Spójrzmy prawdzie w oczy. Zakup Forda Bronco w wersji Badlands to jedna z najbardziej irracjonalnych i pozbawionych sensu decyzji, jakie możesz podjąć. Chyba, że wiesz, jak z niego korzystać w 100%. Wtedy zakup Bronco w wersji Badlands to jedna z najlepszych decyzji, jakie możesz podjąć.
To potężny, ciosany siekierą kiosk na terenowych oponach. Pasuje do współczesnych, ciasnych miast i ekologicznych trendów jak słoń do składu porcelany. Jest głośny na autostradzie, pali za dużo, a parkowanie nim pod supermarketem przypomina próbę wpłynięcia lotniskowcem do portu rybackiego. Dla większości racjonalnie myślącego społeczeństwa ten samochód nie ma najmniejszego uzasadnienia.

Tak, ja do tej mniejszości należę. Ale zupełnie mnie to nie obchodzi. Dawno nie siedziałem za kierownicą samochodu, który dałby mi tak niesamowitą frajdę z jazdy. Bronco Badlands nie prosi o wybaczenie swoich wad, a wręcz bezczelnie je celebruje. Kiedy odpalasz 2.7 l V6 i ruszasz przed siebie, cały ten miejski pragmatyzm przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Ustępuje miejsca czystej, niczym nieskrępowanej radości, której we współczesnej, sterylnej motoryzacji brakuje dziś jak tlenu. Bronco jest generatorem szczęścia na kołach. Osobiście test tego samochodu miał również znaczenie sentymentalne. Na Play Station 2 miałem grę Off Road, która posiadała licencjonowana auta Land Rovera i Forda, w tym również Bronco. Był to dla mnie więc mały powrót do dzieciństwa!
Idealny dla fanów klocków LEGO
Ford już samym swoim wyglądem bezczelnie krzyczy, że ma głęboko w nosie opływowe kształty współczesnych crossoverów. Jest do bólu, wręcz ostentacyjnie kwadratowy. Wygląda tak, jakby rysował go rozemocjonowany pięciolatek w przedszkolu, który dostał zadanie „naszkicuj auto”. Przecież dokładnie tak każdy z nas kiedyś rysował samochody. Kilka prostych linii, wielkie koła i… gotowe. Oczywiście, nikt tu nie próbował stworzyć opływowego dzieła sztuki. Bronco Badlands nie ma być piękny w klasycznym tego słowa znaczeniu. Ma być potężny, surowy i przede wszystkim funkcjonalny. Każde przetłoczenie, każdy zawias i każdy uchwyt mają tutaj swoją konkretną rolę do odegrania. Ale o tych detalach i ich praktycznym zastosowaniu opowiem Wam za chwilę.
Teraz spójrzcie na tę zwalistą, niemal monumentalną sylwetkę. Ta masywność bije z każdego centymetra blachy, sprawiając, że na drodze mało kto odważy się wymusić na Was pierwszeństwo. Mówimy tu o aucie długości 4,8 metra, szerokości 2,19 metra i wysokości 1,96 metra. Najlepsze jest jednak to, że ta ogromna bryła to w rzeczywistości jeden wielki, genialny klocek Lego dla dorosłych. Nie podoba Ci się linia nadwozia? Chcesz poczuć absolutną wolność? Nie ma problemu, odkręć drzwi, zdemontuj dzięki fabrycznym uchwytom i zostaw garażu. Lubisz wiatr we włosach? Zwolnij 4 zaczepy i zdemontuj panel dachowy, który waży tyle, co nic. Jeśli nie wiesz, jak to zrobić, to Ford przygotował kod QR na słupku B, który prowadzi do instrukcji demontażu. Mnie, jako kolekcjonera Lego wszelkiej maści ogromnie kusił taki zabieg, jednak Alerty RCB informujące o burzach i podtopieniach na terenie Krakowa w okresie testu skutecznie ostudzały zapędy. Dzięki tej pogodzie mogłem czuć się jednak jak Posejdon, władca wód. Kiedy inne samochody zatrzymywały się w obawie przed zalaniem silnika, Bronco… jechał jak gdyby nigdy nic.
Naszpikowany historią i gadżetami
Ta modułowość to jednak dopiero wierzchołek góry lodowej. Ten samochód to raj dla gadżeciarzy i miłośników motoryzacyjnych smaczków. Projektanci Forda poukrywali tu tyle genialnych detali, że odkrywanie ich przypomina poszukiwanie skarbów.
Ford Bronco w naszym terenowym teście wideo:
Zacznę od tego, że tradycyjne logo Forda jest tu niemal nieobecne. Znajduje się tylko na kluczyku i tylnej klapie. Zamiast błękitnego owalu, na każdym kroku wita charakterystyczny, wierzgający koń. Znajduje się w przednich reflektorach, na kierownicy, a nawet jest wytłoczony na dywanikach. Co ciekawe, ten koń to bezpośredni kontrast do legendarnego Mustanga. Podczas gdy tamten dumnie i spokojnie galopuje na zachód, koń z Bronco dynamicznie wierzga tylnymi kopytami. To jasny sygnał, że ten wóz nie daje się okiełznać, ma dziki charakter i kocha wolność.
Wrócę na moment do samej bryły. Na rogach maski znalazły się potężne, fabryczne uchwyty montażowe. Każdy z nich potrafi wytrzymać obciążenie do 68 kg. Można do nich śmiało przymocować profesjonalne liny odciągające gałęzie podczas gęstej, leśnej przeprawy albo zamontować tam kamery, które nagrają Twoje terenowe wyczyny z innej perspektywy. Spójrzmy z bliska również na wyeksponowane śruby. Każda jedna ma na łebku wybity dumny napis „Bronco”. Na podsufitce od strony pasażera wyryto tajemnicze współrzędne geograficzne. Wskazują one dokładnie na środek surowej pustyni, na której inżynierowie Forda do upadłego katowali prototypy Bronco, by upewnić się, że wersja seryjna przetrwa wszystko.
Na wyciągnięcie ręki są również smaczki historyczne. Wystarczy otworzyć klapkę wlewu paliwa, by wygrawerowane sylwetki trzech pierwszych generacji tego modelu. To piękny ukłon w stronę tradycji. A jeśli postanowisz zdemontować plastikowe poszerzenia nadkoli (zajmuje to 5 sekund dzięki montażowym motylkom), to Twoim oczom ukaże się ukryty napis „Lift me baby”. Projektanci przewidzieli, że mało kto, szczególnie na rynku amerykańskim, pozostawi Bronco z seryjnym zawieszeniem. Wręcz zachęcają do tego, żeby założyć mu jeszcze większe koła i podnieść zawieszenie.

Wnętrze ma za zadanie przetrwać wszystko
Po zrzuceniu karoserii logicznym wydaje się pytanie, „co z wnętrzem pełnym elektroniki, gdy nagle złapie nas ulewa albo wjedziemy w gęste, pryskające wszędzie błoto?” Otóż Ford pomyślał i o tym, tworząc kokpit, który bez mrugnięcia okiem zniesie najgorsze traktowanie.
Kabina Bronco Badlands to rzadki mariaż nowoczesnej technologii z militarną wręcz użytecznością. Zapomnij o delikatnych skórach czy puszystych dywanikach, które strach ubrudzić butem. W tym aucie w strategicznych miejscach umieszczono… korki spustowe. Jeśli po całym dniu taplania się w off-roadzie wniesiecie do środka tony błota, wnętrze Bronco możecie po prostu umyć za pomocą węża ogrodowego, a brudna woda spłynie pod samochód. Sama tapicerka foteli to specjalny, winylowy materiał. Jest całkowicie odporny na wodę i wysycha w mgnieniu oka. Na szczycie deski rozdzielczej, tuż pod przednią szybą, dumnie pręży się rząd silikonowych, w pełni uszczelnionych przycisków do zarządzania terenowymi blokadami. Wyglądają i działają tak potężnie, że można obsługiwać je w grubych rękawicach roboczych. Wnętrze to centrum dowodzenia prawdziwą, niezniszczalną maszyną, która nie boi się ani wody, ani brudu, ani najbardziej szalonych pomysłów kierowcy.

Z dziennikarskiego obowiązku dodam, że pozycja za kierownicą jest wręcz perfekcyjna, a samo wnętrze ma ogrom miejsca, zarówno w pierwszym, jak i drugim rzędzie. Można przewieźć więc całą paczkę znajomych. A jak na off-roadzie zrobi im się niedobrze, to mamy korki spustowe. Cóż za przemyślany samochód.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
To samochód nie na drogę…
Pod potężną maską Badlandsa drzemie podwójnie doładowane V6 EcoBoost o pojemności 2,7 litra. Generuje ono zacne 335 koni mechanicznych i 563 Nm momentu obrotowego. Te liczby brzmią dumnie i w zupełności wystarczają, by sprawnie odepchnąć ten kiosk ze świateł. Ah, jak ja bardzo potrzebowałem takiej jednostki w świecie elektryfikacji i hybryd.
Jednak jazda Bronco po utwardzonej drodze to nieustanny kompromis i walka o przetrwanie. Winne są przede wszystkim potężne, fabryczne opony typu AT. Na suchym jako tako dają radę, ale wystarczy lekko wilgotny asfalt, by całkowicie straciły ochotę na współpracę z podłożem. Miałem w czasie testu kilka takich momentów, w których tył auta po prostu bez ostrzeżenia uciekał, a systemy bezpieczeństwa miały pełne ręce roboty. Do tego dochodzą gabaryty. W mieście jesteś jak słoń w składzie porcelany. Parkowanie? Tym autem trzeba z miejsca zajmować półtora stanowiska. Gdy w końcu wyjedziesz z miejskiego gąszczu na trasę, wcale nie jest lepiej. Powyżej 90 km/h w kabinie robi się nieznośnie głośno. Modułowy, zdejmowany dach z plastikowych paneli ma swoje prawa. Powietrze huczy na łączeniach tak bardzo, że dłuższa podróż autostradą potrafi solidnie zmęczyć materiał. Wierzcie mi, jadąc trasę Kraków Warszawa w celu oddania samochodu nie była to przyjemna podróż. No i wisienka na torcie: ekonomia. Przy spokojnej jeździe w cyklu mieszanym, to V6 bez zająknięcia pożera około 15 litrów benzyny na setkę.

Na co dzień ten samochód to więc totalna niedorzeczność. Jeżeli szukasz Bronco do codziennych dojazdów do pracy i okazjonalnych wycieczek, wersja Badlands Cię wykończy. W takim scenariuszu o wiele lepszym, bardziej cywilizowanym wyborem będzie niższa, bardziej ustatkowana wersja Outer Banks, która znacznie lepiej radzi sobie w roli codziennego środka transportu.
…to samochód w teren!
Jaki jest więc sens wersji Badlands? Postanowiłem poszukać go na terenie opuszczonej żwirowni, który dla Bronco był świetnym placem zabaw. To w terenie bije prawdziwe serce tego samochodu. To jest jego naturalne środowisko i właśnie dla takich warunków ta wersja została stworzona. Ten, kto go kupi, na pewno nie zrobi tego z przypadku. W terenie cały ten drogowy bezsens natychmiast wyparowuje, ustępując miejsca absolutnemu geniuszowi inżynierii off-roadu.
Bronco w terenie wyciągnął z rękawa całą talię asów. Oczywiście fundamentem jest napęd z trybami 4×4 High, Low oraz Auto, który sam żongluje momentem obrotowym. Jeśli podjazd jest ekstremalnie stromy, można odpalić terenowy tempomat, czyli tryb pełzania. Samochód sam precyzyjnie dawkuje gaz i hamulec, a kierowca skupia się na kręceniu kierownicą. Kiedy teren staje się tak nierówny, że jedno z kół zawiśnie bezradnie w powietrzu, wystarczy jeden przycisk, by odłączyć przedni stabilizator. Koło natychmiast opada, łapie kontakt z podłożem, a pełne blokady przedniego i tylnego dyferencjału dbają o to, żebyś parł naprzód jak czołg.

Gadżeciarskim hitem jest funkcja Trail Turn Assist. W normalnym aucie czeka Cię manewrowanie na trzy razy, a w Bronco jeden przycisk w ułamku sekundy całkowicie blokuje wewnętrzne tylne koło. Samochód dosłownie wbija się w ziemię i obraca wokół własnej osi, zmniejszając promień skrętu o niesamowite 60 procent (nominalnie to ponad 12 metrów).
Nad tym całym mechanicznym arsenałem czuwa pokrętło trybów jazdy zlokalizowane na tunelu środkowym. To centrum sterowania systemem G.O.A.T. Mode – skrót pochodzi od hasła „Goes Over Any Terrain” i oferuje aż siedem zróżnicowanych trybów. Oprócz standardowych, takich jak piach czy błoto, mamy tryb pełzania po skałach oraz Baja do szybkich przepraw. Wciąż za mało? Na podsufitce, tuż nad głową, umieszczono rząd sześciu lotniczych przełączników, które mają fantastyczną immersję. Podpisane są AUX, ale nie o muzykę tu chodzi (od tego mamy bezprzewodowe łączenie z telefonem). Za nimi kryje się w pełni poprowadzona, fabryczna wiązka elektryczna z bezpiecznikami. Chcesz zamontować potężnego LED-bara na dach, dodatkowe oświetlenie boczne albo wyciągarkę? Nie musisz pruć instalacji, rozbierać deski rozdzielczej i rzeźbić w kablach. Wszystko jest gotowe, podłączone i czeka na Twoje modyfikacje.

Szybko opróżnisz bak, a portfel?
Wszystkie te niesamowite patenty i terenowy geniusz sprawiają, że Bronco Badlands potrafi rozkochać w sobie od pierwszego uszkodzonego błotnika. Ja zakochałem się w jego umiejętności dawania frajdy w każdym miejscu. Niestety, w tym momencie musimy na chwilę odłożyć emocje na bok i zderzyć się z finansową rzeczywistością.
Ford na swojej stronie podaje dwie ceny – rekomendowaną cenę oraz promocyjną. I tak wersja Outer Banks to odpowiednio 374 300 zł i i 267 800 zł, a testowany Badlands 395 300 zł i 288 800 zł. Konfigurator jest bardzo prosty, bowiem oprócz wersji mamy do wyboru kolor (Azure Grey ze zdjęć to 6700zł), hak (5900 zł) i akcesoryjny namiot (2600 zł). I tak testowany Bronco Badlands wyszedł za promocyjną cenę 301 400 zł. Ale te pieniądze dają niesamowitą frajdę!
tekst i foto Kacper Mazur
Zdjęcia Ford Bronco Badlands:

















































Dane techniczne Ford Bronco Badlands:
Silnik: V6 EcoBoost
Pojemność: 2.7
Moc: 330 KM
Maksymalny moment obrotowy: 563 Nm
Skrzynia biegów: automatyczna, 10-stopniowa
Napęd: AWD dołączany
0-100 km/h: 7,2
V-max: 161 km/h
Cena testowanego egzemplarza: 301 400 zł brutto







