Tesla zabiła człowieka? Nie to człowiek był idiotą!

45-letni Joshua Brown jechał swoją Teslą z włączonym autopilotem i oglądał Harrego Pottera, aż tu nagle wyjechała mu na drogę ciężarówka, której nie wykryły czujniki jego auta. Joshua zginął śmiercią tragiczną – jego rodzina może teraz zamówić krótszą o kilkanaście centymetrów trumnę… 

 

O tej historii trąbią chyba wszystkie media na świecie. Przekaz jest oczywiście taki, że autopilot jest niedopracowany, ba – niebezpieczny, a jazda Teslą grozi śmiercią lub kalectwem…

Ja radziłbym jednak stuknąć się porządnie w głowę, może być młotkiem, i zacząć myśleć logicznie.

To, że po fazie testów Elon Musk zdecydował się wypuścić autonomiczną Teslę na rynek wcale nie oznacza, że można wsiąść do środka, założyć sobie opaskę na oczy i strzelić drzemkę w trasie do dziadka Josepha mieszkającego kilka tysięcy kilometrów od miejsca naszego zamieszkania.

Nie wiem, może są tacy, dla których włączony aktywny tempomat np. w nowym Volvo to przepustka do świata relaksu i nicnierobienia z kierownicą, ale na takich ludzi czeka specjalna aleja na cmentarzu. I nic tego nie zmieni – zawsze, nawet najlepiej przemyślane urządzenie będzie miało jedną, choćby minimalną wadę, która w krytycznym momencie da o sobie znać.

 

Clipboard01 Tesla zabiła człowieka? Nie to człowiek był idiotą!

 

 

Tak było i w tym przypadku. Elon Musk napisał na swoim profilu na Twitterze, że radar w Tesli ustawiony jest w ten sposób, żeby samochód nie hamował na widok np. znaków zawieszonych nad drogą.

Ciężarówka, która zajechała drogę nieszczęśnikowi oglądającego Harrego Pottera była bardzo wysoko zawieszona, więc auto ją po prostu zbagatelizowało. Wystarczyło jedynie patrzeć na drogę i uniknąć śmierci. Co więcej, samo uderzenie również nie musiało zakończyć się tragicznie – Tesla jest niska, a 45-latek podobno mógł schylić się tuż przed wypadkiem, co nie doprowadziłoby do ucięcia jego głowy.

Niestety, jego uwagę odwróciła magiczna różdżka młodego czarodzieja…

Adam Gieras

 

fot. tesla.com

 

Dyskusja

komentarzy

Adam Gieras

Adam Gieras

Cześć! Jestem pomysłodawcą portalu MotoPodPrąd i od samego początku pełnię zaszczytną funkcję redaktora naczelnego. Urodziłem się w 1984 roku w Warszawie, z wykształcenia jestem politologiem i prawie dziennikarzem (jak prezydent Kwaśniewski, chociaż studiów nie skończyłem...), a od kilku lat zawodowo poruszam się w świecie afiliacji. Myślę, że mogę nazywać się pasjonatem motoryzacji od dziecka – już w wieku 2-3 lat pytałem o każdy samochód spotkany na ulicy: „co to?”, a dorośli musieli udzielać odpowiedzi. W wieku 10 lat pamiętałem dane techniczne i ceny wszystkich modeli dostępnych na polskim rynku – prenumerata gazety „Auto Bazar” była dla mnie ważniejsza niż nowy rower czy deskorolka. Prawo jazdy zacząłem robić na 3 miesiące przed ukończeniem 17 lat i odkąd odebrałem upragniony dokument nie rozstaję się z czterema kółkami. Dzięki motopodprad.pl udało mi się spełnić nie jedno marzenie – za co dziękuję także Wam, Czytelnikom. Prowadziłem kilkaset samochodów, więc myślę, że wreszcie poza teoretyzowaniem, mogę coś o motoryzacji powiedzieć i być może będę miał rację. Z testowania czerpię przyjemność, ale nie mierzę samochodów linijką, nie sprawdzam każdego plastiku pod względem faktury, nie interesuje mnie jaki rodzaj koła zapasowego lub zestawu do pompowania znajduje się pod podłogą. Od tego są inni. Uwielbiam auta z przełomu lat 80- i 90-tych. W moim skromnym garażu stoją obecnie Skoda Octavia III 1.4 TSI 150 KM oraz pomału doprowadzane do perełki Audi A4 B5 1.9 TDI 116 KM. Chciałbym na co dzień jeździć japońską limuzyną z lat 90-tych, np. Lexusem LS400. W sumie to nie wiem czemu nim jeszcze nie jeżdżę...