Chińskie samochody stają się codziennością na naszych ulicach. Jednak nadal wiele osób patrzy na nie dosyć sceptycznie. Czy powinniśmy obawiać się samochodów z Państwa Środka? Według mnie nie, a wiele z nich może stanowić ciekawą alternatywę dla sprawdzonych Europejczyków.
Omoda buduje sobie w naszym kraju coraz mocniejszą pozycję, a przystępne ceny sprawiają, że wiele osób może pozwolić sobie na samochód prosto z salonu. Oczywiście nadal istnieje wiele obaw o wytrzymałość tych samochodów wraz z upływem kolejnych lat, a także dostępność części i czas oczekiwania na nie. Jednak Chińczycy grają nie tylko niską ceną, ale także wieloletnią gwarancją i dobrym wyposażeniem. Nie jest jednak tak pięknie i Omoda 5 posiada kilka irytujących wad. Co w tym samochodzie może doprowadzić nas do szału?

Znajomy wygląd
Sporym atutem Omody 5 jest jej znajomy wygląd. Patrząc na ten samochód dostrzeżemy spore podobieństwo względem europejskiej konkurencji. Przód tego samochodu w pewnym stopniu przypominał mi poliftowego Nissana Qashqai-a. Z kolei dla niektórych moich znajomych jego grill przypominał im Hyundai-a. Tak więc w porównaniu do wielu chińskich propozycji Omoda 5 wygląda zdecydowanie bardziej europejsko. Poza tym dostaliśmy wąskie światła połączone chromowaną wstawką oraz główne reflektory umieszczone w rogach zderzaka. Na plus idą również „pływające” kierunkowskazy, które dobrze prezentują się podczas jazdy.
Najlepiej prezentuje się profil boczny pojazdu. Tył Omody 5 został wykonany w stylu crossovera coupe przez co ten samochód prezentuje się zdecydowanie lepiej. Do tego tył pojazdu wieńczy ogromny spojler ze zintegrowanym światłem stopu. Nieco niżej znalazła się nakładka aerodynamiczna oraz tylne światła ze sygnaturą świetlną 3D, które połączono czarną wstawką z literowanym szyldem „OMODA”. Jedyne, co nie pasuje mi w wyglądzie tego chińczyka to fałszywe końcówki wydechu. Europejscy producenci rezygnują z tego rozwiązania, natomiast Omoda 5 nadal takowe posiada. Jednak prawdę mówiąc jest to jedyny element, do którego przyczepiłbym się pod kątem nadwozia tego samochodu. Poza tym chiński benzyniak prezentuje się naprawdę dobrze.

Prestiżowe wnętrze
Wnętrze wygląda na droższe niż wychodziłoby z cennika. Nie znajdziemy w nim zbyt wiele twardych plastików. Wszystko jest dosyć przyjemne w dotyku. Omoda zrobiła wszystko, aby to wnętrze wyglądało atrakcyjnie, a przede wszystkim drożej niż wychodzi z cennika. Dostaliśmy wiele wstawek, dekorów, czy nawet podświetlany szkic samochodu na desce rozdzielczej. Do tego mamy oświetlenie ambientowe z ciekawą funkcją. A mianowicie możemy ustawić, aby migało ono w rytm muzyki. Fajny bajer, jednak prawdę mówiąc stara się trafić w rytm muzyki, jednak nie zawsze jej się to udaje. Kolejny ciekawy bajer to lusterka dla kierowcy i pasażera z opcją przełączania światła na ciepłe i zimne światło. Do tego same maskownice głośników bardziej przypominają klasę premium. We wnętrzu znajdziemy także świetnie wyglądające fotele ze zintegrowanymi zagłówkami. Są one naprawdę wygodnie i przyjemne w dotyku.
Jednak nie wszystko prezentuje się tak świetnie. Niektóre elementy wykończenia mogłyby być lepiej spasowane. Nie jest źle, jednak nadal znajdziemy kilka trzeszczących elementów. Jednak najbardziej drażnił mnie zapach tego samochodu. Po nawet godzinie na słońcu czułem specyficzny zapach. Podobny problem miałem w testowanym przeze mnie MG, więc być może jest to schorzenie chińskich samochodów. Do tego muszę przyznać, że był to chyba najbardziej nagrzewający się samochód, jaki miałem okazję testować przez ostatnie kilka lat.
Poza tym Omoda uznała, że nie zamontuje żadnego haczyka w bagażniku, a jedyny znajdziemy pod deską rozdzielczą po stronie pasażera. Dziwne rozwiązanie, podobnie jak umieszczenie pokrętła od airbagów pod tunelem środkowym. W tym samym miejscu umieszczono także gniazdko 12 V oraz porty USB. Efekt jest taki, że gdy pasażer chciałby podłączyć swój kabel do portu, to musi robić to po omacku lub prosić kierowcę o pomoc. Lepszym pomysłem byłoby zamontowanie ich pośrodku lub w ostateczności po stronie pasażera. Ostatnią rzeczą, do której mógłbym się przyczepić we wnętrzu Omody to panel ze skrótami do panelu klimatyzacji oraz przyciskiem „Super mode”, o których opowiem nieco później. W słoneczne dni odbija on słońce, które idealnie razi nas w oczy.

Spory ekran, ale bagażnik kuleje
Całość dopełniają dwa 12,3-calowe ekrany. Co ciekawe zestaw cyfrowych zegarów doczekał się dodatkowych przycisków, które pozwalają na regulację głośności kierunkowskazów czy też asystentów kierowcy. Dosyć nietypowe, ale ciekawe rozwiązanie. Z kolei system inforozrywki działał w miarę poprawnie. Oczywiście zdarzało mu się przyciąć, jednak sama jego obsługa była prosta i w miarę intuicyjna. Ogromnym plusem jest stricte polski system bez udziwnionego tłumaczenia, co zdecydowanie ułatwia obsługę. Poprzez system możemy sterować większością funkcji samochodu i mamy również „Szybką Kontrolę” do najważniejszych ustawień. Coś do czego mógłbym się przyczepić to dotykowe „przyciski” od panelu klimatyzacji, które są za małe, przez co niewygodnie korzysta się z nich podczas jazdy. Całość dopełnia kamera cofania o naprawdę dobrej jakości oraz sam system kamer.
Poza tym dostajemy w miarę przestrzenne wnętrze. Sama Omoda 5 mierzy 4373 mm długości, 1824 mm szerokości oraz 1588 mm wysokości. Do tego może pochwalić się rozstawem osi mierzącym 2610 mm. Chińczycy dobrze zagospodarowali otrzymaną przestrzeń i pasażerowie zasiadający na tylnym rzędzie nie powinni narzekać na brak przestrzeni na nogi i głowę. Nieco gorzej przedstawia się bagażnik, który pomieści 360 litrów, a po złożeniu tylnych siedzeń 1200 litrów. Niestety nie znajdziemy w nim żadnych schowków czy haczyków, co było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Na plus idzie natomiast dwupoziomowa podłoga oraz dodatkowy schowek na koło zapasowe i zestaw naprawczy.

Skazani na T-GDI
Omoda uznała, że klientom wystarczy wyłącznie jedna jednostka napędowa w ofercie. Chińskiego SUV-a możemy dostać wyłącznie z 1,6-litrowym T-GDI, który oferuje 147 KM mocy oraz 275 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Cała moc wędruje wyłącznie na przednią oś za pośrednictwem 7-biegowego, dwusprzęgłowego automatu. Co ciekawe, według producenta pierwsza setka wskoczy na licznik w aż 10,1 sekundy. Jednak prawdę mówiąc Chińczycy zawyżają ten wynik, gdyż bez problemu zejdziemy do czasu poniżej 9 sekund. Do tego możemy rozpędzić się maksymalnie do 195 km/h.
Tak jak do układu kierowniczego nie mogę się przyczepić, to dwusprzęgłowy automat niekoniecznie zawsze daje sobie radę. Czasem przekładnia potrafi się pogubić, a sama reakcja samochodu na gaz jest nieco opóźniona, do czego musimy się chwilę przyzwyczaić. Z kolei zawieszenie dobrze radzi sobie z wybieraniem nierówności i jest nastawione na komfortową jazdę, jednak przy szybkich zmianach kierunku musimy liczyć się ze sporymi przechyłami nadwozia.
Poza tym niektóre systemy bezpieczeństwa i wspierania kierowcy są zbyt czułe. Kilkukrotnie zdarzyło się, że gdy zbyt długo patrzyłem w lusterko boczne, lub wsteczne, to system uważał, iż nie skupiam się na drodze, co manifestował kaskadą dźwięków. Do tego kształt tylnej szyby nieco ogranicza nam widoczność, jednak świetna kamera cofania nam to rekompensuje. Co więcej, moglibyśmy dostać nieco lepsze wygłuszenie, gdyż jazda powyżej 120 km/h nie należy do najprzyjemniejszych.

Wisienka na torcie
No i nadszedł czas na największe nieporozumienie w tym samochodzie czyli tryb Super Mode. Najlepszym rozwiązaniem dla Omody byłoby zrezygnować z tej funkcji i zaserwować nam na panelu przycisk od wyboru trybów jazdy. Sam Super Mode sprawia, że samochód przechodzi w tryb sportowy, a do naszych uszu dociera generowany przez głośniki dźwięk silnika rodem z Formuły 1. Żeby było zabawniej to generowany dźwięk zupełnie nie współgra z obrotami samochodu. Jedynym plusem jest ładna grafika w stylu gier video na ekranie centralnym.
Do tego Omoda 5 nie zachwyci nas spalaniem. Podczas przejażdżki autostradą zobaczymy wynik na poziomie blisko 10 litrów, natomiast w mieście nasz chińczyk zużywa 9-10 litrów, co również nie napawa optymizmem. Nawet jazda po drogach krajowych oznacza spalanie na poziomie 7 litrów. Nie są to najlepsze rezultaty. Zdecydowanie lepiej wygląda cennik tego modelu Chińczycy poszli tą samą filozofią, co z gamą jednostek napędowych. Tak więc mamy do wyboru wyłącznie dwie wersje wyposażenia, w których za nic nie dopłacamy. Nawet za opcjonalne lakiery. Podstawowy wariant startuje od 115 500 złotych, natomiast wersja premium to koszt 129 500 złotych. Co więcej, w tej cenie otrzymujemy również 7-letnią gwarancję. I to są właśnie dwa największe asy w wydechu Omody 5. W tej cenie ciężko dostać równie dobrze wyposażony samochód.

Omoda 5 gra ceną
Jak dla mnie Omoda 5 nie jest samochodem świetnym, jest po prostu dobra lub ponad przeciętna. Ma kilka wad, które potrafią nas zirytować. Jednak pomimo, że jest to Chińczyk to został on dostosowany pod europejskich klientów, przez co będziemy się w nim czuli dobrze. Nic nie zostało tutaj zbytnio udziwnione. Największym plus pozostaje cena. To ona głównie sprawia, że ten samochód jest tak pozytywnie odbierany. Z kolei wieloletnia gwarancja może przekonać wielu niedowiarków do tego samochodu. Nie czuję fenomenu Omody 5, jednak patrząc na konkurencje, to jest to naprawę rozsądna propozycja.
Damian Kaletka
Zdjęcia Omoda 5 Premium:





































Dane techniczne Omoda 5 Premium:
Silnik: 1598 cm3
Moc: 147 KM
Moment obr.: 275 Nm
Skrzynia biegów: 7-stopniowa, dwusprzęgłowa
Napęd: na przód
0-100 km/h: 10,1 s
Prędkość maksymalna: 195 km/h
Cena: 129 500 złotych








Komentarze 2