W ubiegłym tygodniu pisałem o przestępczej historii Forda Transita na wyspach brytyjskich, zadając jednocześnie pytanie, czy tradycja musi zobowiązywać? Tym razem wskażę dostawczaka z Kolonii, którym sam mógłbym uciekać przed wymiarem sprawiedliwości z workami wypełnionymi brytyjską walutą.
Jak już wspomniałem przed tygodniem, w 1972 roku, Ford Transit był najczęściej poszukiwanym przez policję samochodem na Wyspach i w tym miejscu, rodzi się pytanie. Jakim cudem, względnie spore i pozornie niezbyt zwinne auto auto, mogło cieszyć się aż tak dużym powodzeniem wśród rabusiów? Cóż, jakby nie patrzeć, „lekki samochód dostawczy” o wadze około 1600-1700 kg, mógł być napędzany jednym z silników, których moc wynosiła między 43, a 138 KM. Raczej nie trudno się domyślić, że do ucieczki przed „niebieskimi”, nie sięgano po pierwszego, lepszego Transita. Ten, musiał mieć pod maską topowe V6, które mogło się pochwalić mocą jednostkową, na poziomie około 82 KM na tonę (to całkiem sporo jak na busa. Nawet teraz).
Ale osiągi nie były jedynym wyznacznikiem wyboru samochodu. Transit niemal od zawsze cechował się zaskakująco dobrym prowadzeniem. Co więcej, nawet ładowność na poziomie 1750 kg, była niebagatelnym atutem. Jak widać, auto było wręcz stworzone do skoków rabunkowych. Problemem mogła być jedynie dostępność takiego modelu. Transity z trzylitrowymi V6, sprzedawano wyłącznie służbom, tj. pogotowie, czy policja. Praktyka pokazywała jednak, że owe ograniczenie, nie stanowiło bariery nie do pokonania.

Samochody dostawcze, wcale nie muszą być słabe
Dzisiaj, w gamie samochodów dostawczych, praktycznie nie ma już tak dużych silników. Nie zmienia to faktu, że można trafić na „busa”, legitymującego się tak sporą gromadą koni mechanicznych, że z powodzeniem mógłby się nimi dzielić. Tak jest w przypadku elektrycznego, „dużego” Transita, czy FIAT-a Ducato i jemu podobnych. Tam, koła w ruch wprawia potężne 270 KM! Ciężko jednak uciekać z łupem, kiedy zasięg takiego samochodu topnieje, niczym szanse Polaków o wyjściu z grupy w piłkarskiej Lidze Narodów.
Jakie są więc inne opcje? Na pewno wybór zjawiskowo sportowego Forda Transita Custom MS-RT, wcale nie będzie najrozsądniejszy. Równie dobrze, można byłoby napisać na boku zwykłego samochodu coś w rodzaju „spróbujcie nas złapać. Pozdrawiamy, złodzieje”. Przy każdych innych okolicznościach, MS-RT to niemal wyścigowo prezentujący się bus, którego dosiadłbym w teście z nieukrywaną radością. Tym razem jednak, warto pomyśleć o czymś, co nie rzuca się w oczy, ale będzie skuteczne w ucieczce. I chyba znalazłem coś, pasującego do tej roboty.

Furgonetka listonosza Pata, ale do zadań specjalnych
Ford Transit Courier Van 1.0 EcoBoost, to mój typ idealnego samochodu do brudnej roboty. Auto jest małe, lekkie, niezwykle zwinne i całkiem szybkie. Dodatkowym atutem będzie naprawdę udany design. Courier Van, jest po prostu ładny i sprawia wrażenie zupełnie nieszkodliwego. Właściwie, to zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest najładniejszy na rynku. Głównie za sprawą prosto zarysowanej sylwetki, z pionowym pasem przednim, dużym, prostokątnym grillem, wertykalnymi reflektorami oraz światłami dziennymi w kształcie litery „T”.
Cała reszta wygląda już znacznie zwyczajniej, co nie znaczy, że źle. Dalsze, pionowe i poziome połacie blach, pokryto bardzo ładnym odcieniem niebieskiego o nazwie pustynna wyspa. Wydaje mi się jednak, że zdecydowanie bardziej pożądanym lakierem do skoku na bank, byłaby nierzucająca się w oczy biel. Ciekawostką jest fakt, że bez względu na wybrany wariant wyposażenia, tylny zderzak jest plastikowo-czarny.

W środku, przeważają proste formy i praktycznie maksymalna oszczędność w doborze materiałów. Kokpit, to w zasadzie dwa wyświetlacze oraz karbowana listwa, wykonana z tego samego materiału, co reszta deski rozdzielczej. O dziwo, całość wygląda całkiem dobrze, a sporo pracujący w samochodzie, docenią dużą ilość półek i schowków. Włącznie z moim ulubionym pawlaczem.
Warm hatch w roboczych ciuchach
To jednak z punktu widzenia przestępcy ma raczej niewielkie znaczenie. Zdecydowanie bardziej za to doceni niewielką masę samochodu, świetnie zestrojone zawieszenie i całkiem prędki, bezpośredni układ kierowniczy. Dzięki temu, Transit Courier śmiga w zakrętach z zadziwiającą sprawnością, przyprawiając na twarzy kierującego szeroki uśmiech (niekoniecznie musi być ukryty pod kominiarką).

Na prostych, najmniejszy dostawczak Forda, również potrafi sprawić zadziwiająco dużo frajdy. 125-konne 1.0, sprzężono tu z dwusprzęgłową przekładnią o 7 biegach. Silnik bardzo chętnie wkręca się już od najniższych obrotów i przy niezbyt forsownej jeździe, zadowala się rozsądnym spalaniem. Skrzynia całkiem nieźle czyta intencje kierowcy, błyskawicznie przeskakując między biegami. A jak sprawuje się duet? Pierwsza setka, według mojego pomiaru, pojawia się już w 11,5 sekundy. Dalszy bieg wskazówki po cyfrowym wskaźniku, kończy się po osiągnięciu 175 km/h. Do mocnych stron, zaliczę też układ hamulcowy. Potrafi skutecznie zatrzymać niebieską furgonetkę listonosza Pata. I to mimo zastosowania bębnowych hamulców na tylnej osi.
Z innych, jasnych stron, wymienię jeszcze światła drogowe, urzekające zasięgiem do przodu przód oraz na boki. Niestety, nie da się tego samego powiedzieć na temat „krótkich”, dość słabo radzących sobie z pokonaniem mroków. Trudno też zachwycać się asystentem świateł drogowych, który dość ostrożnie podchodzi do kwestii korzystania z „długich”. Kiedy jednak już je włączy, bardzo szybko z nich rezygnuje po samooślepieniu od znaków drogowych, albo innych elementów odblaskowych. Co ciekawe, nie da się wyposażyć Couriera w pełni LED-owe światła.

Czasami lepiej mieć większą kontrolę nad zmienianymi biegami
A skoro jesteśmy przy wyposażeniu. Przy częstym „lataniu” (wiadomo, bus musi latać) autostradami, lepiej zdecydować się na ręczną skrzynię biegów. Dlaczego? Utrzymanie szybkości 160 km/h, jest niemiłosierną katorgą w dwóch aktach. A tak się akurat składa, że często blokuję sobie limiterem tę wartość. W ten sposób, mogę położyć sobie stopę do wygodnej pozycji, bez rozpędzania auta do miliona kilometrów na godzinę. Courier, nie ma większego problemu z osiągnięciem 160 km/h, ale po wszystkim wybierany jest siódmy bieg (który okazuje się być nadbiegiem) i cała para idzie w gwizdek. Samochód traci wigor do tego stopnia, że nie jest w stanie utrzymać założonej szybkości. W takim wypadku, całość wygląda mniej więcej tak: Rozpędź się, osiągnij szybkość, wybierz najwyższy bieg, zacznij gubić szybkość, powtórz.
I tak niestety jest w kółko, bo samochód nie ma możliwości sekwencyjnej zmiany biegów, gdzie ustawiłbym sobie „szóstkę” na stałe. Taka zabawa sprawia, że zarówno maksymalne zużycie paliwa, jak i finalne w mojej trasie pomiarowej (tempo jazdy, były identyczne), wyniosło tyle samo, co w przypadku Forda Mustanga Bullitt z 2020 roku (odpowiednio 12,4 i 10 l/100 km). Oczywiście, problem jest tylko wtedy, kiedy usilnie chcesz pędzić 160 km/h. Kiedy jedziesz wolniej, problemu nie ma.

Szybka jazda, teoretycznie powinna oznaczać sporo hałasu i owszem, tego może być pod dostatkiem. Ogromną zasługę w tym, ma ściana grodziowa z niewielkim okienkiem, którego nie da się zamknąć. Poza swobodą w przepływie hałasu, bez trudu można też zmarznąć w czasie chłodów. Nie wydaje mi się, by ogrzewanie prędko i skutecznie nagrzało całą dostępną przestrzeń w samochodzie. Nie jestem też przekonany, by ktokolwiek chciał podróżować w przestrzeni ładunkowej. Zwłaszcza, że Courier występuje też w wersji brygadowej, z drugim rzędem siedzeń. Sami więc widzicie, że to rozwiązanie nie ma sensu.
Służbówka dla miłośnika zakrętów
Niemniej jednak, Courier Van, to zdecydowanie najlepiej prowadzący się samochód dostawczy na rynku. Mało tego, to auto sprawiające najwięcej frajdy wśród dostawczaków. Po stronie superlatyw znajdziesz lekkość, świetne prowadzenie, kompaktowe wymiary i bezpośredni układ kierowniczy (mam wrażenie, że jest identyczny, jak w Fieście). Poza tym, auto ma dwusprzęgłową skrzynię i całkiem mocny, 125 konny motor. Do szybkiej ucieczki w ciasnym mieście, jak znalazł! Tydzień temu, w teście Transita Customa zadałem pytanie „czy tradycja musi zobowiązywać”. W czasach, gdzie pierwsze skrzypce gra bilans zysków, księgowi z tabelkami w Excelu udowadniają, że nie ma świętości. Na szczęście Ford pokazuje, że nie wszystko musi mieć swoją cenę.

A jeśli już mówimy o pieniądzach. Transit Courier ze 125-konnym silnikiem, kosztuje co najmniej 99 tysięcy złotych brutto. Prezentowany samochód, w wersji Limited, m. in. automatyczną skrzynią biegów, lakierem metalizowanym, nawigacją satelitarną, podgrzewanymi siedzeniami, systemami bezpieczeństwa, parą przesuwnych drzwi i kilkoma innymi opcjami, kosztuje już 130 872 zł brutto. Jakby się zastanowić, to wciąż jeden z tańszych warm hatchy na rynku.
Tekst i zdjęcia Marcin Koński
Zdjęcia Ford Transit Courier Van 1.0 EcoBoost:



















Dane techniczne: Ford Transit Courier Van 1.0 EcoBoost:
Silnik: 1,0 benzyna
Moc: 125 KM
Moment obr.: 200 Nm
Skrzynia biegów: 7-stopniowa, automatyczna
Napęd: przód
0-100 km/h: 11,5 s (pomiar własny)
Prędkość maksymalna: 175 km/h
Cena: od 99 tysięcy złotych brutto
Pomiary własne:
0-100 km/h (nachylenie): 11,52 s (-0,11%)
1/4 mili: 17,88 s
60-100 km/h (IV Bieg): 7,36 s
80-120 km/h (VII Bieg): 16,41 s
Zużycie paliwa w trasie pomiarowej (277 km) (min-max): 5,6-12,4 l/100 km







