Skoda nie zamierza jeszcze rozstać się ze swoimi silnikami spalinowymi. Zamiast tego do Octavii, Fabii oraz Kamiqa trafią napędy hybrydowe. Sprawdzą się one nie tylko jako mokry sen każdego taksówkarza.
Skoda jeszcze jakiś czas temu rozważała zakończenie produkcji Fabii czy Kamiqa w 2027 roku ze względu na normy emisji spalin. Jednak wyniki sprzedażowe elektryków sprawiły, że Czesi postanowili dać spalinówkom jeszcze kilka lat swobody i dorzucili do nich hybrydowy układ napędowy. Postawili tutaj na klasyczne hybrydy, czyli te, które nie wymagają ładowania z gniazdka, a dzięki dodatkowemu silnikowi elektrycznemu mogę przejechać kilka kilometrów na samym prądzie. Nie tylko obniżają emisję tak znienawidzonego przez unijnych urzędników CO2, to również zmniejszają spalanie.

Najwięcej zmian trafi do nowej Octavii, co nie powinno być dla nas zbyt dużym zaskoczeniem. Dostaniemy w niej układ full hybrid, który zadebiutuje w drugiej generacji Volkswagena T-Roca. Łączy on w sobie 1,5-litrowego benzyniaka z dodatkowym silnikiem elektrycznym. Dzięki takiemu zestawieniu T-Roc emituje około 100 g CO₂/km, a sam układ napędowy jest o 15 procent bardziej efektywny niż miękka hybryda. Tym samym w tak kochanej i popularnej Octavii dostalibyśmy spalanie na poziomie zaledwie 4,3 litra. Rzecz jasna Octavię nadal dostaniemy z hybrydą typu plug-in. Zapewne będzie to ten sam zestaw co w większym Superbie. Tym samym dostaniemy 1,5-litrowego benzyniaka, akumulator o pojemności 25,7 kWh i zasięg na samym prądzie na poziomie około 145 km.
Jednak taksówkarze nie będą zdani wyłącznie na Octavię. Hybrydowy układ napędowy trafi także do Fabii, Kamiqa czy też do Scali. Tym samym ich rynkowy żywot zostanie wydłużony do co najmniej 2030 roku. Nowe napędy dostaniemy w nich wraz z liftingami. Wszak samo dorzucenie nowego układu napędowego nie wystarczy, aby klienci interesowali się leciwymi samochodami. Niezbędne będzie delikatnie odświeżenie. Zobaczymy, czy klienci pokochają nowy napęd w czeskich modelach.
Damian Kaletka
fot. Skoda







