Po teście świetnego BYD Seal nadszedł czas na jego hybrydowego brata. Tym razem Chińczycy nie zdołali podbić mojego serca. Ba, mam wrażenie, że mogli lepiej wykorzystać potencjał, jaki drzemał w BYD Seal U DM-i.
Przez ostatnie kilka lat testowałem przeróżne samochody. Od tych, które mógłbym trzymać w swoim garażu, aczkolwiek obawiam się, że znalezienie odpowiedniego przybytku nie byłoby łatwym zadaniem. Były również te, których za nic w świecie nie kupiłbym, a jazdę nimi można wpisać jako zamiennik pobytu w więzieniu. I nareszcie są samochody jak BYD Seal U DM-i. Czyli takie, do których ciężko się przyczepić o większe wady, a z drugiej wątpię, abym chciał na co dzień nimi jeździć. Nie był to zły samochód, jednak chemii między nami nie było.

Design mnie nie porwał
Po teście elektrycznego BYD Seal miałem zupełnie inne oczekiwania wobec jego hybrydowego brata. Jeszcze przed odbiorem Seal U DM-i z parku prasowego przejrzałem jego zdjęcia i uznałem… że to nie mój styl. Chiński elektryk wyglądał zgrabnie, widać było kreatywne podejście do projektowania. W hybrydzie tego nie poczułem. Zaserwowano nam ugrzeczniony i prosty design, który z pewnością nie wpisuje się w moje gusta. Z przodu znalazły się zgrabne reflektory z przedłużeniem w formie „łezki” oraz charakterystyczny, zaokrąglony nos. Do tego momentu było znośnie, natomiast spory grill z poprzeczkami w kolorze nadwozia mnie nie przekonał. Tak samo, jak jego przedłużenie w formie dwóch chromowanych akcentów w rogach zderzaka, gdzie znajdziemy także zaślepki zamiast przelotów powietrza.
Profil boczny jest bardzo przejrzysty. Mamy tak kilka głównych przetłoczeń, nadkola i progi wykończone plastikowymi nakładkami oraz spore, 19-calowe felgi o prostym wzorze. Ciekawie prezentuje się boczna sekcja przedniej maski. Otóż maska nie została spasowana na równi z błotnikami i znacząco odstaje, co estetycznie dobrze współgra z przetłoczeniem będącym przedłużeniem tej linii. Aczkolwiek pojawia się tutaj pewien problem. Odległość między krawędzią maski, a linią błotnika po obu stronach maski jest inna. Więc nie można powiedzieć, że została ona właściwie spasowana.
Test wideo BYD Seal U DM-i Boost:
Z tyłu wcale nie jest lepiej. Mamy mocno już przereklamowaną listwę świetlną LED, która łączy w miarę estetyczne tylne światła. Nudę i brak polotu przełamuje sygnatura świetlna w formie kropli wody, która przyciąga wzrok i dobrze wygląda. Ponownie z tyłu mamy zaślepki zamiast przelotów powietrza oraz nalepkę mówiącą nam, gdzie mamy otwierać bagażnik… Sam kufer pomieści do 425 litrów, jednak poza jedną wnęką po lewej stronie nie znajdziemy tam żadnych udogodnień. O gniazdku 12V zapomnijcie. Nie ma tam nawet haczyków. Z kolei pod podłogą mamy miejsce na nasze kable, a po złożeniu tylnych siedzeń dostajemy maksymalnie 1440 litrów i praktycznie płaską podłogę. Przynajmniej tyle.

Przyzwoite wnętrze oraz niezłe wyposażenie
Jak przystało na markę chińską dostajemy materiały nieproporcjonalnie dobre względem ceny. Co prawda nie jest to prawdziwa skóra, lecz wegańska, jednak i tak robi robotę. Materiały są miękkie i przede wszystkim bardzo dobrze spasowane. Brązowo-czarna kolorystyka również przypadła mi do gustu, aczkolwiek w panujące u nas upały ciemna skóra mocno się nagrzewała. Podczas przejażdżek zbawienne okazały się fotele, które są zarówno podgrzewane, jak i wentylowane. Co prawda mogłyby mieć lepsze trzymanie boczne jednak były bardzo wygodne. O dziwo nasz pasażer nie ma możliwości regulacji wysokości swojego fotela. Może jedynie regulować oparcie oraz odległość od deski rozdzielczej. Natomiast nie wysokość. Dziwny pomysł.
Chińczycy za to zaserwowali nam dwie ładowarki indukcyjne, jednak zapomnieli o możliwości ich wentylowania. Przez co nasze urządzenie potrafi się przegrzać. Poza tym mamy duży schowek w podłokietniku wraz z przecinakiem do pasów. We wnętrzu niestety znajdziemy też sporo piano black. Najbardziej drażni mnie to w tunelu środkowym. Niestety BYD uznało, że wybierak w stylu Volvo otoczy panelem z błyszczącej czerni. Znajdziemy na nim przełącznik od trybów jazdy czy też od ustawień klimy. Łatwo się domyślić, że nasze odciski palców na nim zostaną z nami na dłużej. Kolejny panel z piano black mamy na desce rozdzielczej. Na szczęście tego dotykać nie będziemy. O dziwo błyszczącą czerń znajdziemy również wokół naszej półeczki pod tunelem środkowym. Znajdziemy tam też porty USB oraz gniazdko 12V. Tutaj muszę pochwalić BYD, gdyż podobne rozwiązanie znajdziemy w Omodzie. Tam jednak widoczność na porty i gniazdko jest tragiczna… podobnie jak dostęp, więc wpięcie tam kabla podczas jazdy mogłoby być konkurencją olimpijską.

Multimedia w stylu BYD
Z kolei centralnie znajdziemy nasz 15,6-calowy obracany ekran. Szczerze mówiąc nie czuję jego fenomenu. Dla mnie taka opcja jest całkowicie zbędna z dwóch powodów. Po pierwsze, przy pionowej orientacji wyświetlacza nie możemy korzystać z Android Auto oraz Apple CarPlay. Po drugie, ekran po prostu ogranicza nam widoczność. Jedyny plus jest taki, że podczas obrotu nie zmasakruje naszych rzeczy położonych na ładowarkach tak, jak miało to miejsce w elektrycznym Seal. Chińczycy tym razem umieścili go znacznie wyżej, co rozwiązało ten problem. Sam system inforozrywki jest w porządku i działał płynnie. Natomiast w przypadku ustawień systemu bezpieczeństwa wolę jednak rozwiązanie Omody. Tam systemy przedstawione są w formie czytelnych kafelków, natomiast w BYD mamy długą listę. Nie jest to najwygodniejsze. Do cyfrowych zegarów nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń. Dostarczają one wszystkich niezbędnych informacji, a do tego zostały dobrze wkomponowane w subtelny „modlitewnik”, a nie chamsko wklejone w deskę rozdzielczą.
Jak na samochód mierzący 4775 mm długości, 1890 mm szerokości, 1670 mm wysokości oraz przy rozstawie osi 2765 mm, dostajemy sporo miejsca. Zarówno na kolana jak i na nogi. Do tego dostajemy płaską podłogę, więc nawet osoba siedząca na środkowym miejscu nie powinna narzekać na ilość miejsca. Będzie natomiast narzekać na wygodę, gdyż ze względu na podłokietnik oparcie fotela jest bardzo niewygodne. Szczerze mówiąc nie życzyłbym nikomu dłuższej jazdy na tym miejscu.

Samochód dla emerytów
Niestety BYD Seal U DM-i należy do tego grona samochodów, które dowiozą nas z punktu A do punktu B, ale o emocjach podczas jazdy zapomnijmy. Dostajemy bardzo komfortowe zawieszenie, które świetnie radzi sobie z nierównościami, ale przy pokonywaniu zakrętów nie odczujemy frajdy. Nie pomaga nam również układ kierowniczy, który zachęca nas do spokojnej jazdy. Całkowicie nie pasował on do mojego stylu jazdy i możliwość luźnego „majtania” kierownicą jakoś mnie nie porywa. Stąd też skorzystałem z ustawień i nieco usztywniłem układ kierowniczy. Wtedy było już znośnie, ale nadal bez szału. Nie lubię samochodów, które nie dostarczają mi frajdy z jazdy, więc chemii pomiędzy mną, a Seal U nigdy nie będzie.
Mamy też układ napędowy, który wypada średnio. Dostajemy hybrydowy układ napędowy bazujący na 1,5-litrowym benzyniaku, który dostarcza nam 218 KM mocy oraz 300 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Jeśli nie straszne nam wycie silnika, to możemy rozpędzić się od zera do setki w 8,9 sekundy i jechać dalej maksymalnie do 170 km/h. Takie przyśpieszenie nie należy do najbardziej komfortowych. Jest głośno, jest wolno… ale udało mi się osiągnąć czas 8,4 oraz 8,6 sekundy na wbudowanym timerze. W przyśpieszaniu nie pomaga nam wygłuszenie, które jest przeciętne. W mieście i na esce jest w porządku, natomiast po przekroczeniu 120 km/h zaczyna robić się głośno.

Moc ładowania nas nie powali
Jak na hybrydę przystało mamy akumulator o pojemności 18,3 kWh, który rzekomo pozwala nam przejechać do 80 km na samym prądzie w cyklu mieszanym oraz do 111 km w cyklu miejskim. Mi takich wyników uzyskać się nie udało, ale myślę, że przy ostrym ecodrivingu jest to do zrobienia. Natomiast mam dylemat przy mocy ładowania. Co prawda mamy złącze CCS, jednak maksymalna moc ładowania wynosi 18 kW. Mało, zwłaszcza względem chociażby Omody 9. Do tego, patrząc na ceny ładowanie prądem AC i DC, oczywiście nie posiadając żadnych abonamentów, te 7 kW niekoniecznie są opłacalne. Jak dla mnie lepszym rozwiązaniem byłoby zaserwowanie nam nawet opcjonalnego złącza 22 kW, ale przy ładowaniu prądem przemiennym. Jeżeli jednak skorzystamy z prądu stałego, to naładujemy akumulator z 25 do 90 procent w 50 minut. Wynik w miarę w porządku.
W porządku przedstawia się również spalanie. Podczas jazdy miejskiej jeździmy praktycznie na samym prądzie. Podczas spokojnej jazdy benzyniak wypoczywa, a nasze zużycie energii wynosi zaledwie 12,5 kWh. Jeżeli potrzebujemy wcisnąć mocniej gaz w podłogę, to zużycie spadnie do 10,5 kWh, jednak spalimy już 0,5-0,8 litra benzyny. Na esce również nie będziemy zawiedzeni. Przy 120 km/h spalamy zaledwie 1,5 litra oraz zużywamy około 12-13 kWh. Natomiast przy 140 km/h na tempomacie niestety nasz akumulator będzie się podładowywał, a samo spalenie wzrośnie do 8,5 do 9 litrów. Tu już jest dużo. Tak samo, gdy jeździmy po mieście przy rozładowanym akumulatorze. Wtedy nasze spalanie również wzrasta do 6,5-7 litrów.

Wszystko w cenie
Jak przystało na Chińczyków dostaliśmy bardzo prosty i przejrzysty cennik. W ofercie znajdziemy trzy warianty, w czym mnie do testu przypadł najtańszy Boost, który katalogowo startuje od 169 900 złotych. W tej cenie dostajemy praktycznie wszystko w standardzie i jedyne za co dopłacamy, to za opcjonalne lakiery. Te zostały wycenione na 5000 złotych. Wspomnę także, że obecnie możemy wyrwać Seal U DM-i z niezłym upustem za 152 100 złotych. Niezła cena, która sprawia, że warto rozważyć zakup tego samochodu. Zwłaszcza, że dostajemy również 6-letnią gwarancję na samochód z limitem 150 000 km oraz 8-letnią gwarancję na baterię.
Moja przygoda z BYD Seal U DM-i jest kontrowersyjna. Z jednej strony nie mogę powiedzieć, że jest to zły samochód. Natomiast z drugiej… nigdy bym go nie kupił z powodu chociażby właściwości jezdnych. Do tego design mnie nie przekonuje. Natomiast znajdzie się wiele osób, które docenią jego komfortowy charakter. Tak też jeśli szukacie SUV-a, który dowiezie Was z punktu A do punktu B w bardzo komfortowej kabinie, to macie propozycję prawie idealną.
Damian Kaletka
Zdjęcia BYD Seal U DM-i Boost:















































Dane Techniczne BYD Seal U DM-i Boost:
Silnik: R4 plus silnik elektryczny
Pojemność: 1498 cm3
Sumaryczna moc: 218 KM
Sumaryczny moment obrotowy: 300 Nm
0 – 100 km/h: 8.9 s (osiągnięty czas: 8,4 sekundy)
Prędkość maksymalna: 170 km/h
Cena: 169 900 złotych, obecnie z upustem 152 100 złotych
Zajrzyjcie również na nasz kanał na YouTube







