Jeden z najchętniej wybieranych modeli w swoim segmencie. Samochód o nietypowym, wyrazistym wyglądzie z mocnym silnikiem pod maską. To definicja Hyundai Tucson.
Nigdy nie byłem fanem Kia Sportage czy też bliźniaczego modelu – Hyundai Tucson. Nie potrafiłem wyjaśnić mojego uprzedzenia względem tych aut. Test po liftingowej wersji Hyundai’a miał pomóc mi zrozumieć, dlaczego klienci tak chętnie kupują ten model. Niestety, pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi.
Napęd zawodzi
Szukając samochodu oczekujemy konkretnych cech. Jedną z najbardziej pożądanych są koszty eksploatacji, a właściwie wynik średniego spalania. Samochód na trasy ma być ekonomiczny. Do tej pory wybór najczęściej padał na modele z silnikiem diesla. Niestety rygorystyczne normy emisji spalin i coraz większe rozbudowanie konstrukcji sprawiło, że silnik wysokoprężny stracił w oczach użytkowników. Nowoczesne silniki benzynowe są prostsze w budowie, a jednocześnie na tyle oszczędne, że z powodzeniem zaczęły zajmować rynek. Do tego na masową skalę wskoczyły hybrydy różnego typu. Ta w Hyundai to jednostka hybrydowa typu plug-in. W założeniu by mieć pełną moc lub zasięg musimy doładowywać jednostkę na stacji ładowania lub z domowego gniazdka. Oczywiście w pewnym stopniu możemy liczyć też na sprawność systemu rekuperacji. Jak to się wszystko się sprawdza w Tucsonie?

Niestety jest daleko od ideału i bardzo daleko od wyników osiąganych przez silniki zasilane olejem napędowym. Testowana przeze mnie odmiana 1.6 l T-GDI PHEV dysponowała mocą systemową 288 KM, które kierowane były na wszystkie koła za pośrednictwem 6-biegowej przekładni automatycznej. Bateria o pojemności 13,8 kWh pozwala przejechać do 60 km na prądzie. To niestety tylko i wyłącznie dane z katalogu. Realnie możliwe jest przejechanie około 40-50 km, po których samochód przełączą się w tryb hybrydowy. System jednocześnie nie pozwala na całkowite rozładowanie baterii, co jest jego niewątpliwym plusem. Jest też całkiem żwawy i pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 8,1 sekundy. Silnik pracuje kulturalnie, a skrzynia biegów płynnie.
Na tym jednak koniec plusów. Spalanie bardzo znacznie odbiega od oczekiwań względem hybrydy. Nawet przy całkowicie naładowanej baterii, włączonym systemie rekuperacji i trybie Eco – czyli jeździe niczym przysłowiowy „leśny dziadek” spalanie nie spadło poniżej wartości 6,3 litra na 100 kilometrów. Jazda w trasie z większą dynamiką od razu podnosi spalanie do poziomu około 7-7,5 litra na 100 kilometrów. Przejazd autostradą jest o wiele bardziej kosztowny. Wynik typu 8-9 litrów na 100 kilometrów nie powinien być zaskoczeniem. Zaskoczeniem jest natomiast zasięg. Zaczynając test z pełną baterią i przy rozsądnym korzystaniu z pedału gazu dało wynik co najmniej średni. 640 kilometrów na jednym zbiorniku jest powodem do wstydu w oszczędnym aucie rodzinnym.

Bez wątpienia jest autem dla rodziny
Hyundai Tucson jest wygodny, przestronny i ma spory bagażnik (od 577 litrów w standardowym ułożeniu oparć kanapy po 1737 litrów po ich złożeniu). Tuscon stawia na wygodę z przodu i z tyłu. Z przodu kierowcę i pasażera otulają dobrze wyprofilowane, wygodne fotele, z tyłu zaś mamy sporą kanapę z wysuwanym podłokietnikiem. Ma punkty mocowania Isofix na skrajnych siedzeniach, a w dodatku dysponuje odchylonymi oparciami i jest też regulowana, co pozwala lepiej zaaranżować miejsce na aktualne potrzeby. Cała przestrzeń wewnątrz jest dobrze zagospodarowana. Nikomu nie zabraknie miejsca (zarówno na nogi, jak i nad głowami), a o porządek wewnątrz zadba spora ilość schowków. Trzeba przyznać, że te w drzwiach są naprawę praktyczne. Jako kierowca szczególnie doceniłem „tackę”, która jest przedłużeniem podłokietnika. Znalazło się w niej miejsce na dwa spore cupholdery oraz półeczkę na telefon z funkcją ładowarki indukcyjnej. Na samym jej końcu (lub jak kto woli – na początku) znajdziemy kilka przycisków – skrótów przydatnych do obsługi samochodu.

Testowana wersja wyposażona była w trzystrefową klimatyzację automatyczną oraz podgrzewane fotele przednie. Mamy także liczne gniazda do ładowania podręcznej elektroniki. Gniazdo znajdziemy również w bagażniku. Dostęp do niego jest możliwy przez elektrycznie otwieraną klapę. Cieszy niski próg załadunku i idealnie płaska podłoga, która ułatwia załadunek. Nieco wystające nadkola nie są wielkim utrudnieniem.
SUV typowy czy nadzwyczajny?
Tucson przez lata na rynku pomału się starzeje. Jego stylistyka już nie szokuje, już nie ma efektu „wow” a ludzie nie odwracają głowy. Duże zainteresowanie modelem sprawiło, że Hyundai spowszedniał. Testowana wersja to model po liftingu. Na pierwszy rzut oka trudno dostrzec większe różnice – grill, reflektory czy linia dachu wyglądają znajomo. Dla fanów charakterystycznej stylistyki modelu to dobra wiadomość. Przeprojektowano jedynie zderzaki z przodu i z tyłu, które optycznie poszerzają auto oraz zmieniono grill na taki bardziej kanciasty.

Więcej zmian zaszło we wnętrzu. Deska rozdzielcza została całkowicie przeprojektowana, nawiązując stylistycznie do wnętrza Hyundai Santa Fe. Pojawił się nowy zestaw wskaźników cyfrowych oraz ekran dotykowy zamknięty we wspólnej, zakrzywionej ramie obejmującej połowę kokpitu. Co najbardziej istotne – pozostawiono fizyczne guziki obsługi klimatyzacji. Jakość plastików nie zachwyca, ale też nie daje powodów do narzekań. Spasowanie stoi na dobrym poziomie, a całość deski rozdzielczej wygląda estetycznie. Kwestią gustu pozostaje długi płat będący połączeniem zestawu wskaźników i ekranu multimediów. Cyfrowy zestaw wskaźników ma wymiar 10,25 cala czyli dokładnie tyle samo co ekran multimediów. Ekran dotykowy podczas testów działał różnie. Raz było to bez zarzutów, raz wymagał nieco cierpliwości. Zestaw wskaźników jest prosty i czytelny. Z kolei obsługa samochodu (rozbudowane menu) wymaga trochę nauki. Na początku trudno jest znaleźć pożądane funkcje przez co całość wymaga solidnego przeklikania. To, co sprawia, że Tuscon jest nadzwyczajny (również inne modele Hyundai) to obraz z kamer wstecznych pokazują się na tablicy wskaźników po włączeniu kierunkowskazu. W przeciwieństwie do lusterek wstecznych eliminuje on efekt martwego pola do zera. Z kolei jakość obrazu z zestawu kamer testowanego modelu uznaje tylko za przeciętną.
Jeździ jak SUV
Sporo była mowa już o spalaniu i o mocnych stronach samochodu, które szczególnie docenią rodziny, to warto napisać też o prowadzeniu. Być może będę trochę niesprawiedliwy i być może użytkownicy modelu nie zgodzą się z moją opinią, ale…. Tucson jest po prostu zwyczajny. Bardzo duże spalanie skutecznie zniechęcało mnie do zabawy modelem. Nie czułem przyjemności z prowadzenia tego SUV-a mając gdzie w podświadomości, że każda próba bardziej „sportowego” przejazdu od razu obije mi się czkawką podczas wizyty na stacji benzynowej. Sam układ kierowniczy jest mocno wspomagany aczkolwiek jest też przy tym precyzyjny. Nie daje on zbyt wiele sygnałów co się dzieje z autem. To kolejny powód dla którego niechętnie sprawdzałem możliwości testowanego modelu. Samochód należy to aut komfortowych. Dobrze tłumi nierówności, zapewnia stabilne prowadzenie i jest dobrze wyciszony. Pod tym względem sprawdzi się w każdych warunkach – na trasie, w mieście i na autostradzie. Dopiero górne granice dopuszczalnych prędkości odsłania pewne wady zawieszenia Tucsona. zawieszenie może wydawać się trochę „pływające”, co wymaga częstszych korekt toru jazdy, co na długich trasach potrafi być denerwujące.

Podsumowanie
Chociaż przeprowadzony test pokazuje sporo wad i zalet, to czas na pokazanie największej wady modelu. Jest nią cena. Za najtańszą wersje hybrydy plug-in z cennika przyjdzie nam zapłacić 192 700 złotych (przed promocją 205 700 złotych). Środkowa wersja wyposażenia (Executive) to kwota rzędu 223 700 złotych i jest to już opcja po obniżce. Gdy dodamy do tego kilka elementów z listy wyposażenia dodatkowego, większe felgi i płatny lakier, to bez trudu przekroczymy barierę 250 000 złotych. To dużo, a nawet zdecydowanie za dużo.
Owszem, Tucson to przemyślany i przestronny samochód rodzinny z dobrym wyposażeniem. Owszem nadal może się podobać. Jednak w moich oczach dyskwalifikuje go jednostka napędowa, która nie dorasta do topowych hybryd. Ma słaby zasięg (również na samym prądzie) i duże spalanie. Jeżeli kwestia wizualna nie jest dla was priorytetem, to w podobnej cenie można znaleźć bardziej oszczędne auto rodzinne.
Hyundai w dalszym ciągu jest dobrym samochodem, ale nie do końca w wersji hybrydy phev.
Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek
Galeria zdjęć Hyundai Tucson 1.6 l T-GDi Plug-in Hybrid:

























Dane techniczne Hyundai Tucson 1.6 l T-GDi Plug-in Hybrid:
Silnik: hybrydowy typu plug-in
Moc: 288 KM
Maksymalny moment obrotowy: 304 Nm
Przekładnia: automatyczna (6-biegowa)
0–100 km/h: 8,1 s
V-max: 190 km/h
Cena: 192 700 złotych







