Po raz kolejny zasiadłem za kółkiem Omody. Po moich dwóch przygodach z „piątką” nadszedł czas na ich flagową siostrę. Omoda 9 Super Hybrid zaskoczyła mnie pozytywnie, jednak intuicyjność niektórych rozwiązań ma wiele do życzenia.
Chińczycy coraz lepiej radzą sobie na rynku europejskim. Uczą się na własnych błędach i serwują nam coraz bardziej „europejskie” samochody. Nie tylko pod kątem designu, lecz również systemu inforozrywki czy też intuicyjności niektórych funkcji. Omoda 9 Super Hybrid nadal ma kilka potknięć, na które patrzę z politowaniem, jednak jednej rzeczy nie można odmówić Chińczykom – zrobili naprawdę dobry samochód, który kładzie rozkłada konkurentów na łopatki. Co ważniejsze, nie życzą sobie za niego milionów monet.

Omoda 9 Super Hybrid celuje w segment premium, co w szczególności zobaczymy po wyposażeniu oraz wykończeniu tego samochodu. Nadwozie w większym stopniu stawia na prostotę i estetykę oraz nie znajdziemy przy nim zbyt wielu fajerwerków. Z przodu znajdziemy adaptacyjne reflektory, które przyciągają wzrok, świetnie oświetlają drogę oraz dobrze komponują się z grillem. Ten przyjął postać rombów o różnych wielkościach. Klasycznie światła łączy przerywana listwa świetlna, pod którą znalazła się czarna wstawka z szyldem producenta.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Z kolei z tyłu nasz wzrok przyciąga tylny zderzak z aż czterema końcówkami wydechu. Niestety nie są to faktyczne końcówki, a jedynie atrapy. Dwie prawdziwe zostały ukryte pod zderzakiem. Niestety Omoda gdzieś musiała znaleźć oszczędności i zapewne jest to jedno z tych miejsc. Cztery końcówki wydechu świetnie pasowałyby do wyczynowego SUV-a z segmentu premium. Tutaj niestety tego nie zaznamy. Poza tym mamy ponownie estetyczne tylne światła wpisane w czarną wstawkę oraz przereklamowaną listę świetlną LED

Wnętrze w stylu premium
Nie jest tajemnicą, że Chińczycy bardzo często wzorują się na europejskich markach. Stąd też wiele elementów wyda nam się znajomych. W dużej mierze Omoda bazuje na dorobku Mercedesa… Przynajmniej mieli dobry wzorzec. W kokpicie znajdziemy dosyć masywny tunel środkowy, który doczekał się ładowarki indukcyjnej i trzech pokręteł. Dwa skrajne służą do sterowania mocą i temperaturą nawiewu, natomiast środkowe do zmiany trybów jazdy. Fizyczny panel od obsługi klimy oceniam bardzo pozytywnie, jednak… praktycznie za każdym razem pasażer, który pierwszy raz jechał ze mną tym samochodem próbował sterować klimą środkowym pokrętłem. W efekcie czego zmieniał mi tryb jazdy. Niestety każdej zmianie trybu towarzyszy komunikat głosowy. A tu robi się zabawnie. Dla przykładu tryb Eco to tryb „Iko”, ale prawdziwy odjazd jest przy trybie offroadowym. Tam nasz cudowny asystent po prostu literuje O F F R O A D. Aż trzeba tego samemu posłuchać.
Nieco niżej mamy cupholdery ukryte pod roletką wykonaną z plastiku imitującego drewno. Wygląda ona średnio, jest nieprzyjemna w dotyku i bardzo łatwo się rysuje. Osobiście na tyle jej nie trawiłem, że jeździłem cały czas z odkrytą roletką. Z kolei pod naszym podłokietnikiem znajdziemy klimatyzowany schowek. Tuż pod tunelem środkowym znajdziemy dodatkową półeczkę z gniazdem 12V oraz dwoma portami USB. Jednak problem jest taki, że oba porty USB umieszczono po stronie kierowcy, a gniazdko 12V po stronie pasażera. Przez masywny tunel środkowy pasażer będzie miał duży problem, aby podłączyć swój kabel do portu. Wystarczyło albo zrobić te porty USB centralnie lub też po jednym na każdą ze stron.

Przyzwoite ekrany z drobnym „ale”…
Do obu ekranów praktycznie nie mogę się przyczepić. Zegary dostarczają nam wszystkich niezbędnych informacji, a te serwowane są w bardzo przejrzystej formie. Ich przedłużeniem jest rzecz jasna wyświetlacz przezierny, który zareaguje również podczas zbliżania się do krawędzi pasa. Pomiędzy zegarami, a ekran znajdziemy kawałek piano black jednak według mnie jest on nieco za mały. Otóż niezależnie jaką pozycję za kierownicą przyjąłem, to wieniec kierownicy zasłaniał mi fragment albo zegarów, albo ekranu centralnego. Co bywa nieco irytujące. Z kolei po lewej stronie zegarów znajdziemy trzy przyciski od kontroli trakcji, asystenta zjazdu oraz układu kamer 540 stopni. Te także zasłaniał mi wieniec kierownicy.
Chińczycy z każdym samochodem coraz lepiej rozumieją potrzeby i przyzwyczajenia europejskich klientów. Tym samym system inforozrywki jest bardzo intuicyjny. Ponownie mamy opcje zaserwowane nam w formie czytelnych kafelków i list. Nie będziemy mieć problemu, aby się w nim odnaleźć. Całość dopełniają nam wygodne podgrzewane, wygodne fotele, które oferują również funkcję wentylowania oraz masażu. Mamy też 14-głośnikowy system audio od Sony, który gra po prostu w porządku.

Ogrom przestrzeni i luksus na tylnej kanapie
Sama Omoda 9 mierzy 4775 mm długości, 1920 mm szerokości oraz 1671 mm wysokości. Może także pochwalić się rozstawem osi mierzącym 2800 mm. Dzięki takim wymiarom dostajemy bardzo praktyczny bagażnik, który naturalnie pomieści 660 litry, a po złożeniu tylnych siedzeń otrzymamy 1783 litry przestrzeni załadunkowej. Co więcej, dostajemy praktycznie płaską podłogę, jednak nie mamy zbyt wielu dodatkowych udogodnień. Warto jednak wspomnieć, że pod podłogą nie mamy żadnego dodatkowego miejsca. Znajdziemy tam tylko nasz zestaw naprawczy.
Z kolei zupełnie inaczej przedstawia się tylna kanapa. Tam znajdziemy ogrom przestrzeni dla naszych pasażerów. Nawet osoba zasiadająca na środkowym siedzeniu też nie powinna narzekać. Omoda zaserwowała nam skrócony tunel środkowy, który nie będzie przeszkadzał żadnemu z naszych pasażerów. Z kolei w samym tunelu znajdziemy przyciski do sterowania mocą nawiewu. Niestety nie możemy ustawiać temperatury i jesteśmy uzależnieni od osób siedzących z przodu. Co więcej, skrajne fotele są zarówno podgrzewane oraz wentylowane. Mamy także możliwość regulacji kątem oparcia tylnej kanapy. Jedynym elementem, którego mi zabrakło była właśnie możliwość sterowania temperaturą w tylnym rzędzie.

Abstrakcyjna moc i szybkie ładowanie
Chińczycy zawsze serwują nam w tym modelu ten sam układ napędowy, które sercem jest 1,5-litrowy benzyniak, który dostarcza nam 143 KM mocy oraz 215 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Nie są to zbyt imponujące liczby, jednak Omoda dorzuciła do niego trzy silniki elektryczne. Tak, ten samochód ma aż trzy silniki elektryczne. Łącznie pod pedałem gazu kierowcy spoczywa aż 537 KM mocy oraz 650 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Wszystko to pozwala nam wystrzelić od zera do setki w zaledwie 4,9 sekundy i rozpędzić się maksymalnie do 180 km/h. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się po tym SUV-ie tak potężnego układu napędowego. Podobne przyśpieszenie miałem w Alpine A390 czy Nissanie Ariya Nismo. Jednak były to elektryki nastawione na osiągi, a tutaj mamy masywnego, praktycznego SUV-a.
Test wideo Omoda 9:
W parze z potężnym układem napędowym podąża spory jak na hybrydę typu plug-in akumulator o pojemności 34,46 kWh. Dzięki niemu możemy przejechać nawet do 145 km na samym prądzie. Nieźle. Nieco większe akumulatory potrafią nam serwować miejskie elektryki. Omoda 9 ma jeszcze jeden, poważny atut. Mianowicie maksymalną moc ładowania. Dostajemy w niej port CCS i możemy ładować akumulator z mocą nawet do 70 kW. Mamy też niezłą krzywą ładowania, gdyż po przekroczeniu 80 procent nadal samochód ładuje się z mocą nawet 25 kW. Czyli więcej niż niektóre hybrydy typu plug-in oferują.

Komfortowa podróż
Poza tym wszystkim Omoda postanowiła zaserwować nam adaptacyjne zawieszenie. Bazuje ono na elektronice, która analizuje naszą prędkość, warunki drogowe, promień skrętu kierownicy i nasz styl jazdy. Następnie dobiera najlepsze nastawy zawieszenia, aby jak najbardziej komfortowo wytłumić nierówność. W trybie Comfort działa to nieźle. Natomiast nie jestem pewien, czy perfekcyjnie zadziała ono w każdych warunkach. Rzecz jasna w trybie Sport samochód serwuje nam sztywniejsze zawieszenie, co pozwala nam dynamicznie pokonywać zakręty. Podobnie jak układ kierowniczy, który jest bardzo precyzyjny. Natomiast Omodę trapi ten sam problem, co wiele chińskich samochodów. Otóż samochód ściąga na prawo, co będzie dla nas irytujące. Całość dopełnia niezłe wygłuszenie, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.
Pozytywnie zaskoczyło mnie również spalanie Omody 9. Podczas jazdy w mieście w trybie hybrydowym udało mi się osiągnąć 0,4 litra oraz 10-12 kWh na setkę. Co jeśli rozładujemy akumulator? Na to Omoda nam nie pozwoli i w inteligentnym trybie oszczędzania energii sama zacznie nam go ładować. W efekcie czego nasze spalanie w mieście wzrośnie do około 4 litrów na setkę. Nieźle. Akumulator ładuje się do 25 procent, a następnie samochód ponownie korzysta z prądu. Z kolei na autostradzie, gdzie silnik elektryczny często odpoczywa moje spalanie wynosiło 5,5 litra, a przy ładującym się akumulatorze wzrastało do poziomu 8,5-9,0 litra. Jak na tak duży samochód nie jest źle.

Wszystko w standardzie
Pozostaje jeszcze cennik. Ten nie jest zbyt rozbudowany. Otóż Omodę 9 dostajemy wyłącznie w jednej wersji wyposażenia, która startuje obecnie od 214 900 zł ze względu na promocję w wysokości 5000 zł w ramach wyprzedaży rocznika. W tej cenie dostajemy wszystko w standardzie. Prawdę mówiąc dopłacamy wyłącznie za jeden lakier, który znalazł się na testowanym przeze mnie egzemplarzu. Zapłacimy za nieco jedynie 5000 zł. Poza tym dostajemy ubezpieczenie za złotówkę oraz aż 7-letnią gwarancję. Myślę, że jak na taki samochód jest to cena bardzo sensowna.
Dostajemy świetne wyposażenie, ogromną moc i niezłe wykończenie. Oczywiście znajdziemy w niej kilka mankamentów, jednak ogrom atutów je przytłacza. Co więcej, za tę cenę ciężko nam będzie dostać równie dobrze wyposażone samochód. Mamy też ogromną moc, której może pozazdrościć Omodzie 9 nie jeden wyczynowy SUV. Jednak w parze z tą mocą idzie naprawdę przystępne spalanie, które zawdzięczamy dobrej współpracy wszystkich czterech silników.
Damian Kaletka
Zdjęcia Omoda 9 Super Hybrid:






































Dane techniczne Omoda 9 Super Hybrid:
Silnik: 1,5-litrowy, benzynowy + trzy silniki elektryczne
Moc: 537 KM
Maksymalny moment obrotowy: 650 Nm
Przekładnia: automatyczna, 3-stopniowa DHT
0–100 km/h: 4,9 s
V-max: 180 km/h
Cena: 214 900 złotych







