Koncern Stellantis musi złapać wiatr w żagle, aby odbić się od dna. Aby to zrobić Opel postanowił przy współpracy z Leapmotor opracować nowego SUV-a segmentu C. Chińską technologią obwiną w niemieckie nadwozie. Jednak czy klienci kupią taką mieszankę?
Od czasu przejścia Opla spod skrzydeł General Motors do koncernu PSA wiele osób szydziło z producenta, iż jest teraz bardziej francuski niż niemiecki. Rzecz jasna nie sposób nie zauważyć wpływu PSA, a teraz Stellantis na ofertę Opla. Producent korzysta z francuskich podstaw, więc siłą rzeczy wiele podzespołów i rozwiązań jest wspólnych. Czy wyszło to Oplowi na dobre? Obecne wyniki Stellantis nie napawają optymizmem, gdyż koncern w zeszłym roku odnotował stratę w wysokości 22,3 mld euro. Zaś sam Opel ma swoje lepsze i gorsze momenty. Jego sprzedaż napędza nie tylko kompaktowa Corsa, lecz również gama tak popularnych SUV-ów.
Już wkrótce dopełni się ona o kolejną pozycję, która z pewnością wzbudzi wiele kontrowersji. Otóż Opel przy jego opracowaniu wykorzysta potencjał chińskiego Leapmotor. Już wcześniej krążyły pogłoski, iż niemiecka marka zamierza wykorzystać model B10, a następnie produkować go w Hiszpanii pod swoim znaczkiem. Na szczęście nie spełniła się dalsza część pogłosek, według których nowy model byłby w dużej mierze chińskim SUV-em ze zmienionym emblematem lub, w bardziej pozytywnych wizjach, ze zmienionym przednim pasem. Rzeczywistość okazała się jednak łaskawsza.

Nie tylko znaczek
Klienci nie koniecznie byliby zainteresowani takim samochodem, więc Stellantis postanowiło ukryć jego chińskie pochodzenie. Mianowicie Leapmotor zajmie się architekturą oraz akumulatorem, natomiast Opel zrobi to to co umie zrobić najlepiej. Czyli przygotuje dla swojego SUV-a ładne opakowanie na chińskie podzespoły. Tym samym raczej dostaniemy produkt, który przypomina pozostałe modele Opla niż coś chińskopodobnego. Do tego koncern Stellantis zapewnił, że zajmie się inżynierią podwozia, oświetleniem oraz fotelami.
Pozostaje najważniejsze pytanie – Czy klienci to kupią? O tym przekonamy się w 2028 roku, kiedy to efekt tego francusko-niemiecko-chińskiego mariażu ujrzy światło dzienne. Jedno jest pewne, wielu klientów nadal sceptycznie patrzy w kierunku chińskiej motoryzacji, więc im więcej dostaniemy Opla w tym Oplu tym lepiej dla słupków sprzedaży.
Damian Kaletka
fot. Opel







