Szybkie crossovery to bardzo wąska grupa samochodów, zwłaszcza wśród marek popularnych. Ford Puma ST ma więc niewielu rywali, a nowa wersja mimo litrowego silnika potrafi dynamicznie pojechać i jeszcze nieźle strzelić z wydechu.
Można pomyśleć, że downsizing nie powinien dotyczyć samochodów sportowych. Z drugiej strony samo stworzenie niewielkiego crossovera, który ma czerpać z idei hot hatchy i dawać emocje już w teorii może zainteresować niewielką grupę kierowców. Po kilku dniach za kierownicą odświeżonej Pumy z czerwonym oznaczeniem ST stwierdzam, że warto się przynajmniej do niej uśmiechnąć.
Sport, a 3 cylindry i 170 KM
Trzycylindrowe silniki w modelach Forda pojawiły się już bardzo dawno temu. Czas pokazał, że to dobre konstrukcje, które zdobyły już niejedne laury. Mimo wszystko użycie takiego rozwiązania w sportowych odmianach aut amerykańskiej marki trochę razi fanów motoryzacji. Po kilku spotkaniach z takimi autami moje obawy zostały w pełni zniwelowane, chociaż Ford w tym roku poszedł jeszcze krok dalej.
Po niezłych silnikach 1,5 l o mocy dochodzącej do 200 koni mechanicznych (Fiesta czy poprzednia Puma ST) producent postanowił pobawić się litrowym motorem o 3 cylindrach. I tak w tym czerwonym nadwoziu pod maską znalazła się turbodoładowana jednostka z pojemnością tylko 1 litra i mocą 170 KM (248 Nm). Jak widać czas, a raczej surowe normy emisji spalin, sprawiły, że nowa Puma ST jest słabsza i ma jeszcze mniejszy silnik (a wcale nie lżejszy).

Szybko skręca, nieźle brzmi i skutecznie hamuje
To jednak tylko teoria, bo Puma ST to nadal bardzo fajne auto, którym jeździ się naprawdę przyjemnie. Samochód nie stracił w ogóle sportowego ducha, ponieważ nadal jest bardzo twardo (w mieście aż za bardzo), genialnie się prowadzi (mimo wyższego nadwozia) i do tego jeszcze potrafi zaskoczyć akustyką płynącą z wydechu, a nie z głośników.
Czytając teorię trochę się tego nie spodziewałem, więc już po pierwszych kilometrach byłem miło zaskoczony. Na tyle, że chociaż przez chwilę pomyślałem o dawnych czasach i szybkich hatchbackach, a Ford był w nie bardzo dobry.

Auto oczywiście względem zwykłej odmiany Pumy zyskało lepsze i twardsze zawieszenie, większe i skuteczniejsze hamulce oraz fajny wydech. Nie zabrakło też kubełkowych foteli, dobrze leżącej w dłoni kierownicy i najważniejszej funkcji – mechanizmu LSD, który poprawił przyczepność przednich kół i ułatwił pokonywanie zakrętów, a w szczególności zmniejszy podsterowność przy wychodzeniu z łuku – działa to wyśmienicie.
Nasz egzemplarz korzystał z 7-biegowej skrzyni automatycznej (PowerShift), która w sumie dobrze współpracowała z kierowcą. Do dyspozycji są jeszcze oczywiście manetki, więc można trzymać kontrolę na bieżąco.

Są emocje, ale brakuje osiągów
Tak więc za kierownicą naprawdę nie brakuje endorfin i emocji. Szkoda jednak, że rzeczywistość jest zgoła inna – auto do setki rozpędza się w 7,4 sekundy, a v-max to 210 km/h. Dla porównania podobne wyniki zrobi wam niemal każdy zwykły SUV, który sport widzi tylko w telewizji. Z drugiej jednak strony wasze prawo jazdy będzie bezpieczne, a wy i tak się będziecie dobrze bawić. Może to właśnie o to chodzi?
Ponadto downsizing ma swoje odbicie w ekonomii użytkowania tego samochodu. Układ miękkiej hybrydy ma dbać o ekologię i portfel właściciela. Moje spalanie to około 7-8 litrów benzyny na 100 km. I zdecydowanie taki wynik w tego typu aucie uważam za atrakcyjny.

Ford Puma ST wyglądem zadziera nosa
Klienci jednak nie tylko osiągami żyją – w końcu auto powinno też dobrze wyglądać. W tym aspekcie Ford Puma ST nie zawodzi. W czerwonym lakierze z ciemnymi 19-calowymi felgami i podwójną końcówką wydechu zwróci uwagę wielu przechodniów. Przedni dyfuzor i niski splitter z wytłoczonym logo Ford Performance, przyciemniane szyby i tylna lotka również podkreślą wyjątkowość takiej odmiany. Co ważne, całość wygląda zgrabnie i przyjemnie, także Ford w ogóle z tuningiem nie przesadził.
Poza tym Ford zawsze dbał o wyróżniki wersji ST, więc gdyby czerwony kolor się nie podobał jest jeszcze fajny niebieski lub seledynowy!
Zajrzyjcie również na nasz kanał na Youtube
Samo nadwozie względem poprzednika nie zmieniło się jednak diametralnie. Owszem mamy nowe reflektory z przodu z nową sygnaturą świetlną, ale reszta to znana karoseria z obłymi kształtami. Przód samochodu nadal lekko przypomina wygląd Porsche, ale to akurat wpływa pozytywnie na ocenę tego auta.

Wnętrze nowej Pumy
Odświeżenie modelu oprócz zmian w silniku najwięcej widać właśnie w środku auta. O ile zegary, kierownica czy fotele i deska rozdzielcza są podobne, to ekran systemu infomedialnego zdecydowanie urósł. Ma teraz niemal 13 cali i skrywa wersję systemu SYNC 4, który od lat jest dopracowywany. Działa szybko, ma ładne grafiki i posiada wszystkie funkcje potrzebne we współczesnym aucie (nawigacja, obsługa samochodu, audio oraz łączność z telefonem).
Ford Puma ST nie jest jednak sporym samochodem, ale w zupełności pomieści 4 osoby. Te z przodu mogą trochę narzekać na kubełkowe fotele, ale w końcu ma to być samochód sportowy. Bagażnik tego crossovera to pojemne 452 litry, a pod podłogą kufra jest jeszcze tzw. megabox o pojemności dodatkowych 85 litrów. Co ciekawe, to miejsce ma korek spustowy, więc możecie wozić tam nawet coś mokrego.

Ile kosztuje nowy Ford Puma ST?
Moją wyliczankę zacznę jednak od zwykłej wersji, by pokazać jak bardzo Puma ST różni się od standardowego wariantu. Model ten w Polsce można kupić za dobrze brzmiąco marketingowo – 99 900 złotych. Do sportowej opcji trzeba dopłacić niemal 50 tysięcy złotych, więc sporo, ale uwierzcie, że to już prawie całkiem inny samochód niż zwykła odmiana.
Cieszę się, że Ford jednak tworzy tak niecodzienne samochody jak Puma ST. Takim zabiegiem sprawia nam, kierowcom sporo radości. Przecież nie każde auto musi być poparte argumentami księgowego. Ford Puma ST jest inny – jest jakiś, a to już naprawdę dobra cecha, wśród segmentów wypełnionych podobnymi produktami na rynku nowych aut.
Konrad Stopa
Zdjęcia Ford Puma ST:































Dane techniczne Ford Puma ST:
Silnik: 1.0 turbo benzyna, 3 cylindry
Moc: 170 KM
Moment obr.: 248 Nm
Skrzynia biegów: 7-stopniowa, automatyczna
Napęd: na przód
0-100 km/h: 7,4 s
Prędkość maksymalna: 210 km/h
Cena: od 149 tysięcy złotych








Komentarze 2