Opel Astra Sport Tourer Electric, to reprezentant niezbyt licznej grupy kompaktowych kombi o napędzie elektrycznym. Auto świetnie się sprawdzi, jeśli masz rodzinę z małymi dziećmi, mieszkasz w dużym mieście i nie masz zbyt daleko do chętnych do pomocy rodziców. W dalszej trasie, elektryczna Astra może dostarczyć nostalgicznych wspomnień, albo emocji bardziej intensywnych, od kłótni pociech na tylnej kanapie.
Nieszczególnie jestem fanem zabawy w chowanego i to nie dlatego, że ciężko mi się schować za czymś. Już jako dziecko, nie przepadałem za szukaniem innych uczestników zabawy. Być może z tego względu, że kiedy wszyscy zdążyli uciec do swoich kryjówek, zazwyczaj zajmowałem się bardziej interesującymi rzeczami. Lata ukrywania się przed grą w chowanego poskutkowały odkryciem, że nigdy nie byłem najlepszy w te klocki, o czym przekonałem się, pracując w Norauto. Miałem tam kolegów, którzy przekroczywszy próg magazynu, potrafili wręcz zapaść się pod ziemię na długie godziny. Bardzo możliwe, że kilka lat po likwidacji sieci, paru z nich dalej jest uznanych są za zaginionych.
Tak się jednak składa, że pracownicy francuskiej sieci nieautoryzowanych serwisów, nigdy nie byli uznani za oficjalnych uczestników gry w chowanego. Szkoda, bo być może moglibyśmy pobić rekord Guinessa w kategorii największej gry w chowanego. Rekord ten został ustanowiony dopiero 1 stycznia 2014 roku w chińskim mieście Chengdu. Nie spodziewajcie się jednak nie wiadomo jak wielkiej ilości uczestników gry. W liczącym ponad 15 milionów mieszkańców mieście, udział w zabawie wzięło… 1437 osób. Reszta zapewne, również nie lubi tej gry.

Znajdź Opla!
W tym miejscu, płynnie przechodzę do mojego dzisiejszego bohatera, czyli Opla Astry Sports Tourer Electric, który moim zdaniem, jest takim moim kolegą z pracy, tylko na czterech kołach. Nie chodzi mi przy tym o wygląd zewnętrzny. Dobrze widać, że styliści postarali się nie tylko stworzyć charakterystyczny styl z pionowym grillem i prostokątnymi reflektorami. Bryła, ogólnie cechuje się prostymi powierzchniami, z niewielką ilością przetłoczeń, dzięki czemu sylwetka prezentuje się czysto i elegancko. Nie zrezygnowano jednak z elementów podkreślających muskulaturę, takich jak wyraźnie zarysowanych błotników, czy zdecydowanych przetłoczeniach na masce. Tył z kolei, wyróżnia się światłami, w kształcie przewróconej litery „L”. Co ciekawe, jest to element, który został przeniesiony z poprzednika. Podobna „strzała” znalazła się w miejscu świateł dziennych z przodu.
Pamiętacie zaginionych kolegów z pracy? Zaraz po otwarciu drzwi, można zacząć poszukiwania elementów typowych dla Opla, choć pierwsze „ale”, zaczynają budzić lusterka zewnętrzne. W środku, oczom ukazuje się fotel sygnowany literami AGR, co oznacza że ma być wygodny i pod tym względem (chyba wyjątkowo) nie mam nic do zarzucenia. Niestety, to by było na tyle, jeśli chodzi o niemiecki klimat. Pod każdym innym względem, mogę przypuszczać, że mam do czynienia z Peugeotem. Laik zapytałby, dlaczego? Jeśli jednak lubisz samochody, takie rzeczy wyłapiesz od razu.
Przyjrzyj się zdjęciu kokpitu, a ja zacznę wymieniać od lewej strony. Panel przycisków od szyb i lusterek, klamka, przełączniki za kierownicą, pedały wraz z podstopnicą, ekran multimediów oraz interfejs, panek klimatyzacji, wybierak selektora jazdy, trybu oraz schowek z roletką, przycisk uruchamiający silnik, podłokietnik, schowek przed pasażerem, materiały wykończeniowe. Nawet kształt maskownicy głośników wysokotonowych w przednich słupkach wygląda identycznie, jak w różnych modelach Peugeotach. Sam wystrój kabiny, również sugeruje francuską rękę.

Gdzie podział się ten pazur?
Trudno też wyczuć bardziej dynamiczny charakter. Kierownica w poprzedniku była bardziej mięsista, z wyraźniej zaznaczonymi bicepsami. W obecnym modelu, trudno o podobne wrażenia, w czym nie pomaga też nijaki zestaw wskaźników, obejmujących dwa paski (potencjometr oraz wskaźnik prądu w akumulatorach), komputer pokładowy z grafiką przepływu energii oraz wielki, cyfrowy szybkościomierz. Nie jest to jedyny przytyk w stronę Astry, bo na tle poprzednika, może mieć pewne powody do wstydu.
Pierwsze, co uderzyło mnie, to niedziałający wyświetlacz przed kierowcą. Brak wyświetlanej szybkości i stanu naładowania nie były szczególnym problemem w drodze do pracy (na szczęście zdarzyło się to tylko raz), ale wyjazd w trasę, bez wyświetlacza pokazującego topnienie zasięgu w tempie znikania lodowca na Grenlandii, może być już dość kłopotliwy. Inną sprawą jest coś, o czym zdążyłem już kilkukrotnie usłyszeć. Klienci uskarżali się na „skrzypienie kierownicy”. Nie do końca byłem pewien, w czym jest problem, póki sam nie usiadłem za sterami Astry. Podczas powolnego dokręcania kierownicy, czy to w prawo, czy w lewo, dało się usłyszeć dziwny odgłos dobiegający z obudowy kolumny kierowniczej.

Konia z rzędem za większą baterię!
Na tym jednak nie koniec, bo samochód ma problem z zasięgiem, który w trasie, okazuje się być stanowczo za mały. Jadąc tempem autostradowym, 54 kWh bateria (brutto) w Oplu, potrzebuje ładowania mniej więcej co 150 kilometrów. Chyba, że ostatnie 100 kilometrów chcesz potraktować jak walkę o dotarcie do jak najdalej położonej ładowarki. Wtedy możesz „wykręcić” nawet 213 km! Nie jest to wina prądożernego napędu, bo jak się okazuje, póki co, Astra zużywa najmniej energii przy 160 km/h, z pośród wszystkich testowanych przeze mnie aut.
Wszystko dzięki nowemu, wzmocnionego układowi napędowemu. Silnik elektryczny generuje 156 KM oraz 270 Nm momentu obrotowego, które trafiają na przednią oś ważącego prawie 1,7 tony rodzinnego kompakta. Powyższe cyferki, rozpędzają elektryczną Astrę do 100 km/h w nieco ponad 9 sekund, a prędkość maksymalna? Ograniczona elektronicznie do 170 km/h. W rzeczywistości, w standardowym trybie jazdy, Astra nie poraża dynamiką. Owszem, bez problemu jest w stanie uciec spod świateł w ruchu miejskim, choć nie robi tego aż tak żywiołowo, jak można byłoby się spodziewać. Co innego w trybie „Sport”. Wtedy, Astra potrafi kopnąć w plecy, reagując na wciśnięcia pedała gazu niczym poparzona.

To nie jest zły samochód, ale
Jeśli miałbym scharakteryzować jednym zdaniem to, jak jeździ Astra, byłoby to zdanie „niby jest ok, ale…”. Układ kierowniczy jest całkiem precyzyjny, daje poczucie panowania nad pojazdem, ale wspomaganie mogłoby być sztywniejsze. To samo można powiedzieć o zawieszeniu, którego honoru poprzednika stara się bronić nisko zawieszony środek ciężkości. Niby zawieszenie jest sztywne, pozwalając na całkiem szybką jazdę w zakrętach, ale poprzednik — mimo podobnej konstrukcji zawieszenia — prowadził się pewniej i był szybszy. Trudno nie odnieść wrażenia, że nastawy podwozia zostały niemal skopiowane z Peugeota 308, choć mógłbym się o tym jeszcze przekonać.
Nawet o hamulcach mogę powiedzieć „dobre, ale…”. Naprawdę dobrze dozują siłę hamowania i bez problemu radzą sobie z wyzwaniem pod tytułem „elektryczny Opel Astra”, jednak z drugiej strony, siła rekuperacji nie robi już większego wrażenia. Owszem, może być wystarczająca, ale pod warunkiem, że jeździsz mocno na wynik, przewidując przyszłość lepiej, niż Nostradamus. I w tym miejscu zatrzymam się, by zastanowić się nad sensem elektrycznego samochodu kompaktowego dla rodziny.

Astra aż błaga o większą baterię!
Cóż. Szybki przegląd po segmencie C pokazuje, że próżno szukać tego typu samochodów na rynku, a jedynym konkurentem jest bliźniaczy Peugeot e-308 SW. Owszem, młode rodziny chętniej spojrzą na crossovery, ale tam również ciężko znaleźć coś innego, niż samochód koncernu Stellantis. Czy w takim razie pomysł rodzinnego samochodu segmentu C wydaje się być nietrafiony? Prawdę mówiąc, o ile zauważa się progres w „prądożerności” silników elektrycznych, bo nowa jednostka jest zdecydowanie oszczędniejsza od słabszej odmiany sprzed lat, tak zasięg dalej zamyka kompakty w zasięgu wielkich aglomeracji.
I Astra jest tego doskonałym przykładem. Owszem, Opel deklaruje, że ten samochód jest w stanie pokonać na jednym ładowaniu jakieś 400 kilometrów, tylko jakim kosztem? Podróż tempem 80-90 km/h lokalnymi drogami, cofa nas w przemierzaniu kraju o trzy dekady. Dlatego też, trudno uznać taki samochód, za główne auto w rodzinie. Pytanie tylko, komu potrzebny jest rodzinny kombiak, jako kolejny pojazd w domu? Zwłaszcza, że to kosztuje co najmniej 202 500 zł. Prezentowany samochód, w kobaltowoniebieskim kolorze, z pakietem nawigacji, tapicerką z alcantary, to wydatek blisko 212 tysięcy złotych.
Tekst i zdjęcia Marcin Koński
Zdjęcia Opel Astra Tourer Electric:



















Dane techniczne Opel Astra Tourer Electric:
Silnik: elektryczny
Moc: 156 KM
Moment obr.: 270 Nm
Skrzynia biegów: bezstopniowa
Napęd: przód
0-100 km/h: 9,2 s
Prędkość maksymalna: 170 km/h
Cena: od 203 tysięcy złotych
Pomiary własne:
0-100 km/h (nachylenie): 9,3 s (-1,43%)
1/4 mili: 16,64 s
60-100 km/h: 4,17 s
80-120 km/h: 6,17 s
Zużycie prądu w trasie pomiarowej (771 km) (min-max): 13,4-24,4 kWh/100 km








Komentarze 1