Są samochody, które próbują być wszystkim naraz. Są też takie, które nagle postanawiają skupić się na jednym szczególe. Ford Puma Sound Edition należy do tej drugiej grupy i trzeba przyznać, że to dość nietypowy kierunek jak na miejski crossover. Zamiast kolejnej wersji „sport”, „black” albo „styl”, Ford stwierdził, że zrobi auto dla osób, które słuchają muzyki. Brzmi trochę jak marketingowy eksperyment, jednak to wciąż normalna Puma, tylko z innym pomysłem na siebie. Czy to wystarczy, żeby przekonać do siebie odbiorców?
Limitowana wersja, której już nie ma
Z Sound Edition jest jeden dość istotny problem. To auto, które zdążyło już praktycznie zniknąć z oferty. Ford wprowadził linię Ford Collection, pokazał kilka specjalnych wersji i bardzo szybko ograniczył ich dostępność. Dziś nie ma ich już w konfiguratorze, więc zostają tylko egzemplarze stojące u dealerów.
I to trochę zmienia odbiór całej sytuacji, bo nie mamy do czynienia z normalną wersją wyposażenia. To raczej krótkotrwały eksperyment, który miał sprawdzić, czy kierunek dla audiofila ma sens.
Wygląd bez efektu przesady, i dobrze
Na zewnątrz Puma Sound Edition nie próbuje udawać czegoś więcej, niż jest w rzeczywistości. I to jest jej największa zaleta, bo w tym segmencie łatwo przesadzić z dodatkami. Felgi w kolorze Magnetite, czarny dach i przyciemnione detale tworzą spójną całość. Auto wygląda nowocześnie, ale nie krzyczy na ulicy, że jest wersją specjalną. Jedynie lakier Metropolis White może nam to zdradzić.


To nadal dobrze znana Puma, czyli kompaktowy crossover o dynamicznej sylwetce i lekkim sportowym zacięciu. Różnica polega na tym, że tutaj wszystko jest bardziej stonowane i uporządkowane. Po kilku dniach z autem nie mam wrażenia, że stylistyka się starzeje. To konfiguracja, która nie męczy wzroku i nie wymaga przyzwyczajenia.
Wnętrze, które nie udaje premium, ale też nie rozczarowuje
Po wejściu do środka Ford nie zaskakuje niczym rewolucyjnym i dobrze, bo nie taki był cel. Kokpit Pumy jest znany i nadal bardzo ergonomiczny. Wersja Sound Edition dodaje trochę jaśniejszego klimatu i efektem jest delikatnie „lżejszy” charakter wnętrza. We wnętrzu Pumy znajdziemy nową tkaninę siedzeń w kolorze Metal Grey z jasnoszarymi boczkami drzwi i kontrastującymi elementami deski rozdzielczej. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal czujemy tu segment B-SUV. Materiały są poprawne, spasowanie stoi na dobrym poziomie i nic nie skrzypi w sposób, który mógłby irytować.


System SYNC 4 działa szybko i logicznie, co w codziennym użytkowaniu jest dużym plusem. Nadal jednak pozostaje kwestia obsługi klimatyzacji z poziomu ekranu, która nie każdemu przypadnie do gustu. W praktyce to wnętrze, które po prostu się sprawdza, nawet jeśli nie robi wielkiego wrażenia. Muszę przyznać, że wnętrze jest przyjemne, system łatwy w obsłudze, a do tego ten sporej wielkości 12-calowy ekran multimedialny jest w idealnym miejscu. Zrobienie nawet 500 kilometrów na raz nie powinno sprawić kierowcy kłopotu..
155 KM, które pasuje do tego auta bardziej niż się wydaje
Pod maską pracuje dobrze znany silnik 1.0 l EcoBoost Hybrid o mocy 155 KM. Wspiera go układ miękkiej hybrydy, a całość współpracuje z automatyczną 7-biegową skrzynią Powershift. I to jest konfiguracja, która w tej Pumie wydaje się zdecydowanie najlepsza. Auto jest lekkie, gdyż waży jedynie 1259 kilogramów. Silnik dość szybko reaguje na gaz i do tego jest całkiem żwawy oraz dynamiczny. Nie ma tutaj poczucia, że silnik się męczy albo pracuje na granicy swoich możliwości. Wręcz przeciwnie, wszystko działa zaskakująco swobodnie. W mieście Puma jest bardzo przyjemna w prowadzeniu. Jest zwrotna, łatwa w manewrowaniu i idealna do codziennej jazdy.


Na trasie 155 KM daje komfort psychiczny, bo wyprzedzanie nie wymaga nerwowych decyzji. Ta moc zdecydowanie wystarcza. Auto przyspiesza płynnie i bez wrażenia walki z masą. Puma nie jest szybkim crossoverem, ale ma dobrze zbalansowany napęd. A do tego potrafi być bardzo oszczędna i spalać w okolicach 6 litrów na 100 kilometrów.
Skrzynia Powershift przez lata miała różne opinie, ale tutaj działa zaskakująco dobrze. W codziennej jeździe jest praktycznie niewyczuwalna, co w tym segmencie jest dużym komplementem. Zmiany biegów są płynne i nie powodują szarpnięć przy spokojnym przyspieszaniu. W korkach nie ma też nerwowości ani nieprzyjemnych reakcji.
Przy dynamiczniejszej jeździe skrzynia potrafi szybko zareagować i dobrać odpowiedni bieg. Nie próbuje jednak udawać sportowej konstrukcji, co w tym aucie byłoby zbędne. To element, który po prostu działa i nie zwraca na siebie uwagi. Jedyne zastrzeżenie mam do lekko ociężałego ruszania. Oprogramowanie jest podobne jak w Volkswagenach, czyli chwila musi minąć zanim samochód się namyśli, żeby ruszyć.
Prowadzenie nadal jest największym atutem Pumy
Ford od lat robi jedną rzecz bardzo dobrze i Puma tylko to potwierdza. Chodzi o sposób prowadzenia, który nadal wyróżnia ten model na tle konkurencji. Układ kierowniczy jest szybki i precyzyjny. Auto reaguje natychmiast i daje kierowcy poczucie pełnej kontroli nad sytuacją. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że ostały się geny wersji ST.
Na krętych drogach Puma zachowuje się bardziej jak kompaktowy hatchback niż podwyższony crossover. Nie ma tu sztucznej sportowości, ale jest naturalna lekkość. Zawieszenie jest sprężyste i dobrze kontroluje nadwozie. Zawieszenie nie jest miękkie, ale dzięki temu auto nie buja się i nie traci stabilności. To nadal jeden z tych crossoverów, które po prostu chce się prowadzić.



Przy wyższych prędkościach Puma zachowuje się stabilnie i przewidywalnie. Nie zachęca do szybszej jazdy, ale chętnie wkręca się na obroty. Nie ma tutaj nieprzyjemnych ruchów nadwozia ani wrażenia braku kontroli. Przy wyższych prędkościach słychać szumy powietrza, ale skutecznie można je niwelować dobrym nagłośnieniem. Można również spokojnie prowadzić rozmowę bez podnoszenia głosu, co nie jest takie oczywiste w tym segmencie. To auto, które nie męczy w trasie. I właśnie na trasie zaczyna mieć sens jeden z głównych elementów tej wersji.
B&O Performance, czyli powód istnienia tej wersji
System B&O Performance o mocy 650 W jest sercem Sound Edition. I to nie jest tylko suchy dodatek w specyfikacji, bo różnicę faktycznie słychać. Dźwięk jest bardzo czysty i dobrze zbalansowany. Bas nie dominuje, a wokale pozostają czytelne nawet przy wyższej głośności. Byłem naprawdę pod wrażeniem. Sami inżynierowie Harman zadbali o dostrojenie głośników dla uzyskania najlepszej efektywności przy korzystaniu z różnych źródeł dźwięku i w różnych warunkach pracy.
Największa różnica pojawia się na trasie. Przy prędkościach autostradowych system nadal zachowuje klarowność i czystość dźwięku. To właśnie w takich warunkach widać, że Ford nie zrobił tego systemu tylko „na papierze”. Podcasty i audiobooki brzmią naturalnie i wyraźnie, dzięki przywiązaniu uwagi do wysokich tonów.

Funkcja Beosonic pozwala zmieniać charakter brzmienia jednym ruchem. Jest ciekawa, ale to bardziej dodatek niż coś niezbędnego. Większość kierowców nawet z niej nie skorzysta. Podstawowe ustawienia są już zdecydowanie wystarczające.
Praktyczność, która nadal ratuje całość
Puma nadal pozostaje jednym z bardziej funkcjonalnych B-SUV-ów. MegaBox w bagażniku to rozwiązanie, które realnie ułatwia codzienne życie. Wygląda śmiesznie, jak wanna pod podłogą, ale jest praktyczne. Bagażnik sam w sobie posiada 456 litrów, co jak na ten segment jest sporym wynikiem. Ponadto z przodu jest wygodnie i ergonomicznie, bez większych kompromisów. Wszystko jest pod ręką i działa intuicyjnie. Fotele nie są nadzwyczajne, ale są naprawdę wygodne i nie męczą przy dłuższej jeździe.




Z tyłu sytuacja jest typowa dla średniej segmentu. Dwie osoby podróżują komfortowo, trzecia byłaby już nad wymiar. To nadal auto bardziej dla pary lub małej rodziny niż pełnoprawny samochód rodzinny. Taki miejski podróżnik, z aspiracjami na krótkie wypady poza miasto.
Podsumowanie
Ford Puma Sound Edition nie zmienia tego, czym jest Puma. I to jest jednocześnie jej największy plus.To nadal dobrze prowadzący się, lekki crossover segmentu B, który w tej wersji został po prostu bardziej dopracowany. Tym razem Ford nie próbował robić auta zbyt sportowego lub luksusowego. A szkoda, bo już ciekawa wersja ST nie jest dostępna.
Producent skupił się na tym, co realnie używamy w aucie każdego dnia, czyli na jakości dźwięku i komfortowym odbiorze podróży. Czy to wystarcza, żeby przekonać potencjalnego klienta do dopłaty? Jeśli auto ma tylko dowieźć z punktu A do B, odpowiedź jest prosta. Jeśli jednak spędzasz w nim dużo czasu, ta wersja zaczyna mieć więcej sensu, niż mogłoby się wydawać na początku.
Bo to nadal Puma. Tylko taka, która brzmi lepiej, niż większość się spodziewa. I mnie do siebie przekonała.
Paweł Zaorski
Zdjęcia Ford Puma Sound Edition:


























Dane techniczne Ford Puma:
Silnik: MHEV, 1.0l
Moc: 155 KM
Moment obr.: 190Nm
Skrzynia biegów: 7-biegowa, automatyczna
Napęd: FWD
0-100 km/h: 6,7 s
Prędkość maksymalna: 200 km/h
Cena: od 157 050 złotych







