Hyundai Inster, to miejski crossover segmentu A. Samochód, który za sprawą niewielkich wymiarów i lekko zwiększonemu prześwitowi, bez problemu poradzi sobie z przeszkodami miejskiej dżungli. Czy to oznacza, że wersja Cross, może stać się prawdziwym postrachem peryferiów?
Aluminiowy bagażnik dachowy, to moim zdaniem jeden z tych atrybutów samochodu, który dodaje rasowego sznytu. Takie plus 20, może 30 do umiejętności terenowych auta i to bez znaczenia, czy mówimy o Land Roverze Discovery, czy Hyundai‘u Bayonie. Oba samochody, jeśli pomalować na żółto, mogłyby startować w legendarnym rajdzie Camel Trophy. Dla niewtajemniczonych, była to coroczna impreza terenowa (organizowana w latach 1980-2000), odbywająca się w najbardziej niedostępnych regionach świata. Rajd odwiedzał takie miejsca, jak np. Amazonię, Australię, Borneo, Madagaskar, Argentynę, Syberię czy Mongolię.
Oczywiście, samochody musiały przejść szereg modyfikacji, a wspomniany kosz, to tylko dodatek. Wyprawowe Land Rovery, otrzymały wzmocnione podwozie oraz zawieszenie, większe opony, dodatkowe osłony podwozia, zbiorniki paliwa, a także zmodyfikowany układ elektryczny oraz dolotowy. Dodatkowo, niezbędnym elementem „przeprawówek”, są porządne wyciągarki, często klatki bezpieczeństwa i dodatkowe oświetlenie. Swoją drogą, w tym roku, wystartuje Defender Trophy, czyli impreza nawiązująca do legendarnego rajdu. Jak się domyślacie, nie będzie to 1:1, co kiedyś, bo i samochody już nie te.

Sojowe latte z dodatkiem błota
No dobrze, ale co z tym wszystkim ma wspólnego Hyundai Inster Cross? Testowy egzemplarz, wyposażony w opcjonalny bagażnik dachowy, prezentuje się dokładnie tak, jakby za chwilę miał ruszyć z Yanbu. Przesadzam? Daję słowo. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, kiedy zobaczyłem testowego Inster‘a, to offroadowa sesja zdjęciowa. Jakiś las, dużo błota i pióropusze wody. Problem w tym, że „terenowy” maluch od Hyundai‘a, nie ma krzty terenowego charakteru. Cross, ma dokładnie taki sam prześwit, jak jego typowo miejskie odmiany (czyli 14,4 cm). Próżno też szukać napędu na obie osie.
Auto ma za to 49 kWh baterię, jakieś 1400 kg masy własnej i produkuje moment obrotowy rzędu 147 Nm. Z takim zestawem, nie zanosi się, by Inster Cross chciał aspirować do bycia terenówką nawet na wpół gwizdka. Kosz dachowy nie tylko sprawia, że samochód wygląda na wyższy, niż szerszy (i bez niego, Inster jest tak samo szeroki, co wysoki), ale też wyraźnie pogarsza osiągi oraz zwiększa zużycie prądu. Nie mówiąc już o dość sporym hałasie. Złośliwie można jeszcze dodać, że kosz dachowy, to doskonałe miejsce na agregat i niewielki kanister z paliwem.

Najlepiej, jakby dżungla nie była zbyt daleko od cywilizacji
I nie jest to zbyt przesadny żart, bo podczas mojego testu pomiarowego, zasięg samochodu wyniósł zaledwie 164 km. Inster może bronić się jedynie tym, że zdecydowana większość owej trasy, to przejazd z szybkością 120-150 km/h, więc w całkiem szybkim tempie. Nie trudno się domyślić, że dodatkowa powierzchnia czołowa, to naturalnie, zwiększone zużycie prądu. Podczas pomiaru, Cross wyposażony w kosz dachowy, pochłaniał od 14 do niemal 32 kWh energii, na każde 100 km. Średni wynik dla całej trasy (czyli jakichś 285 km), to według komputera pokładowego, 28,8 kWh/100 km. Nie jest to mało. Podobne wartości, uzyskałem za kierownicą kompaktowego i znacznie mocniejszego Volkswagena ID.3, czy Renault Megane E-Tech.
Wracając do osiągów. Producent nie podaje informacji dla wersji z bagażnikiem dachowym, dlatego oficjalną deklaracją jest sprint do 100 km/h w 10.6 sekundy. Szybkość maksymalna, została ograniczona do 150 km/h. Jak to wygląda w rzeczywistości? Zbliżenie się do „setkowego” wyniku, jest praktycznie niemożliwe, a możliwości Crossa, kończą się na 11.4 s. Szybkość maksymalna — już wg. GPS-u — to 147 km/h, ale czy to ma jakieś znaczenie w przypadku „przeprawowego” Crossa?
Myślę, że w tym wypadku, tempo ładowania jest trochę bardziej istotne. I choć w szczycie, szybkość przyjmowania prądu jest całkiem niezła (82.6 kW), to naładowanie samochodu od około 50% do pełna, zajmuje już ponad 1,5 godziny!

Mikrus o zwrotności kompakta
Samochód jest niemal doskonałym wyborem do miasta. Ma tylko 3,85 metra długości oraz 1,6 m szerokości. Jest też całkiem zwrotny w jeździe do przodu, jednak jeśli chcesz gdzieś zaparkować prostopadle tyłem, możesz się lekko rozczarować. Korekta podczas cofania musi się pojawić. Na tym jednak nie koniec, bo innym wyróżnikiem Inster‘a, jest słaba wentylacja wnętrza oraz mało wydajny układ klimatyzacji. Owszem, na przełomie listopada i grudnia, trudno o 30-stopniowe upały, jednak dość deszczowy okres, powoduje permanentne zaparowanie tylnych szyb. Jak się domyślasz, jedynym sposobem utrzymania przejrzystości tylnego okna, jest podgrzewanie. Dodatkowo drenujące zasięg Crossa.
Kiedy czytasz tę listę przytyków w stronę małego Hyundai‘a, z pewnością nasuwa ci się pytanie, czy Inster faktycznie jest tak zły? No właśnie nie. To przede wszystkim zaskakująco obszerny samochód. Dzięki przesuwanej kanapie, miejsca na nogi w drugim rzędzie jest tak dużo, że auto mogłoby zawstydzić pojazdy segmentu D, a nawet E! Owszem, przepastność kabiny odbywa się kosztem bagażnika. Z drugiej strony, Cross taszczy na dachu dodatkowy bagażnik. Sky is the limit! W takiej konfiguracji, Inster mógłby być całkiem sensowną taksówką!

Kompan, na którego naprawdę możesz polegać
Poza tym, nie zostawi cię na lodzie, kiedy zasięg na komputerze pokładowym sięgnie zera. Serio! Kiedy dojeżdżałem do skrzyżowania Wybrzeża Gdyńskiego i Pułkowej w Warszawie, komputer pokładowy pokazał, że zasięg wynosi zero. Taki stan, utrzymywał się przez jakieś 10 kilometrów, póki nie dojechałem do słupka przy Elektrowni Powiśle. Czy wymagało to jakichś specjalnych wyrzeczeń? Nieszczególnie. Dalej korzystałem z radia, nawigacji oraz klimatyzacji. Co prawda, w ciągu kilku kilometrów, teoretycznego wyczyszczenia baterii, Inster przeszedł w tryb żółwia. Mimo tego, samochód pozwalał na rozwinięcie stosunkowo bezpiecznych 70 km/h. Postawa godna największego podziwu!
Pytanie tylko, komu dedykowany jest Inster Cross? Fakt, samochód ma całkiem wystarczający prześwit do niegroźnych wojaży poza asfaltem. Ma też kosz dachowy, będący najbardziej charakterystycznym elementem elektrycznego Hyundai‘a. Prawda jest jednak taka, że nikt nie będzie targać tego malucha w dalekie, a co dopiero offroadowe wojaże. W takim wypadku, może się wydawać, iż wariant taksówki z opcją przewożenia bagaży na dachu, wydaje się być najbardziej sensownym. Chyba, że często robisz zakupy w Ikei i mieszkasz w strefie czystego transportu.

Prezentowany Inster, to koszt niemal dwóch Dacii Spring
A jak prezentują się ceny samochodu dla specyficznego klienta? Hyundai Inster Cross, kosztuje co najmniej 134 900 złotych. Odmiana z koszem dachowym, wymaga wersji Cross Smart, za którą musisz dopłacić kolejne 17 tysięcy złotych. Pozostałe elementy, w które wyposażono samochód testowy, wymagają wybrania lakieru specjalnego o nazwie „Chłopczyca Khaki” oraz wszystkich pozostałych opcji, czyli szyberdachu i oświetlenia LED. Tak przygotowana, bogatsza alternatywa dla Dacii Spring, kosztuje 157,5 tysiąca złotych. W zamian, otrzymujesz automatyczną klimatyzację, nawigację satelitarną, podgrzewaną kierownicę oraz fotele, światła LED i wiele więcej.
Tekst i zdjęcia Marcin Koński
Zdjęcia Hyundai Inster Cross:



















Dane techniczne Hyundai Inster Cross:
Silnik: elektryczny
Moc: 115 KM
Moment obr.: 147 Nm
Skrzynia biegów: bezstopniowa
Napęd: przód
0-100 km/h: 10,6 s
Prędkość maksymalna: 150 km/h
Cena: od 135 tysięcy złotych
Pomiary własne:
0-100 km/h (nachylenie): 11,4 s (0,21%)
1/4 mili: 17,72 s
60-100 km/h: 6,22 s
80-120 km/h: 7,97 s
Zużycie prądu w trasie pomiarowej (285 km) (min-max): 14-31,8 kWh /100 km







