Nie mogło być lepszego momentu na test auta z hybrydą plug-in. Samochody z wtyczką rejestrują się w Polsce częściej niż auta z dieslem, a dla wielu firm stały się naturalnym kompromisem pomiędzy wizerunkiem, kosztami użytkowania i wymogami polityk flotowych. Elektryczny zasięg wystarczający na codzienne dojazdy, możliwość jazdy bezemisyjnej w miastach i brak konieczności rezygnowania z silnika spalinowego to argumenty, które szczególnie mocno przemawiają za takim rozwiązaniem.
Mercedes C300e próbuje odpowiedzieć na te potrzeby, oferując napęd plug-in w klasycznym nadwoziu sedana premium. Czy to rzeczywiście propozycja, która może przekonać firmy szukające wizerunkowej alternatywy dla diesla i czy za logo z gwiazdą idzie realna wartość użytkowa?
Wnętrze jak w większości Mercedesów
Z Mercedesem od lat łączy mnie relacja dość chłodna. Jeździłem wieloma modelami tej marki, od C klasy przez kilka generacji, trochę miejską A klasą, trasy E klasą, aż po GLE. I choć za każdym razem doceniałem poziom technologii czy wykończenia, nigdy nie było między nami tej trudnej do zdefiniowania „chemii”. Wsiadając więc na kilka dni do C300e liczyłem, że nowoczesny napęd wreszcie coś w tej relacji zmieni.
Pierwsze wrażenie zza kierownicy jest jednak dość ambiwalentne. Przedni rząd sprawia wrażenie ciasnego, głównie przez bardzo masywną zabudowę wnętrza. Drzwi są grube, szeroka klamka do ich zamykania dodatkowo ogranicza przestrzeń, a deska rozdzielcza zdominowana przez rozległy ekran multimedialny mocno wchodzi w strefę kolan. W efekcie miejsca na szerokość jest niewiele, co daje się odczuć zarówno przy wsiadaniu, jak i podczas dłuższej jazdy. Jak na samochód aspirujący do klasy premium, ergonomia miejsca kierowcy nie jest jego najmocniejszą stroną. Chociaż duży plus stawiam przy szerokim i długim podłokietniku z masą miejsca pod nim. Z kolei miejsce na ładowarkę indukcyjną i położenie telefonu jest tak ciasne, że ledwo go idzie potem wygrzebać. Sam system multimedialny również nie do końca trafia w moje preferencje. Wolałem poprzednie rozwiązanie z gładzikiem na tunelu środkowym, które pozwalało obsługiwać większość funkcji bez odrywania wzroku od drogi. Tamten ekran był też lepiej wkomponowany w deskę rozdzielczą. Obecnie centralny wyświetlacz jest po prostu bardzo duży (11,9 cala) i choć oferuje rozbudowaną obsługę głosową w postaci komendy „Hej Mercedes„, wiele funkcji nadal wymaga przeklikiwania się przez menu. To nie zawsze sprzyja koncentracji na jeździe. Z tyłu mamy dużo miejsca (podróżowałem bez kłopotu z moimi 185 centymetrami wzrostu) i takie rarytasy jak podgrzewaną kanapę.

Na szczęście Mercedes zadbał o kilka praktycznych skrótów. Bardzo szybki dostęp do wyłączenia systemu informującego o ograniczeniach prędkości to drobiazg, który w codziennej eksploatacji potrafi znacząco poprawić komfort. Wystarczy dłużej przytrzymać przycisk wyciszenia.
Pod względem walorów jezdnych ten czerwony Mercedes bardzo wyraźnie komunikuje, że mamy do czynienia z poziomem premium i to nie aspiracyjnym, a realnym. Zawieszenie jest jednym z najmocniejszych punktów tego samochodu. Pracuje dojrzale, jest bardzo dobrze wyciszone i skutecznie filtruje to, co dzieje się pod kołami. Miejskie spowalniacze i progi zwalniające są niemal niewyczuwalne, a jednocześnie nie ma tu wrażenia przesadnej miękkości czy pływania nadwozia. Auto pozostaje stabilne i przewidywalne, nawet na gorszej nawierzchni.

Przy układzie hybrydowym notuję spory plus
Hybryda plug-in oparta na 204-konnym silniku benzynowym działa przede wszystkim bardzo płynnie. Nawet przy rozładowanej baterii system potrafi sprawnie korzystać z rekuperacji, co w warunkach miejskich pozwala często poruszać się głównie na energii elektrycznej. Silnik spalinowy włącza się w odpowiednich momentach, robi to niemal niezauważalnie i bez szarpnięć, a gdy potrzeba, to zapewnia wyraźny zapas dynamiki. „Kop” przy mocniejszym wciśnięciu gazu jest odczuwalny i dobrze pasuje do charakteru auta. 9-stopniowa przekładnia świetnie sobie radzi i redukuje biegi dokładnie wtedy, kiedy jest to konieczne. Trzeba jednak pamiętać, że przy jeździe z faktycznie rozładowaną baterią C300e zaczyna zachowywać się jak klasyczna benzyna z dodatkowym balastem. W takim scenariuszu zużycie paliwa stabilizuje się na poziomie około 8–8,2 l/100 km, co jak na kompaktowy samochód nie jest wynikiem niskim, ale pozostaje akceptowalne, biorąc pod uwagę osiągi i masę całego układu hybrydowego.
Mercedes C300e – plusy i minusy:
Trzeba jednak przyznać, że dane podawane w konfiguratorze odnośnie zużycia naprawdę dobrze odnoszą się do rzeczywistości. Przy w pełni naładowanej baterii Mercedes C300e robi dokładnie to, czego oczekuje się od hybrydy plug-in, czyli w zdecydowanej większości porusza się w trybie elektrycznym. W warunkach miejskich realne zużycie energii oscyluje między 16, a 17 kWh/100 km, co przy akumulatorze o pojemności nieco poniżej 20 kWh przekłada się na rzeczywisty zasięg rzędu około 100 km. I co istotne, nie są to wartości wyłącznie katalogowe. Taki dystans faktycznie da się przejechać bez uruchamiania silnika spalinowego. W takim scenariuszu zużycie benzyny spada do symbolicznych wartości, w praktyce w okolice 2 l/100 km, co dobrze pokazuje sens tego układu napędowego przy regularnym ładowaniu.
Tym bardziej imponujące jest to, że mówimy o samochodzie ważącym 2130 kg, dysponującym łączną mocą 313 KM (204 z dwulitrowej benzyny i 129 z silnika elektrycznego) i napędem na cztery koła. W takim kontekście zarówno zużycie energii, jak i paliwa wypadają bardzo dobrze i pokazują, że napęd plug-in w wydaniu Mercedesa nie jest wyłącznie dodatkiem w tabelce, ale realnie działa w codziennym użytkowaniu.

Na plus należy zapisać także możliwości ładowania. Bateria może być ładowana z mocą do 55 kW, co jak na hybrydę plug-in jest wynikiem w pełni satysfakcjonującym. W praktyce oznacza to, że uzupełnienie energii do pełna przy maksymalnej mocy zajmuje około 30 minut.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Wizualnie to klasyczna, niemiecka limuzyna
Pod względem stylistyki C300e w linii AMG robi naprawdę świetne wrażenie. To nadal elegancki, klasyczny sedan, ale z wyraźnie zaznaczoną nutą zadziorności. Agresywniej narysowany przedni zderzak, charakterystyczny grill z motywem gwiazd i czarne dodatki sprawiają, że auto nie wygląda jak typowa „flotówka premium”, tylko jak coś, co faktycznie ma charakter. W tym wydaniu C Klasa wygląda proporcjonalnie i nowocześnie, a czerwony lakier Manufaktur dodatkowo podkreśla linię nadwozia. Tył auta również wypada bardzo dobrze. Na klapie bagażnika znalazła się subtelna lotka, która dodaje sylwetce sportowego sznytu, a całość uzupełniają dwie srebrne końcówki wydechu, podkreślające wizualnie potencjał napędu. Jest tu odpowiednia równowaga pomiędzy elegancją, a agresją — dokładnie taka, jakiej można oczekiwać po pakiecie AMG w kompaktowym sedanie.

Zaskakujące jest natomiast samo działanie elektrycznej klapy bagażnika. Mimo że jest sterowana elektrycznie, zamyka się z wyraźnym, twardym trzaśnięciem, niemal jakby ktoś zrobił to ręcznie z użyciem siły. W samochodzie tej klasy i z takim poziomem wyciszenia brzmi to po prostu dziwnie i trochę burzy wrażenie dopracowania. To, co znajdziecie pod klapą, również sprawia, że zastanowicie się nad wyborem PHEVa. Pojemność bagażnika, dzięki baterii, jest mocno ograniczona – mamy do dyspozycji 315 litrów. Kiepsko.
Kontrowersje wzbudziły u mnie także 18-calowe felgi. Sam wzór jest udany i dobrze pasuje do linii AMG, ale całość psuje czarna, wyraźna obwódka biegnąca po zewnętrznym rancie. Gdyby nie ten element, koła prezentowałyby się znacznie lepiej, w obecnej formie wyglądają nieco ciężko i psują projekt.

Wnętrze C300e jest dokładnie takie, jakiego można się spodziewać po współczesnych modelach Mercedesa. Nowoczesne, technologiczne i mocno zdominowane przez ekrany. Na liście wyposażenia mamy elektrycznie regulowane fotele sterowane z drzwi, podgrzewanie siedzeń czy fantastycznego „burmistrza”, czyli system nagłośnienia Burmester. Materiały i spasowanie nie budzą większych zastrzeżeń, choć całość sprawia raczej wrażenie chłodnej, zdigitalizowanej przestrzeni niż przytulnej kabiny. Centralnym punktem jest oczywiście wspomniany ekran multimedialny, wkomponowany w wysoką konsolę środkową oraz cyfrowe zegary przed kierowcą. Wygląda to efektownie, ale funkcjonalnie bywa dyskusyjne zwłaszcza w połączeniu z kierownicą, którą dobrze znamy z innych Mercedesów. To rozwiązanie, które wzbudza u użytkowników mieszane uczucia: dotykowe gładziki na ramionach kierownicy są mało precyzyjne, łatwo o przypadkowe kliknięcia, a ich obsługa wymaga przyzwyczajenia. Z perspektywy ergonomii trudno uznać je za udane.
Dzięki pakietowi AMG wykończenie wnętrza mamy z włókna węglowego. Niestety, sam tunel środkowy został wykonany z piano black, co kończy się paskudnie wypalcowanym i zrysowanym materiałem. Na szczęście, można to zmienić konfigurując swój egzemplarz. Muszę też przyznać, że fantastyczną atmosferę robi oświetlenie ambiente z podświetleniem również nawiewów. Można narzekać na ten samochód, jego ergonomię czy inne drobnostki, ale wieczorna przejażdżka z odsłoniętym dachem panoramicznym, nastrojowym oświetleniem i czymś kojącym na Burmesterowych głośnikach… Taki moment pozwala zapomnieć o wszystkich wadach auta i po prostu się nim cieszyć.

W konfiguratorze duży wybór
Tutaj nie będzie tak łatwo opisać jak przy chińskich markach czy Nissanie, gdzie konfigurator to ledwie pięć kliknięć. Pozwólcie, że skrócę ten akapit do absolutnego minimum, gdyż… samych wersji silnikowych do wyboru mamy aż SIEDEMNAŚCIE. Niektóre marki nie mają tylu modeli, a Mercedes ma taki wachlarz tylko w C Klasie. Szacunek dla handlowców Merca, że to ogarniają.
Sam model startuje od 206 000 złotych, za które otrzymujemy wersję podstawową C180 z benzynową jednostką i mikro wsparciem jednostki elektrycznej. Przeskakując do testowanej przez nas wersji C300e 4Matic (jest też opcja z napędem na tył za 281 700zł) musimy wyłożyć minimum 292 700 złotych. Topowa jednostka to oczywiście ta z C63 S E Performance (ponad pół bani!), ale my nie o tym.

Pakiet AMG dorzuca nam ponad 18 000 zł do licznika, ale wizualnie naprawdę warto, nasza C Klasa zmienia oblicze. Wspomniany przeze mnie lakier Manufaktur „czerwień patagonii” to jedyne 8865 złotych. Dodając kolejne opcje zorientowałem się, jak bardzo C Klasa jest ogołocona na starcie. Koniec końców auto ze zdjęć, wyposażone między innymi w head-up, kamery 360, pamięć foteli czy przyciemnione szyby zostało wycenione na mniej więcej 380 000 złotych. A jeszcze ze 30 000 złotych można by tutaj dorzucić. Oczywiście, można powiedzieć, że przecież to Mercedes, to musi tyle kosztować. Jednak po kilku dniach spędzonych z tym autem nie czuję jego wartości, która idzie za tym pieniądzem.
Kacper Mazur
fot. Konrad Stopa
Galeria zdjęć Mercedes C300e 4Matic:






























Dane techniczne Mercedes C300e 4Matic:
Silnik: benzynowy i elektryczny
Pojemność: 1999 cm³ + 19,53kWh
Moc: 204 KM + 129 KM (systemowo 313 KM)
Maksymalny moment obrotowy: 550 Nm
Skrzynia biegów: automatyczna, 9-G Tronic
Napęd: 4Matic
0-100 km/h: 6,3 s
V-max: 240 km/h
Cena: od 206 000 złotych, testowany około 380 000 złotych








Komentarze 1