Chińskie marki rozpychają się na rynku europejskim, a nowy Chery Tiggo 7 idealnie pokazuje, że nie powinniśmy bać się samochodów z Państwa Środka. Dostajemy świetne wyposażenie, niezłą cenę, a do tego wieloletni pakiet gwarancji.
Gdy pierwsza chińskie samochody dotarły do Europy wielu ludzi patrzyło na nie ze sporym dystansem. Choć mogliśmy je dostać za stosunkowo dobre pieniądze, to klienci obawiali się o ich trwałość czy też dostępność części zamiennych. Chery Tiggo 7 na każdym kroku pokazuje, że cała europejska śmietanka motoryzacyjna musi się mieć na baczności. Ta chińska marka nie tylko oferuje przystępne cenowo samochody, lecz również świetnie wyposażone, dobrze wykończone, a do tego z całym pakiet gwarancji, który sięga nawet do 12 lat. Czy gdzieś jest haczyk?

Europejski styl i świetna jakość
Zapomnijcie o nadwoziach, które w żadnej mierze nie przypominają tego, do czego przyzwyczaili nas „europejscy” producenci. Chery zaserwowało nam przystępny design, który przyciąga wzrok. Aczkolwiek jak dla mnie wersja czysto benzynowa doczekała się grilla z lepszym wykończeniem. W przypadku hybrydowego Tiggo 7 dostaliśmy płaską wstawkę z dodatkowym wzorem, która niezbyt mnie przekonuje. W benzyniaku mamy ciekawsze i bardziej zadziorne wykończenie. Z kolei przy świetle przeciwmgielnym znalazł się dopisek „Performance”, który…. nie ma nic związanego z właściwościami jezdnymi samochodu, ani zastosowanym układem napędowym. Ot, nic nieznaczący napis. Muszę za to pochwalić Chińczyków, że już w standardzie serwują klientom w pełni LED-owe reflektory.
Całościowo nadwozie bardzo dobrze się prezentuje i posiada wiele wyraźnych przetłoczeń, które dodają chińczykowi charakteru. Z kolei w okolicy tylnego słupka projektanci zaserwowali nam „zawijas”, który sprawia, że samochód prezentuje się ciekawiej. Do tego dostaliśmy nakładki na nadkola i progi boczne chroniące nasz lakier oraz dodatkową, chromowaną wstawkę nieco ponad progami bocznymi. Z tyłu zaś znajdziemy tylne światła o intrygującej sygnaturze świetnej umieszczone w ciemnej wstawce. Rzecz jasna tylne światła zostały połączone tak popularną, aczkolwiek mocno już oklepaną listwą świetlną LED. Całościowo nadwozie Chery Tiggo 7 oceniam bardzo pozytywnie. Wygląda zgrabnie i rzuca nam się w oczy.

Wnętrze w stylu Omody
Nie jest sporym zaskoczeniem, iż wiele elementów zostało zaczerpniętych z bratniej Omody 5. Na pochwałę zasługuje osobny panel do obsługi klimatyzacji. Co prawda nie mamy tam tradycyjnych przełączników tylko przyciski haptyczne, jednak nadal są one zdecydowanie wygodniejsze w użytkowaniu, niż gdybyśmy sterowali klimą z poziomu ekranu. Coś, co szczególnie mnie zaskoczyło w tym samochodzie to dozowniki od zapachu. Otóż w ustawieniach klimatyzacji mamy zakładkę „zapach”, gdzie możemy wybrać rodzaj oraz intensywność zapachu, który samochód będzie roztaczał po kabinie. Rozwiązanie w stylu premium w budżetowym SUV-ie. Tego tu się nie spodziewałem. Do tego przy dłuższej jeździe samochód sam odpala zapachy, aby „odświeżyć” kabinę.
Poza tym dostajemy znajomą kierownicę, która zamiast szyldu „OMODA” doczekała się dopisku „CHERY”, zaś za nią znajduje się zestaw dwóch ekranów o przekątnej po 12,3 cala. Oczywiście, tak jak w Omodzie, możemy przyciszyć nasze kierunkowskazy, czy inne powiadomienia samochodu. Z kolei sam system inforozrywki jest bardzo intuicyjny i przede wszystkim działa naprawdę sprawnie. Jedynie delikatnie przycina się przy wybraniu trybu sport. Trzeba się do tego przyzwyczaić. Kilkukrotnie zdarzyło mi się przeskoczyć ten tryb, gdyż myślałem, że samochód nie odnotował przekręcenia pokrętła od trybów jazdy. I jest to mój jedyny zarzut. Wiele elementów zostało wrzuconych w formie kafelków, przez co dostajemy bardzo czytelny układ opcji. Nie zabrakło też zgrabnego wybieraka od skrzyni biegów. Doczekał się on specyficznego, wewnętrznego wykończenia.

Lepiej niż w Volvo
Całość dopełnia 8-głośnikowy system Audio od sony oraz bezprzewodowy Android Auto oraz Apple CarPlay, czego zabrakło mi we wcześniej testowanym Volvo XC60. Warto także wspomnieć, że Chery Tiggo 7 daje nam wiele opcji dostosowania działania hybrydy do naszych potrzeb. Poza samym wybraniem opcji, czy chcemy poruszać się wyłącznie na prądzie czy też w trybie hybrydowym możemy też dostosować wiele parametrów w tym odzysk energii, doładowywanie akumulatora przez silnik spalinowy, czy też możliwość załączenia trybu ultra oszczędnego.
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube
No i do tego mamy przyzwoity bagażnik. Jak na samochód mierzący 4553 mm długości, 1837 mm szerokości oraz mogący poszczycić się rozstawem osi na poziomie 2670 mm dostaliśmy ogrom przestrzeni. Domyślnie pomieścimy w bagażniku 500 litrów, a pod podwójną podłogą możemy schować kable, zestaw naprawczy czy jakieś pierdoły. Do tego mamy oświetlenie LED-owe oraz dodatkowe gniazdko 12V. Z kolei po złożeniu tylnych siedzeń nasza ładowność wzrasta do 1305 litrów i dostajemy niemal płaską podłogę. Jest jednak jeden problem. Klapa bagażnika unosi się według mnie zbyt nisko. Przez co wyższe osoby mogą zaliczyć niemiłe spotkanie z jego zamkiem podczas załadunku.

Zapomnij o tankowaniu
Coś, co szczególnie zaskoczyło mnie w Chery Tiggo 7 to spalanie. Przy naładowanym akumulatorze rzecz jasna będzie ono minimalne. Jednak nawet gdy rozładujemy go, to zużycie benzyny nie zrujnuje naszego portfela. Wracając z Warszawy po wskoczeniu na autostradę zużywałem w trybie hybrydowym 24,8 kWh i zaledwie 1 litr benzyny. Z kolei po opróżnieniu akumulatora moim oczom ukazało się spalanie na poziomie jedynie 6,8 litra. Na krajówkach, gdzie już miałem pusty akumulator Chery potrzebowało zaledwie 6,2 litra. No a w mieście? Wyniki wcale nie były wyższe. Moje spalanie przy rozładowanym akumulatorze wynosiło maksymalnie 7 litów. Co więcej, czasem zdarzało mi się zejść do 6,7 litra. Rzecz jasna przy naładowanym akumulatorze samochód głównie korzystał z prądu. Warto tutaj wspomnieć, że akumulator o pojemności 18,3 kWh pozwala nam przejechać do 90 km na samym prądzie, a co ważniejsze, możemy go ładować z mocą nawet 40 kW.
Z kolei pod jego maską spoczywa 1,5-litrowy benzyniak, który dostarcza 143 KM mocy oraz 215 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Z kolei dodatkowy silnik elektryczny dorzuca kolejne 204 KM i 295 Nm momentu obrotowego. Dzięki czemu hybrydowy układ napędowy dostarcza 279 KM mocy oraz 365 Nm momentu obrotowego. Takie zestawienie nie zaserwuje nam spektakularnego przyśpieszenia, gdyż pierwsza setka wskoczy na licznik dopiero w 8,2 sekundy. Muszę przyznać, że chwilę musiałem przyzwyczaić się do tego samochodu, gdyż ma stosunkowo duże opóźnienie podczas ruszania. Gdy wciśniemy pedał gazu samochód chwilę analizuje, czego właściwie od niego żądamy i do osiągnięcia 30 km/h rozpędza się trochę ospale, ale potem łapie powietrze we wloty i przyśpiesza płynie.
Test wideo Chery Tiggo 7 PHEV:
Coś co również może być dla nas irytujące to zawieszenie. Z jednej strony bardzo dobrze radzi sobie z nierównościami, jednak z drugiej przy dynamiczniejszej zmianie kierunku jazdy pojawiają się spore przechyły nadwozia. Nie każdemu przypadnie to do gustu. Nie mogę natomiast nic zarzucić układowi kierowniczemu, ani wygłuszeniu, które jak najbardziej sprawdzają się w tym samochodzie.

Chery Tiggo 7 gra ceną i gwarancjami
Czas przejść do dwóch głównych atutów Chery Tiggo 7. Po pierwsze cena. Podstawowy wariant startuje od kwoty 154 900 złotych, z kolei wersja Prestige to wydatek zaledwie 164 900 złotych. Cena nie jest zła i wszystko mamy w standardzie, za nic nie musimy dopłacać. Taka cena sprawia, że Tiggo 7 jest nie tylko konkurencyjny względem „Europejczyków” lecz również większości samochodów z Państwa Środka. Do tego mamy cały pakiet gwarancji. Dostajemy 7-letnią gwarancję z przebiegiem do 150 tyś km na samochód. Do tego mamy 8-letnią gwarancję na silnik elektryczny oraz skrzynię biegów, a także 12-letnią gwarancję na perforacje nadwozia. No i jeszcze 7-letni assistance w cenie. Wow, robi wrażenie. Gdyby tego było mało, to w momencie premiery Chery zarzekło się, że każda część zamienna będzie dostępna w 24 godziny, niezależnie od tego, co potrzebujemy. Są to poważne argumenty, które zamkną usta ludziom twierdzącym, że chińczyki mogą być problematyczne w naprawie i zwykłym serwisowaniu.
Całościowo Chery Tiggo 7 robi ogromne wrażenie względem tego, co oferuje za naprawdę rozsądne pieniądze. Mamy kilka mniej lub bardziej irytujących wad, na które wielu klientów będzie gotowych przystać. Ilość asów w wydechu tego samochodu jest nieproporcjonalna do jego wad… a do tego ta cena i świetne spalanie. Podobnie jak Omoda 5 nie jest to samochód idealny, jednak za tę cenę jest zakupem rozsądnym, którego nie powinniśmy żałować w przyszłości.
Damian Kaletka
Zdjęcia Chery Tiggo 7 phev:




































Dane techniczne Chery Tiggo 7 phev:
Silnik: benzynowy + elektryczny
Pojemność: 1499 cm³
Moc: systemowo 279 KM
Maksymalny moment obrotowy: 365 Nm
Skrzynia biegów: automatyczna, 1-stopniowa DHT
0-100 km/h: 8,2 s
V-max: 180 km/h
Cena 164.900 złotych







