Po teście BYD Seal U pozostał mi ogromny niedosyt, który miałem nadzieje wypełnić gorącą nowością od chińskiego producenta. Tym razem zasiadłem za kółkiem BYD Sealion 5, którego test wyobrażałem sobie zupełnie inaczej.
Kiedy jechałem oddać BYD Seal U czułem ogromny niedosyt po moim teście. Spodziewałem się dostać nieco lepiej skrojony samochód, a nie nudnego kanapowca z przeciętną mocą ładowania. Liczyłem na to, że odbierany przeze mnie BYD Sealion 5 zdoła zmyć tę „hańbę”. Wszak jest to gorąca nowość chińskiego producenta, który mógł zaserwować w nim najnowsze rozwiązania technologiczne. Spodziewałem się szeroko pojętego postępu względem Seal U, które zadebiutowało w 2024 roku. Niestety straszliwie się myliłem i bardzo szybko zatęskniłem za Seal U.

Wizualna równowaga
BYD postanowiło zachować równowagę w designie tego samochodu. Z jednej strony dostaliśmy ciekawszy przód, gdzie po prostu więcej się dzieje. Mamy zgrabnie narysowanie przednie reflektory z sygnaturą świetlną w kształcie bumeranga, które przechodzą płynnie w ogromny grill wykończony w kolorze błyszczącej czerni. Prawdę mówiąc patrząc na resztę modeli od BYD można by uznać, że Sealion jest przedstawicielem zupełnie innej marki, gdyż zmiany stylistyczne są znaczące. Oczywiście to, co serwuje na BYD nie jest szczytem moich marzeń, ale widać, że Chińczycy zrobili krok w dobrą stronę.
Profil boczny nie wygląda już aż tak spektakularnie. Poza nadkolami i progami bocznymi wykończonymi plastikowymi nakładkami mamy również spore, 19-calowe felgi. Niezłym smaczkiem stylistycznym jest tylny słupek, który doczekał się chromowanego wykończenia oraz ciekawego wzoru. Przy moim białym lakierze nie kontrastował on tak mocno, jak ma to miejsce przy innych kolorach nadwozia. Z kolei z tyłu… mamy dramat. Dawno nie widziałem tak nudnego i generycznego tyłu. Poza listą świetlną LED, nudnymi światłami oraz zaokrągloną i niekoniecznie zgrabną klapą bagażnika mamy jeszcze plastikowy zderzak. Przynajmniej dostaliśmy spory spojler dachowy, jednak nie zdołał on zmienić mojego zdania. Tym samym z jednej strony mamy bardziej charakterny przód, a z drugiej oszpecony tył.

Mniejsze ekrany
O dziwno w erze pakowania coraz to większych ekranów BYD zaserwowało nam mniejszy wyświetlacz centralny. W Seal U ma on powiem 15,6 cala, natomiast w nowym Sealionie 5 12,8 cala. Różnica jest zauważalna, a mniejsze ikonki sprawiają, że podczas jazdy trudniej będzie nam chociażby ustawić klimę. Niestety tej nie ustawimy już z poziomu naszych zegarów. Zamiast tego możemy sterować klimą przytrzymując co najmniej trzy palce na ekranie. Nietypowe rozwiązanie i myślę, że na wyboistej drodze nie będzie nam łatwo precyzyjnie jej ustawić. Jednak mam poważniejszy zarzut do tego samochodu. Mianowicie z ustawień systemów bezpieczeństwa zniknął przycisk „Wszystko off”, który pozwalał nam jednym kliknięcie pozbyć się zbędnych systemów bezpieczeństwa. Ba nie mamy też guzika „Perso”, dzięki któremu mogliśmy przywrócić spersonalizowane przez nas ustawienia systemów bezpieczeństwa. Tak więc każdego asystenta musimy wyłączać osobno. Tego z pewnością nie mogę nazwać postępem.
Mamy też nowe cyfrowe zegary, które przyjęły postać tabletu chamsko wklejonego na deskę rozdzielczą. Nie lubię takich rozwiązać i według mnie projektanci poszli na łatwiznę. Zamiast zgrabnie wkomponować je w projekt deski rozdzielczej mamy najprostsze rozwiązanie. Do tego zegary zostały okrojone i zniknęło z nich kilka przydatnych funkcji, a zachowano chociażby timer, który w samochodzie przyśpieszającym od zera do setki w 8,1 sekundy nie jest jakoś szczególnie potrzebny. Natomiast z samej kierownicy zniknął przycisk od obracania ekranu. Szczerze mówiąc nie potrzebowałem tego bajeru i nigdy z niego nie korzystałem, gdyż w orientacji pionowej nie obsługiwał on Android Auto oraz Apple CarPlay, więc nie będę za tą opcją tęsknił.

Lepiej mu w bieli
Z kolei sam interior doczekał się czarnego wykończenia. Prawdę mówiąc sama kolorystyka już robi swoje. W BYD Seal U miałem mieszankę brązu i czerni, która nieźle się prezentowała. Ta czerń mnie jakoś szczególnie nie urzekła i mam wrażenie, że w opcjonalnym, jasnym wykończeniu ten interior prezentowałby się lepiej. Ponownie mamy nikomu nie potrzebny panel z błyszczącej czerni na desce rozdzielczej. Natomiast piano black zniknęło z obudowy naszej półeczki pod tunelem środkowym. Zastąpił je chamski, twardy plastik… no cóż postęp można by rzec. Mniej błyszczącej czerni mamy na samym tunelu środkowym. Znalazła się ona wyłącznie na wybieraku, który jest teraz większy i nie tak zgrabny jak w Seal U.
Test wideo BYD Sealion 5:
Ponownie mamy bardzo wygodne fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, jednak niestety w Sealion 5 są one wyłącznie podgrzewane i mamy tylko jedną ładowarkę indukcyjną. Natomiast wraz 2026 rokiem do wnętrza trafiła kamera monitorująca uwagę kierowcy. Poza drażniącymi komunikatami, abyśmy skupili się na drodze, sama kamera sprawiła, że słupek A stał się nieco szerszy co ogranicza naszą widoczność. Mamy też dosyć przeciętne audio i z pewnością miłośnicy słuchania piosenek podczas jazdy nie będą nim zachwyceni.

Kompaktowy bagażnik, ale pasażerowie narzekać nie będą
Jak na samochód mierzący 4738 mm długości, 1860 mm szerokości, 1710 mm wysokości oraz mogący pochwalić się rozstawem osi mierzącym 2712 mm, dostaliśmy sporo miejsca w tylnym rzędzie siedzeń. Najwięcej znajdziemy nad głową, gdzie mając 176 cm wzrostu nadal miałem sporą odległość od dachu. Niestety z udogodnień mamy tylko gazetowniki, podłokietnik z dwoma cupholderami, kratki nawiewu oraz dwa porty USB i wnętrze na jakieś pierdoły. Zapomnijmy o trzystrefowej klimie czy podgrzewanych skrajnych fotelach. Te na szczęście są wygodne i jedynym wyjątkiem jest środkowe siedzenie, na którym nie chciałbym podróżować dłużej niż kilkanaście minut. Ze względu na podłokietnik nie ma ono za wygodnego oparcia.
W tej części kabiny znajdziemy też haczyki, tych niestety zabrakło mi w bagażniku. Prawdę mówiąc zabrakło mi tak czegokolwiek, gdyż jedynymi udogodnieniami są wnęki po obu stronach kufra oraz oświetlenie. Z kolei pod podłogą znajdziemy dedykowane miejsce na nasze kable. Sam bagażnik również jest dosyć kompaktowy i naturalnie pomieści do 463 litrów, a po złożeniu tylnych siedzeń otrzymujemy maksymalnie 1410 litrów. Do tego nie mamy idealnie płaskiej podłogi, ale przynajmniej dostaliśmy minimalny próg załadunkowy.

Chiński żart
Jednak żadna z wcześniej wspomnianych wad nie ma się do mocy ładowania. Otóż w czasach, gdy potrafimy dostać ogromną moc ładowania w elektrykach, a nawet w hybrydach typu plug-in reprezentowanych chociażby przez Omodę 9, BYD postanowiło z nas zażartować i zaserwowało nam zaledwie 3,3 kW maksymalnej mocy ładowania. Dodam na marginesie, że BYD Seal U, który jest już kilka lat na rynku mogliśmy ładować z mocą do 18 kW, a zapowiadany przez Chińczyków, hybrydowy pick-up BYD Shark będziemy mogli ładować z mocą 55 kW. Natomiast tutaj mamy wyłącznie 3,3 kW, a samo naładowanie akumulatora o pojemności 18,3 kWh zajmie nam aż 6 godzin.
W momencie, gdy nie mam gdzie na co dzień ładować samochodu, to podpinam go do ładowarki, gdy jadę na zakupy lub gdy załatwiam coś na mieście. Praktycznie każda hybryda typu plug-in, którą jeździłem po godzinnym ładowaniu miała akumulator naładowany w 50 lub nawet 90 procentach. W Sealion 5 nie naładowałbym nawet 20 procent. Taki wynik dyskwalifikuje w moich oczach tego SUV-a jako hybrydę typu plug-in. Sam akumulator pozwoli nam przejechać do 80 km na samym prądzie w cyklu mieszanym oraz do 120 km w cyklu miejskim, więc w tym aspekcie niczego nie mogę BYD zarzucić.

Kolejny kanapowiec
Poza tą nieszczęsną mocą ładowania dostajemy także bardzo kanapowe właściwości jezdne. BYD Sealion 5 korzysta z hybrydowego układu napędowego, bazującego na 1,5-litrowym benzyniaku. Dostajemy łącznie 212 KM mocy oraz 300 Nm maksymalnego momentu obrotowego, co pozwala nam wystrzelić od zera do setki w 8,1 sekundy. O dziwo podczas moich prób przyśpieszenia 0-100 km/h timer wskazywał mi czas nawet 7,3 sekundy. Więc być może Chińczycy zaniżają katalogowy czas przyśpieszenia. Jazda tym samochodem po łódzkich ulicach była bardzo przyjemna, gdyż samochód świetnie radzi sobie z tłumieniem nierówności. Problem pojawia się, gdy chcemy pobawić się Sealionem 5 na zakrętach. Wtedy zarówno zawieszenie jak i układ kierowniczy nas nie usatysfakcjonują. Oba zostały dostosowane do komfortowej jazdy. Prawdę mówiąc, musiałem w ustawieniach usztywnić układ kierowniczy, gdyż przy bazowych ustawieniach strasznie mnie drażnił. Nie lubię samochodów, gdzie mogę jedną ręką majtać kierownicą bez żadnego oporu.
Zdecydowanie lepiej prezentuje się elastyczność tego samochodu. Czy to na autostradzie czy poza miastem. Sealion 5 bez ociągania reaguje na pedał gazu. Sama hybryda może pracować w czterech trybach: elektrycznym, jako hybryda szeregowa, gdzie benzyniak służy wyłącznie jako generator, jako hybryda równoległa, gdzie oba silniki napędzają koła i nareszcie w trybie, gdzie benzyniak gra pierwsze skrzypce, a silnik elektryczny odpoczywa. Ten ostatni działa głównie na autostradzie, gdzie poruszamy się z dużą prędkością.
Efekt jest taki, że dostajemy bardzo oszczędną hybrydę. Podczas miejskiej jazdy zużywałem wyłącznie 12,2 kWh, a po rozładowaniu akumulatora spalałem jedynie 4,7 litra. Co prawda przy agresywniejszej jeździe nasze spalanie wzrośnie do 5,5 litra, jednak nadal są to wyniki przyzwoite. Podobnie jak spalanie na autostradzie, gdy możemy korzystać z obu jednostek napędowych. Wówczas spalamy 7 litrów oraz zużywamy 3,2 kWh. Niestety gdy już wyczerpiemy nasz prąd, to wtedy spalanie wzrasta do aż 8,5-9 litrów. Tu już jest nieco dużo.

Cenowo za blisko Seal U
Za wszystko to zapłacimy stosunkowo niewiele. Katalogowo możemy dorwać Sealiona 5 za 149 990 złotych i dopłacamy jedynie 3900 złotych za lakier. Jednak obecnie możemy go wyrwać ze sporym upustem za 136 500 złotych. W tej cenie dostajemy wszystko w standardzie wraz z 6-letnią gwarancją na samochód oraz 8-letnią gwarancją na baterię i silnik elektryczny. Wszystko brzmi pięknie, ale… za Seal U obecnie zapłacimy 152 100 złotych. Czyli za niespełna 16 000 złotych więcej mamy lepiej wyposażony samochód, z lepszą mocą ładowania i, według mnie, lepiej wykończonym wnętrze. Osobiście mając do wyboru te dwa samochody zdecydowałbym się na Seal U.
Obawiam się, że wielu klientów może pójść podobnym tokiem rozumowania. Różnica cenowa jest nieadekwatna do tego, co oferuje Seal U, a do tego mamy iluzoryczną maksymalną moc ładowania. Klienci mogą nie być zainteresowani samochodem, który w dzisiejszych czasach tak długo się ładuje zwłaszcza, że mają wiele alternatyw i to nie tylko od konkurencji. BYD Sealion 5 nie jest złym samochodem, jednak przeciętność nie wystarczy, aby podbić serca klientów.
Damian Kaletka
Zdjęcia BYD Sealion 5 DM-i:







































Dane Techniczne BYD Sealion 5 DM-i:
Silnik: R4 plus silnik elektryczny
Pojemność: 1498 cm3
Sumaryczna moc: 212 KM
Sumaryczny moment obrotowy: 300 Nm
0 – 100 km/h: 8.1 s (osiągnięty czas: 7,3 sekundy)
Prędkość maksymalna: 170 km/h
Cena: 149 990 złotych, obecnie z upustem 136 500 złotych
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







