Test: Ford Mustang Fastback 5.0 GT – już nie taki groźny

Z mocnymi, tylnonapędowymi autami jest tak, że aby je ujarzmić, trzeba mieć nie tylko jaja, ale przede wszystkim – doświadczenie. Gdy w 2016 roku siadałem za kierownicą Mustanga z silnikiem 2.3 bałem się wyjechać na mokre ulice po deszczu. Dziś na amerykańską legendę mogę spojrzeć przez inny pryzmat – bardziej doświadczonego kierowcy i ojca, który cholernie męczył się z włożeniem fotelika na tylną pseudo kanapę…

W 2016 roku pisałem, że Mustang jest najfajniejszym autem, jakie przyszło mi testować. Dziś mam trochę inny typ, o którym być może niebawem napiszę – zbieram się do podsumowania mojej dotychczasowej działalności. Tak czy inaczej, uważam, że Mustang zasługuje na miano legendy, a obecna generacja na miano auta, którym chociaż raz warto się w życiu przejechać.

Czemu Mustang jest legendą? Bo w odpowiednim momencie – a mówimy o początku lat 60-tych w USA – pojawiło się auto szybkie, odpowiednio obszerne (tuż przez prezentacją oficjalnego modelu szef Forda kazał jeszcze o 10 cm zwiększyć ilość miejsca na nogi kierowcy) i tanie, a przynajmniej o wiele tańsze od Corvetty i aut sportowych sprowadzanych do Ameryki z Europy.

ford mustang 20 1024x683

Na sukces nie trzeba było długo czekać. Po roku od wprowadzenia w Ameryce Północnej sprzedano ponad 400 tys. Mustangów. A zapotrzebowanie wciąż rosło. W 2015 roku szósta generacja tego sportowego modelu trafiła do polskich salonów. Wreszcie nie jesteśmy skazani na auta zza oceanu, który najczęściej przyjeżdżają do nas po mocnych wypadkach i podtopieniach.

Od początku to auto kusi nas świetnym wyglądem i dobrą cenę. Jest zatem jak kiedyś w USA?

TAK!

Jeśli bowiem chcesz jeździć szybkim, bezkompromisowym autem, które zwraca na siebie uwagę, świetnie brzmi a przy tym nadaje się do używania na co dzień to chyba nie ma lepszego wyboru.

Testowany Mustnag 5.0 w kolorze zielonej traszki to już czwarte coupé ze znaczkiem biegnącego konia, z jakim przyszło mi się zmierzyć. Po 2.3 było pełnoprawne 5.0, potem szalony Bullit i teraz znowu 5.0, tyle że po lifcie. Niedawno mój znajomy kupił sobie Mustanga 5.0 i powiem Wam, że mimo wszystko, chyba mu nie zazdroszczę, ale po kolei.

Co zmienił lift?

Ostatni Mustang, którego tu opisywałem był modelem przed liftingiem, dlatego dla porządku napiszę jeszcze, co zmieniło się po 3 latach od początku produkcji.

A zmienił się przede wszystkim wygląd – Mustang z przodu jest teraz groźniejszy. Po drugie materiały w środku – tu bym się trochę kłócił, bo ja poprawy nie zauważyłem. Nie żeby było źle. Mustang taki już musi być – trochę plastikowy, ale broniący się sercem i prowadzeniem. Chociaż i w tej kwestii wiele zmienił lifting. Zmieniono moce silników – niestety także ich dźwięk – to chyba przez wprowadzeniem normy spalin euro 6.1 (V8 już tak nie bulgocze). Poprawiono też stabilność jazdy. Na koniec, jeśli klient wybiera automat dostaje 10-biegowy. Innego nie ma.

ford mustang 5 1024x683

Wnętrze

Tak jak napisałem wnętrze jest plastikowe, ale ma coś w sobie. Co prawda można dopatrzeć się tu pewnych naleciałości np. z Mondeo, ale i tak klimatem całość świetnie się broni. Co ciekawe, mimo obszernych drzwi, wsiadanie wcale nie jest takie proste. A już wchodzenie do tyłu lub wsadzenie tam dziecka do fotelika to dramat. Nigdy się tak nie nakląłem. Także tatusiu, jeśli próbujesz sam siebie przekonać, że kupisz sobie Mustanga i jakoś to będzie, bo w końcu bagażnik ma 408 litrów, to przemyśl to dwa razy albo i trzy. Będziesz się bardzo denerował za każdym razem, gdy twoja pociecha będzie jechała razem z tobą.

W kategorii przestrzeni na nogi i wygody z przodu narowisty koń może się jednak pochwalić. Siedzi się bardzo wygodnie, przestrzeni nie brakuje w żadnym kierunku a fotele rozpieszczają amerykańską miękkością i o dziwo, nawet trzymanie boczne w nich jest zauważalne.

ford mustang 11 1024x683

Wybaczcie, że nie będę rozwodził się nad infontaimentem, bo uważam, że cała elektronika, w którą wyposażony został Mustang jest zbędna. Owszem, wyświetlacz zamiast zegarów pozwala na ustawienie trybu, który do złudzenia przypomina “budzik” z pierwszego Mustanga, ale ja mimo wszystko wolałbym tu analogi. Sam ekran wbudowany w deskę rozdzielczą do SYNC3, czyli system znany z Focusów, Mondeo i innych S-Maxów. Ze wszystkimi jego wadami i zaletami oczywiście. Sterowanie klimatyzacją odbywa się na osobnym panelu, ale nie jest specjalnie wygodne – zamiast przycisku na suwaku góra dół o wiele lepiej działałyby pokrętła. Mamy tu oczywiście kilka smaczków w postaci przełączników jak w starych amerykańskich gablotach, okrągłe nawiewy czy “daszek” na desce rozdzielczej przed pasażerem. Tak jak pisałem, czuć ten klimat…

No to JAZDA!

Wsiadasz, naciskasz przycisk na dole deski rozdzielczej. Masz do wyboru tryb cichego odpalania, żeby nie pobudzić sąsiadów albo tryb, w którym ryk z rur wydechowych powoduje ciarki na plecach. Sam silnik pracuje jedwabiście, ale tak jak pisałem wyżej – odebrano mu coś z wigoru a już na pewno charakterystyki dźwięku. Cóż. Pozostaje wydech – ten robi robotę za dwóch. Auto jest niezwykle głośne, co sprawia, że nie trudno spowodować, że połowa ulicy będzie cię odprowadzała wzrokiem podczas jazdy.

A sama jazda? Pyszna! Auto jest wymagające. Zobaczy to każdy, kto przywykł do prostoty z jaką prowadzi się współczesne pojazdy. Kierownica chodzi ciężko, auto wydaje się zajmować cały pas, przez co pierwsze wrażenie jest takie, że na pewno się z nikim nie minę.

W testowanym egzemplarzu biegi zmieniał automat, w dodatku dziesięciobiegowy, co jest i wadą i zaletą. Wadą – zapomnij o manetkach, bo ciężko nadążyć ze zmianą biegów. Te są bardzo krótkie. Wadą również, bo zabiera to sporo funu przy ruszaniu ze świateł. Zaletą – cóż, można się skupić na jeździe i wsłuchując się w silnik po prostu pokonywać kolejne kilometry.

Moim zdaniem Mustang nie jest autem sportowym. Mimo tych 4,3 sekund do setki to cruiser, uliczna szara eminencja. Auto dla kogoś, kto nie szuka prostych rozwiązań. Oczywiście da się nim jeździć bardzo szybko, a nawet wtedy jego opanowanie jest w zasięgu kierowcy niekoniecznie wyścigowego, ale prawdziwa radość to po prostu zwykła, codzienna jazda.

Mustang ma bardzo wygodne zawieszenie, które świetnie wybiera dziury. Przez cały czas, siedząc w nim, czuć wibracje silnika. Nie no absolutnie – bajkowe auto za przystępną kasę. Tyle że ja osobiście póki co bym go nie chciał. Nie jestem już ani nastolatkiem ani nie mam jeszcze kryzysu wieku średniego.

Dla nastolatków zresztą stworzono tryb palenia gumy. Stajesz Mustangiem na drodze, włączasz odpowiedni tryb, blokują się przednie koła i możesz spalić kapcie. Po co to jest? I komu to potrzebne? Nie wiem…

Spalanie? 17-18 litrów w mieście, 10 na trasie. Oczywiście mocno depcząc osiągniemy wyniki nawet z trójką z przodu. Nie jest to oszczędny samochód, ale w swojej klasie – chociaż ja szczerze mówiąc nie wiem z kim miałby konkurować – szczególnie tej cenowej, przy 5-litrowym motorze V8 to zużycie paliwa nie jest przerażające. Alpine A110 spali na pewno mniej. Cenowo najbliżej mu do Mustanga, ale to zupełnie inne auto…

Podsumowując

Za 4 lata zacznę o nim myśleć. Właśnie będę kończył 40tkę.

Adam Gieras

PS. w USA dostępna jest wersja Shelby GT 500 z ogromną mocą 670 KM. W Europie niektóre firmy oferują podniesienie tej mocy o kolejne 100-150 KM.

PS2. niebawem do Europy wchodzi Mustang Mach1 z szeregiem przeróbek wizualnych i technicznych. Będzie legitymował się mocą 460 KM.

PS3. ze Stanów najczęściej sprowadzane są Mustangi z silnikiem 3.7 V6. To bardzo dobre źródło napędu. Takiego Mustanga ma popularny vloger Kickster, ale nie oglądamy go ;)

Wygląd:%name (10 / 10)
Wnętrze:%name (8 / 10)
Silnik:%name (9 / 10)
Skrzynia:%name (7 / 10)
Przyspieszenie:%name (9 / 10)
Jazda:%name (10 / 10)
Zawieszenie:%name (9 / 10)
Komfort:%name (10 / 10)
Wyposażenie:%name (9 / 10)
Cena/jakość:%name (10 / 10)
Ogółem:%name (91/100)

Ford Mustang 5.0

Silnik: V8, 32, benzyna bez turbo
Pojemność: 4951 cm³
Moc: 450 KM przy 7000 obr/min
Maksymalny moment obrotowy: 529 Nm przy 4600 obr/min
Skrzynia biegów: automatyczna, dziesięciobiegowa
Cena: w wersji GT 55 – 245 810 zł

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM Audi A3 1.8T 150 KM, a od niedawna spełnienie marzeń - Mercedes W124 E-24 (K-Jet, 220 KM). Nigdy nie kupię chyba nowszego auta niż mam ;)