Przepis na zbudowanie doskonałego samochodu dostawczego, wydaje się być dość prosty. Bierzemy platformę z napędem na tylną oś oraz dość niskim progiem załadunku, dodajemy całkiem pojemne nadwozie oraz tyle mocy, by całkiem sprawnie poruszać się w ruchu ulicznym. I wszystko poszłoby doskonale, gdyby do tego eliksiru, nie ulało się za dużo ostatniego składnika. Oto Ford E-Transit Custom Van 340 L2 o mocy 218 KM.
Samochód jest elektryczny, a co za tym idzie, dość ciężki. Niemniej, 218 koni mechanicznych oraz 415 niutonometrów momentu obrotowego, bez skrępowania wędrują na tylną oś, serwując oponom jesień średniowiecza. Wystarczy, że jezdnia będzie choć trochę wilgotna (o co w ostatnim czasie wcale nie jest trudno), by Transit ochoczo zamiatał biodrami, sprawiając przy tym zadziwiającą satysfakcję. Czy wyłączyłem kontrolę trakcji, by zobaczyć, jak Transit lata bokiem? I tak i nie, bo jedna nawrotka na skrzyżowaniu, to zdecydowanie za mało, by sprawdzić, na co stać ten samochód. Co więcej, uślizg przychodzi tak raptownie, że momentalne oderwanie pedał gazu, praktycznie zabija uślizg tylnej osi.
Narowistość tylnej osi oraz wymiary auta, zdecydowanie powstrzymywały mnie od jazdy z wyłączoną kontrolą trakcji. Kiedy jezdnia była mokra, żółta kontrolka ślizgającego się samochodu, przestawała mrugać dopiero po przekroczeniu 80 km/h. W tym czasie, E-Transit szukał resztek trakcji, delikatnie zamiatając tyłem. Kiedy droga zaczynała bardziej sprzyjać przyczepności, elektryczny dostawczak Forda, pokazywał pazura w biegach sprinterskich. Tego oficjalnie się nie dowiesz, ale przyspieszenie do 100 km/h, trwa tu nieco ponad 8 sekund! I nie jest to najmocniejszy E-Transit Custom, jakiego możesz dostać.

Niby dostawczak, a potrafi zawstydzić wyposażeniem
Niebieski Ford, zawstydza też pod innymi względami. Po pierwsze, serwuje naprawdę wygodną pozycję za kierownicą, rozpieszczając nieprzyzwoicie bogatym — jak na busa — wyposażeniem. I nie chodzi mi o automatyczną klimatyzację, czy podgrzewane siedzenia. Na pokładzie testowego samochodu, znalazł się dodatkowo zestaw audio B&O (gra naprawdę fajnie), system kamer 360o, podgrzewana kierownica oraz matrycowe światła drogowe (są jeszcze lepszym wyborem od markowego audio). Czy to oznacza, że można nazwać elektrycznego Customa „wszystkomającym”?
Nie i już tłumaczę, dlaczego. W pierwszej kolejności, brakuje haczyka na kurtkę, nieistotnego tylko z pozoru. W praktyce, zdjęte okrycie wierzchnie, możesz jedynie rzucić na siedzenie. I to o ile nikt na nim nie siedzi. Inny wariant, praktyczne skazuje na jazdę w narzutce, co nie zawsze jest wygodne. Kolejny zarzut, pojawia się po złożeniu środkowego oparcia. Wtedy, otrzymujesz płaską tacę z przewleczonym przez środek rozciągliwym paskiem. Z założenia, mogło to by być doskonałe miejsce na dokumenty, czy np. książkę. Sęk w tym, że pokonanie każdego zakrętu, oznacza wypadnięcie zawartości. Cudownie bezużyteczna rzecz!

Zima i E-Transit — co może pójść nie tak?
Innym problemem jest prowadzenie. Kiedy jezdnia stanie się wilgotna w choć minimalnym stopniu, szybkie pokonanie łuku zaczyna przypominać grę planszową Operacja, w której masz do wyciągnięcia wodę w kolanie. Czemu jest tak trudno? Przecież samochód elektryczny ma stosunkowo nisko położony środek ciężkości, przez co powinien prowadzić się wyśmienicie. I zapewne tak by było, gdyby 2,5-tonowy klocek (na pusto) poruszał się na oponach szerszych, niż 215 mm. Kiedy jest sucho, fizyka jest w stanie wybaczyć taką nieproporcjonalność. Na mokrym, jest już zupełnie inaczej. Pewność prowadzenia w zakręcie, ustępuje miejsca przeczuciu, że E-Transit jest trochę podsterowny, delikatnie celując w stronę pobocza. Kiedy nie jedziesz z nastawieniem na zabawę, coś takiego z czasem zaczyna irytować.
Dużo szybciej za to, będziesz rzucać zaklęciami w nadpobudliwą, tylną oś. Dynamiczny start, niemal zawsze będzie oznaczać interwencję kontroli trakcji. Chwila nieuwagi przy spokojniejszej jeździe, skończy się tym samym. Aż trudno mi sobie wyobrazić jazdę elektrycznym Transitem w śniegu. Chyba, że przez to, mam rozumieć lądowanie w przydrożnym rowie. Obawiam się, że w takich warunkach, samochód będzie po prostu bezużyteczny.
Inną sprawą jest zasięg, który w praktyce, trudno uznać za imponujący. Bateria w E-Transicie, ma pojemność 64 kWh netto. Oznacza to, że dla samochodu o średnim zużyciu prądu na poziomie 33 kWh/100 km, zasięg powinien wynieść jakieś 200 km. Nie jest to zbyt imponujący wynik, wziąwszy pod uwagę zakres wyposażenia, uprzyjemniającego dalsze eskapady. Drobnym pocieszeniem jest to, iż wkrótce, elektryczny Transit otrzyma ciut większą baterię (71 kWh netto).

Do tańca i do różańca?
Czy w takim razie, E-Transit Custom jest kompletnie bez sensu? Niezupełnie. Mimo, iż jego ładowność, to niezbyt imponujące niemal tysiąc kilogramów (bez pasażerów), to bez problemu mogłem tym autem zabrać do utylizacji kilka, dość sporych przedmiotów. Poza tym, wydaje mi się, że na ogół, takie busy nie wożą szczególnie ciężkich ładunków. To z kolei oznacza, że przy śliskiej nawierzchni, elektryczny Custom będzie irytować nadpobudliwością tylnej osi w godzinach pracy.
I zachwycać w każdym innym momencie. Niezwykle psotne 218 KM i 415 Nm momentu obrotowego, zmieniają pozornie zwykłego dostawczaka, w odpowiednik Toyoty GT-86. Tylko z funkcją przewożenia mebli z Ikei. To funcar, którego nie spodziewasz się w takim nadwoziu i swoisty Patryczek z budowy. Wesołek, który ponad pracę stawia na śmiech oraz drobne żarty. Coś jak wersja MS-RT, którą nie jest.

Ale to nic złego. W przypadku samochodu dostawczego, napęd na tylną oś ma znacznie więcej sensu. Inżynierowie z Forda, powinni jednak rozważyć wariant szerszego ogumienia. Elektryczny Custom z napędem na obie osie, też byłby ciekawą opcją. Wróćmy jednak do dzisiejszego bohatera. Ford E-Transit Custom Van 340 L2 218 KM, to wydatek co najmniej 239 333,40 złotych brutto. Jeśli jednak jesteś zainteresowany zakupem auta w prezentowanej konfiguracji, będziesz musiał wybrać wersję Limited i doposażyć ją w m. in. zjawiskowy lakier Digital Aqua Blue, składany bagażnik dachowy, aluminiowe felgi, matrycowe światła, zestaw audio B&O, dwustrefową klimatyzację oraz podgrzewaną kierownicę. Finalnie, taki samochód będzie kosztować niespełna 270 tysięcy złotych brutto. Czy to dużo? Potwornie, jednak z drugiej strony, kupujesz właściwie dwa auta w jednym. A to może zacząć się opłacać.
Tekst i zdjęcia Marcin Koński
Zdjęcia Ford E-Transit Custom Van 340 L2 218 KM:














Dane techniczne Ford E-Transit Custom Van 340 L2 218 KM:
Silnik: elektryczny
Moc: 218 KM
Moment obr.: 415 Nm
Skrzynia biegów: bezstopniowa
Napęd: tył
0-100 km/h: 8,2 s (pomiar własny)
Prędkość maksymalna: 130 km/h
Cena: od 239 tysięcy złotych (brutto)
Pomiary własne:
0-100 km/h (nachylenie): 8,2 s (0,6%)
1/4 mili: 16,07 s
60-100 km/h: 4,41 s
80-120 km/h: 6,08 s
Zużycie prądu w trasie pomiarowej (279 km) (min-max): 13-34 kWh /100 km








Komentarze 1