Obecna odsłona DS 7 jest już z nami na rynku od 8 lat i w wielu aspektach ten samochód jest po prostu przestarzały. Obecnie znika on ze sprzedaży, a już wkrótce jego miejsce zajmie nowa generacja. Czy warto rzucić się od dealerów po ostatnie sztuki tego modelu?
Byłem zaskoczony widząc, że DS 7 już od tak wielu lat jest dostępny na rynku. Co prawda doczekał się on faceliftingu w 2022 roku, jednak Francuzi nie zmienili tego, co powinni. Mianowicie układu napędowego. Testowana przeze mnie hybryda typu plug-in jest już mocno przestarzała. Co więcej, w wielu aspektach jest podobnie. Nic więc dziwnego, że już wkrótce trafi do sprzedaży nowa generacja tego modelu. Przed tym testem zastanawiał mnie natomiast inny fakt. Skoro samochód jest już tyle lat na rynku, to czemu tak rzadko widuję go na ulicy? Nawet moja krótka przygoda z tym samochodem obdarła go z łatki segmentu premium i ujawniła jego wady.

Oddajcie obracane soczewki świetlne
W momencie swojej premiery DS 7 miał jeden bajer, który sprawiał, że samochód wyróżniał się na rynku. Mianowicie obracane soczewki świetlne. Niestety wraz z faceliftingiem DS zrezygnował z takiego rozwiązania. Na otarcie łez pozostały nam reflektory matrycowe, które nadal wyglądają zgrabnie i agresywnie. Nieco niżej znajdziemy przedłużenie świateł do jazdy dziennej w postaci kilku pasków świetlnych umieszczonym w rogach zderzaka. Z kolei centralnie znajdziemy ogromny grill o ciekawym wzorze, a całość dopełniają akcenty w kolorze błyszczącej czerni. Znajdziemy je w dolej części grilla oraz przy reflektorach. Nie zabrakło oczywiście wielu wyraźnych przetłoczeń emblematu DS oraz plakietki od konkretnej wersji wyposażenia. W moim przypadku było to Jules Verne.
Niestety muszę przyznać, że profil boczny DS-a nieco mnie rozczarował. Otóż po niedawnym teście Citroena C5 Aircross w wersji elektrycznej spodziewałem się, że Francuzi zaserwują nam wiele smaczków wizualnych. Natomiast DS 7 posiada tylko kilka wyraźnych przetłoczeń, progi boczne oraz nadkola wykończone plastikową nakładką, a także chromowaną wstawkę z nazwą wersji wyposażenia. W profilu bocznym postawili na estetykę, mnie zawiedli, ale być może klienci tej marki to docenią. Natomiast muszę oddać pokłon DS-owi za tylne światła. Mają ciekawy wzór wewnętrzny, który z pewnością się wyróżnia, a także prawdziwe końcówki wydechu. W dzisiejszych czasach jest to coś rzadkiego. Natomiast nie wiedzieć czemu DS uznał, że połączy tylne światła czarną wstawką, na którą wrzucił całą swoją nazwę… Jakby sam znaczek nam nie mówił, że mamy do czynienia z DS-em. Nie wygląda to dobrze i nie widzę sensu takiego rozwiązania.

Ekscentryczne wnętrze
Jeżeli zastanawiasz się, w którym miejscu DS pokazuje, że jest marką premium, to zdecydowanie jest to wnętrze. Widać, że projektanci DS poświęcili wiele godzin na zaprojektowanie tego kokpitu. Niestety w niektórych aspektach zapomnieli o ergonomii, ale jest to już inna kwestia. We wnętrzu dominuje mieszanka alcantary w kolorze perłowym oraz granatowym. Na samej desce rozdzielczej wyrysowany został balon nawiązujący do powieści Juliusza Verne „Pięć tygodni w balonie”. DS w swoich komunikatach prasowych twierdził, że jeżdżąc tym samochodem możemy poczuć się jak bohater tej książki. Sam kokpit dzięki wyprofilowanej desce rozdzielczej oraz kratkom nawiewu po bokach sprawia wrażenie zaokrąglonego, co potęguję wyjątkowość tego wnętrza. Mamy także bardzo wygodne i estetyczne fotele, które także pokryto alcantarą. Niestety zabrakło mi w nich funkcji masażu. Miałem ją we wcześniej wspomnianym Citroenie, który był tańszy, a tutaj tej funkcji nie wrzucili. Tak też musimy zadowolić się wyłącznie podgrzewanymi fotelami z dosyć średnim trzymaniem bocznym.
Z kolei w tunelu środkowym dominuje ogromny wybierak od kierunku jazdy. Co więcej, został w niego wpisany akcent w kolorze błyszczącej czerni. Takie rozwiązanie niezbyt mi się podoba i żałuję, że DS nie zmienił wybieraka podczas liftingu. Mamy za to ciekawie zaprojektowane przyciski od zamykania i otwierania szyb. Nie mamy ich na boczku drzwi, tylko na tunelu środkowym. Zostały one umieszczone we wgłębieniach i ciekawe wykończone. Natomiast ten samochód ma jeden zasadniczy problem – mamy wiele kątów i wiele zagłębień, w których gromadzi nam się bród. Ciężko będzie zadbać o czystość przy takim designie, nie wspominając o białej alcantarze. Mamy także ogromny schowek w podłokietniku, do którego bez problemu zmieścimy 2-litrową butelkę czy też flokowane schowki w boczkach drzwi. Same boczki również zostały estetycznie wykończone i doczekały się dyskretnego ambientu. Mamy także zamykaną ładowarkę indukcyjną obok której spoczywają dwa porty USB i gniazdko 12 V.
Test wideo DS7:
Ekrany źle się zestarzały
DS7 niestety ma jedno, szczególnie denerwujące rozwiązanie. Mianowicie wszystkie przyciski od tempomatu nie zostały umieszczone na wielofunkcyjnej kierownicy, lecz na dodatkowej wajsze. Rozwiązanie jest o tyle irytujące, gdyż podczas jazdy nie zawsze widzimy tę wajchę. Sama kierownica jest dosyć prosta, ale estetyczna. Tuż za nią znalazły się cyfrowe zegary, których design również się zestarzał. Dostarczają one nam wszystkich podstawowych informacji, jednak nie są zbyt rozbudowane.
Z kolei centralny ekran został wpisany w panel z błyszczącej czerni przez co nie wygląda on najlepiej. Sam system mógłby być nieco lepiej zaprojektowany. Jest estetyczny, jednak widział bardziej intuicyjne rozwiązania. Do tego system potrafi się przyciąć, co z pewnością będzie nas irytowało. Tuż pod nim znalazła się belka z zestaw przycisków. Niestety są one dotykowe i jedyne fizyczne przełączniki służą do włączenia świateł awaryjnych i wyłączenia centralnego ekranu. Mamy także ładnie wykończone pokrętło od głośności. Niestety klimatyzacją sterujemy z poziomu ekranu, jednak mamy do niej skrót na wcześniej wspomnianej belce. Znajdziemy na niej także przycisk z oznaczeniem samochodu, który przenosi nas do ustawień asystentów bezpieczeństwa. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, które w kilka sekund pozwoli nam wyłączyć wszystkich zbędnych asystentów. W tej kwestii Citroen zawsze u mnie plusował.

Gdzie trójstrefowa klimatyzacja?
Muszę przyznać, że podróżowanie na tylnej kanapie DS 7 jest naprawdę komfortowe. Samochód mierzy 4593 mm długości, 1906 mm szerokości oraz 1637 mm wysokości. Do tego może pochwalić się rozstawem osi mierzącym 2738 mm. Wszystkie te wymiary sprawiają, że nie powinniśmy narzekać na brak miejsca na kolana czy stopy. Nieco gorzej jest z miejscem nad głową. Tego może nam zabraknąć zwłaszcza, gdy zasiądziemy na środkowym siedzeniu. Wtedy osoba mająca ponad 1,80 m wzrostu może uderzać głową o podsufitkę. Zabraknie nam także trójstrefowej klimatyzacji czy przebicia do bagażnika z poziomu podłokietnika. Brak tych elementów w samochodzie aspirującym do segmentu premium to spory problem. W niektórych wersjach mamy możliwość regulowania tylnej kanapy, jednak w testowanej przeze mnie wersji nie było takiej funkcji.
Z kolei sam bagażnik naturalnie zdoła pomieścić do 555 litrów. Natomiast po złożeniu tylnych siedzeń wynik ten wzrasta do 1752 litrów. W samym bagażniku mamy boczne schowki, gumkę oraz gniazdko 12V. Mamy także dwupoziomową podłogę, jednak tę któryś z wcześniej testujących ten samochód dziennikarzy postanowił sobie pożyczyć. Mamy także niewielki schowek pod podłogą, jednak zmieścimy tam wyłącznie nasz trójkąt ostrzegawczy i gaśnicę. Kabli tam nie zmieścimy zwłaszcza tych, które dorzucił mi w zestawie z samochodem DS.

Komfort godny króla
DS 7 podobnie jak wszystkie Citroeny, jakimi miałem okazję jeździć, może pochwalić się świetnym zawieszeniem. Jest ono bardzo komfortowe i wręcz idealnie radziło sobie z nierównościami. W przypadku tego samochodu Francuzi dorzucili nam adaptacyjne zawieszenie, które w trybie comfort ma ciekawy bajer. Otóż kamera rejestruje teren przed nami, wyłapuje nierówności i progi zwalniające, a następnie dostosowuje niezależnie każdy amortyzator w zależności od potrzeby. Na papierze wygląda to świetnie, jednak rzeczywistość jest zgoła inna. Przy drodze z lekkimi nierównościami działa to dobrze, jednak problem pojawia się, gdy jedziemy przez drogę pełną nierówności. Wtedy ten system całkowicie się nie sprawdza i nasze nadwozie zaczyna się bujać na boki. Po tym niemiłym incydencie bardzo szybko zmieniłem tryb jazdy i ponownie cieszyłem się przejażdżką.
Natomiast jego układ napędowy z pewnością nie zachęca do spokojnej jazdy. Sercem francuskiego SUV-a jest 1,6-litrowy benzyniak, który naturalnie dostarcza 200 KM mocy oraz 300 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Mamy także dwa silniki elektryczne, dzięki którym otrzymujemy łącznie 300 KM mocy i 520 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Do tego mamy pseudo napęd na cztery koła, a pierwsza setka wskoczy na licznik w zaledwie 5,9 sekundy. Jest nieźle. Z kolei układ kierowniczy zdecydowanie lepiej sprawdza się przy spokojniejszej jeździe. Gdy postawimy na dynamikę, to możemy momentami odczuć lekkie opóźnienie na kierownicy względem tego, co dzieje się z przednimi kołami.

Lepiej nie patrz na spalanie
Jednak prawdziwym „hamulcowym” przy wciskaniu pedału w podłogę jest nasze spalanie. W momencie, gdy mamy naładowany akumulator, to jest ono jeszcze znośne. W mieście udało mi się zejść do poziomu poniżej 1 litra na setkę. Niestety ten hybrydowy układ napędowy stawia sobie za punkt honoru, aby jak najszybciej rozładować akumulator – nawet, gdy wybierzemy tryb „hybrid”. Nie potrwa więc to zbyt długo i podczas mojego testu na pełnym akumulatorze, który ma pojemność 13,2 kWh przejechałbym około 52 km.
Potem rozpoczyna się dramat, gdyż nasze spalanie wystrzela do absurdalnych 9 litrów. Z kolei na autostradzie układ hybrydowy niewiele nas wspomoże, gdyż z naładowanym akumulatorem zużywałem 7,5-8 litrów, natomiast przy rozładowanym również 9 litrów. Niestety nie jest to najlepszy wynik. Co więcej, sam akumulator możemy ładować z mocą maksymalnie 7,4 kW. Tak też zapomnijcie o złączu CCS. Nie zobaczycie go w DS-ie. Naładowanie tego akumulatora zajmie nam aż 2,5 godziny. Również nie jest to spektakularny wynik.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
Spektakularna jest natomiast jego cena. W momencie pisania tego teksu DS 7 nie jest już dostępny na naszym rynku, jednak lada moment do sprzedaży trafi jego nowa generacja. Niemniej jednak w momencie, gdy hybryda typu plug-in znajdowała się w oficjalnej sprzedaży, to cennik tego modelu otwierała kwota 199 000 złotych za diesla. Z kolei hybryda to już był wydatek rzędu 247 500 złotych. A co jeśli chcielibyśmy dostać wersję Jules Verne? W takim wypadku musieliśmy naszykować co najmniej 277 500 złotych. Po dorzuceniu opcjonalnego wyposażenia bez problemu musielibyśmy wydać blisko 300 000 złotych. Dodam na marginesie, że nie była to topowa wersja tego modelu.
Czy warto kupić ostatnie sztuki DS-a 7 u dealerów? Osobiście za takie pieniądze bym tego samochodu nie kupił. Nie można odmówić mu wyjątkowości, jednak cena nie współgra z tym co oferuje… a do tego to horrendalne spalanie. Jest to idealny samochód dla kogoś, kto chce się wyróżnić. Zamiast Lexusa, Mercedesa, czy Audi kupuje wyjątkowość. Jednak za tę wyjątkowość musi zapłacić duże pieniądze.
Damian Kaletka
Zdjęcia DS 7 Jules Verne:




































Dane techniczne DS 7 Jules Verne:
Silnik: 1,6 benzynowy + dwa elektryczne
Moc: 300 KM systemowa
Moment obr.: 520 Nm
Skrzynia biegów: 8-biegowa, automatyczna
Napęd: AWD
0-100 km/h: 5,9 s
Prędkość maksymalna: 235 km/h
Cena: od 199 000 zł, testowany około 300 000zł







