Domeną chińskich samochodów często jest ich wysokie spalanie. A jak sprawiła się w tym aspekcie hybrydowa wersja Forthing T-FIVE HEV i czy ociepli wizerunek marki? A może chiński koncern wcale nie uczy się na błędach?
Forthing T-FIVE HEV, czyli lepsze wrogiem dobrego
Zacznę od rzeczy, która w przypadku Forthinga T-FIVE HEV powinna być jego najmocniejszym punktem, a finalnie staje się źródłem największego chaosu, czyli układu napędowego. Hybryda w 2026 roku nie jest już żadnym eksperymentem ani nowinką technologiczną. To dojrzałe rozwiązanie, które Toyota, Hyundai czy Honda doprowadziły do poziomu przewidywalności i powtarzalności. Kierowca wie, czego się spodziewać: niskiego spalania, płynności i braku dramatów.
Forthing próbuje wejść w ten świat z podejściem „też to potrafimy”, ale im dłużej analizuje się ten samochód, tym bardziej widać, że nie chodzi tu o brak pomysłu, tylko brak konsekwencji w jego realizacji. I to jest największy problem tego auta. Nie jest jednoznacznie złe, ale jest niejednoznaczne w każdym możliwym aspekcie

.
Do standardowego T-FIVE dołącza teraz wersja hybrydowa typu HEV, która konstrukcyjnie przypomina rozwiązania znane z japońskich marek. Problem zaczyna się jednak już przy danych technicznych — nawet na stronie producenta można znaleźć rozbieżne informacje, w zależności od sekcji. Ja posłużę się tymi, z cennika na rok 2026.
Dane techniczne Forthing T-FIVE HEV:
- Silnik: 1.5T DVVT 4E15T, napęd na przednią oś
- Skrzynia biegów: automatyczna E-CVT (z trybem manualnym)
- Moc maksymalna: 140 kW (202 KM) (spotykane są też inne dane – od 170 do 202 KM w zależności od źródła)
- Moment obrotowy: 280 Nm (1500–3500 obr./min)
- Prędkość maksymalna: 180 km/h
- 0–100 km/h: 7,9 s
- Średnie zużycie paliwa: 4,7 l/100 km (cykl mieszany, deklarowane przez producenta)
- Norma emisji: Euro 6
Zawieszenie Forthing T-FIVE HEV:
- przód: kolumny McPhersona
- tył: niezależne wielowahaczowe
Hamulce Forthing T-FIVE HEV:
- przód: tarczowe wentylowane
- tył: tarczowe
Na papierze wygląda to bardzo obiecująco, dynamicznie i oszczędnie. Niestety, jak to często bywa, rzeczywistość szybko weryfikuje katalogowe deklaracje.
Pojawia chaos informacyjny, który zaczyna się jeszcze przed jazdą. Dlaczego? W teorii mamy klasyczną hybrydę HEV z silnikiem 1.5 l turbo i jednostką elektryczną wspierającą napęd. W praktyce już sama specyfikacja przypomina bardziej zestaw marketingowych wariantów niż jeden spójny układ. W różnych materiałach pojawiają się różne wartości mocy, różne interpretacje pracy silnika elektrycznego i brak jasnej informacji o mocy systemowej.


I to jest coś, co przewija się w wielu zagranicznych opiniach o chińskich SUV-ach nowej generacji: nie problem w tym, że technologia jest słaba, tylko w tym, że komunikacja techniczna bywa nieprzejrzysta. Klient nie kupuje „idei hybrydy”, tylko konkretny produkt. A tutaj ten produkt już na starcie jest trochę rozmyty. Przy tym wciąż nierozwiązany jest los homologacji Forthinga. Wciąż brakuje systemów wymaganych na europejskim rynku, jak na przykład rozpoznawanie znaków.
Jak jeździ hybryda?
W teorii taki układ powinien działać jak klasyczna hybryda: niskie obroty w mieście, płynne przełączanie źródeł napędu, oszczędność i cisza. W praktyce Forthing bardzo często wpada w typowy problem mniej dopracowanych układów z E-CVT, czyli efekt „ciągłego wycia” przy przyspieszaniu.

Auto nie jest wolne, ale sprawia wrażenie, jakby goniło własne obroty silnika bardziej niż realną prędkość. Moc odbiega od tej deklarowanej i auto nie jest tak szybkie na jakie by aspirowało. Nie mniej jednak, przy spokojnej jeździe miejska strona hybrydy działa poprawnie, nawet przyjemnie. Elektryczny start i płynne toczenie się w korkach to zdecydowanie najlepszy scenariusz dla tego auta. Problem zaczyna się wtedy, gdy oczekujesz czegokolwiek więcej niż „spokojnego przemieszczania się”. Zwłaszcza jak wyjedziesz poza miasto.
Spalanie, czyli największe rozczarowanie
I tu dochodzimy do momentu, w którym cały marketing tej hybrydy zaczyna się sypać. Deklarowane 4,7 l/100 km brzmi jak standard segmentu, ale rzeczywistość jest dużo mniej optymistyczna. W mieście realne wyniki około 8 litrów nie są niczym wyjątkowym, ale problem zaczyna się w trasie, gdzie wartości potrafią rosnąć do 10–11 litrów.

I to jest moment, w którym ten samochód przestaje mieć sens jako hybryda. Bo jeśli auto zużywa tyle paliwa co duży SUV bez elektryfikacji, to pytanie brzmi: gdzie dokładnie jest przewaga technologii HEV? Zwłaszcza że w tej samej cenie konkurencja oferuje nie tylko niższe spalanie, ale też bardziej dopracowane przejścia między napędem elektrycznym a spalinowym.
Prowadzenie
Forthing T-FIVE HEV nie jest samochodem niebezpiecznym ani źle zestrojonym w klasycznym sensie. Problem polega na tym, że on nie ma wyraźnego charakteru. Jest poprawny w każdym kierunku, ale nie jest dobry w żadnym konkretnym. Dodatkowa masa baterii sprawia, że auto stało się bardziej „dociążone” i stabilne, ale jednocześnie straciło część lekkości, którą mogłaby dawać hybryda. Zawieszenie jest sztywne na tyle, żeby trzymać nadwozie w ryzach, ale nie na tyle, żeby mówić o jakimkolwiek komforcie premium.

Układ kierowniczy pozostaje typowo miejski, lekki, trochę odseparowany od drogi, bez większej precyzji przy wyższych prędkościach. Kiedy w mieście może być to pozytywny aspekt, to w trasie samochodem zaczyna lekko bujać, a to dość nieprzyjemne. Auto i jego zestrojenie jest wystarczające, ale nie daje kierowcy żadnego powodu, żeby się nim emocjonować. A z wyglądu zapowiadało się inaczej.
T-FIVE HEV i jego gabaryty oraz wyposażenie
Stylistyka Forthinga T-FIVE HEV idzie dokładnie w kierunku, który często widzimy w chińskich SUV-ach: dużo wszystkiego, dużo detali, dużo agresji wizualnej. Problem w tym, że w europejskim odbiorze ten styl często nie przekłada się na poczucie jakości, tylko na wrażenie przesady. Cztery końcówki wydechu, mocno przetłoczone nadwozie i elementy stylizowane na sportowe mają robić wrażenie „premium SUV-a”, ale efekt końcowy jest bardziej teatralny niż spójny. To nie jest design, który dojrzewa z czasem. To design, który albo kupujesz od razu, albo nigdy.







We wnętrzu trzeba uczciwie powiedzieć: przestrzeń i funkcjonalność to akurat mocny punkt tego auta. Dużo miejsca z tyłu, duży bagażnik i ogólnie sensowny układ kabiny sprawiają, że w codziennym użytkowaniu Forthing jest bardzo praktyczny.
Problem polega na tym, że to dziś absolutne minimum w tym segmencie. Konkurencja nie tylko daje przestrzeń, ale też lepsze materiały, lepszą ergonomię i bardziej dopracowane systemy multimedialne. Forthing wypada tu poprawnie, ale bez przewagi w jakimkolwiek obszarze.
Podsumowanie parametrów Forthinga T-FIVE HEV:
- Długość: 4565 mm
- Szerokość: 1865 mm
- Wysokość: 1680 mm
- Rozstaw osi: 2715 mm
- Masa własna: 1775 kg
- Pojemność bagażnika: 480–1480 l
T-FIVE HEV oferowany jest tylko w jednej wersji wyposażenia z opcjonalnymi lakierami do 5400 zł.
Czy Forthing T-FIVE HEV ma sens?
Forthing T-FIVE HEV to samochód, który próbuje być odpowiedzią na bardzo konkretne pytanie rynkowe: „czy da się mieć tanią hybrydę SUV z dobrym wyposażeniem?”. I odpowiedź brzmi: teoretycznie tak, praktycznie nie do końca.
Bo gdy odjąć marketing, zostaje auto, które:
- nie jest szczególnie oszczędne jak na hybrydę
- nie jest szczególnie dynamiczne
- nie jest szczególnie dopracowane technologicznie
- i nie jest szczególnie tańsze od lepszych alternatyw
I w motoryzacji to jest najgorszy możliwy scenariusz, czyli być poprawnym we wszystkim, ale nie wyróżniać się niczym. I dokładnie tak kończy się jego największy problem. Cena? Wynosi bagatela 144 900 złotych.
Paweł Zaorski
Zdjęcia Forthing T-FIVE HEV:








































