Nowy Nissan Juke po liftingu wyróżnia się legendarnym żółtym kolorem. Gdy przyjrzymy się jednak bliżej zauważymy jeszcze nowe wnętrze oraz poprawione technologie. Jak wypada to na żywo?
Liftingi i odświeżenia w każdym modelu pojawiają się co kilka lat. Niektóre marki robią to w sposób spektakularny, inne bardzo delikatnie. Nissan z modelem Juke podszedł do tematu kompromisowo, bo zdecydowanie więcej zmieniło się we wnętrzu niż w karoserii lub pod maską.
Oczywiście odświeżonym autem udało się również pojeździć, aczkolwiek w przydziale dostała mi się wersja hybrydowa w poziomie wyposażenia N-Connecta, a największą nowością jest opcja N-sport (pokazuje ją na jednej galerii poniżej).

Legendarny lakier powraca
Omawiany crossover pojawił się po raz pierwszy na rynku w 2010 roku, potem pojawiła się druga odsłona w 2019 roku, ale nawiązanie kolorystyczne pochodzi z Nissana Juke, który pierwszy lifting przeszedł w 2014 roku. Właśnie wtedy klienci otrzymali możliwości zakupu egzemplarzy w żółtym kolorze. Po dziesięciu latach Japończycy wracają do tego trendu oferując podobną barwę, lecz trochę ciemniejszą. Dodatkowo pojawiają się inne kolory bieli i czerni. W sumie możecie kupić teraz Nissana Juke w jednej z 24 wersji kolorystycznych, a wspomniany żółty dostępny jest z każdą wersją wyposażenia.
I tak też można wybrać nowe wzory felg, nowe kolory lub pobawić się barwą lakieru kontrastującą z czarnym lub białym dachem. Wersja N-sport wyróżnia się właśnie czarnymi 19-calowymi felgami.

Poza tym to jednak karoseria, ani wymiary Juke się nie zmieniły. Mamy dalej zatem dość oryginalne nadwozie z okrągłymi kloszami reflektorów z przodu i sporym grillem.
Co nowego we wnętrzu?
Zdecydowanie więcej dzieje się w środku samochodu. Juke zbliżył się teraz do Qashqai’a i X-trail’a przez co może się pochwalić cyfrowymi zegarami za kierownicą – mają rozmiar 12,3 cali, a także podobną wielkością wyświetlaczem centralnym na szczycie deski rozdzielczej. Dzięki temu zmienił się cały wygląd kokpitu, ale na szczęście panel do sterowania klimatyzacją pozostał w osobnej fizycznej formie.




Nowy system infomedialny unowocześnił się graficznie i technologicznie. Kamery cofania mają teraz lepszą rozdzielczość, ilustracje lepszy design, a sam system działa płynniej. Pojawiła się też bezprzewodowa łączność z telefonem (carplay lub android auto) oraz szereg nowych systemów bezpieczeństwa (choćby informowanie o przekroczeniu prędkości). Na szczęście kierowca w łatwy sposób na kierownicy może wyłączyć lub skonfigurować swój tryb, w którym włączy/wyłączy odpowiednie opcje.
Z ciekawostek – lusterko wsteczne nie ma ramek, a wersje N-sport mają wstawki z żółtej alcantary na fotelach oraz desce rozdzielczej. W końcu pojawiła się też indukcyjna ładowarka do smartfona.

Gama silników bez zmian
Przy modernizacji Juke’a Nissan nie poprawiał nic w kwestii silnikowej lub mechanicznej. Nadal można kupić 114-konny motor benzynowy w opcji z manualną przekładnią lub automatem. Silnik, to trzycylindrowa benzyna z turbodoładowaniem. Ręczna skrzynia ma 6 przełożeń, a automat 7.
Alternatywą jest normalna hybryda o mocy 143 KM z automatem. Tutaj podstawą jest 1,6-litrowy motor benzynowy oraz silnik elektryczny. Akumulator w tym przypadku ma pojemność 1,2 kWh, więc zapomnijcie o dużych przebiegach bezemisyjnej jazdy. Skrzynia ma niby 4 biegi, ale tak naprawdę jest ich dużo więcej.

Krótka jazda wokół stolicy
Za kierownicą odświeżonego Nissana Juke spędziliśmy parę godzin i kilkadziesiąt kilometrów koło Warszawy. Dzięki temu można było poznać samochód w otoczeniu miejskim, ale też poza nim lub na drodze szybkiego ruchu. Hybrydowa, 143-konna wersja, pozwoliła na korzystanie ze zmagazynowanej energii w mieście, co mogło zaoszczędzić paliwo. Prospekty mówią o spalaniu rzędu 4 litrów na 100 km. U nas było to raczej 6-7, ale fakt, że samochody miały przebiegi rzędu kilkuset kilometrów mogły wpłynąć negatywnie na nasze wyniki.
To, co zaskoczyło nas miło w hybrydzie, to przyspieszenie od dołu. Widać, że hybrydowa inżyniera korzysta z prądu na starcie dzięki czemu auto w mieście żwawo się odpycha. Do samej automatycznej skrzyni biegów nie mam zastrzeżeń, chociaż przy mocnym obciążeniu zdarza jej się zawyć.

Aktualizacja cenników i wyposażenia
To, co podkreślali włodarze Nissana, to fakt, że aktualnie najniższy poziom wyposażenia posiada takie bajery jak kiedyś opcja wyższa. Dzięki temu Juke ma sporo systemów już w standardzie, co może tłumaczyć jego cenę.
Najtaniej nowego Juke’a kupimy za 107 900 złotych. Najwyższa opcja wyposażeniowa to N-sport za 140 790 złotych, a najdroższy nowy Nissan Juke przekroczy granicę 163 990 złotych (hybrydowy N-sport). Co ciekawe, każdą wersję silnikową można połączyć z każdym wariantem wyposażenia. Nie zawsze to taka oczywistość.

Jak zatem określić taki lifting Nissana Juke? Bardziej to aktualizacja technologiczna z małą dozą designerskich poprawek. Żółty kolor robi robotę i ma przyciągnąć młodszą klientelę (30+ zamiast 40-50). I tego Azjatom życzymy!
Konrad Stopa
fot. Autor, Nissan
Zdjęcia Nowy Nissan Juke po liftingu:


















Komentarze 1