Będąc mniejszym lub większym miłośnikiem motoryzacji różnej maści warto czasem wybrać się do kina. Chociaż filmów stricte motoryzacyjnych jest mało, to F1 jest jednym z tych, które warto zobaczyć.
Ostatnim filmem motoryzacyjnym, który obejrzałem na dużym ekranie był film zatytułowany „Ferrari”. W role główne wcielili się Adam Driver i Penelope Cruz. Po niemal 1,5 roku oczekiwania kolejny raz trafiłem do kina na film związany z branżą automotive. Teraz również była to premiera i również była związana z wyścigami. O ile „Ferrari” to film łączący wątki, historię marki, życie rodzinne i wyścigi, tak F1 to film opowiadający typowo o królowej motosportu.
Jedną z osób zaangażowanych w produkcję filmu był wielokrotny Mistrz Świata w Formule 1 – Lewis Hamilton. W samym filmie wystąpiło wielu kierowców, którzy do tej pory uczestniczą w wyścigach.
Co można napisać o samym filmie? Bardzo dobrze zmontowane sceny, świetna gra aktorska i ścieżka dźwiękowa. Jest jednak wiele „ale”. O ile produkcja może podobać się jako film z gatunku kina akcji, tak ma on niewiele wspólnego z prawdziwą rywalizacją w F1. Po pierwsze – Brat Pitt (który zagrał główną rolę) świetnie odnalazł się z warunkach panujących w prawdziwym bolidzie. Jednak nikt kto śledzi losy wyścigów nie jest w stanie uwierzyć, że niemal emerytowany kierowca, który od wielu lat nie brał udział w zawodach zostaje ściągnięty do zespołu i z miejsca dostaje miejsce startowe. Wsiada bez długiego przygotowania do bolidu, bez treningu, bez nauki obsługi – jakby doskonale wiedział jak obchodzić się z taką maszyną. Nie przechodzi żadnych badań czy prób wydolnościowych, a mimo tego z marszu uzyskuje najlepsze wyniki dla zespołu. W kolejnych wyścigach heroicznie walczy za zespół pomagając partnerowi, a jednocześnie systematycznie uszkadza auto. Niemal zawsze bez konsekwencji.
Po drugie, pewne kontrowersje może wywołać także wypadek drugiego z głównych bohaterów. Zdarzenie bardzo mocno przypomina wypadek, któremu uległ legendarny kierowca F1 – Niki Lauda.
W finale filmu Sonny Hayes (którego gra Brad Pitt) po emocjonującym i pełnej zwrotów akcji wyścigu pierwszy raz zwycięża w zawodach Formuły 1. Scenariusz wydaje się być znany i płytki, ale jednocześnie ma w sobie coś takiego, że trzyma w napięciu.
Podsumowanie: jeżeli nie jesteście zagorzałymi fanami F1 i nie śledzicie z pasją każdego wyścigu, ale chcecie poznać zawody od zaplecza przy jednoczesnym przymknięciu oka na liczne spłaszczenia w przygotowaniu do zawodów i rywalizacji, a jednocześnie chcecie spędzić fajny czas, to film F1 będzie dobrym pomysłem.
Tekst: Paweł Oblizajek
Zdjęcia: Filmweb







