Po teście praktycznego, aczkolwiek lekko upośledzonego w zimie dostawczaka E-Transit Courier oraz spalinowego Tourneo Courier Active przyszedł czas na trzecią twarz tego modelu będącą miksem dwóch pozostałych dotychczas już testowanych. Czy nieco łaskawsza pogoda poprawi odbiór osobowej wersji z elektrycznym sercem?
Wydawać by się mogło, że po raz trzeci testujemy ten sam samochód. Z jednej strony tak – jest to ponownie model z rodziny Courier. Z drugiej jednak za sprawą swojego napędu oraz wersji pozwala nam spojrzeć na ten model z niemal pełnej perspektywy.
Tourneo Courier to dobrze zaprojektowany wóz nie tylko na zewnątrz
Od debiutu tego modelu w wersji spalinowej minęły prawie trzy lata. Przez ten czas pudełkowate nadwozie obite w pseudo-terenowe akcesoria z liczną ilością przyjemnych detali niemal w ogóle się nie zestarzało i wciąż wygląda świeżo i ciekawie. Wciąż bolą mnie te klasyczne żółte żarówki z przodu, które w elektryku jeszcze mocniej gryzą się z ledową listwą łączącą światła.

Wewnątrz na każdym kroku widać, że podczas projektowania skupiono się maksymalnie na praktyczności. Funkcjonalność miała tu być czynnikiem dominującym i w gruncie rzeczy sztuka ta udała się Fordowi całkiem zgrabnie. Oczywiście ilość fizycznych przycisków jest niebezpiecznie blisko zera. Wszystko, włącznie z klimatyzacją, znajduje się na ekranie umieszczonym na szczycie deski o przekątnej 12 cali.
Materiały są charakterystyczne dla tego typu samochodów – po prostu twarde. Muszę jednak stanąć w ich obronie, bo posiadają one przyjemne faktury i kolory, zostały solidnie zmontowane oraz łatwo jest utrzymać je w czystości co w tego typu samochodzie ma kluczowe znaczenie. Podobnie sprawa ma się ze schowkami – jest ich naprawdę dużo i na co dzień nie ma większego problemu z rozłożeniem wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy. Świetnym patentem jest schowek w tunelu środkowym, który za sprawą wyjmowanych wkładek pozwala nam na kilka opcji ustawień.

Przestrzeni w kabinie oczywiście nie brakuje. Jest jej całe mnóstwo, choć z tyłu mam wrażenie, że w wersji elektrycznej podłoga jest odrobinę wyżej niż miało to miejsce w odmianie spalinowej. Być może to indywidualne odczucie. Bagażnik w elektrycznym Courierze ma pojemność 1188 litrów, a ładowność elektrycznej wersji osobowej wynosi 601 kilogramów. Kufer skrywa w sobie kilka dodatkowych praktycznych przegródek, a pod maską znajdziemy małego frunka o pojemności 44 litrów.
Jeździ tak jak powinno jeździć auto z niebieskim owalem na masce
Zarówno spalinowy Tourneo, jak i elektryczny Transit jeździły po prostu bardzo dobrze. Właściwości jezdne tego samochodu, jego zwartość i responsywność stale robią na mnie spore wrażenie. Zawsze patrzę na Couriera jak na kombivana, a za kierownicą ma się wrażenie jazdy czymś pokroju Fiesty. Układ kierowniczy jest precyzyjny, a zawieszenie sprężyste i komfortowe, dzięki czemu naprawdę przyjemnie tłumi nierówności. Przyczepiam się jak zawsze do źle skalibrowanej rekuperacji i nieprzyjemnej pracy pedału hamulca.

Pod maską E-Tourneo Courier pracuje jednostka elektryczna o mocy 136 KM i momencie obrotowym na poziomie 290 Nm. Sprint do pierwszej setki trwa tu około 11 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 120 km/h (choć to zależy jaką opcje przesunięcia ogranicznika wybierzecie podczas zakup samochodu). Napęd oczywiście wędruje na przednie koła, a bateria trakcyjna ma tu 43 kWh netto.
Courier mistrzem prostej nigdy nie zostanie. Choć za sprawą charakterystyki pracy silnika elektrycznego wydaje się być on dosyć szybki, to często powyżej 60 km/h te same auta, które kilka sekund stały obok nas na światłach już nas wyprzedzają. Niemniej jednak niewygórowana moc pozwala zredukować ilość potrzebnego prądu do napędzania samochodu. W warunkach miejskich udawało mi się uzyskiwać zużycie prądu na poziomie 15 kWh, co pozwalało na przejechanie około 280 kilometrów. Poza miastem poruszając się z prędkościami w okolicach 110 km/h Ford potrzebował 17 kWh co przekładało się na zasięg w granicach 250 kilometrów. To wyniki znacznie lepsze od tych, które osiągałem w Transicie z dokładnie tym samym napędem. Jak widać ogniwa NMC nie lubią się z niskimi temperaturami. Prąd do baterii wtłaczany może być maksymalną mocą 100 kW, a ładowarka pokładowa ma 11 kW.

Pojawia się zatem pytanie, którą wersja wybrać?
Wszystko zależy oczywiście od Waszych indywidualnych potrzeb. Bezapelacyjnie wersje spalinowe są najbardziej uniwersalne pod kątem napędu i dalszych wyjazdów, do których nomen omen takie auta zostały stworzone. Elektryczny Tourneo Courier świetnie sprawdzi się w warunkach miejskich i podmiejskich do podrzucania dzieci do szkoły i załatwienia kilku spraw w ciągu dnia. W trasę absolutnie nie ma sensu tym jechać.
Cennik także rozwiewa lekko wątpliwości. Bazowa elektryczna odmiana jest dostępna od 161 069 zł za środkową wersję Trend. Jej spalinowy odpowiednik z automatem to wydatek na poziomie 121 278 zł. Patrząc na topową odmianę Active mamy odpowiednio 166 235 zł z elektryka i 128 904 zł za benzynę. Testowany przez nas egzemplarz z kilkoma opcjami zamkną się w kwocie 172 015 zł.
Jakub Głąb
Zdjęcia Ford E-Tourneo Courier:



















Dane techniczne Ford E-Tourneo Courier:
Silnik: elektryczny
Moc maksymalna: 136 KM
Maksymalny moment obrotowy: 290 Nm
0 – 100 km/h: około 11 s
Prędkość maksymalna: 120 km/h
Cena: 161 069 zł (podstawa w wersji benzynowej), 172 015 zł (testowany)







