroadzie może pomarzyć. I w sumie się nie dziwie, że takie auto Opel potrzebuje, ale mógł go po prostu inaczej nazwać lub zostawić nazwę Crossland.
Krótkie spojrzenie na ceny
A jest na co patrzeć, ponieważ Frontera dostępna jest w kilku wersjach. Dwie opcje hybrydowe, które mogą mieć 110 KM lub 145 KM oraz czyste elektryki. Najtaniej przyjdzie za ten model Opla zapłacić 97 tysięcy złotych. Ta mocniejsza ze zdjęć to minimum 103 tysiące złotych.

Co ciekawe, wersje EV nie są dużo droższe. Do dyspozycji klienci mają dwa warianty. Opcja z mniejszą baterią 44 kWh kosztuje od 100 tysięcy złotych, a wariant z akumulatorem o pojemności 54 kWh od 109 tysięcy złotych. Obie wersje bezemisyjne mają 113 KM. Podane ceny są z aktualnej promocji.
Opel Frontera jest więc spokojniejszą odmianą Citroena, która zadowoli bardziej statecznego kierowcy. Nie jest aż tak futurystyczne na zewnątrz i w środku, a może aż za spokojne. Na szczęście auto broni się hybrydową technologią oraz pojemną kabiną pasażerską. Myślę, że do miejskiego zgiełku pasuje idealnie, a i ile dzieci zawiezie do przedszkola czy szkoły.
Konrad Stopa
Zdjęcia Opel Frontera Hybrid:


































Dane techniczne Opel Frontera Hybrid:
Silnik: 1,2-litrowa hybryda
Moc: 145 KM
Maksymalny moment obrotowy: 205 Nm
Skrzynia biegów: 6-stopniowa, dwusprzęgłowa
Napęd: na przód
0-100 km/h: 11 s
Prędkość maksymalna: 160 km/h
Cena: od 81 800 złotych
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







