Tak naprawdę nie wiadomo, ile ma mocy ani jak dokładnie działa w nim napęd. Ważne, że wedle deklaracji producenta łączny zasięg wynosi tu 1200 kilometrów. Cytując klasyka – sprawdźmy to!
Jaecoo coraz śmielej radzi sobie na naszym rynku. Nie tak dawno temu świętowano pierwszy rok działalności w Polsce. Na ulicach widać coraz więcej chińskich wyrobów i nie ma się co temu dziwić. Coraz częściej kupujemy portfelem, a nie przyzwyczajeniami.
Napęd prosty, ale działa w skomplikowany sposób
Pod maską Jaecoo 7 pracuje hybryda typu plug-In. Motor benzynowy to jednostka 1.5 TGDI o mocy 143 KM i momencie obrotowym na poziomie 215 Nm przygotowana specjalnie pod odmianę Super Hybrid. Do tego mamy jeszcze dwa silniki elektryczne – ten główny, trakcyjny, ma 204 KM i 310 Nm, a drugi dodatkowy odpowiedzialny za ładowanie baterii i odzysk energii ma 136 KM i 120 Nm. Ile jest łącznie? W zasadzie to nie wiadomo. Na początku importer podawał wartość 347 KM, co robiło ogromne wrażenie, ale nieco gryzło się z deklarowanym czasem przyspieszenia do pierwszej setki. Dlatego też przestano w ogóle podawać łączną moc układu, a nieoficjalnie mówi się o poziomie 280 KM.

Jak to wszystko działa w praktyce? To zależy. Poziom naładowania akumulatora nie jest tu głównym czynnikiem. Cała moc przenoszona jest na przednią oś za pomocą jednobiegowej skrzyni 1DHT. Jeśli macie wystarczająco dużo prądu to możecie korzystać z niego w pełnym zakresie prędkości w trybie całkowicie elektrycznym. System dba o to, by energia zgromadzona w akumulatorze trakcyjnym o pojemności 18,3 kWh utrzymywała się na poziomie 25% na wypadek, gdyby była potrzebna do przyspieszenia. Minimalnie udało się rozładować go do 10%.
Jeśli korzystacie z trybu hybrydowego to napęd potrafi zachowywać się bardzo różnie. Czasami od razu zareaguje na mocniejsze wciśnięcie gazu, innym razem będzie się ociągał. Kilkukrotnie zdarzyła mi się sytuacja, że podczas wyprzedzania czy przyspieszania samochód po osiągnięciu 120 km/h przestawał nabierać prędkości i zwalniał. Nie pomagało „klepanie” gazu czy wciskanie go do samego spodu. Po prostu osiągałem jakiś limit, który w danym momencie był nałożony przez sternik i nie dało się go ominąć. W każdym razie najlepszym rozwiązaniem w Jaecoo jest nie myśleć za bardzo jak to działa. Po prostu jechać i korzystać.

Zużycie paliwa też najlepiej wyliczyć sobie samemu
Komputer pokładowy w Jaecoo 7 Super Hybrid jest rzeczą skomplikowaną do granic absurdu. Po co? W sumie nie wiadomo. Przyznam szczerze, że jest to chyba pierwsze auto testowe, przy którym pobrałem instrukcję obsługi, by sprawdzić co oznaczają poszczególne wskazania. Nawet tam nie znalazłem odpowiedzi. Przede wszystkim pokazuje on zużycie z ostatnich 50 kilometrów, dlatego też w trasie raz pokazuje 12 litrów, a raz 5 i to bez zmiany prędkości przelotowej. Oczywiście nie da się go ręcznie zresetować, bo po co. Importer chwali się, że łączny zasięg wynosi tu 1200 kilometrów. Cóż, przejechałem tym samochodem niemal 2000 kilometrów w trasie z prędkością na poziomie 120 km/h i maksymalnie udało mi się przejechać na całym baku i pełnej baterii 792 kilometry, co przy 60–litrowym zbiorniku paliwa daje nam zużycie paliwa na poziomie 7,6 litra. Mimo iż do deklaracji producenta jest bardzo daleko to i tak uważam to za dobry wynik.
Jeśli zaś chodzi o jazdę na samym prądzie, to udało mi się przejechać na nim 83 kilometry, czyli średnio wychodzi 17 kWh zakładając 25% zapas akumulatorów. Jeżdżąc po mieście w trybie hybrydowym zużycie paliwa oscyluje w okolicach 5 litrów. Czuć, że napęd w takich warunkach mocno faworyzuje silnik elektryczny, by jak najmocniej oszczędzać paliwo.

Jako że mamy tu do czynienia z hybrydą plug-in to warto napisać parę słów o możliwościach jej ładowania. Jaecoo jest w stanie ładować się z mocą 40 kW podczas korzystania z ładowarek DC. Jeśli chodzi o ładowanie prądem zmiennym to wbudowana ładowarka ma moc 6.6 kW przez co ładowanie trwa około 200 minut. Jest też opcja oddawania prądu z baterii trakcyjnej do urządzeń zewnętrznych (V2L) z mocą 3.3 kW.
Zwarta konstrukcja, choć skierowana do ludzi ceniących sobie komfort i spokojną jazdę
Temat właściwości jezdnych Jaecoo 7 Super Hybrid jest kolejnym niezwykle skomplikowanym elementem tego samochodu. W trasie, utrzymując stałą prędkość na poziomie 120 km/h ciężko jest mu cokolwiek zarzucić. Zachowuje się on stabilnie i pewnie nawet pomimo martwego układu kierowniczego w środkowym położeniu. Zawieszenie miewa tylko problemy na krótkich poprzecznych nierównościach, bo mocno hałasuje przy przejeżdżaniu chociażby dylatacji. Mimo to wybiera je przyjemnie i nie przenosi do wnętrza niepotrzebnych wibracji. Wyciszenie wnętrza do 120 km/h jest poprawne, a powyżej tej prędkości jest już niestety dosyć kiepsko.

Problemy niestety zaczynają się, gdy droga staje się mokra lub bardzo nierówna. W deszczowych warunkach napęd kompletnie nie radzi sobie z przeniesieniem mocy na asfalt. Elektronika panikuje i w efekcie odcina całkowicie całą moc. Tak do kompletnego zera. Tracimy nie tylko komfort jazdy i płynność, ale też bezpieczeństwo. Zdarzyło mi się, że po próbie szybkiego ruszenia i przejechania przed innym autem zostałem na samym środku skrzyżowania kompletnie bez mocy.
Na bardzo dziurawych drogach zawieszenie zaczyna się mocno gubić. Sprawia ono trochę wrażenie zawieszenia pneumatycznego przymocowanego do starej terenówki na ramie. Dziury owszem są miękko wybierane, ale cała karoseria wpada w nieprzyjemne drgania. O szybkiej jeździe też możecie zapomnieć. Podsterowność pojawia się w zasadzie momentalnie, do tego Jaecoo nie lubi szybkiego kręcenia kierownicą. Mamy wtedy wrażenie jakby tył nie był na sztywno połączony z przodem i żył własnym życiem. Coś jak przegubowy autobus z harmonią. Być może wszystkie te odczucia to kwestia kiepskich opon zimowych zamontowanych w testowanym egzemplarzu, jednak najprzyjemniej używało mi się Jaecoo w trasie.

Wersja Super Hybrid przynosi drobne zmiany wewnątrz
Wprowadzając na rynek hybrydę plug-in producent zdecydował się lekko zmienić wnętrze. Mamy tu nowe boczki drzwi z kretyńskimi przyciskami do otwierania szyb, które działają w przeciwnym kierunku niż logika nakazuje. Do tego, jeśli chcecie otworzyć okno tylko trochę to musicie klikać w nie kilka razy, bo jedno ich naciśnięcie skutkuje całkowitym otwarciem szyb. Wybierak kierunku jazdy powędrował za kierownicę, dzięki czemu tunel środkowy zyskał porządne uchwyty na napoje oraz kilka fizycznych przycisków w tym jeden z napisem Auto, który służy do włączenia automatycznego trybu pracy klimatyzacji. Świetny przykład na to jak zmarnować miejsce na kompletnie bezużyteczną funkcję. W jego miejsce można by było dać chociażby przycisk od hamulca ręcznego, a tak trzeba szukać tej funkcji gdzieś na ekranie dotykowym. Jest to o tyle irytujące, że hamulec ręczny pozostaje zaciągnięty do czasu aż kierowca nie zapnie pasów, więc przestawiając auto na parkingu trzeba za każdym razem zapiąć pas albo klikać nie wiadomo, gdzie.
Irytująca jest także obsługa lusterek. Jeśli chcecie zmienić ich położenie to musicie znaleźć odpowiednią opcję na ekranie i za pomocą przycisków na kierownicy je ustawić. Co jednak zabawne – jeśli je przestawicie podczas jazdy to nie zapiszecie ich pozycji. Można to zrobić tylko na postoju. Względy bezpieczeństwa, wiadomo, ważna rzecz. Korzystając z Apple Car Play czy Android Auto trzeba się trochę nagimnastykować, jeśli chcemy wywołać panel od klimatyzacji, Teoretycznie można go wywołać przesuwając palcem od dołu ekranu, jednak w moim przypadku ten gest niekoniecznie zawsze działał. Jest to o tyle irytujące, że ogrzewanie fotela wyłącza się po około 20 minutach lub przechodzi w najsłabszy tryb, a sterowanie grzaniem jest oczywiście ukryte w podmenu na ekranie. Jestem w stanie wybaczyć nierówne tłumaczenie samego systemu lub jego braki, oraz to, że animacja drogi i pasów na ekranie kierowcy jest strasznie rozpraszająca i niechlujna. Wybaczyć natomiast nie da się lusterka wstecznego, które jest panoramiczne. Fajnie, że widać całą kanapę, szkoda, że nie da się precyzyjnie określić odległości od samochodów jadących za nami.

Pochwalić natomiast muszę Jaecoo 7 za wygodne fotele z wentylacją i ogrzewaniem oraz bardzo dobre audio. Warto też docenić przestrzeń jaką dostajemy w kabinie – zarówno z przodu, jak i z tyłu jest jej naprawdę bardzo dużo. Sporo jest także schowków, a materiały są ponadprzeciętne – konkurencja pod tym względem mogłaby się sporo nauczyć od Chińczyków. Zastrzeżeń nie mam również do jakości montażu. Bagażnik ma teoretycznie 500 litrów pojemności, jednak patrząc na niego „na żywo” wydaje się być on mniejszy o jakieś 100 litrów.
Cena czyni cuda
Patrząc na cennik nie ma co ukrywać, że Jaecoo pod tym względem zostawia konkurencję daleko w tyle. Podstawowa wersja Select w przypadku odmiany Super Hybrid oznacza konieczność wydania 159 900 zł. Droższa odmiana Exclusive jest droższa o 10 000 zł. Wyposażenie jest w niej w zasadzie kompletne, lista opcji jest pusta, bo tak jest po prostu taniej. Lakiery też są darmowe – jest ich 5 z czego 3 z nich mogą być połączone z czarnym dachem.

Klasowi rywale z hybrydami typu plug-in i z podobnym wyposażeniem będą o około 40 000 zł drożsi. Pomimo bardzo atrakcyjnej ceny uważam, że kilka wpadek w Jaecoo jest do poprawy. Jeśli jesteście spokojnymi kierowcami i nie zagłębiacie się w szczegóły działania napędu oraz nie szukacie w nim logiki to Jaecoo 7 Super Hybrid może okazać się strzałem w dziesiątkę. W trasie to komfortowy wóz, w mieście zaskakująco ekonomiczny o ile będziecie pamiętać o ładowaniu akumulatora
Jakub Głąb
Zdjęcia Jaecoo 7 Super Hybrid:

















Dane techniczne Jaecoo 7 Super Hybrid:
Silnik: R4, benzynowy, turbodoładowany
Skrzynia biegów: automatyczna, jednobiegowa 1DHT
Pojemność: 1499 cmł3
Moc: 143 KM
Moment obrotowy: 215 Nm
0 – 100 km/h: 8,5 s
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Cena: 159 900 zł (podstawa), 169 900 zł (testowana)








Komentarze 1