Test łosia nie dla Suzuki Jimny

Suzuki Jimny to auto widmo – wielu chce je mieć, ale na placach u dilerów pustki.  Może nie ma się co zabijać o to auto, skoro ono samo może… zabić? 

Co jest takiego w nowym Jimny? Ten, kto jeździł Samurajem, ten wie. Każdy, kto wsiadł do poprzedniego Jimny pomijając Samuraja może mieć problem z odpowiedzią.

Otóż nowe Jimny nawiązuje nie do poprzednika, ale właśnie do starego dobrego kanciaka, z którym sam muszę przyznać mam mnóstwo wspomnień – moja ex dziewczyna takiego miała. Pamiętam, że czarny Samuraj miał dziurawy dach, na jego karoserii rósł miejscami mech, ale technicznie był niesamowicie sprawny i gotowy do każdej podróży. Poza tym miał w sobie to coś, co stanowi o miłości do danego auta.

2019 suzuki jimny official image 3 1024x576 Test łosia nie dla Suzuki Jimny

Jak patrzę na nowe Jimny to również czuję, że miękną mi nogi. Te zegary przed kierowcą (jak w Samuraju), ta atrapa, ten kształt. Rewelacja! Do tego stare, dobre zawieszenie oparte na ramie. Co prawa, jak oglądałem pierwsze filmiki z inspekcji Jimnego od spodu, to widać, że – oj będzie rdzewiało – ale wystarczy po zakupie porządnie je zabezpieczyć i cieszyć się jazdą.

Tym bardziej, że ceną to auto kusi. W podstawie niecałe 68 000 zł. Napęd 4WD w standardzie. Czy można chcieć czegoś więcej?

Nie, i tu jest problem. Wszystkie egzemplarze przeznaczone na Polskę rozeszły się na pniu i obecnie dilerzy nie mają nic w zasobach.  Jak dzwoniłem do salonu Suzuki to usłyszałem – może za 6 miesięcy, może za rok uda się zrealizować zamówienie. 

Przed salonami stoją tylko egzemplarze pokazowe, które… na razie nie mogę zostać sprzedane. 

Test łosia

Może zatem nie warto zawracać sobie autem, które w teście łosia zachowuje się tak: 

Nie zniechęciłem Was? Wcale się nie dziwię. Ja również nadal go chcę! 

Adam Gieras

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM oraz pomału doprowadzane do perełki Audi A4 B5 1.9 TDI 116 KM. Chciałbym na co dzień jeździć japońską limuzyną z lat 90-tych, np. Lexusem LS400. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...