Ford Transit w najbardziej klasycznym wydaniu zdążył w swojej historii zasłynąć z wielu rzeczy. Auto nie tylko potrafiło znieść naprawdę spore obciążenia, ale też praktycznie zawsze słynęło z zaskakująco dobrego prowadzenia. Dla potrzebujących sporej ilości koni mechanicznych, też coś się znajdzie. Nie muszę więc chyba zdradzać, kto szczególnie mocno upodobał sobie Forda Transita?
Niemal rok temu, miałem okazję uczestniczyć na prezentacji i jazdach testowych Forda Transita w wersji Tourneo oraz Custom. Wtedy też pisałem, że wejście na rynek nowych modeli jednego z najważniejszych Fordów w europejskiej, ale też i światowej gamie, zbiegło się z 70 rocznicą premiery pierwszego Transita. Albo też — w zależności od rynku — FK1000, czy też Taunusa Transit. Ten samochód stał się tak ważnym modelem w gamie Forda, że wyparł w Stanach Zjednoczonych furgonetki serii E.
Zastanawia was pewnie, co przyczyniło się do aż tak dużej popularności modelu. Jednym z przepisów na sukces była i jest, wszechstronność. Nie bez znaczenia była też spora gama dostępnych silników oraz naprawdę dobre (jak na samochód dostawczy) właściwości jezdne. Połączenie tych drugich, z topowym silnikiem V6, o pojemności 3 litrów, skutkowało tym, że samochód był nie tylko ulubieńcem ratowników i służb mundurowych, ale też… złodziei. Poważnie! W policyjnej notatce z 1972 roku, można było przeczytać że w 95% przypadków napadów na brytyjskie banki, złodzieje wykorzystywali do ucieczki Forda Transita Mk1.

Co zostało z legendy poprzednika?
Czy testowany przeze mnie Transit Custom Van, w wersji L2 320 2.0 EcoBlue 170 AWD, wciąż może cieszyć się zainteresowaniem wśród rabusiów? Myślę, że auto tak długie, jak jego nazwa, wcale nie musi być najlepszym Fordem do brudnej roboty. Wszak samochód o długości 5,45 metra, trudno uznać za najbardziej zwrotny wariant Transita. Trzeba też przywyknąć do tego, że praktycznie brak podparcia bocznego, skutkuje walką o utrzymanie się na siedzeniu. W przeciwieństwie do ciebie za jego kierownicą, Transit — choć mocno przechylony — będzie trzymać się obranego kursu nawet przy dość sporych szybkościach. Układ kierowniczy też zasługuje na uznanie. Transit skręca i przekazuje informacje z przedniej osi jak typowa osobówka. Nawet najmniejsze skinienie nadgarstkiem, kwitowane jest natychmiastową zmianą kierunku jazdy, a sama pozycja sprzyja połykaniu setek kilometrów. Pod tym względem, Transit to jeden z moich ulubionych samochodów dostawczych.
Za świetnym zawieszeniem, idzie w parze mocny (choć już nie tak, jak w poprzedniku) turbodiesel. Ten generuje 170 koni mechanicznych oraz 390 niutonometrów momentu obrotowego, które za pośrednictwem ośmiostopniowej, automatycznej skrzyni, przelewają powyższe wartości na wszystkie koła. Jeśli rozważasz Transita w wersji AWD, to prawdopodobnie będzie to twoja najlepsza decyzja. Auto z napędem na obie osie, katapultuje się z miejsca, jak poparzony (bez uszczerbku na trakcji), by przekroczyć 100 km/h w nieco ponad 12 sekund (pomiar własny). Fabryka mówi pass, kiedy Transit pędzi 170 km/h.
Dobre osiągi, to zasługa gęsto zestopniowanej przekładni, która jeśli pamiętam, „setkę” osiąga dopiero na piątym biegu. Po przekroczeniu 130 km/h, auto wyraźnie zaczyna „puchnąć”, a dwulitrowy turbodiesel, zaczyna przegrywając z oporami powietrza. Kiedy walka o każdy kolejny km/h nie będzie miała aż takiego znaczenia, docenisz za to bardzo rozsądne zużycie paliwa, które w teście wyniosło nieco ponad 10 l/100 km. Autostradowa jazda obnaży też jeszcze jedną zaletę Transita, czyli całkiem dobry poziom wygłuszenia kabiny. Owszem, nie oczekuj od pojazdu o aerodynamice kontenera, wygłuszenia na poziomie choćby SUV-a, ale i tak jest znacznie lepiej, niż się spodziewałem.

Bus dla melomanów
Jeszcze lepsze wrażenie zrobi nagłośnienie. Do tej pory, kierowcy busów, mogli liczyć na coś w rodzaju pierdzącego głośnika, wyciągniętego z chińskiego zestawu do komputera za 59,90. Tutaj, otrzymujesz nagłośnienie, którego naprawdę nie wstyd słuchać. Nie skłamię, jak powiem, że jakość brzmienia nie odbiega od tego, co słyszy się w zwykłych „osobówkach”. Ale czy do wszystkiego warto podchodzić z taką aprobatą?
Zacznę może od tego, co jeszcze może nie jest złe, ale budzi znaki zapytania w mojej głowie. Chodzi o tylne zawieszenie, gdzie po raz pierwszy, zastosowano wahacze z amortyzatorami i sprężynami. Owszem, dzięki takiemu rozwiązaniu, samochód prowadzi się szybciej oraz bardziej stabilnie w zakrętach. Trzeba jednak pamiętać, że Transit jest samochodem dostawczym, które w pierwszej kolejności, ma na siebie pracować. Nie może więc generować zbyt dużych kosztów utrzymania. Zwłaszcza po okresie gwarancji. Rozwiązanie z belką skrętną wydawało się więc idealne dla auta „pracującego”, ze względu na bardzo wysoką trwałość i wytrzymałość podzespołu.

Trochę Transit, trochę Pesa
Inną rzeczą, która z początku spotkała się z moją aprobatą, ale już jej nie lubię, to wyświetlacz wskaźników. I w sumie to źle się określiłem. Nie byłem zwolennikiem takiego rozwiązania. Po odkryciu ustawienia z analogowym szybkościomierzem, przychylniej zacząłem patrzeć na to rozwiązanie, ale po przemyśleniu, ponownie przestałem. Zacznę może od początku. Zestaw wskaźników, w prezentowanej generacji Customów, ogranicza się do stosunkowo niedużego wyświetlacza. Doskonale wręcz skrojonego pod warianty napędzane prądem, gdzie ilość przedstawianych informacji wcale nie musi być tak pokaźna.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na Youtube
Co innego w „spaliniaku”… Ten sam ekran, poza wybranym przełożeniem skrzyni biegów, komputerem pokładowym i szybkościomierzem (który docelowo jest tutaj wyświetlaną wartością), musi zmieścić jeszcze coś tak istotnego, jak obrotomierz. Trochę sporo informacji, a przecież to wszystko musi być jeszcze czytelne. Celowo nie wspomniałem też o wskaźnikach poziomu paliwa i temperatury cieczy chłodzącej, bo te znalazły się już poza wyświetlaczem. Ja bym jednak znalazł im odpowiednie miejsce, gdzieś u góry. Na przykład koło niepotrzebnego kompasu.
Ford, sam sobie zrobił problem, którego nie dałoby się ogarnąć w „staroświecki” sposób. Mamy więc do dyspozycji taki, dość dziwaczny układ, z którym nieszczególnie chciało mi się współpracować. Albo bardziej akceptowalny wariant, z analogowym szybkościomierzem. Problem w tym, że wtedy, dalej z prawej strony ekranu zagospodarowano słupek obrotomierza. Tak na siłę, jakby miał być zupełnie niepotrzebny. Nie postarano się rozwiązać tego problemu nawet w bardziej kreatywny i może czytelniejszy sposób, nakładając jeden zegar na drugi, większy. Coś jak w FIAT-ach 500 sprzed 2015 roku. Efekt końcowy jest taki, że patrząc na zdjęcia wskaźnika (-ów) Transita, budzą mi się skojarzenia z podobnym ekranem w np. Pesie Elf.

Nawet busy muszą dobrze wyglądać
A skoro jesteśmy już przy designie, to wewnątrz, Custom wyraźnie idzie z duchem współczesnych Fordów. Auto ma parę wyświetlaczy, w tym dość duży, 13-calowy ekran multimediów. Kierownica dobrze trzyma się w dłoniach, a za zmianę biegów, odpowiada prawa manetka, posiadająca nawet funkcję sekwencyjnego zmieniania biegów. Oczywiście, nie mogło zabraknąć również przycisku do wyboru trybów jazdy, który poza możliwością ustawienia np. „śniegu”, czy też „piasku”, ma też funkcję „sport”. Dzięki przeniesieniu poduszki powietrznej pasażera do podsufitki, zagospodarowano na desce rozdzielczej mnóstwo półek i schowków. Z innych, ergonomicznych rewelacji dodam przestrzeń na torbę między siedzeniami, a wyżej na ścianie, umieszczono haczyki na ubrania.
Na zewnątrz, dzieje się trochę więcej. Zaczynając od przodu, Custom wita wszystkich wielkim grillem w kształcie spotykanym u innych, współczesnych Fordów (czyli już nie „Aston”) oraz gniewnie przymrużonymi reflektorami, spiętymi ze sobą LED-owym pasem. Z boku, auto wyróżnia się paroma przetłoczeniami oraz zwężającą się ku tyłowi, linią „blaszanych” okien, a z tyłu zaś, dzieje się już zdecydowanie najmniej. Para pionowych świateł, symetryczne drzwi, niewielki zderzak, wyposażony w czujniki cofania (auto ma dodatkowo kamerę cofania). Z ciekawostek, Transit ma dodatkowo „na stanie” składany bagażnik dachowy, którego można położyć na dachu. Tradycyjnie już, z generacji na generację, Custom ma coraz mniejsze chlapacze. Te tutaj, z pewnością należą do najmniejszych na rynku i ciekaw jestem, czy kolejna odsłona prawie największego Transita, będzie kontynuować ten ciekawy trend.

Transit Custom, to auto stworzone do trochę innych celów
Podsumowując, być może Ford Transit Custom Van L2 320 2.0 EcoBlue 170 AWD nie jest najlepszym wyborem do zrobienia skoku życia, mimo że samochód prowadzi się niemal jak typowa „osobówka”. Dość spore wymiary, skutecznie uniemożliwiłyby sprawną ucieczkę mniejszymi uliczkami. Niemniej jednak, to zadziwiająco przyjemny samochód, do pokonywania „na strzała” 650 kilometrów, lub więcej. Silnik oraz skrzynia biegów zapewniają akceptowalną dynamikę, a zawieszenie bez trudu zniesie nawet taką jazdę, jakiej nie sprostają podparcia boczne foteli. Jeśli jednak miałbym wytypować idealnego Transita do obrabowania banku, to musicie poczekać do kolejnego materiału.
Tekst i zdjęcia: Marcin Koński
Zdjęcia Ford Transit Custom Van L2 320 2.0 EcoBlue 170 AWD:




















Dane techniczne Ford Transit Custom Van L2 320 2.0 EcoBlue 170 AWD:
Silnik: 2,0 diesel
Moc: 170 KM
Moment obr.: 390 Nm
Skrzynia biegów: 8-stopniowa, automatyczna
Napęd: 4 koła
0-100 km/h: 12,2 s (pomiar własny)
Prędkość maksymalna: 170 km/h
Cena: od 218 tysięcy złotych brutto
Pomiary własne:
0-100 km/h (nachylenie): 12,16 s (-1,04%)
1/4 mili: 18,01 s
80-120 km/h (VI Bieg): 9,07 s
Zużycie paliwa w trasie pomiarowej (270 km) (min-max): 6,2-12,3 l/100 km








Komentarze 2