Europejscy producenci przyzwyczaili nas, że niektóre liftingi obejmują wyłącznie kosmetyczne zmiany. Zupełnie inne podejście mają Chińczycy, a ich Omoda 5 przeszła prawdziwą metamorfozę.
Jesteśmy przyzwyczajeni do następującego cyklu życia samochodu – debiut, odświeżenie w połowie jego żywotu, a następnie pokazanie jego nowej generacji. Do tego rzadko kiedy lifting przynosi za sobą poważniejsze zmiany. Z reguły nowości są raczej symboliczne i w dużej mierze obejmują wygląd zewnętrzny samochodu i drobne poprawki techniczne. Chińczycy mają w tej płaszczyźnie zupełnie odmienną filozofię. Nie dość, że czasem dostajemy zmiany dwa razy w przeciągu roku, to potrafią pociągać za sobą wiele nowości. Tak też stało się z Omodą 5, która w Państwie Środka doczekała się liftingu.
Zamysł producenta był prosty – zamiast czekać na następną generację z upodobnieniem modelu do reszty rodzeństwa postanowił zrobić to w ramach liftingu. Tak też odświeżona Omoda 5 poszła w ślady większej „siódemki” oraz nadchodzącej Omody 4. Przedni pas w żadnej mierze nie przypomina przedlifta i prezentuje się zdecydowanie agresywniej. Zniknął z niego charakterystyczny wlot powietrza, a same reflektory doczekały się smuklejszego i bardziej zadziornego kształtu. Zmieniły się także tylne światła, które zyskały nową sygnaturę świetlną w kształcie błyskawic, a sama tablica rejestracyjna powędrowała na zderzak. Z kolei na profilu bocznym dostrzeżemy wyraźniejsze przetłoczenia.

Omoda 5 z nowym wnętrzem
Równie poważne zmiany zaszły we wnętrzu maszyny. Design kokpitu również poszedł w kierunku większej Omody 7. Dostaliśmy samodzielny centralny ekran, który znalazł się nieco niżej na desce rozdzielczej. Z kolei za dwuramienną kierownicą znalazł się zdecydowanie prostszy wyświetlacz kierowcy. Z kolei na tunel środowy powędrował przełącznik od biegów, kilka fizycznych przycisków oraz cupholdery. Całościowo Omoda wprowadziła naprawdę dużo zmian jak na facelifting.
Niestety zabrakło mi zmian w ofercie silnikowej modelu. Pierwsze skrzypce gra wariant hybrydowy z systemem SHS oraz akumulatorem trakcyjnym LFP o pojemności 1,83 kWh. W tym wariancie możemy liczyć na 224 KM mocy oraz średnie spalanie na poziomie zaledwie 5 litrów na setkę. W gamie silnikowej znajdziemy także 147-konnego benzyniaka 1,6 T-GDI, aczkolwiek jego miejsce może zająć 1,5-litrowe T-GDI, które będzie nie tylko wydajniejsze, lecz również oszczędniejsze.
Odświeżona Omoda 5 póki co debiutuje wyłącznie w Chinach. Niestety nie wiemy kiedy moglibyśmy spodziewać się jej w Europie. Być może nie dostaniemy jej w najbliższym czasie.
Damian Kaletka
fot. Omoda







