Wsadzenie hybrydowej technologii do klasycznej terenówki z USA może wydawać się dziwne, ale żeby utrzymać tę legendę w Europie trzeba było się nagimnastykować. Jeep Wrangler w wersji 4xe miał być odpowiedzią na surowe normy spalin!
A przy tym jest niesamowicie oryginalną konstrukcją, która łączy w sobie mnóstwo możliwości terenowych z próbą dbania o środowisko naturalne przez zastosowanie baterii i systemu hybrydowego typu plug-in. W teorii wszystko się zgadza – jest 4×4, reduktor, a nawet 381 koni mechanicznych pod maską. A jak jest z praktyką?
Nadwozie w stylu: Zrób to sam
Do recenzji trafiła mi się również fajna wersja Wranglera z jeszcze jednego względu. To odmiana Sahara, dzięki czemu nadwozie Jeepa było rozbieralne. Może nie jest to najlepsza opcja na polską jesień, ale gdybyśmy znaleźli się w innym klimacie to możliwość rozbiórki auta za pomocą jednego inbusa byłaby kusząca. Z resztą kiedyś i w Polsce udało mi się w taki sposób z Jeep-em pobawić – KLIK.

Wracając do sedna, dzięki takiej konstrukcji można ogołocić karoserię z drzwi, dachu, a nawet kufra. Wówczas zostaje wam nadwozie godne amerykańskiego wybrzeża, gdzie wiatr rozwiewa włosy, Słońce praży czoło, a piasek wchodzi w zęby. W zimną sobotę przyjemność z takiej przejażdżki byłaby zdecydowanie mniej przyjemna, więc tym razem składanie klocków sobie odpuściłem. A jest co, bo auto ma niemal 4,8 m długości.
W środku połączenie klasyki i nowoczesności
Wrangler nadal jest autem typowo terenowym, więc w środku znajdziemy sporo gumy, twardych plastików i wytrzymałej skóry. Wszystko po to, żeby wnętrze można było łatwo wyczyścić, nawet polewając je trochę wodą. Jako, że to amerykański wóz, to wiele rzeczy jest dużych – obszerne fotele, grube wycieraczki, spory podłokietnik czy trzymajłapki i schowki.

Do samochodu też trzeba się wspiąć, więc wsiadanie nie jest najprostsze. Sama kabina jest ciemna, a pionowe okna (również to przednie wykonane z Gorilla Glass) nie dostarczają do środka za wiele światła. Na szczęście czwórka pasażerów będzie podróżować wygodnie, bo miejsca w kabinie nie brakuje. Podobnie jest w bagażniku, który pomieści 582 litrów bagaży. Dostęp do niego jest jednak utrudniony, ponieważ klapa z kołem zapasowym otwiera się na bok, a dopiero później można podciągnąć do góry okno.
Wracając jednak do wnętrza, we Wranglerze połączono nowoczesność w formie cyfrowych zegarów i sporego ekranu infomediów z klasyką. Na desce rozdzielczej znajdziemy sporo klawiszy, które odpowiadają za automatyczną klimatyzację oraz inne funkcje auta, w tym te terenowe. Jest też klasyczny drążek automatu oraz drugi do obsługi napędu 4×4. W samochodzie znalazło się też wiele odwołań do historii Jeepa, ponieważ znaczków i emblematów nie brakuje. To w końcu cecha charakterystyczna tego producenta.
Opisywany Jeep rozpieszcza też wyposażeniem. W końcu podgrzewana kierownica, siedzenia, nawigacja, bezprzewodowa łączność z telefonem czy niezłe audio z potężnym subwooferem w bagażniku oraz wielu asystentów bezpieczeństwa potwierdzają tę hipotezę znacząco.

Dlaczego hybryda phev?
Szary Wrangler 4xe ze zdjęć posiada połączenie 2-litrowego silnika turbo z baterią oraz silnikiem elektrycznym. Całość może pochwalić się mocą 381 koni mechanicznych i maksymalnym momentem obrotowym na poziomie 637 Nm. To sprawia, że takie 2,3-tonowe auto do setki rozpędza się w 6,5 sekundy. Brzmi to wszystko niewiarygodnie, ale pytanie po co?
Wszystko ze względu na surowe normy emisji spalin. Taka odmiana pozwoliła grupie Stellantis zatrzymać Wranglera w Europie na dłużej. W końcu emisja 79 gramów na kilometr to wyniki genialne dla zwykłego samochodu osobowego, a co dopiero dla takiej terenówki. Niestety taka ekologia spowodowała wiele zmian w konstrukcji auta i znacząco podwyższyła cenę.

W teren na prądzie?
Według teorii dzięki baterii o pojemności 17 kWh możemy tą hybrydą przejechać nawet 50 kilometrów na prądzie. Po kilkudniowych testach stwierdzam, że zasięg bliższy jest 30 kilometrom, ale faktycznie wówczas możemy zapuścić się także poza asfalt i nie straszyć natury dźwiękiem silnika oraz męczyć jej spalinami.
Jeep Wrangler 4xe – plusy i minusy:
Taki Wrangler sporo potrafi
A Wrangler 4xe to nadal pełnoprawny Jeep, którego kochają maniacy offroadu. Nadal samochód posiada napęd 4×4, reduktor i blokady mechanizmu różnicowego. Odpowiednie są też kąty ważne przy jeździe w terenie (kąt natarcia 36,6 stopni, kąt rampowy 21,4 stopni, kąt zejścia 31,8 stopni), a także prześwit, który przekracza 25 centymetrów. Konstruktorzy zapewnili też autu mocną przejezdność w różnych warunkach. Hybrydowy Wrangler jest w stanie brodzić w wodzie o głębokości do 75 centymetrów. Sporo, co nie?
Uzupełnieniem tych wartości jest oczywiście elektronika – szereg czujników, kamery cofania oraz asystenci zjazdu czy tempomat terenowy. Nawet karoseria jest odpowiednia, bo wielki plastikowy zderzak z przodu jest w stanie przyjąć sporo błędów kierowcy.

Niezła zabawka
Dlatego nawet na drogowych oponach auto pozwala na wiele w terenie. Brodzenie w wodzie, koleiny czy błoto i śnieg to nie problem. W październikowe, deszczowe dni mogłem śmiało sprawdzić Wranglera na pobliskich polach i łąkach. I na szczęście, ani razu, nie musiałem dzwonić po traktor.
Co więcej, auto w podstawowej konfiguracji jest tylnonapędowe, a w pełni wyłączalne ESP oraz dłuższe nadwozie sprawiają, że można się nim poślizgać. Oczywiście tylko w bezpiecznych warunkach!

Wszystko na nic
I wszystkie te zabiegi niestety powoli okazują się niewystarczające. Mimo, że na stronie amerykańskiego producenta samochód znajduje się w konfiguratorze, to tak naprawdę jest nie do zamówienia. Nowe przepisy z 2025 roku spowodowały, że Wrangler nie jest mile widziany w UE. Oczywiście u dealerów można znaleźć jeszcze sporo nowych, nieużywanych sztuk, ale nie jest to już produkcja seryjna.
I tak za Wranglera w wersji hybrydowej przyjdzie zapłacić między 350-400 tysięcy złotych. Oczywiście wiele zależy od konkretnej wersji i wyposażenia. W końcu konfigurator Wranglera jeszcze niedawno pozwalał na naprawdę wiele wyborów – od silników po wersje nadwozia.

Jak więc traktować Wranglera 4xe? Aktualnie, można go oceniać trochę jak rodzynka i gatunek na wyginięciu. W wersji hybrydowej to nadal pełnoprawne auto terenowe, które nie straciło swojego charakteru. Niektórzy pewnie to docenią, bo podjeżdżając pod jedną z krakowskich galerii spotkałem podobny egzemplarz, a jedynie w innym kolorze. Osobiście, rozglądnąłbym się jednak za standardowym silnikiem.
Konrad Stopa
Zdjęcia Jeep Wrangler 4xe:


































Dane techniczne Jeep Wrangler 4xe:
Silnik: R4, hybryda
Pojemność: 1998 cm³
Moc: 381 KM
Maksymalny moment obrotowy: 637 Nm
Skrzynia biegów: automatyczna 8-stopniowa
0-100 km/h: 6,5 s
V-max: 175 km/h
Cena: ok. 400 tysięcy złotych
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







