Są auta, które znikają w tłumie, i są takie, które wjeżdżają na parking jak celebryta na ściankę. Nissan Juke zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Ten kolor rzuca się w oczy, a do tego wszyscy znają tą charakterystyczną bryłę i reflektory. Czasem człowiek ma ochotę wziąć kluczyki do czegoś mniej rozsądnego, a bardziej… vibe’owego. I jeśli jakieś auto potrafi dostarczyć vibe’u w pakiecie, to właśnie ten żółty Juke. Zobaczmy więc, czy za tym krzykiem koloru idzie też coś więcej.
Z poprzednią generacją Juke’a miałem relację typu love–hate, z naciskiem na to drugie. Jeździłem nią sporo i choć miała swój urok, to zostawiła po sobie więcej irytacji niż dobrych wspomnień. Trochę dziwnych decyzji, trochę plastiku, trochę „co autor miał na myśli?”. No, bywa. Dlatego do nowego Juke’a podchodziłem bardzo ostrożnie. Ten model to jednak zupełnie inna historia. Jest ładniejszy, dojrzalszy i dalej rzuca się w oczy. Tylko teraz robi to z klasą, a nie na zasadzie „patrz na mnie, bo mam dziwny kształt”. Do tego parę fajnych smaczków stylistycznych sprawia, że chcesz go obejść jeszcze raz, tak dla pewności, że niczego nie przegapiłeś.
Wygląd to jego mocna strona
Już na pierwszy rzut oka widać, że model przeszedł wyraźną ewolucję względem poprzedniej generacji. Charakterystyczne, okrągłe światła pozycyjne zostały perfekcyjnie zintegrowane z ostrzejszą linią LED-owych reflektorów, tworząc bardzo ciekawy, „dwupoziomowy” układ. To właśnie ten element nadaje mu unikalny styl, który natychmiast wyróżnia go na tle innych miejskich crossoverów. Całość wygląda bardziej zgrabnie i dopracowanie niż w poprzedniku.
Z tyłu widać największy postęp względem poprzedniej generacji. Linie są ostrzejsze, światła LED bardziej wyraziste, a całość wygląda znacznie nowocześniej. Tył zyskał wizualną szerokość, przez co samochód prezentuje się bardziej dynamicznie. Delikatny spojler dachowy dodaje sportowego tonu, a połączenie czerni z żółcią nadaje całemu tyłowi świetny, kontrastowy efekt. Całość stoi na 19-calowych felgach, a na dachu znajdziemy przetłoczenia. Jakbym był jurorem w pewnym programie, dałbym 3 razy tak.
Nissan Juke – wady i zalety
Po zajęciu miejsca za kierownicą nowego Nissana Juke’a od razu czuć, że projektanci postawili na nowoczesny, ale przy tym bardzo przyjazny kierowcy design. Wnętrze jest po prostu ładne i naprawdę robi świetne pierwsze wrażenie. Na środku deski rozdzielczej znajduje się duży ekran multimedialny, który wygląda okazale, ale w praktyce działa dość skromnie. Liczba dostępnych funkcji jest niewielka w porównaniu z większością współczesnych systemów. Co ciekawe, to nie ekran centralny oferuje największe możliwości konfiguracji, lecz cyfrowe zegary przed kierowcą. Można tam zmienić znacznie więcej ustawień, a cały panel obsługiwany jest z kierownicy. Czy to wygodniejsze rozwiązanie? Dla mnie nie. Czy bezpieczniejsze? Dla mnie nie.
Bardzo ciekawym i efektownym dodatkiem są głośniki JBL umieszczone w zagłówkach foteli. To rozwiązanie nie tylko wygląda designersko, ale też zwiększa immersję podczas jazdy z dobrą muzyką. Taki fotel śmiało można by zainstalować w Nissanie GT-R. Cieszy mnie również to, że mimo nowoczesności nie zrezygnowano z fizycznego panelu klimatyzacji. Pokrętła i przyciski znajdują się w idealnym miejscu, choć można odnieść wrażenie, że ich projekt mógłby być jeszcze odrobinę bardziej dopracowany stylistycznie. Mimo tego całe wnętrze prezentuje się bardzo spójnie i po prostu podoba się od pierwszego wejrzenia.

Czy jest praktyczny?
W przeciwieństwie do dopracowanego wnętrza, bagażnik nowego Juke’a wypada dość skromnie i ma 354 litry. Jest po prostu mały i szybko okazuje się, że trudno w nim zmieścić coś bardziej wymagającego. Nie znajdziemy tu przelotki na długie przedmioty, nie ma też podwójnej podłogi, która pozwoliłaby lepiej zorganizować przestrzeń czy schować drobiazgi. Cała powierzchnia jest płaska, ale to jednocześnie oznacza brak dodatkowych schowków i elastyczności. Pod kątem praktyczności Juke wyraźnie pokazuje, że stawia bardziej na styl i indywidualny charakter niż na typowo rodzinne potrzeby. Jeśli jednak ktoś szuka auta, które wyróżnia się wyglądem i oferuje przyjemne, nowoczesne wnętrze, to taki kompromis może okazać się zupełnie akceptowalny.

Lepiej wygląda niż jeździ
Pod względem wrażeń z jazdy nowy Nissan Juke prezentuje się… nierówno. Mamy tu klasyczną hybrydę opartą na silniku benzynowym 1.6 l, która łącznie generuje 143 KM. Na papierze wygląda to całkiem obiecująco, ale w praktyce ta moc okazuje się po prostu za mała jak na auto tej wielkości i wagi (niecałe 1,5 tony). Juke przyspiesza wyraźnie tylko na pierwszych metrach, kiedy do pracy włącza się silnik elektryczny i daje ten charakterystyczny, krótki zryw. Jednak później dynamika wyraźnie opada. Przy wyższych prędkościach samochód nie ciągnie tak, jak by się oczekiwało, a wyprzedzanie wymaga sporego planowania.
Dodatkowo, gdy do gry wchodzi jednostka spalinowa, robi się głośno. Słychać, że motor benzynowy pełni tu głównie rolę generatora dla układu elektrycznego i niestety, brzmienie tego procesu jest mało eleganckie. Wrażenie jest takie, jakby silnik „wył” tylko po to, żeby naładować baterię, a nie rzeczywiście napędzać auto.

Jeśli chodzi o spalanie, to również nie jest to mocna strona tego układu. Pomimo hybrydowej technologii, zużycie paliwa w mieście utrzymywało się powyżej 7 l/100 km, co w tej klasie można uznać za wynik przeciętny, a momentami wręcz rozczarowujący. Na trasie Kraków–Warszawa zużycie wyniosło około 9,5 l/100 km – wartość wyraźnie wyższą, niż osiągają konkurencyjne hybrydy podobnej wielkości. W tej kategorii Juke po prostu przegrywa.
Zawieszenie nie każdemu przypadnie do gustu. Jest dość twarde i niestety do wnętrza przenosi sporo nierówności. W mieście jeszcze da się to zaakceptować, ale na gorszych drogach lub przy dłuższych trasach można odczuć zmęczenie. Na plus działa natomiast system e-Pedal. W warunkach miejskich sprawdza się znakomicie. Pozwala praktycznie przejechać całe miasto, operując jedynie pedałem gazu, bez konieczności częstego używania hamulca. Szkoda jedynie, że system nie potrafi wyhamować do pełnego zatrzymania. Aby aktywował się auto-hold, i tak trzeba finalnie nacisnąć hamulec do zera. To niewielka wada, ale jednak odbiera trochę z wygody, którą ten system mógłby oferować.

Czy miażdży konkurencję ceną?
Konfigurator marki nie jest zbyt rozbudowany i tak jak w Audi możemy mieć 180 opcji do wyboru, tak tutaj mówimy o dosłownie kilku kliknięciach. Nissan Juke startuje od 107 900 złotych za podstawową wersję Acenta z litrowym silnikiem i manualną przekładnią. O wiele sensowniej prezentuje się jednak pośrednia wersja Tekna z pełnym pakietem zimowym czy kamerami 360 na pokładzie. Jeśli zdecydujemy się na nią i marzy nam się automat, to mamy dwie drogi. 114 koni z silnika 1.0 od 139 600 złotych lub 143 konie (ta sama jednostka co w testowanym) od 154 800 złotych.
No dobra, ale załóżmy, że samochód ze zdjęć spodobał Wam się tak bardzo, że chcecie mieć identyczną konfigurację. Jak głęboko trzeba wtedy sięgnąć do kieszeni?

Topowa wersja N-Sport startuje kwotą 140 790zł za manual. Ale przecież w miejskim crossoverze automat to podstawa, a ten wymaga już dopłaty kolejnych 8000 złotych. Jednostka 1.6 o mocy 143 koni wita nas kwotą rzędu 163 990 złotych. Mamy już 19-calowe felgi, fotele z głośnikami czy tapicerkę ze skóry ekologicznej. No i tak naprawdę przebrnęliśmy przez większość konfiguratora. Kolory? Cztery opcje (szary ceramiczny, szary, biały, żółty) i wszystkie z czarnym dachem. We wnętrzu tylko jedna opcja foteli skórzanych, ale są tak bajeczne, że tu nic nie trzeba dodawać. Taka sama sytuacja jeśli chodzi o felgi. Możemy sobie jedynie dorzucić Pakiet Technology za 4300 złotych, który zaopatrzy nas chociażby w kamery 360 czy asystenta martwego pola. Zatrzymujemy się więc na 168 290 złotych za testowaną sztukę.
Jest pole do poprawy
Nowy Juke to dowód, że Nissan doskonale wie, jak stworzyć auto, które działa na emocje. Stylistycznie to jedna z najciekawszych propozycji w segmencie. Jest odważny, dopracowany i pełny charakteru. Problem w tym, że gdy opadnie pierwsze wrażenie, a w ruch idą koła, hybrydowy układ napędowy przypomina o swoich ograniczeniach. Auto, które wygląda jakby chciało biec sprintem, w rzeczywistości biegnie truchtem, a do tego robi to głośniej, niż powinno.

Dla kierowcy, który szuka auta kroczącego po czerwonym dywanie i nie oczekuje sportowych emocji zza kierownicy, Juke będzie jak najbardziej satysfakcjonującym wyborem. Ale jeśli design ma iść w parze z dynamiką i kulturą pracy, to hybrydowy Juke wciąż zostawia niedosyt. Jak pięknie zaprojektowany gadżet, który działa… po prostu przeciętnie. Jak piękna, złota bransoletka (w tym przypadku żółta), która się jest o kilka rozmiarów za duża.
Kacper Mazur
fot. Konrad Stopa
Galeria zdjęć Nissan Juke N-Sport































Dane techniczne
Silnik: 1.6 HEV
Pojemność: 1598 cm3
Łączna moc układu: 143 KM
Maksymalny moment obrotowy układu: 205 Nm
0–100 km/h: 10,1 s
Prędkość maksymalna: 166 km/h
Skrzynia biegów: automatyczna, 4 biegi dla silnika spalinowego i 2 dla elektrycznego
Cena: testowany egzemplarz 168 290 złotych
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







