Ponad 1000 kilometrów zasięgu przy niskim spalaniu. Tak Omoda 5 Hybrid ma poprawić największą bolączkę modelu. A to wszystko wciąż bez ładowania z wtyczki.
Gama modelowa marki Omoda powoli się powiększa. Do salonów zawita za niedługo kolejna wersja napędowa, tym razem typowo nastawiona na niskie zużycie paliwa. Nic dziwnego, gdyż z jednej strony była to największa bolączka dobrze znanej odmiany 1.6 T-GDI. Ponadto sprzedaż na poziomie 600 tysięcy pojazdów w 47 krajach pozwala na mocniejszą ekspansję.

Hybrydowa odmiana Omoda 5 nie cechuje się widocznymi zmianami wizualnymi. Producent twierdzi, że jedynie lekko przemodelowany został przedni pas, który mieści w sobie diamentowy grill. Zdecydowanie na minus będzie umiejscowienie baterii trakcyjnej, która znalazła się pod płytą bagażnika. Przez ten zabieg pojemność bagażnika spadła o 60 litrów bo wartości 300 litrów.
We wnętrzu kierowca oraz pasażer dostali możliwość korzystania z cyfrowego kokpitu.. Rozbudowany został system multimedialny, który posiada 12,3 calowy wyświetlacz centralny oraz zegary cyfrowe o tej samej przekątnej. Wszyscy asystenci znajdą się w dość szerokim pakiecie w standardzie.

Hybrydowa jednostka napędowa
Omoda 5 Hybrid do napędu dostała kombinacje silnika 1.5 T-GDI, który generuje 143 KM oraz 215 Nm momentu obrotowego. Dodatkowo znalazł się silnik elektryczny o mocy 204 KM, który zasilany jest przez akumulator trakcyjny o pojemności 1,9 kWh. Łączna moc systemowa to 224 KM i na drogę przenosi ją przekładnia DHT.
Co istotne takowa hybryda może działać zarówno równolegle, jak i szeregowo. Co to oznacza? Że podczas spokojnej jazdy pracuje wyłącznie silnik elektryczny, natomiast ten spalinowy działa jako generator prądu i nie przekazuje mocy na koła. Takie połączenie pozwala na osiągnięcie spalania na poziomie 5-6 litrów na 100 km oraz uzyskać zasięg nawet do 1000 kilometrów. Auto rozpędzi się 0-100 km/h w 8 sekund i pojedzie maksymalnie 175 km/h.
Kiedy i za ile?
Omoda 5 Hybrid do sprzedaży ma trafić już we wrześniu tego roku. A plotki donoszą, że cena ma wzrosną jakoś o 12 tysięcy złotych względem wersji typowo spalinowej, czyli do pułapu około 130 tysięcy złotych.
Paweł Zaorski







