Świetnie jeździ, ma wspaniale zaplanowane wnętrze i do tego wygląda bardzo dobrze. Brzmi jak idealny samochód użytkowy, jednak elektryczne Tourneo Custom ma jeden ogromny problem i myślę, że już się domyślacie o co może chodzić.
To, co pierwsze rzuca nam się w oczy to wygląd zewnętrzny. Masywne, mierzące prawie 5,5 metra długości nadwozie nie wygląda jak typowy samochód dostawczy. Ford poszedł tu z designem zdecydowanie w kierunku samochodów osobowych, co oczywiście przynosi wyłącznie pozytywne skutki. Custom pomimo sporych połaci blachy i przeszkleń ma wiele przyjemnych dla oka detali. W wersji elektrycznej dostajemy pas świetlny przebiegający nad zabudowanym grillem, który łączy przednie reflektory. Sam grill zyskał tutaj specjalne wykończenie chromowanymi rąbami. Całość wygląda spójnie i przyjemnie dla oka. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że Custom jest najlepiej wyglądającym samochodem w swojej klasie.
Zacznijmy jednak od tego, że Custom to opus magnum projektantów przestrzeni
Magia i kunszt projektantów objawiają się jednak w środku. Mieć sporą przestrzeń do wykorzystania to jedno, ale użyć jej w taki sposób jak tutaj to drugie. O ile sama deska rozdzielcza nie zaskakuje niczym szczególnym w temacie designu i jest stosunkowo prosta, tak jej użytkowość zasługuje na osobny akapit.

Pomówmy jednak na początek o tym jak to wszystko wygląda. Oczywiście królują tu dwa ekrany. Ten centralny odpowiedzialny za multimedia ma 13 cali i skrywa w sobie nic innego jak znany już z praktycznie każdego innego modelu Forda system Sync4. Czy mam do niego jakieś zastrzeżenia? W zasadzie to ciężko jest mu cokolwiek zarzucić. Okazjonalnie zdarzało mu się zgubić połączenie z bezprzewodowym CarPlay-em, poza tym działa naprawdę dobrze i jest całkiem sensownie i logicznie rozplanowany. Ten drugi, za kierownicą, jest czytelny i przekazuje sporo informacji dotyczących nie tylko danych podróży, ale także dostarcza nam masę informacji o napędzie. Ponarzekać mogę oczywiście na braki w zakresie fizycznych przycisków. W samochodzie użytkowym fizyczny panel klimatyzacji zawsze działa lepiej niż ten sterowany dotykiem z poziomu ekranu. Materiały użyte do wykończenia kabiny są twarde i typowe dla samochód użytkowych, jednak posiadają przyjemne faktury, starające się jak najbardziej ukryć ich roboczy charakter. Zastrzeżeń nie można mieć natomiast do jakości montażu. Ta jest po prostu wybitna. Serio, nie jest to pierwszy bus, który znalazł się pod moim domem, ale jeszcze żaden z nich nie prezentował tak świetnie zmontowanej kabiny.
Wycieczka na pokładzie
Testowana przez nas odmiana to najbogatsza wersja Titanium X w wariancie 8–osobowym oferująca trzy niezależne fotele zarówno w drugim, jak i trzecim rzędzie.

Nie jest to nic nadzwyczajnego – takie konfiguracje dostępne są w praktycznie każdym tego typu samochodzie. Każdy z tych foteli posiada możliwość dowolnego przesuwania na wygodnych szynach, mamy też możliwość regulacji kąta pochylenia oparcia w każdym z nich oraz te w drugim rzędzie możemy ustawić tyłem do kierunku jazdy. Sam system montażu oraz wyjmowania foteli jest bajecznie prosty. Nie trzeba siłować się z zaczepami, a ponowne włożenie ich na miejsce nie wymaga przesadnego skupienia i wertowania instrukcji obsługi. Same fotele nie są przesadnie ciężkie natomiast są wygodne i zaskakująco przestronne.
Topowa odmiana oferuje nam możliwość wyboru jasnej skórzanej tapicerki, która jest przyjemna w dotyku i sprawia solidne wrażenie, a do tego poprawia klimat wewnątrz. Taki układ wnętrza może sprawdzić się nie tylko jako shuttle bus, ale także jak rodzinne auto ze względu na sześć mocowań IsoFix. Kierowca i pasażer z przodu dostają fotele z certyfikatem AGR, które są bardzo wygodne. Oczywiście zostały umieszczone one tak, że bez najmniejszego problemu możemy przechodzić między miejscami z przodu czy też przejść do drugiego i trzeciego rzędu.

To, co zachwyca w Customie najbardziej to pomysłowe i praktyczne wykorzystanie dostępnej przestrzeni. Poza całą masą schowków, uchwytów na kubki nie tylko na w desce, ale także na konsoli centralnej, specjalnej kieszeni na CB Radio czy też tachograf w podsufitce, dostajemy niepoliczalną ilość złącz do ładowania. Te ulokowano w zasadzie wszędzie, gdzie się da – pod fotelem kierowcy, przy lusterku wstecznym, na boczkach za elektrycznie rozsuwanymi drzwiami czy też na desce rozdzielczej. Jakby tego było mało pod fotelem kierowcy mamy klasyczne gniazdko 230 V, które korzysta z systemu Pro Power Onboard. Możemy podłączyć do niego w zasadzie wszystko, jego moc to 2.3 kW. Mamy tu także trzystrefową klimatyzacje automatyczną z dodatkowymi panelami do sterowania temperaturą w podsufitce. W klapie bagażnika umieszczono dodatkowe światło, które włącza się przyciskiem umieszczonym wewnątrz bagażnika. Zapewne jest jeszcze cała masa innych rzeczy, o których zapomniałem wspomnieć, ale Ford stanął tutaj na wysokości zadania i przygotował nam ogrom przemyślanych rozwiązań.
Przestrzeń ładunkowa jest oczywiście zależna od tego jak ustawicie fotele w trzecim rzędzie. Ford nawet nie podaje takich danych. Ważna jest jednak ładowność i ta dla elektryka wynosi 797 kilogramów, dzięki czemu możemy zapakować do środka komplet pasażerów ważących około 100 kg każdy.

Napęd elektryczny w zimie całkowicie rujnuje odbiór Customa
Śródtytuł już trochę zdradza największą wadę testowanego Forda. Zanim jednak zaczniemy się trochę nad nim znęcać to popatrzmy na czyste dane techniczne. Akumulator trakcyjny ma pojemność 64 kWh, a silnik elektryczny umieszczony przy tylnej osi generuje 218 KM i 415 Nm momentu obrotowego. Wartości przyjemne i całkowicie wystarczające do codziennej eksploatacji.
Deklarowany przez producenta zasięg to akceptowalne i używalne 325 kilometrów. Być może jest on do osiągnięcia w lecie, niestety w zimie i to nie przy jakichś gigantycznych mrozach realny dystans do przejechania na jednym ładowaniu wynosi około 170-180 kilometrów. Przy bardzo spokojnej jeździe Custom zużywał mi 32 kWh. Na otarcie łez dostajemy całkiem szybkie ładowanie z mocą do 125 kW przy korzystaniu z szybkich ładowarek. Jeśli ładujemy samochód z klasycznego gniazdka to prędkość ładownia wynosi 11 kW. Na trasie przy prędkościach w okolicach 120 km/h zapotrzebowanie na prąd podskakiwało już do okolic 40 kWh. Moim zdaniem dosyć mocno gryzie się to z charakterem samochodu i pozostawia spory niedosyt.

Największym problemem w tym wszystkim jest to, że elektryczny Custom jeździ po prostu świetnie. To przykre, bo samochodem po prostu chce się jeździć, a pojechać zbyt daleko się nie da. Świetnie zestrojony układ kierowniczy, który nie ma w sobie absolutnie żadnych cech znanych z aut dostawczych to chyba największe zaskoczenie. Do tego trzeba dorzucić przyjemnie pracujące zawieszenie, które doskonale radzi sobie z masą pojazdu i wybieraniem wszelkiego rodzaju nierówności nie przenosząc przy okazji do kabiny niepotrzebnych drgań czy dźwięków. Jako że moc przenoszona jest wyłącznie na tył, a kontrolę trakcji da się mocno uśpić, to Tourneo Custom po obfitych opadach śniegu stał się źródłem szerokiego uśmiechu na twarzy. Wystarczy nieco większy plac albo szerszy zakręt i delikatne kopnięcie w gaz, by stało się to co każdy z nas lubi. Ten samochód nie został do tego stworzony, a mimo to nawet w tak skrajnych warunkach zachowuje się pewnie i stabilnie. Wisienką na torcie jest chyba wyciszenie kabiny. Nie wiem, jak Ford tego dokonał, ale wewnątrz jest ciszej niż w niektórych samochodach osobowych. Tutaj też muszę pochwalić genialnie grający, opcjonalny zestaw audio Bang & Olufsen z 15 głośnikami.
Ford bardzo chce Wam sprzedać elektryczną odmianę Customa
Zaglądając do cennika nieco się zdziwiłem. Bazowy, elektryczny Custom został wyceniony na 286 644 zł w wersji z krótkim rozstawem osi. Testowana przez nas odmiana L2H1 rozpoczyna się od kwoty na poziomie 289 124 zł. Jeśli zdecydujemy się na najbogatszą odmianę Titanium X to cena skacze do poziomu 309 677 zł, a testowany przez nas egzemplarz z kilkoma opcjami wartymi grzechu był wart 316 935 zł. Wszystkie podane kwoty są wartościami brutto. Obecnie mamy na elektrycznego Customa dosyć spore rabaty co czyni tą wersją silnikową najtańszą spośród wszystkich dostępnych. Szok i niedowierzanie, ale Ford chyba mocno potrzebuje upłynnić te samochody i zbić sobie emisję dla całej gamy, bo najtańszy diesel jest obecnie droższy od elektryka o 28 000 zł.

Nie ukrywam, że Tourneo Custom mocno mnie zaskoczył. Ford przygotował genialnie zaprojektowane wnętrze i wpakował je do ładnie zaprojektowanego nadwozia. Wszystko to zostało ustawione na niemal idealnym podwoziu dającym ponadprzeciętne właściwości jezdne. Ford chyba chciał nam wszystkim udowodnić, że dalej ma to coś i wie, jak powinno robić się dobre układy jezdne. Szkoda, że w zimie zasięg napędu elektrycznego jest mizerny, przez co Custom traci w moich oczach jakikolwiek sens. Być może sprawdzi się on w hotelach jako bus wożący gości na lotnisko czy gdziekolwiek indziej, ale to naprawdę bardzo hermetyczne warunki użytkowania. Poproszę teraz do testu taką samą konfigurację jak ta, ale z 2–litrowym dieslem pod maską.
Jakub Głąb
Zdjęcia Ford E-Tourneo Custom Titanium X H1L2:


























Dane techniczne Ford E-Tourneo Custom Titanium X H1L2:
Silnik: elektryczny
Moc maksymalna: 218 KM
Maksymalny moment obrotowy: 415 Nm
0 – 100 km/h: 8.6 s
Prędkość maksymalna: 130 km/h
Cena: 286 644 zł (podstawa), 316 935 zł (testowany)







