Już wielokrotnie miałem okazję siadać za kółkiem samochodu elektrycznego, jednak pierwszy raz w moje ręce wpadł elektryczny van. Ford Tourneo Custom na papierze stanowi świetną propozycję dla hoteli i lotnisk, jednak dla zwykłego kierowcy taki samochód będzie niczym więcej niż abstrakcją. Przynajmniej tak twierdziłem, dopóki nie zasiadłem za jego kółkiem.
Zanim odebrałem z parku prasowego elektrycznego Forda, to zajrzałem do jego specyfikacji. Cóż… na papierze nie brzmiał on zbyt przekonująco. Szczególnie nie napawała mnie optymizmem informacja o zasięgu elektrycznym „do 325 km”. Nauczony doświadczeniem wiedziałem, że wielu producentów podaje zasięg w cyklu WLTP, który często nijak ma się do rzeczywistości. Ford także zaserwował nam fałszywą informację, gdyż po przejechaniu 210 km zaskoczył mnie stan naładowania mojego akumulatora.

Zapomnijcie o fajerwerkach
Z pewnością dla osób szukających vana, a tym bardziej elektrycznego, wygląd nie jest priorytetem. Jednak muszę przyznać, że Ford nie zaniedbał tego aspektu. Oczywiście nie znajdziemy w jego nadwoziu zbyt wielu fajerwerków. Ot, prosty i estetyczny projekt czyli taki, jaki powinien być. Dostaliśmy kilka smaczków pokroju opcjonalnych, matrycowych reflektorów, które zostały połączone oklepaną już listwą świetlną. Tuż obok znajdziemy charakterystyczny dla wersji Titanium X grill oraz emblemat producenta. Z kolei profil boczny nie serwuje nam zbyt wielu urozmaiceń. Do testu otrzymałem najdłuższy wariant nadwozia, więc ta amerykańska kolumbryna mierzyła aż 5450 mm długości. Z pewnością ogromnym atutem tego samochodu były opcjonalne automatycznie otwierane drzwi boczne po obu stronach. Fajny i przydatny bajer. Do tego możemy je otworzyć z kluczyka, aby ułatwić wysiadanie naszym pasażerom. Dostałem także opcjonalne „okienko” czyli minimalistyczną, uchylną szybę w tylnym rzędzie.
Z tyłu także zapomnijcie o cudach projektowych. Ten samochód ma być użytkowy i tak narysowali go projektanci. Mamy ogromną tylną klapę, estetyczne tylne światła i kilka przetłoczeń. Do tego możemy dorzucić opcjonalny hak, ale tego nie miałem w testowanym przeze mnie egzemplarzu. Jak dla mnie ogromnym minusem jest ręcznie zamykana klapa. Aby zamknąć to ustrojstwo potrzebujemy użyć sporo siły. Tak jak wspomniałem – ten design nie powala. Nie musi, wszak najważniejsze jest to, co znajdziemy w środku, a tam jest luksus, a przynajmniej w tylnym rzędzie.

Centrum dowodzenia z dwoma fotelami
Ford Tourneo Custom jest dostępny z trzema fotelami w pierwszym rzędzie. W moim egzemplarzu były tylko dwa i szczerze mówiąc, taki wariant osobiście też bym wybrał. Aby dostać się na tyły nie musiałem wysiadać z samochodu, tylko mogłem przejść pomiędzy przednimi fotelami. Sama fotele są w miarę wygodne i po przejechaniu ponad 1200 km tym samochodem nie mogę im nic zarzucić – przynajmniej tym z przodu. Do tego po boku mojego fotela znalazło się gniazdko 230V, dzięki czemu kierowca ma do niego łatwy dostęp. Na liczbę portów USB też nie powinniście narzekać. Otóż Ford umieścił ich od groma. W testowanym przeze mnie egzemplarzu znalazły się one na konsoli środkowej, w schowku za zegarami oraz w schowku na desce rozdzielczej po stronie pasażera. Do tego gniazdko 12V oraz dodatkowe porty w części pasażerskiej. Tym szczególnie zaskoczył mnie Ford.
Zawiódł mnie nieco materiałami we wnętrzu. Chińczycy pokazali, że nawet w dostawczaku czy pick-upie potrafią nam zaserwować miękkie materiały czy nawet skórę. Ford jest wyznawcą starej szkoły i serwuje nam głównie plastiki. Nie wyglądają one źle, jednak są po prostu twarde. Deska rozdzielcza wygląda w miarę estetycznie, jednak po cichu liczyłem na coś więcej w topowej wersji wyposażenia dla tego układu napędowego. Mamy także kilka cupholderów, dodatkową ładowarkę indukcyjną, która została ukryta pod konsolą środkową, a także sporo schowków. Nad naszymi głowami też znajdziemy jeden, jednak jest on minimalistyczny i nada się do przechowywania co najwyżej naszych dokumentów. Całość dopełnia cyfrowe lusterko wsteczne.

Proste ekrany i świetne audio
Muszę przyznać, że Ford wysoko u mnie zapunktował swoim systemem audio. Mianowicie w testowanym przeze mnie egzemplarzu dostałem opcjonalny 15-głośnikowy system Bang & Olufsen. Gra on świetnie i wielokrotnie umilił mi podróż tym samochodem. Jednak nie tylko on. Na pokładzie elektrycznego vana znajdziemy modem 5G i trzystrefową klimę. Same multimedia nie są zbyt rozbudowane. Dostaliśmy 13-calowy wyświetlacz z prostym systemem inforozrywki. Był on właściwie taki, jakiego oczekiwałem. Czyli prosty, intuicyjny. Do tego mamy bezprzewodowe Android Auto oraz Apple CarPlay. Z kolei same zegary oferują nam kilka widoków i dostarczają wszelkich niezbędnych informacji. Prawdę mówiąc, niczego więcej nie potrzebowałem ani nie oczekiwałem po tym samochodzie.
Przejdźmy jednak do najważniejszej części tego samochodu czyli części pasażerskiej. Znajdziemy tak ponownie kolejne porty USB oraz sześć foteli zamontowanych na szynach. Dzięki temu możemy modyfikować naszą przestrzeń wedle upodobań i potrzeb. Możemy zaoferować naszym pasażerom więcej miejsca lub też po prostu je zdemontować i zaserwować sobie większy bagażnik. Dodam, że demontaż foteli nie powinien stanowić dla nas większego problemu. Z kolei gdybyśmy jednak musieli coś przewieźć, to możemy śmiało zdemontować wszystkie sześć foteli i uzyskać nawet do 5472 litrów przestrzeni załadunkowej.
Same fotele z tyłu mają jak dla mnie nieco za krótkie siedzisko i mogłyby okazać się niewygodne dla wyższych osób. Miałem okazję wozić tym samochodem komplet osób na dystansie 50 km i żadna z nich nie narzekała na komfort podróży. Nic więc dziwnego, że ten samochód jest idealną propozycją dla hoteli i lotnisk. Myślę, że sprawdzi się również idealnie jako taksówka, o ile satysfakcjonuje nas zasięg, ale o nim wspomnę później. Warto dodać, że na oparciu obu środkowych foteli znajdziemy cupholdery, miejsce na nasze urządzenie mobilne oraz „stoliczek”. Podróżując tym samochodem nasi pasażerowie mogą złożyć środkowe fotele, przeciągnąć je na środek i śmiało rozłożyć tam laptopy. Wszak mamy jedno gniazdko 230V obok kierowcy, a drugie opcjonalne znajdziemy w bagażniku, jednak w moim samochodzie nie było tego dodatku.

Małe kłamstewko Forda
Dla potencjalnego nabywcy tego samochodu jednym z najważniejszych parametrów będzie zasięg i maksymalna moc ładowania. Byłem przyzwyczajony do zasięgu podawanego według norm WLTP, który nijak miał się do rzeczywistości. Ford pozytywnie mnie w tym aspekcie zaskoczył. Po zagłębieniu się w cennik tego modelu znajdziemy informację, iż akumulator o pojemności 71 kWh pozwala nam przejechać maksymalnie 334 km w przypadku samochodu z dłuższym nadwoziem oraz napędem wyłącznie na tylną oś. Mając w pamięci poprzednie testy elektryków sądziłem, że przejadę nim 250 km, może maksymalnie 300 km. Zostałem pozytywnie zaskoczony podczas mojej przejażdżki. Miałem do pokonania 210 km, a ze względu na sieć dróg i autostrad najwygodniej mi było pokonać ten dystans drogami krajowymi.
Wiadomo, przy drogach krajowych ciężej jest o ładowarkę elektryczną, a w szczególności o taką, która oferuje przyzwoitą moc ładowania, więc musiałem zaufać wyliczeniom Forda. Czekała mnie miła niespodzianka. Otóż wyjeżdżając z Łodzi z baterią naładowaną do 88 procent udało mi się dojechać przy 33 procentach. Tym samym pokonanie 210 km kosztowało mnie zaledwie 55 procent zasięgu. Szczerze mówiąc spodziewałem się sytuacji odwrotnej, gdzie dojechałbym do mojego punktu docelowego z niewielką rezerwą. Prosta matematyka podpowiada, że jadąc takim tempem mógłbym pokonać nawet 381 km na jednym ładowaniu. Oczywiście, w tej trasie moje zużycie oscylowało na poziomie 18-20 kWh, i jechałem w zależności od ograniczeń od 50 do 90 km/h. W mieście potrafiłem zużywać zdecydowanie mniej, jednak moje średnie zużycie wcześniej czy później wskakiwało do poziomu 16-17 kWh.
A co gdybyśmy wybrali się tym samochodem na autostradę? Cóż, o tym lepiej zapomnijcie. Nie dość, że nasza prędkość maksymalna wynosi 130 km/h, to nasze zużycie energii wystrzeli w kosmos. Już podczas jazdy 120 km/h zużywałem około 28 kWh, więc jadąc na „pełnym gazie” zużyjemy grubo ponad 30 kWh. Wtedy nasz zasięg staje się symboliczny. Do tego wygłuszenie tego samochodu świetnie sprawdza się do 100 km/h. Potem robi się już kiepsko.

A jak z ładowaniem?
Nie mogę natomiast narzekać na moc ładowania. Otóż możemy się ładować z mocą maksymalnie 125 kW. Mi osobiście udało się wykręcić najwięcej 118 kW, jednak nadal jest to wynik przyzwoity względem maksymalnej mocy. Naładowanie go z 18 do 60 procent zajęło mi zaledwie 17 minut i przez cały czas moc ładowania nie spadła poniżej 115 kW. Dopiero po przekroczeniu progu 60 procent zaczyna spadać i przy 70 procentach miałem już 70 kW. Z kolei przy 90 procentach nadal moc ładowania wynosi przyzwoite 35 kW. Według producenta naładowanie go z 20 do 80 procent powinno zająć nam 39 minut. Wynik jak najbardziej realny.
Przy obecnej infrastrukturze sieci ładowarek w naszym kraju myślę, że bardziej satysfakcjonowałaby mnie maksymalna moc ładowania na poziomie 150-180 kW. Więcej nie ma sensu, gdyż większość ładowarek, a przynajmniej tych w województwie łódzkim operuje do mocy maks 200 kW. Powiedzmy, że obecna moc jest po prostu wystarczająca. Niewystarczająca jest natomiast bateria. Jak dla mnie Ford mógłby wrzucić do tego samochodu mocniejszy akumulator, który pozwoliłby nam nie tylko przejechać dłuższy dystans, ale jednocześnie pozwolił jeździć autostradami i drogami szybkiego ruchu bez obawy o dojechanie do celu.

Gra warta świeczki?
Abstrahując od tematu zasięgu muszę przyznać, że elektryczny Ford Tourneo Custom jest naprawdę przyzwoitym samochodem. W moim egzemplarzu miałem do dyspozycji 218 KM mocy oraz 415 Nm maksymalnego momentu obrotowego, a także napęd wyłącznie na tylną oś. Jak dla mnie jest to połączenie w pełni wystarczające dla tego samochodu. Jest dynamiczny i elastyczny, a także jeździ się nim naprawdę przyjemnie. Nie mogę nic zarzucić układowi kierowniczemu ani zawieszeniu. To świetnie radziło sobie na wszelkich nierównościach.
Cena także nie jest przesadzona. Podstawowy Tourneo Custom z silnikiem spalinowym kosztuje 213 276 złotych brutto. W wersji z najdłuższym nadwoziem zapłacimy za niego już 235 046 złotych, z kolei wersja elektryczna startuje od 263 620 złotych. A za topowy wariant dla z 218-konnym silnikiem elektrycznym zapłacimy co najmniej 287 863 złote. Z kolei za testowany przeze mnie egzemplarz z opcjonalnym wyposażeniem zapłacimy już 307 112 złotych brutto. Cena jest według mnie adekwatna.
Elektryczny Ford Tourneo Custom ma kilka wad. Jednak nie są one dla nas zbyt irytujące. Ten samochód ma zdecydowanie więcej atutów, które osłodzą nam drobne niedociągnięcia i zgrzyty. Największym problemem pozostaje zasięg, który mógłby być po prostu większy. Gdyby Ford dorzucił do tego samochodu mocniejszy akumulator, to byłaby to propozycja wręcz idealna.
Damian Kaletka
Zdjęcia Ford Tourneo Custom EV:

































Dane techniczne Ford Tourneo Custom EV:
Silnik: elektryczny
Moc maksymalna: 218 KM
Maksymalny moment obrotowy: 415 Nm
Prędkość maksymalna: 130 km/h
Zasięg: 334 km
Cena: 213 276 zł brutto (w wersji benzynowej), 307 112 zł brutto (testowany egzemplarz)







