Elektryczny SUV powraca w nowym wydaniu. Już nie jest jajowaty i w większym stopniu nawiązuje do swojego spalinowego odpowiednika. Poza tym nowy Mercedes GLC 400 4Matic serwuje nam potężny układ napędowy, praktyczny zasięg i niezłą moc ładowania.
Pierwsze podejście niemieckiej marki do elektryfikacji nie należało do udanych. Mercedes postanowił wyróżnić swoje elektryczne modele nietypowym designem i nieco jajowatymi rysami. Nie były to najgorsze samochody, jednak wygląd nie przekonał klientów do ich zakupu. Bogatszy o nowe doświadczenia producent przygotował kolejne elektryki, jednak tym razem projektowo przypominają swoje spalinowe odpowiedniki. Niestety taki design nie każdemu przypadnie do gustu, ale oryginalności nie można im odmówić.

Przyciągają wzrok
Zarówno Mercedes GLC, jak i wcześniej testowany przeze mnie CLA 250+ mają jedną wspólną cechę – robią piorunujące wrażenie. Zwłaszcza w nocy, kiedy możemy podziwiać ich oświetlenie w pełnej krasie. Nasz wzrok przyciąga ogromny, podświetlany grill, który doczekał się aż 942 podświetlanych pikseli. Do tego sama gwiazda jest podświetlona i gdy odpalimy sygnaturę powitalną, to mogę was zapewnić, że przechodnie zwrócą na nas uwagę. Tuż obok niego znalazły się reflektory z charakterystyczną sygnaturą świetlną w kształcie trójramiennej gwiazdy, która jest notabene wizytówką nowych Mercedesów. Mamy też jeden ważny bajer. Otóż z reguły, aby dostać się do naszego frunka musieliśmy otworzyć go z poziomu kabiny. Jednak nie w GLC. Tu wystarczy wcisnąć znaczek na masce i naszym oczom ukazuje się przedni bagażnik, który pomieści maksymalnie 128 litrów.
Z kolei profil boczny ujawnia linię dachu oraz rysy, które nawiązują do wycofanego ze sprzedaży EQC. Oczywiście same proporcje i przedni pas uderzają w tony spalinowego GLC. Znajdziemy tu także wysuwane klamki oraz 20-calowe felgi z nakładkami aerodynamicznymi, które jakoś mnie nie przekonują. Opcjonalnie możemy wybrać większe, 21-calowe obręcze. Będąc temacie kół warto wspomnieć, że w testowanym przeze mnie egzemplarzu dostałem tylną oś skrętną, gdzie tylne koła mogą wychylać się nawet o 4,5 stopnia. Przekłada się o na zwrotność tego samochodu. Pomimo, że mówimy o sporym samochodzie mierzącym 4845 mm długości, to nasza średnica zawracania wynosi zaledwie 11,2 metra.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Z tyłu natomiast znajdziemy element, który może wzbudzać największe kontrowersje. Mianowicie ogromną, czarną blendę, w której umieszczono tylne światła. Te również doczekały się motywu trójramiennej gwiazdy, jednak uważam, że Mercedes mógł zaserwować nam ciekawszą sygnaturę z tył. Sama blenda sprawia, że samochód prezentuje się jeszcze bardziej masywnie. Z kolei po otwarciu bagażnika naszym oczom ukazuje się 570 litrów przestrzeni załadunkowej, a po złożeniu tylnych siedzeń uzyskamy maksymalnie 1740 litrów. Nie mamy idealnie płaskiej podłogi, jednak rekompensuje to minimalny próg załadunkowy, możliwość obniżenia tyłu dzięki pneumatycznemu zawieszeniu czy też wysuwany hak.

Tabletoza w stylu premium
Od razu po otwarciu drzwi rzuci nam się w oczy nieprzyzwoicie wielki, 39,1-calowy hyperscreen korzystający o oprogramowania MB.OS. Tak naprawdę zastępuje nam deskę rozdzielczą i z pewnością nie każdemu przypadnie on do gustu. Osobiście nie jestem zwolennikiem tabletozy w samochodach, jednak tak ogromny wyświetlacz robi wrażenie. Warto doprecyzować, że w testowanym przeze mnie egzemplarzu dostałem ekran opcjonalny. Naturalnie zegary oraz oba wyświetlacze centralne są rozdzielone czarnymi „paskami”. Na szczęście ekrany zostały umieszczone nieco niżej, więc nie powinny nas rozpraszać czy oślepiać podczas nocnych przejażdżek. Mamy także rozbudowane oświetlenie ambientowe, które może reagować na puszczaną przez nas muzykę, czy też sygnały przekazywane nam przez systemy bezpieczeństwa.
Test wideo elektrycznego Mercedesa GLC:
Mam natomiast dylemat z kratkami nawiewu. Te także doczekały się oświetlenia ambientowego, jednak ze względu na sposób wykonania są po prostu tandetnie. Myślę, że Mercedes mógł je zaprojektować zdecydowanie lepiej i obecnie nie pasują one do wszechobecnego przepychu w GLC. Podobnie jak dolna część boczków drzwi, która została wykończona chamskim, twardym plastikiem. Gdybyśmy dostali flokowane schowki, to oceniłbym je lepiej. Obecnie prezentują się bardzo słabo. Nie wiem także, czemu Mercedes uznał, że wykończenie kierownicy piano black będzie dobrym pomysłem. Przez to nasze odciski palców zostaną z nami na dłużej. W tym segmencie takie rzeczy po prostu nie uchodzą Mercedesowi. Mamy także specyficznie wykończony tunel środkowy. Zastosowany materiał nie przypadł mi do gustu, jednak konfigurując samochód możemy zamiast niego wybrać drewnopodobną wstawkę.
Jak przystało na Mercedesa mamy bardzo bogate wyposażenie. W kokpicie znajdziemy dwie wentylowane ładowarki indukcyjne, porty USB umieszczone pod tunelem środkowym przy naszej półeczce, a do tego cudowne fotele. Są one wygodne, podgrzewane, wentylowane oraz posiadają funkcję masażu i zapamiętywania ustawień. Poza tym mamy w nich kilka bajerów pokroju kinetyki czy reagowania na naszą muzykę. Jak dla mnie są to funkcje całkowicie zbędne, jednak gadżeciarze je docenią. Dla przykładu jeden z moich znajomych stwierdził, że samym oświetleniem ambientowym mógłby bawić się godzinami. Warto wspomnieć, że nasz ogromny panoramiczny dach także doczekał się ambientu w formie trójramiennych gwiazd. Natomiast zamiast tradycyjnej roletki mamy dach podzielony na segmenty, w których możemy zmieniać stopień przepuszczalności światła.

Rozbudowane multimedia
Mercedes zaserwował nam również bardzo przyzwoite zegary, którym nic nie mogę zarzucić. Są intuicyjne, przejrzyste oraz dostarczają nam wszelkich niezbędnych informacji. Do tego mogą wyświetlać nasze wskazówki nawigacji z Apple CarPlay i Android Auto. Podobnie jak nasz wyświetlacz przezierny. O ile oczywiście dokupimy tę opcję. Muszę przyznać, że po testach wielu chińskich samochodów odzwyczaiłem się od rozbudowanych konfiguratorów. Natomiast w Mercedesie możemy bawić się i bawić, a naszym jedynym ograniczeniem jest budżet. Niestety cena naszego samochodu będzie rosła w zastraszającym tempie.
Sam centralny ekran jest bardzo rozbudowany, a jednocześnie Mercedes zdołał go zaprojektować w bardzo przejrzysty i intuicyjny sposób. Nim także możemy bawić się godzinami dostosowując samochód do naszych potrzeb. Zwłaszcza, gdy odpalimy muzykę za pośrednictwem cudownego zestawu audio Burmester® high-end 4D z aż 19 głośnikami. Nie muszę wspominać, że ustawieniami audio także możemy bawić się w najlepsze. Uważam, że niemiecka marka odwaliła kawał dobrej roboty ze swoimi multimediami. W niektórych marka ogrom funkcji sprawia, że trudno się w nich zorientować. Natomiast Mercedes stanął na wysokości zadania.
Podobnie jak z tylnym rzędem siedzeń. Jak przystało na samochód mierzący 4845 mm długości, 2089 mm szerokości oraz 1644 mm wysokości oraz z rozstawem osi mierzącym 2972 mm dostaliśmy ogrom przestrzeni na tyle. Co więcej sama kanapa jest bardzo wygodna, a skrajne fotele są podgrzewane. Mamy też podłokietnik z wysuwanymi cupholderami i niestety delikatnie uniesioną podłogę przez tunel środkowy. Ta nieco ograniczy przestrzeń osobie zasiadającej na środkowym siedzeniu.

Gaz w podłogę i uśmiech na twarzy
Mercedes GLC 400 4Matic to jeden z tych samochodów, gdzie wciśnięcie pedału gazu wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Oczywiście nie wtóruje mu dźwięk potężnego silnika spalinowego, a co najwyższej szum powietrza docierający z okoli lusterek i kół. Jednak jego układ napędowy nam te rekompensuje. W testowanej przeze mnie wersji 400 4Matic, dostajemy dwa silniki elektryczne serwujące nam 489 KM mocy oraz 800 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jeżeli mamy ciężką nogę, to musimy się pilnować, ponieważ pierwsza setka wskoczy na licznik w zaledwie 4,3 sekundy, więc GLC zachęca nas do dynamicznej jazdy. Przyśpieszenie jest wręcz sportowe i nieprzyzwoite jak dla samochodu, który stawia na pierwszym miejscu komfort. Co więcej, możemy nic pędzić maksymalnie 210 km/h.
Należy jednak pamiętać, że nie jest to samochód sportowy. Jeżeli chcecie elektrycznego SUV-a nastawionego na wrażenia z jazdy to nie ten adres. Musimy bardziej zajrzeć do BMW i jego iX3. Co prawda mamy precyzyjny układ kierowniczy i świetle pneumatyczne zawieszenie, które wręcz idealnie radzi sobie z nierównościami. To niestety ten zestaw przegrywa na zakrętach. Pomimo zwrotności i obu osiom skrętnym, to i tak odczuwamy masę samochodu, która z kierowcą wynosi ponad 2,5 tony. Ten samochód jest szybki na prostej, jednak na zakręcie już nie bardzo.

Niezłe zużycie jak na kanciasty kawał blachy
A co z ekonomią? Jak przystało na platformę MB.EA mamy architekturę 800 V oraz ogromny akumulator o pojemności 94 kWh. Ten według deklaracji z konfiguratora pozwoliłby przejechać mi do 634 km. Ten zasięg zawdzięczamy chociażby dwubiegowej przekładni, która optymalizuje zużycie energii przy wyższych prędkościach. W mieście nie jest jakoś cudownie i nasze zużycie wynosi średnio 16,5-17 kWh. Jednak przy wyższych prędkościach odczujemy zalety tego rozwiązania. Przy 120 km/h zużywałem zaledwie 18,8 kWh, a przy 140 wynosi 26 kWh. Jak na dosyć kanciasty samochód, ważący ponad 2,5 tony z 500-konnnym układem napędowym jest świetnie. Jak łatwo sobie policzyć damy nim radę przejechać jakieś 370 km na autostradzie lub ponad 550 km w mieście. Przy deklarowanym 634 nie są to złe wyniki.
Do tego moc ładowania, która wynosi do 330 kW, jednak jest pewien haczyk. Przez to, że mamy architekturę 800 V to możemy mieć problem z naładowaniem się na słabszych ładowarkach. Jednak za niespełna 2 900 złotych możemy kupić konwerter, który pozwoli nam ładować się przy ładowarkach 400 V, do tego za te samą cenę możemy dokupić ładowarkę pokładową 22 kW. Gdy znajdziemy odpowiednio mocną ładowarkę, to z 10 do 80 procent naładujemy się w 22 minuty, a samo podłączenie samochodu na 10 minut da nam jakieś 250-300 km zasięgu.

Drogo, ale zasadnie
Poza tym mamy świetny zestaw kamer oraz możliwość autonomicznego parkowania, która w połączeniu z dwie osiami skrętnymi potrafi zdziałać cuda. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to nieaktualne ograniczenia prędkości, które podpowiada nam samochód. Najlepiej po prostu wyłączyć ten system niż podziwiać ograniczenia 40 km/h na autostradzie. Jest to częsta przypadłość samochodów, jednak w tym segmencie i za tę cenę po prostu nie wypada. A propos ceny. Tylnonapędowy, elektryczny GLC startuje od 280 700 złotych, jednak jest słabszy i ma mniejszą baterię. Z kolei za testowany przeze mnie wariant 400 4Matic zapłacimy co najmniej 319 900 złotych. Jednak tak jak wspomniałem im dalej w konfigurator tym boleśniej o tej cenie zapomnimy. Testowany przeze mnie egzemplarz kosztowałby aż 453 000 złotych. Drogo, ale w tym segmencie zawsze będzie drogo.
Mercedes GLC 400 4Matic w wielu aspektach mnie zaskoczył. Jest to elektryk prawie doskonały. Robi piorunujące wrażenie, ma potężny układ napędowy, praktyczny zasięg czy sensowną moc ładowania. W tym momencie z reguły napisałbym „ale”. Ale ciężko jest w nim znaleźć poważniejszą wadę. Okej, mamy ten próg w bagażniku, mamy to piano black na kierownicy i ten specyficzny wygląd. Jednak tak naprawdę jest to kwestia gustu. Jeżeli nie przekonuje nas design Mercedesa, który jest specyficzny, to niezależnie od tego jak dobry byłby to samochód, to i tak byśmy go nie kupili. Ten design kocha się lub nienawidzi. Dla jednych ogromny ekran to kwintesencja nowoczesności, a dla niektórych niepotrzebny badziew. Mercedes GLC 400 4Matic stawia na komfort i przepych, jeżeli jednak szukasz lepszych wrażeń z jazdy rozejrzyj się za jego konkurencją. Wszak ta również jest niczego sobie.
Damian Kaletka
Zdjęcia Mercedes GLC 400 4Matic:


































Dane techniczne Mercedes GLC 400 4Matic:
Silnik: elektryczny
Moc: 489 KM
Moment obr.: 800 Nm
Prędkość maks.: 210 km/h
0-100 km/h: 4,3 s
Bateria: 94 kWh
Zasięg: 550 km (deklarowany 634 km)
Cena testowanego egzemplarza: 453 000 złotych







