Urząd Miasta Łodzi łata budżet i zmienia zasady strefy płatnego parkowania. Kierowcy nie tylko zapłacą więcej za każdą godzinę, lecz również wydłużono czas funkcjonowania strefy.
Łódź jest z pewnością specyficznym miastem, z którego wiele osób się naśmiewa. Nic w tym dziwnego, gdyż włodarze miasta, jak i obywatele, dostarczają ku temu wielu powodów. Już teraz jako mieszkaniec Łodzi wolę poruszać się po mieście z włączoną nawigacją i to nie tylko po to, aby w miarę możliwości omijać zakorkowane ulice. Robię to, aby nie wpakować się na zamkniętą ulicę, których niestety nie brakuje. Wieczne remonty, niezbyt zaplanowane objazdy czy opóźnienia sprawiają, że Łódź staje się prawdziwą dżunglą dla kierowców. Wielokrotnie spotkałem się z opinią osób spoza Łodzi, że to właśnie w moim mieście najgorzej im się jeździ.
Cóż… ciężko im się dziwić. Jak każde duże miasto Łódź boryka się z wiecznymi remontami i licznymi opóźnieniami. Nigdy nie wiem, czy ulica, którą z reguły jechałem do pracy nie zostanie nagle zamknięta. Oczywiście można szukać komunikatów odnośnie planowanych remontów, jednak zakładane terminy często nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości. Tak też wiele ulic zostało opatrzonych cudownym znakiem informującym o rozpoczęciu remontu w 2024 roku. Wszystko fajnie, tylko mamy koniec maja 2025 roku, a robotnicy nie zdołali tam dotrzeć. Codziennie jeżdżę również ulicą, która od stycznia doczekała się znaku drogi bez wylotu… jednak do dnia dzisiejszego wciąż jest przejezdna. Jednak mogą zamknąć ją każdego dnia. Do tego nigdy nie wiadomo, czy przypadkiem w centrum nie runie kolejna kamienica, co jeszcze mocniej paraliżuje ruch miejski.

Większa strefa i wyższe ceny
Wróćmy jednak do meritum, czyli najnowszego pomysłu łódzkich urzędników na uzupełnienie budżetu miasta. Mowa tutaj oczywiście o zmianach w strefie płatnego parkowania. Łódź jako miasto innowacyjne uznało, że osoby mieszkające poza Łodzią zapłacą więcej za parking. Tak więc, jeżeli twoje blachy nie zaczynają się od EL, to musisz liczyć się z wyższym cennikiem. No chyba, że mieszkasz w Łodzi lub płacisz tu podatki. Wtedy musisz udać się do urzędu i zawnioskować o dyspensę.
Nie jest to koniec zmian. Obecnie strefa płatnego parkowania funkcjonuje od godziny 8 do 18. Jednak wielu pracowników zaczyna pracę zdecydowanie wcześniej lub też kończy ją później. Tak też urzędnicy uznali, że strefa będzie teraz funkcjonowała od 7 do 19. Poza tym naprawdę popłynęli z nowym cennikiem, który będzie obowiązywał od października. Za pierwszą godzinę w podstrefie A zapłacimy 6 zł, za drugą 7,20, za trzecią 8,60, a za czwartą i kolejną 6,00 zł. W zdecydowanie gorszej sytuacji są przyjezdni, którzy zapłacą analogicznie 6,90, 8,20, 9,80 za pierwszą, drugą i trzecią godzinę oraz 6,90 zł za czwartą i każdą kolejną. Tak więc spędzenie 8 godzin na parkingu to już koszt dobrych kilkudziesięciu złotych. Alternatywą jest zakup abonamentu kwartalnego za 1000 zł dla łodzian oraz 1200 zł dla przyjezdnych. Z kolei mieszkańcy danej strefy mogą liczyć na roczny abonament w wysokości 365 zł. Nieco lepiej jest w podstrefie B, ale nadal jest naprawdę drogo. Pełny cennik znajdziecie wyżej.

Wszędzie te opóźnienia
No i oczywiście creme de la creme, czyli zwiększenie samej strefy płatnego parkowania. Teraz obejmuje ona praktycznie całe centrum i okolice. Oczywiście kilka uliczek wewnętrznych uchowało się przed przepisami, jednak zaparkowanie tam będzie prawdziwymi igrzyskami śmierci dla kierowców. Aby jeszcze bardziej poniżyć moje kochane miasta warto wspomnieć, że powiększona strefa parkowania miała obowiązywać od 1 maja… jednak nawet z tym się nie wyrobili i nowe zasady będą obowiązywać od 1 czerwca. Żeby było zabawniej, to stworzyli specjalną strefę parkowania C, która obejmuje wyłącznie okolice parku miejskiego, ZOO oraz ogrodu botanicznego. Alternatywnie możesz przerzucić się na komunikację miejską, jednak tutaj również natrafimy na problemy. Wyśrubowane rozkłady jazdy ustalone przez Zarząd Dróg i Transportu są praktycznie nie do wyrobienia przez kierowców autobusów oraz motorniczych tramwajów. Oznacza to, że w godzinach szczytu musimy liczyć się z opóźnieniem, które często sięga kilkudziesięciu minut. Dorzućmy do tego remonty i budowę tunelu średnicowego, a dostajemy prawdziwy miejski armagedon.
No cóż. Nie pozostaje nic innego jak kupić samochód elektryczny. Jednak mała liczba ładowarek i buspasów również nie pozwala nam w pełni korzystać z ich atutów. Tak więc zapraszam Was do Łodzi, tylko najlepiej przyjedźcie rowerem i to z kilkoma blokadami. Za parking zapłacicie horrendalne pieniądze, a i tak wycieczka może skończyć się uszkodzoną felgą na jednej z głównych ulic.
Damian Kaletka







