Wnętrze modelu Aion V od GAC robi wrażenie, ale ogólnie samochód ten stoi w sprzeczności z samym sobą.
Może to już robi się nudne i powtarzalne, ale Aion to kolejna nowa marka chińska na polskim rynku samochodów osobowych. Producentem auta jest GAC (Guangzhou Automobile Group), który wystartował w 2025 roku w Polsce z dwoma elektrycznymi propozycjami spod dwóch różnych marek. Ten droższy i bardziej premium – Hyptec HT – już testowaliśmy (zachęcam do przeczytania), teraz czas na auto spod marki Aion, konkretnie Aion V.
W Europie mamy do czynienia z drugą generacją Aiona V. Patrząc na rozwój tego modelu trudno oprzeć się wrażeniu, że marka ta jest na etapie poszukiwania własnej tożsamości. Pierwsza generacja była jeszcze brandowana jako GAC, przy czym nie miała stylistycznie nic wspólnego z tą obecną. W ramach liftingu stary model powiększono z 4586 do 4650 mm długości, podczas gdy druga generacja ma… 4605 mm. Jest to wbrew wszelkiej logice, ale być może chodziło o zupełnie nowy start ze świeżym pomysłem, więc przyjrzyjmy się Aionowi V dostępnemu dla polskiego klienta.
Aion V to SUV dla rodziny
Już po wyglądzie jasno widać różnicę między Hyptekiem, a Aionem. Ten pierwszy ma sylwetkę SUV-coupe – ma być modny i efektowny. Aion V ze swoim pudełkowatym nadwoziem ma być czymś bardziej rozsądnym i praktycznym. Widać to w bardzo obszernym środku, którego przestrzeń spotęgowana jest dużymi powierzchiami przeszklonymi. Rozmiar bagażnika też nie rozczarowuje. Na papierze producent podaje pojemność 427 l, czyli niewiele. Na żywo wydaje się więcej, pomijając niedogodność w postaci nadkoli wchodzących głęboko do kabiny. Do tego jest podwójna podłoga, która nawet w niższym położeniu ma jeszcze pod spodem spory schowek. Niestety z przodu pod maską nie ma dodatkowego bagażnika. Tam zgromadzono elementy napędu, ale o tym później. Najbardziej w temacie zdolności przewozowych martwi mnie ładowność 325 kg. Często w samochodach chińskich ten parametr jest niski, ale tutaj jest wręcz absurdalny. Nawet poruszając się w 5 osób (bez bagaży) każda z nich musi być dość szczupła…




Zostańmy jeszcze na chwilę przy stylizacji Aiona V, bo jest to samochód pełen sprzeczności. Z jednej strony wygląda, jakby zaprojektował go ChatGPT, z drugiej ma garść ciekawych detali. Jednym z nich jest urozmaicona dolna linia okien podnosząca się przy tylnym słupku. Jest też dwukolorowe nadwozie, ciekawy wzór felg i modnie napompowane nadkola z obszernymi wstawkami piano black. Z drugiej strony nie mogę przyzwyczaić się do wyłupiastych lamp i obłego “nosa” bez żadnego grilla. Ogółem widzę w projekcie Aiona V coś z Dacii Bigster, ale z tyłu auto przypomina mi wyrób samochodowy pod nazwą KGM Torres. Trochę jak z plastikowymi samochodzikami dla dzieci, które mają być imitacją znanych aut, ale kilku naraz – dziwne.
Wnętrze robi wrażenie
Aion V już jest pełen sprzeczności, a jeszcze nie napisałem o wnętrzu. Jego wygląd, wykonanie i wykończenie to zdecydowanie najbardziej efektowne obszary tego samochodu. Na co by nie spojrzeć – fotele, tunel, deskę rozdzielczą czy kierownicę – wszystko wydaje się zrobione z wyjątkowym poczuciem estetyki. Wszystkie elementy ruchome – klamki, nawiewy, przełączniki foteli elektrycznych – działają z odpowiednim oporem i dają poczucie solidności.




Na dodatek to wszystko jest bardzo wygodne. Jak zwykle w chińskim aucie możecie spodziewać się pełnej elektryki foteli z grzaniem, wentylowaniem i masażem. Możecie też spodziewać się ogromnej przestrzeni na nogi z tyłu, fajnego oświetlenia nastrojowego i dość przyjemnego w obsłudze systemu multimediów. Choć w obsłudze funkcji jazdy (tempomat, logika przycisków na kierownicy) Aion V przypomina mi niedawno testowanego Xpenga G9, to nie powiela niektórych jego braków np. ma roletę zasłaniającą dach jeśli słońce za bardzo przeszkadza.
Simply clever po chińsku
Chińczycy z GAC ewidentnie mają sporo pomysłów jak uczynić codzienne życie łatwiejszym. W Skodzie nazwaliby to “Simply Clever”, ale nie mam tu na myśli bezmyślnego kopiowania czeskich aut. Aion V ma na przykład bardzo szeroko otwierane tylne drzwi, co na pewno będzie miało znaczenie dla rodzica próbującego zamontować fotelik, a potem usadzić w nim dziecko. Jeśli pasażer akurat dzieckiem nie jest, ma do dyspozycji bardzo mocno pochylające się oparcie kanapy. Dosłownie można tam spać, bo i przednie fotele rozkładają się na płasko. Nie zapominam o rozkładanym stoliku ukrytym w oparciu fotela pasażera. To nie jakaś plastikowa tandeta jak w Volkswagenie Touranie z 2005 roku, bardziej to co można znaleźć w starych Bentleyach.



W całym wnętrzu rozłożono gumowe wykładziny idealnie pasujące do kształtu podłogi. Nie jestem ich fanem, ale na pewno ułatwia to utrzymanie wnętrza w czystości. Z przodu też nie brakuje ciekawych dodatków. Są na przykład, jak w Omodzie i Chery, lusterka makijażowe w osłonach przeciwsłonecznych. Jest też element unikalny w skali całego rynku – lodówka z funkcją zamrażarki. W podłokietniku między przednimi fotelami mamy zamiast schowka lodówkę, której sterowanie kryje się w menu. Można w niej ustawić grzanie, chłodzenie lub mrożenie aż do -15 stopni. Ciekawe, ale osobiście wolałbym chyba normalny schowek, bo takowych w Aionie trochę brakuje. Jest duża półka pod konsolą centralną, ale trudno dostępna. Nie ma żadnego schowka przed pasażerem, a pośrodku mamy tylko tę wspomnianą lodówkę.
Jazda
Pierwszy kontakt z GAC Aion V przynosi ciekawe spostrzeżenie – nie pamiętam czy jeździłem do tej pory samochodem chińskim z idealnie okrągłą kierownicą, a taka jest tutaj. Gorzej z przyciskami na niej, bo o ile pokrętła działają tak jak się tego spodziewasz, można je też klikać na boki, a to już działa różnie. Mały wyświetlacz kierowcy jest w pewnym stopniu konfigurowalny, ale bez zbędnej ekstrawagancji. Bieg do przodu wybiera się jak w Omodzie 5 lub Mercedesach – dźwignią po prawej stronie kierownicy.
Elektryczny silnik GAC Aion V znajduje się z przodu i napędza przednie koła. Ma 204 KM i tylko 240 Nm, więc parametrami nie powala. Deklarowane 7,9 s do 100 km/h to raczej mierny wynik, ale nie to razi najbardziej. Ten samochód po prostu słabo skręca. Założone miałem praktycznie nowe opony zimowe, ale składając się do skrętu na rondzie czy zjeździe z trasy wcale nie czułem się pewnie za kierownicą. Na ledwo wilgotnej nawierzchni pojawiały się uślizgi w zupełnie niewinnych sytuacjach. Elektronika ma co robić, zwłaszcza że każde średnio dynamiczne ruszenie wiąże się z mieleniem kołami. W takich sytuacjach naprawdę czuć różnicę między samochodami chińskimi, a europejskimi, ale dla większości ludzi dopracowane zawieszenie i stabilność na drodze stała się tak oczywista, że zaczyna się to doceniać dopiero gdy tego zabraknie.
Zasięg i ładowanie
Wiecie już, że Aion V to nie jest szczyt dynamiki, ale pod względem wydajności jego napęd elektryczny nie należy do najgorszych. Z baterii 75,3 kWh udaje się wycisnąć do 450 km zasięgu, co przy tej aerodynamice wydawało mi się niewykonalne. Jak każde EV, GAC nie lubi poruszania się w trasie, za to lubi miasto, gdzie może wspomagać się systemem rekuperacji. Według producenta bateria może przyjąć moc ładowania do 180 kW. Sprawdziłem – na ładowarce 350 kW samochód wycisnął ledwie 115 kW mocy, także coś tu nie do końca się zgadza.
GAC Aion V – podsumowanie
GAC Aion V nie jest w tym momencie w czołówce samochodów chińskich oferowanych w Polsce. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę same auta elektryczne wypada raczej przeciętnie. Jego największym walorem jest pojemne i wygodne wnętrze, ale co z tego, skoro jego użyteczność ogranicza absurdalnie niska ładowność? Teoretycznie byłby to dobry samochód dla rodziny, także na wakacyjne trasy, ale oczekując wszechstronności mało kto skusi się na samochód stricte elektryczny. Jak wiele podobnych propozycji, GAC czaruje użytkownika wyposażeniem i poczuciem jakości, ale trudno mi przejść do porządku dziennego nad jego słabym prowadzeniem i trochę dziwacznym wyglądem. Trudno powiedzieć dla kogo jest ten samochód i jako można optymalnie wykorzystać jego największe zalety.
Sytuacja rynkowa
Na polskim rynku GAC Aion V jest dostępny w dwóch wersjach: Premium i Luxury. Największą różnicą między nimi jest tapicerka wersji Luxury wykonana ze skóry naturalnej, obecność masaży w fotelach i wspomnianej lodówki. Generalnie są to szczegóły, z których śmiało można zrezygnować i wybrać wersję Premium za 178 900 zł. Droższy wariant, taki jak w teście, wyceniono na 187 900 zł. Uwzględniając ewentualne dopłaty można mieć to auto za niecałe 150 tys. zł lub poniżej 700 zł miesięcznie w najmie długoterminowym.
Są na rynku podobne auta chińskie w podobnych cenach, jak Geely EX5 czy nieco mniejsze MGS5 EV. W pierwszym z nich niestety jest mniejsza bateria, bo tylko 60 kWh. W MG jest 64 kWh, ale samochód ten wydaje się dużo bardziej dojrzały i dostosowany do europejskich warunków, nawet jeśli nie aż tak efektowny. Ciekawie wygląda też Leapmotor C10 z baterią 70 kWh za mniej więcej 160-170 tys. zł w zależności od wersji.
U renomowanych producentów będzie na pewno drożej. Hyundai Ioniq 5 – bardzo udane EV – zaczyna się dopiero od 214 900 zł bez dodatków. Podobnie Skoda Enyaq z większym akumulatorem. Istnieje za to samochód europejski, który parametrami, wielkością i ceną może konkurować z GAC. To nowy Citroen E-C5 Aircross dostępny od 174 900 zł brutto, a w wersji Plus za 187 900 zł.
Tekst i zdjęcia: Bartłomiej Puchała
Galeria GAC Aion V:


















Dane techniczne GAC Aion V:
Silnik: elektryczny
Moc: 204 KM
Moment obr.: 240 Nm
Prędkość maks.: 160 km/h
0-100 km/h: 7,9 s
Bateria: 75,3 kWh brutto
Zasięg: prod. 510 km / realny 450 km
Cena: od 178 900 zł / testowany 187 900 zł










Komentarze 1