Wakacje to najlepszy i czasami jedyny moment na rodzinny wyjazd. Warto mieć do tego zadaania odpowiedniego kompana. Dlatego my postanowiliśmy sprawdzić jak najnowszy Hyundai Santa Fe sprawdzi się w roli urlopowego wsparcia.
Design, który przyciąga uwagę
Koreańska marka nie przestaje nas zaskakiwać. Hyundai nie zwalnia tempa i prezentuje nam coraz śmielsze i odważniejsze modele. Santa Fe całkowicie wymyka się z ram dotychczasowych projektów prezentując swój bardzo indywidualny styl i charakter.
Pudełkowate nadwozie być może na pierwszy rzut oka przypomina swoją linią Defendera, ale czy to wada? Widać, że celem było tu uzyskanie jak największej ilości miejsca wewnątrz, jednak Hyundai sprytnie wykorzystał dostępną przestrzeń i możliwości płynące z kubatury nadwozia. Masywny przód skrywa w sobie ciekawie zaprojektowane reflektory, w których światła do jazdy dziennej układają się w motyw litery H. Podobny zabieg przeniesiono do tylnych reflektorów. Prześwit wynosi tu 17,7 cm, choć optycznie wydaje się być on nieco większy.

Fantastyczna jakość i praktyczność
Wnętrze Santa Fe już tak bardzo nie zaskakuje swym wyglądem jak jego karoseria. Dominują tu dwa ekrany o przekątnej 12,3 cala. Multimedia to znane i sprawdzone rozwiązanie oferowane przez Hyundai-a więc ciężko się nad nimi jakoś bardziej rozwodzić. Działają płynnie, nie mają problemu z bezprzewodową obsługą Apple CarPlay czy Android Auto. Na konsoli centralnej znalazło się miejsce dla jeszcze jednego ekranu, który jest odpowiedzialny za sterowanie klimatyzacją. Temperaturę ustawimy za pomocą fizycznych pokręteł, jednak całą resztę funkcji obsługujemy już dotykiem. Poniżej mamy jeszcze kilka guzików, którymi sterujemy trybami jazdy i napędu oraz za przełączamy się między trybem elektrycznym, a hybrydowym.
Kabina Hyundai-a rozpieszcza swoich pasażerów praktycznością. Schowków jest tu cała masa. Do tego znajdziemy dwa pola do ładowania indukcyjnego z wyraźnymi ikonami pokazującymi status ładowania urządzeń. Przed pasażerem znalazły się dwa zamykane schowki z czego tej mniejszy w najwyższej wersji wyposażenia posiada funkcję dezynfekcji za pomocą promieni UV. Podłokietnik znajdujący się między fotelami jest ogromny. Do tego może być otwierany zarówno do przodu, jak i do tyłu tak by pasażerowie siedzący w drugim rzędzie mogli z niego skorzystać. Pod półką w tymże schowku jest jeszcze dostęp do szuflady, która wysuwa się do tyłu. Narzekać nie można także na jakość wykonania. Materiały są bardzo dobrej jakości. Większość plastików jest miękka i posiada przyjemne faktury. Skórzana tapicerka sprawia solidne wrażenie podobnie, jak i drewniane dekory. Jeśli wybierzecie brązową skórę (bez dopłaty) to wraz z nią otrzymacie zamszową podsufitkę, która jest po prostu świetna. Podoba mi się także kontynuowanie motywu litery H na niektórych detalach wewnątrz. Da się go znaleźć na tapicerce czy też na plastikowych obiciach foteli.

Przestronność to jego drugie imię
Powiedzieć, że Santa Fe rozpieszcza ilością miejsca wewnątrz, to tak jakby nie powiedzieć nic. Przednie fotele są przepastne, wygodne i posiadają opcje wentylacji oraz podgrzewania. W dłuższych trasach są one nieocenione. Hyundai na naszym rynku występuje w kilku konfiguracjach foteli – możemy mieć 5, 6 lub 7 miejsc. My do testu wybraliśmy wersję 7–osobową, dlatego też w drugim rzędzie dostaniemy kanapę dzieloną w proporcjach 60-40 z możliwością przesuwania oraz regulowania kąta pochylenia oparć. Miejsca w drugim rzędzie nie zbraknie nawet rosłym pasażerom. Na nogi jest go cała masa.
Dostęp do trzeciego rzędu siedzeń jest zaskakująco wygodny. Siadając w bagażniku otrzymamy dwa całkiem niezłe miejsca, które mają regulowany kąt oparcia. Do tego jest tu osobna strefa klimatyzacji oraz nawiewy i jakieś uchwyty na kubki. Jeśli chodzi o ilość miejsca to nie powinno być z nim problemu o ile drugi rząd siedzeń zostanie przesunięty lekko do przodu. Same fotele są nawet wygodne, choć ze względu na wysoko poprowadzoną podłogę kolana trzymamy gdzieś w okolicach głowy. W mieście super, na długą trasę nie polecam.

Przy komplecie pasażerów bagażnik Santa Fe mieści w sobie około 200 litrów. Jeżeli zbierzemy ze sobą tylko 5 osób to pojemność bagażnika rośnie nam do 628 litrów. Klapa bagażnika jest ogromna, dzięki samu sam otwór załadunkowy jest szeroki i wysoki. Oparcia w drugim rzędzie można złożyć za pomocą wygodnych przycisków. Jest tu też gniazdo 230-woltowe. Szkoda, że nie pomyślano co zrobić z roletą, gdy wozimy ze sobą 7 osób. Nie ma na nią dedykowanego miejsca.
Hybryda typu plug-in jest niezła, ale przydałby się tu mocny diesel
Na naszym rynku Santa Fe występuje wyłącznie z napędami hybrydowymi i hybrydowymi typu plug-in. Miałem okazje sprawdzić odmianę z wtyczką, która bazuje na turbodoładowanym silniku 1.6 T-GDI rozwijającym 160 KM i 265 Nm momentu obrotowego. Łączna moc całego układu hybrydowego to 265 KM i 367 Nm. Bateria ma tutaj pojemność 13,8 kWh netto i może być ładowana z gniazda za pośrednictwem złącza Type 2. Ładowarka pokładowa ma moc 3,6 kW, dlatego też ładowanie trwa około 4 godzin. Wersja phev łączona jest oczywiście z 6-biegowym automatem, a moc przekazywana jest na obie osie.

W takiej konfiguracji Hyundai waży niecałe 2100 kilogramów. Jak zatem ten napęd sprawdza się w praktyce? Otóż idzie mu zaskakująco dobrze. Dynamika do około 120 km/h jest naprawdę niezła. Czuć, że silnik elektryczny chętnie wspomaga jednostkę spalinową. Powyżej tej prędkości i z większym obciążeniem zdecydowanie brakuje tu pojemności. Turbodoładowana jednostka robi co może by zamaskować pewnie niedobory, jednak do naszych uszu docierają dźwięki jednoznacznie świadczące o tym, że po prostu się męczy. W mieście jest znacznie ciszej, płynniej i przyjemniej. Nie ma jednak co ukrywać, mocny, 3-litrowy diesel pod maską Santa Fe sprawdziłby się znakomicie i trochę szkoda, że nie dano klientom opcji wyboru.
Deklarowany przez producenta zasięg na prądzie to 54 kilometry i w słoneczne dni jest to jak najbardziej do zrobienia. W momencie rozładowania akumulatora napęd działa jak klasyczna hybryda. To moim zdaniem plus, bo silnik spalinowy nie stara się na siłę ładować akumulatora i sztucznie podbijać zużycie paliwa. To jest oczywiście zależne od tego, ile prądu mamy w baterii. Ja nie ładowałem Hyundai-a z gniazda ani razu po to, by sprawdzić, czy ma to w ogóle jakikolwiek sens. W mieście Santa Fe zużywało mi około 6 litrów na 100 kilometrów. W trasie przy prędkości 120 km/h osiągałem wyniki na poziomie 8,5 litra, a przy 140 km/h niecałe 10 litrów. Wyniki moim zdaniem są dobre. Wadą jest mały zbiornik paliwa, który ma zaledwie 47 litrów.

Santa Fe to świetny kompan na długi trasy
Nie powinno to nikogo dziwić, że Hyundai doskonale spisuje się w dalekich podróżach. Dobre wyciszenie kabiny, komfortowe zawieszenie i przyjemne właściwości jezdne. Te cechy składają się na ogólne odczucia i wrażenia z jazdy. Układ kierowniczy nie należy do tych mega precyzyjnych, jednak nie jest on totalnie martwy i sztuczny. W mieście manewrowanie tym klocem jest nadzwyczaj przyjemne, a sam samochód wydaje się być mniejszy i bardzo zwrotny. Zawieszenie świetnie tłumi nierówności. Dodatkowo z tyłu jest ono samopoziomujące się, więc obładowanie Santa Fe dodatkowymi kilogramami nie wpływa na pracę zawieszenia i komfort. Skrzynia jest zaskakująco szybka jak na tego typu samochód. Redukcje są niemal natychmiastowe, a przy spokojnej jeździe poszczególne przełożenia wbijane są płynnie i bez zawahań. Wyższe prędkości czy boczny wiatr nie stanowią dla Hyundai-a większych problemów. Cały czas pozostaje on stabilny i pewny w prowadzeniu.
Irytujące są nieco systemy bezpieczeństwa, a zwłaszcza ten badający nasze skupienie na drodze. Wystarczy chwilę popatrzeć na ekran czy lusterko, by zaczął on piszczeć i zwracać nam uwagę.

Santa Fe jest niestety drogie
Najtańszego, hybrydowego Hyundaia Santa Fe możecie dostać za 209 900 zł. Odmiana plug-in otwiera kwota 237 900 zł. Testowana przez nas odmiana to środkowa wersja Platinum, która w wariancie 7-osobowym kosztuje bazowo 287 900 zł. Dorzucając kilka opcji końcowa cena testowanego egzemplarza to 292 900, a i tak nie jest to szczyt możliwości jakie oferuje Santa Fe. Powyżej jest jeszcze wersja Calligraphy, która startuje od 299 900 zł.
Konkurencja w tej klasie jest naprawdę spora. Mamy tu przecież Skodę Kodiaq PHEV, jest siostrzana Kia Sorento czy Volkswagen Tayron. Koreańczycy jednak bronią się solidnym produktem. Santa Fe bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i doskonale sprawdziło się podczas wakacyjnego wyjazdu. To nie tylko przestronne i świetnie wykonane auto. To przede wszystkim odprężający towarzysz podroży, który chętnie przejedzie z Wami pół świata.
Jakub Głąb
Zdjęcia Hyundai Santa Fe 1.6 T-GDI PHEV:

























Dane techniczne Hyundai Santa Fe 1.6 T-GDI PHEV:
Silnik: R4, benzynowy, turbodoładowany
Skrzynia biegów: automatyczna, 6-biegowa
Pojemność: 1598 cm3
Moc: 160 KM
Moment obrotowy: 265 Nm
Łączna moc układu hybrydowego: 253 KM
0 – 100 km/h: 9.3 s
Prędkość maksymalna: 180 km/h
Cena: 237 900 zł (podstawa), 292 900 zł (testowana)







