W ostatnim czasie bardzo dużo piszę się o Muzeum Motoryzacji Wena w Oławie. Jest to największe i najbardziej rozpoznawalne muzeum tego typu w Polsce. Czasem jednak warto wybrać inną drogę, o czym przekonałem się w Bielsku-Białej.
Poszerzanie wiedzy o współczesnej, a przede wszystkim historycznej motoryzacji to mój stały punkt podczas spędzania urlopu. Nie inaczej było tym razem. Będąc na Górnym Śląsku trochę z przypadku trafiłem do Muzeum Motoryzacji, którym opiekuje się Automobilklub Beskidzki.

Pierwsze wrażenie nie jest najlepsze i ma prawo odpychać potencjalnych zwiedzających. Muzeum znajduje się w starym, mocno nadszarpniętym zębem czasu budynku. Ten na początku wydaje się opuszczoną ruderą, która wewnątrz nie kryje nic ciekawego. Plac przed budynkiem również nie zachęca by zajrzeć głębiej. Całość sprawia wrażenie niedawno opuszczonego pustostanu, z którego zapomniano usunąć reklamę. Przed wejściem dalej wita nas przemiły Pan w podeszłym wieku. To On opiekuje się muzeum. Wymiana kilku zdań utwierdza w przekonaniu, że warto zajrzeć chociaż na chwilę. Po zamknięciu drzwi od warsztatu prowadzi nas w głąb podwórka, na którym mijamy stary tramwaj, stary zniszczony autobus oraz wyjątkowego kampera. Zarówno autobus, jak i pojazd szynowy są własnością miasta, które nie kwapi się z podjęciem decyzji o ich dalszym losie. Jak zapewnia przewodnik – tramwaj ma już swoje lata. W Bielsku-Białej zrezygnowano z tego typu środka komunikacji publicznej w 1971 roku i od tego czasu tramwaj stoi nieużywany. Niestety pojazd narażony jest na wszystkie niekorzystne warunki atmosferyczne i w związku z brakiem decyzji Władz Miasta stoi i marnieje. Szkoda, bo byłby ciekawym uzupełnieniem kolekcji w muzeum.

Po przejściu podwórza docieramy pod duże drewniane drzwi zamknięte na kłódkę. Po ich otwarciu przed naszymi oczami pojawiają się naprawdę ciekawe eksponaty. Schowane są w w murowanym pomieszczeniu z gdzieniegdzie odpadającym tynkiem i masą plakatów na ścianach. Całość wraz z unoszącym się w powietrzu zapachem benzyny tworzą niepowtarzalny klimat. I tutaj kolejny raz należą się słowa uznania dla Automobilklubu Beskidzkiego i przemiłego opiekuna muzeum, którzy zadbali o ekspozycje. Pomimo tego, że budynek ma już swoje najlepsze lata za sobą, to panuje tutaj porządek a pojazdy prezentują się nienagannie. Jak się okazuje, wszystkie wystawione auta są własnością osób prywatnych. Jedne samochody garażowane są tu przez długie lata, inne stoją krócej. W związku z tym ekspozycja nie jest stała. Co więcej, każdy z właścicieli pojazdów, po wcześniejszym uzgodnieniu mu prawo zabrać pojazd na własne potrzeby (np. zlot klasycznej motoryzacji, rajd historyczny).

Sama kolekcja nie jest za duża. Wraz z motocyklami liczy poniżej 40 sztuk. Na jej rozbudowanie nie pozwala ograniczona przestrzeń. Modele, które znajdziemy w muzeum są w różnym stanie zachowania. Znajdujemy tu pięknie zachowane Fiaty – 126p, 500, 500A Topolino czy 1200 Cabrio z 1960 roku. W kolekcji znajdziemy także pojazdy, które zmotoryzowały Polskę dawnych lat. Jest Syrena 104 czy Warszawa 223. W kolekcji znajduje się także BMW 321 z1938 roku, dwa egzemplarzy Chevrolet Corvette C1 oraz C3. Wizytówką muzeum oraz samochodem, który swoją historią zdobył moje największe uznaniem jest z całą pewnością DAF 55 Maraton z 1971 roku. Samochód jest niezwykły pod względem konstrukcyjnym. Oprócz tego, że był produkowany zaledwie przez nieco ponad rok (w latach 1971-1972) to nie posiadał on skrzyni biegów. Z tego też tytułu mógł poruszać się z taką samą prędkością zarówno do przodu jak i do tyłu. Wersja Maraton miał trwalsze zawieszenie i mocniejszy silnik. Ogólnie powstało 10967 sztuk tego modelu.

Nie zabrakło także historycznych motocykli. Wśród nich można było znaleźć m.in. modele Romet Ogar 200 czyli motorower produkowany w Polsce w latach 80-tych, MZ ES250/2 Trophy czyli model, który był podstawowym pojazdem milicji obywatelskiej i powstawał w NRD, WFM M06 wersja 3, która również powstała w Polsce.

Pomiędzy samochodami i motocyklami znajdują się drobiazgi pochodzące z dawnych lat. Znajdziemy bardzo stare radioodtwarzacze (w tym te samochodowe), telewizory czy zabawki.
Przy wyjściu z budynku Opiekun Muzeum rozpoczął kolejną ciekawą rozmowę. Deklaruje, że gdyby tylko władze miasta Bielsko-Biała wyraziły chęć i co za tym idzie wsparcie bardzo chciałby otworzyć muzeum, w którym znajdowały by się wyłącznie pojazdy produkowane w Polsce. A historia polskiej motoryzacji jest trudna, a zarazem piękna i bogata. Ten mały obiekt udowadnia, że przy wielkim samozaparciu i odrobinie szczęścia można stworzyć miejsce, które pomimo braku rozgłosu i wsparcia z zewnątrz przyciąga odwiedzających. W najbliższych planach jest jednak odbudowa campera, który pomimo tego, że podobnie jak tramwaj i autobus niszczeje na placu przed budynkiem, będzie odbudowywany. W przeciwieństwie do wspomnianych wyżej pojazdów jest on własnością muzeum i miejmy nadzieję, że w dalszej lub bliższej przyszłości dołączy on do kolekcji.
Dla zainteresowanych ważną informacją jest cennik wstępu. Do muzeum nie ma biletów. Pobierany jest jedynie dobrowolny datek, który pozwala na utrzymanie obiektu. Będąc w Bielsku-Białej dodajcie sobie ten punkt do planowanych atrakcji. Jest mało komercyjnym miejscem, ale za to prowadzonym z dużą i pełnym niesamowitych historii.
Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek
Galeria zdjęć z Muzeum:




























